netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

42 odpowiedzi6 504 wyświetleniazałożony przez doloris, 24.11.2009

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 43 ]

1

Temat: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

Witam wszystkich:)

Całkowicie przypadkowo trafiłam na to forum, aczkolwiek już od dawna szukam odpowiedzi na dręczące mnie pytania, mam nadzieje, że ktoś postronny obiektywnie będzie mógł mi doradzić:), lub wyrazić swoje zdanie.

Jestem w związku z moim mężczyzną od ponad 3 lat. Przez pierwsze miesiące było cudownie, świetne porozumienie, szacunek itp, no jednym słowem mój ideał. Jak to bywa w zwiazkach po pewnym czasie pojawiały się pewne drobne kłótnie, sprzeczki z powodu najczęściej różnicy zdań, ale dosyc szybko się godzilismy i wszystko wracało do normy. Jednakże od paru miesięcy nie wiem co się dzieje z moim facete. Gdy powstaje jakiś problem, lub jeżeli ja zrobie coś, co według niego powinnam zrobić inaczej, następuje "wybuch". Staje się agresywny w słowach, lekceważy mnie, czasami zdaża się że mnie obrazi. Wtedy ja wychodzę z inicjatywą żeby porozmawiać o problemie, jednak przeważnie spotykam się z reakcją że on nie ma nic do powiedzenia, obraża się i traktuje mnie jak powietrze. Dopiero jak mu przejdzie to wtedy łaskawie po mojej prosbie porozmawia ze mną, pokazując że nie ma oczywiście ochoty na to. W sytuacji kiedy on zachowa się tak, że sprawi mi przykrość to wtedy jedne na co mogę liczyć z jego strony to, to że mi się wydaje albo, że według jego mniemania nie zrobił nic takiego żeby sprawić mi przykrość. Kiedy jest jakiś problem on nigdy nie ma czasu na rozmowe tylko idzie spać i tak w kółko. Ciąge mi powtarza, że kobieta powinna dawać to wszystko czego mężczyzna potrzebuje, a wtedy kiedy będzie wszystko dostawał to będzie dobry dla mnie. Ale czy na szacunek trzeba sobie zasłużyć??? starałam się robić to czego on oczekuje, ale gdy zdaży się sytuacja że np. nie mam czasu to on mnie podkreśla tym że ja nic dla niego nie robie i zaczyna mnie lekceważyć, wydzierać się z byle powodu. Pomim tego że nie raz prosiłam go o to że nie chce się kłócić, że chce dla niego jak najlepiej to on mi wmawia w kółko że nie ma we mnie wsparcia. I kiedy ja już mam wszystkiego dość, i staje się bezsilne wobec jego nieuzasadnionych oskarżeń, i nie mam już na nic sił to on wtedy utwierdza się w tym że ja mam go dalego gdzieć. Kocham go, ale już nie daje rady. Czy to słuszne, że zaczynam czuć się jak coś co ma zaspokajać jego potrzeby, a wtedy otrzymam dobre traktowanie. Mówiłam mu ostatnio, że jak się nie zmieni to odejdę, to on mi na to, że jeżeli taka moja wola będzie to trudno, ja mam podjąć decyzję. Przyznam, że zdażyło mu się mnie udeżyć, nie z przysłowiowej pięści ale jednak, to było upokarzające. Rozmawialismy ostatnio, powiedział mi, że nie chce się tak zachowywać wobec mnie, ale żeby było dobrze to muszę robić to co kobieta powinna dla mężczyzny, a  wtedy on będzie dobry. Ale czy to jest normalne? to nie jest pierwsza sytuacja, to już się powtarzało, ale efekty były krótkoterminowe. Czy jest sens jeszcze próbować? ten ostatni raz???proszę doradźcie mi:(:(:(

2

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

Nie ma najmniejszego sensu próbować. Miliony kobiet codziennie mówi sobie "powinnam odejść, ale przecież go kocham, poza tym na pewno się zmieni dla mnie". I zgadnij co się dzieje dalej? Nic się nie zmienia, a one tkwią w tym, unieszczęśliwiając się i dając się poniżać.

