Od dawna jestem zakochana w moim nauczycielu matematyki. Nie przeszkadza mi jego wiek, ma prawie 40 lat, to nawet dobrze, bo stateczny, męski, ktoś zupełnie inny niż zdziecinniali moi koledzy, którzy tylko prześcigają się w tym kto więcej wyrzygał na ostatniej balandze. To dzięki niemu polubiłam jego przedmiot, to dla niego zgłaszałam się do wszystkich konkursów, byleby tylko być przy nim jak najdłużej. Wiem, że nie powinnam się z tym ujawniać dopóki jestem, lub w zasadzie byłam jego uczennicą, ale jak już skończyłam szkołę, to chyba nic już nie stoi na przeszkodzie aby mu to powiedzieć? Tylko jak, zwłaszcza, że to nie wszystko? Wiem, czuję, że on też do mnie coś czuje, bo na lekcjach często na mnie patrzył, a ja na jego i już tak do końca lekcji... Poza lekcjami, na ulicy, u niego w domu też chwytam jego wzrok...
No i właśnie to w sumie nie jedyny mój problem. Bo Jacek, tak ma na imię mój nauczyciel ma też syna. Rok młodszego ode mnie i chodzi do tej samej szkoły. No i on dawał mi do zrozumienia, że mu się podobam, więc jako że dzięki niemu miałam większy dostęp do Jacka to chodzę z nim. Ale nic do niego nie czuję, do niczego nie doszło, bo to straszny gówniarz, wręcz mnie irytuje swoim zachowaniem, ale robię to tylko dla Jacka, bo tylko jego kocham. Wiem, może to okrutne, ale nie miałam innego wyjścia. Dzięki temu parę razy jedliśmy wspólnie obiad, lepiej poznałam Jacka i wiem, że chcę z nim być. Tylko co powinnam zrobić?
Aha, Jacek niby ma żonę, ale jest od dawna za granicą, przyjeżdża tylko raz na jakiś czas. Tak więc to żadne małżeństwo, zwłaszcza, że podobno się kłocą, a wiem, że mężczyźni w jego wieku potrzebują kobiety. Może mogłabym to wykorzystać?
Proszę nie oceniajcie mnie. Tak, święta nie jestem, ale takie czasy. Chcę tylko porady.
