Witam...
Mam 24 lata, moja dziewczyna z która jestem od ponad roku ma 22 lata.
Znamy się dużo dłużej ale jakoś tak los chciał że dojrzeliśmy do związku ponad rok temu.
Doskonale się dogadujemy, spędzamy z sobą bardzo dużo czasu gdyż mieszkamy nie daleko, ja pracuje ona aktualnie studiuje pierwszy rok na studiach dziennych (wcześniej pracowała), w naszym związku niczego nie brakuje. Jednak zaczynam mieć pewne obawy, od pewnego czasu moja dziewczyna często mówi że chciałby być w ciąży, mieć dziecko itp, zadaje mi pytania "co by było gdyby" itp.
Ja oczywiście wiąże z nią przyszłość, ale z zakładaniem rodziny chciałbym poczekać aż ona skończy studia (wiem że jej rodzicom ogromnie na tym zależy), aż się ustatkujemy, zamieszkamy razem. Oczywiście uprawiamy seks, używaliśmy prezerwatyw teraz od miesiąca ona stosuje tabletki antykoncepcyjne, dlatego zacząłem się obawiać i delikatnie tracić zaufanie do tego sposobu zabezpieczenia. Próbowałem wiele razy na spokojnie o tym rozmawiać, ale zazwyczaj ona nie zwraca uwagi na żaden z moich argumentów, mówi że wie, rozumie ale potem dalej swoje. Teraz jeszcze moja siostra urodziła synka i moja dziewczyna praktycznie cały czas mówi o ciąży.
Chciałbym uprzedzić kobiety które natychmiast mnie skrytykują że nie mam do niej zaufania, bo tak nie jest, mam zaufanie ale zaczynam się o to obawiać, po prostu jestem człowiekiem który ma inne priorytety czyli: chce dać jej spokojnie skończyć studia, zamieszkać razem, wziąć ślub i zakładać rodzinę (jej rodzice też mają takie podejście i nie chce żeby życie było jedną wielką awanturą przez przedwczesną ciąże). Zależy mi na niej i wiąże z nią przyszłość, ale powoli tracę ochotę na seks przez te rozmowy o dziecku, martwi mnie też to że nagle chciała zrezygnować z prezerwatyw i zaczęła faszerować się pigułkami (zawsze była nim całkowicie przeciwna).
Nawet nie mieszkamy jeszcze razem gdyż jej rodzice są bardzo religijni i tacy trochę staroświeccy (czyli mieszkanie razem dopiero po ślubie).
Co mam o tym wszystkim myśleć?
Pozdrawiam.