Podstawą jest, byś uwierzyła w to, że on się nie zmieni. BTW - koleś umysłowo jest na poziomie epoki kamienia łupanego, a cuda się niestety nie zdarzają.

3

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

A czy powiedział Ci kiedyś tak konkretnie co znaczy dla niego, że nie dbasz, nie robisz nic dla niego itp? Wydaje się, że facet rzuca ogólniki, a tak na prawdę chodzić może o coś zupełnie innego. Nie dawaj się tak zbić z tropu. Spytaj go po prostu co proponuje. Bo mi się wydaje, że on jest dobry w pustej krytyce, która odbiera chęci działania, a nie konstruktywnej. No i koniecznie niech jaśnie pan przyjmie do wiadomości, że problemy w związkach nie wynikają z zachowań jednej strony i jego postawa "jak ty zrobisz wszystko dobrze, to wtedy może i ja zrobię" jest typowa raczej dla dzieci...

4

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

Twój parter to Pan i Władca a Ty musisz być na każde jego skinienie.....tak być nie może, nie jesteś jego własnością i nie masz w obowiązku być dla niego dobra bo inaczej wielmożny Pan stwierdzi ze go krzywdzisz i nie zasługujesz na takiego jak on.
Może zbyt pochopnie wyciągam wnioski ale to nie ma sensu zebys z nim była. Myślę że potem będzie siedział przed tv i rzuci hasło do Ciebie "  kobieto podaj mi piwo"
Kawa nigdy nie powinna być za mocna a kobieta za słaba, jesli pozwolisz sobie na takie traktowanie to będzie tylko gorzej..

5

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

Na moje oko wygląda to mniej więcej tak:

Stałaś sie jego własnością. Tak szczerze to faceci mają jakoś zakodowaną potrzebę "posiadanie" wszystkiego na własność (kobietom też sie to zdarza, ale faceci są w tym mega czytelni). Pewnie pierwotna chęc zdobywania, bycia myśliwym powoduje takie niecywlizowane zachowania.  On czuje się pewnie w tym związku i stawia wymagania sprytnie stosując socjotechniki: bądź dla mnie dobra to ja też tongue

To że powiedział, że Ty podejmiesz decyzję o odejściu to zwykły szantaż emocjonalny i próba obarczenia Cię za rozwalenie związku. A jak widzę taki szantaż to scyzoryk mi się w kieszeni otwiera. Czyli stawia Cię w kolejnej niezręcznej sytuacji co powoduje, że zaczynasz czuć większą odpowiedzialność no i miotasz sie sama ze sobą a on tylko patrzy jak łowca na zwierzynę w potrzasku, niestety...

No a już uderzenie Cię czy choćby poszturchiwanie nie nadaje się do komentowania. Słabość przez niego przemawia więc markuje agresją.

Reasumując: przestał o Ciebie zabiegać bo dostał co chciał. Spoczął na laurach i głupie pomysły przychodzą mu do czaszki. apoteoza ma rację - jeszcze trochę a będziesz jego robotnicą. obym się mylił ale takim tu stereotypem zajeżdża, że tak to się może skończyć.

Co robić? Decyzja należy do Ciebie.

6

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

Mój facet, tak mi się wydaje ma ogromna potrzebę opiekowania się nim. Nie wiem skąd to sie bierze, ale ciągle mi powtarza, że gdybym ja miała mu gotować to dawno by z głodu umarł. Nie mieszkamy razem, więc nie zawsze mam czas żeby mu zrobić cieplutki obiadek jak wraca z pracy. Ale nie jestem tzw. zimna rybą i jeżeli tylko mnie o to poprosił starałam się to dla niego robić i nie miałam z tym problemu. Nie wiem może jemu chodzi o to że za rzadko ja wychodzę z taką inicjatywą, ale jeżeli mieszkamy osobno to chyba normalne jest że on sam sobie raczej gotuje. Sama nie wiem. To nie tylko o gotowanie chodzi, ale także za rzadko sprzątam, za rzadko kwiatki podlewam itd. Jednak nie zauważyłam po nim żeby miał jakieś szczególne zamiłowanie do porządku. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że takie rzeczy mówi mi zawsze jak się kłócimy a nie na spokojnie z rzyczliwością. On twierdzi, że ja mu ciągle powtarzam, że jest zły i niedobry, bo często twierdzę, że mnie rani. Tylko nie rozumiem jednego jeżeli ja mu powiem że pewne jego odzywki wobec mnie bądź też zachowania sprawiają mi przykrość, a on ich nie zmienia, a później twierdzi że ja mam ciągle pretensje więc on się nie może zmienić bo ja mu wmówiłam że on jest chamem. Nie rozumiem nie wiem czy mam rację, ale dla mnie to chyba oznacza że moje pretensje są dla niego nieuzasadnione, bo gdyby było inaczej to raczej by mi nie wypominał tego. Wiem, ja też nie jestem bez winy, ale nigdy nie odmówiłam mu rozmowy jeżeli był jakiś problem czy konflikt między nami, zawsze dążyłam do porozumienia, natomiast on zamyka się w sobie, a ja w takiej sytuacji nie potrafie do niego dotrzeć, bo najzwyczajniej w świecie on milczy i sie nie odzywa. Czy to moja wina???może ja popełniam jakiś bład?? już sama nie wiem:(
Don Pedro dziękuję za mądrą i rzeczową odpowiedź, zreszta innym także jestem wdzięczna za wypowiedzi to dla mnie wiele znaczy.
Tak się zastanawiam czy może gdzieś popełniłam błąd, że doszło do takiej sytuacji. Wogóle jestem strasznie skołowana, bo już sama nie wiem na czy tak faktycznie polega udany, partnerski związek???
Kiedy jest dobrze między nami, a tak kiedyś było to on jest cudowny, troskliwy, a kiedy pojawia się jakiś problem to nie można się z nim dogatać, on zawsze w takiej sytuacji mi mówi że żle się poczuł przezemnie, a kiedy ja mu chce wytłumaczyć że źle odebrał moje zachowanie i nie chciałam mu sprawić przykrości to najczęściej to do niego nie dociera, a wtedy ja musze czekać parę dni aż mu przejdzie, tylko czy w każdym związku tak jest??

7

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

Facet po prostu jest wciąż dzieckiem, które domaga się żeby wszyscy wszystko za niego robili, a on może się byczyć i mieć podane na tacy. Pewnie rodzice wszystko za niego robili i dlatego wciąż nie chce się całkiem usamodzielnić i zadbać o siebie.

Co do Twojego pytania - to nie jest zdrowy i normalny partnerski związek. On Cię po prostu perfidnie wykorzystuje.
Tak jak zostało wcześniej powiedziane: był miły póki musiał się o Ciebie starać. W momencie gdy stałaś się "jego", to on już nic nie musi.

8

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?
doloris napisał/a:

ciągle mi powtarza, że gdybym ja miała mu gotować to dawno by z głodu umarł. Nie mieszkamy razem, więc nie zawsze mam czas żeby mu zrobić cieplutki obiadek jak wraca z pracy. (...) To nie tylko o gotowanie chodzi, ale także za rzadko sprzątam, za rzadko kwiatki podlewam itd.

Rozumiem, że on urodził się z dwiema lewymi rączkami? Czy po prostu zajmowanie się własnym mieszkaniem i podcieranie własnego tyłka godzi w jego poczucie własnej wartości?

9

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?
doloris napisał/a:

Mój facet, tak mi się wydaje ma ogromna potrzebę opiekowania się nim. Nie wiem skąd to sie bierze, ale ciągle mi powtarza, że gdybym ja miała mu gotować to dawno by z głodu umarł.

Czyli co - status kury domowej? Przepraszam za takie określenia ale to co napisałaś powyżej tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że jest dobrze jak jemu jest dobrze. A kłócicie się jak zaczyna mu coś nie pasować. I wtedy najłatwiej jeszcze zrzucić mu winę na Ciebie.

Wiesz, jak ludzie się szanują i darzą uczuciem to nie jest tak jak piszesz. Może też być tak, że on nie lubi chodzić na kompromisy tylko najzwyczajniej chce dominować. To całkiem często spotykane w związkach. No i wtedy ktoś jest górą a ktoś (najczęściej bardziej wrażliwy) cierpi odczuwając stłamszenie.

Co robić pewnie zapytasz? Hm, zdystansuj się bardziej. Trochę emocjonalnego chłodu nie zaszkodzi. Rozmowy jak piszesz niewiele dają. Zatem czas zburzyć trochę panujący "chory" ład. On musi poczuć, że powinien się o Ciebie starać. Czyli bądź bardziej "nieuchwytna", może troche bardziej "tajemnicza". Nie bądź otwartą księgą. Może zwróci na to uwagę i zacznie podejmować przemyślane kroki, bo to też róznie bywa...

10

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?
doloris napisał/a:

.
Tak się zastanawiam czy może gdzieś popełniłam błąd, że doszło do takiej sytuacji. Wogóle jestem strasznie skołowana, bo już sama nie wiem na czy tak faktycznie polega udany, partnerski związek???

Nie. Tak nie wygląda partnerski związek. W Tym przypadku nie ma mowy o partnerstwie. Facet znalazł w Twojej osobie sprzątaczkę, kucharkę... itp. Pisząc pierwszego posta nie chciałam być jednostronna, ale z tego co mówisz, ten facet nie ma zielonego pojęcia o tym, na czym polega udany związek. Oczekuje od Ciebie WSZYSTKIEGO w zamian nie dając nic i jeszcze tłumacząc to tym, że za mało się starasz. Sory, ale ten gość to dupek.

11

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

Mój facet mieszka sam, sam się utrzymuje i nie może liczyc na pomoc rodziny gdyż jej nie ma. Zycie dało mu ostro w kość i od dawna sam sobie potrafi radzić ze wszystkimi obowiązkami domowymi, a ma ponad 30 lat. Dlatego nie rozumiem dlaczego tak bardzo napiera na to i krytykuje mnie, że ja za mało gotuje i sprzątam u niego. Naprawde się starałam i wydawało mi się, że wszystko jest jak należy. Tylko problem powstaje wtedy gdy ja nie mam czasu na to aby mu pomóc, to on wtedy kwituje mnie tym że ja jestem leń i on juz nigdy mnie o nic nie poprosi. Boli mnie to, gdyż ja ciągle mu tłumacze że che mu pomagać, jednak on cały czas obstaje przy tym że ja mam jego daleko w d...:(, bo kiedyś powiedziałam że nie mam czasu, a w jego mniemaniu jeżeli jestem bezrobotna to powinnam mieć czas zawsze jak on by chciał.
Najbardziej mnie jednak drażni, a wręcz rani gdy ja spokojnie go pytam "dlaczego tak mówisz, porozmawiajmy o tym, gdyż chcę żeby było dobrze" to on ma wtedy swoja taktyke. Kładzie się do łóżka, nie bardzo ma ochotę odpowiadać na moje pytania, i powtarza mi że mu telewizje zakłócam swoim gderaniem i on nie ma nic do powiedzenia bo wkór... go moje pretensje jak zwykle bezpodstawne. Ale czy nie lepiej jest wyjaśniać sobie wszystkie zgrzyty odrazu??? męczę się wtedy strasznie bo nie moge znieść cichych dni, i kiedy wkońcu prosze go o spotkanie to on się zgadza, ale wtedy jest oschły i mało wylewny:(

12

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

To na drugi raz, kiedy on zacznie narzekać że o niego nie dbasz i jesteś leń, to Ty wlep wzrok w tv i powiedz że Cie wkur... swoim gderaniem i przeszkadza.

A tak poważnie - jesteś w toksycznym związku i jeśli sama tego nie przerwiesz, to będziesz się męczyć dalej. Łudząc się że coś się zmieni, szkodzisz tylko sama sobie.

13

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

może łatwiej byłoby mi podjąć decyzje, gdybym wiedziała co nim kieruje, dlaczego jak jest źle to on przestaje się ze mną normalnie komunikować??? a jak jest dobrze to jest cudownym człowiekiem. Ciągle mam przeświadczenie, że to może ja coś robie nie tak, może za dużo mówie i to go męczy?
tak trudno mi podjąć decyzje, przyznać się przed samą sobą co tak naprawdę czuje. Przez tyle czasu żyłam w przeświadzeniu, że to ten jedyny bo tak było nam razem dobrze. A teraz taki ból i żal gdy patrzę jak wszystko się sypie, a ja mam wyrzuty sumienia że może to przezemnie???

14

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

co najmniej jakbyś była zodiakalną wagą... masz wątpliwości ponieważ nie stało się nic konkretnego co by pomogło podjąć Ci decyzję o rozstaniu. Boisz się ze jak go zostawisz, wyjdzie na to że miałaś taki kaprys i zamist to rozwiązać to rozstałaś się.

Za nim zajmniejsz sie przygotowaniami do slubu to zastanów sie czy nie lepiej jest poczekać i rozwiązać ten problem. A nie odkładałabym go na później bo te później może wyglądac tak ze zostaniesz jego sprzątaczką i kucharką.

15

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

tylko, że ja nie wiem jak rozwiązac ten problem:( Prawie zawsze jak jakiś problem był, z mojej winy czy z jego to praktycznie tylko ja wyciągałam rękę do zgody, ja proponowałam rozmowe, wykazywałam chęci do zmiany.
Dziś mi powiedział, że jeżeli mamy jeszcze próbować naprawić sytuacje krytyczna między nami, to "on żąda" aby była odrazu czuła, wylewna i wspaniała. Po ostatnich przykrościach jakie mi sprawił nie potrafie tak na zawołanie się zmienić.
Czy on słusznie robi, że stawia sprawę w ten sposób??? jak rozpoznać, że mężczyzna faktycznie chce zmienić swoje zachwania, bo tak mi powiedział.

16

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

kochana on nie chce nic zmieniac znaczy się chce ale tylko w Tobie. Pokarz mu że nie jestes jego własnością. On musi  Ciebie zaakceptowac taką jaka jesteś albo niech poszuka sobie kogoś innego. Ciekawa jestem co zrobi jak powiesz ze nie chcesz się zmieniać a jak mu nie pasuje tak jak jest to niech on coś zmieni bo Ty nie masz zamiaru. Wątpie zeby się zmienił, z tego co piszesz wygląda mi na mamisynka, zapewne mamusia dawała mu wszystko pod nos i on uważa że tak powinno być.

17

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

Dziś próbowalismy rozmawiać o tym co się dzieje między nami, ale znowu bez większych efektów. On mi zarzucił, że ja nie akceptuje go takim jaki jest i to go boli. Ale ja nie chce go zmieniać, jego zainteresowań, sposbu bycia itp. ja chciałam mu wytłumaczyć, że zdaża się, że mnie lekceważy, mówi bardzo przykre słowa, nie chce rozmawiać o problemach czy kpi z moich uczuć jak mu mówie że mnie rani. Nie wiem, czy to takie skomplikowane, niejasne?
On twierdzi, że nie rozumie tego, że dla mnie rozmowa o tym co złego dzieje się między nami jest aż tak istotna, jego zdaniem pójście do łóżka jest pierwszym dużym krokiem do tego żeby było dobrze:/
Dziś przytoczyłam jego ostatnie przykre słowa jakie wypowiedział w moją strone, i powiedziałam mu że nawet mnie nie przeprosił, a on mi na to że przeprosił. Ja nie przypominam sobie, czemu tak wymysla? zapytał sie mnie jak mam zamiar długo mu tak wypominać, a ja ani raz nie usłyszałam od niego że nie chciał tak poiwedzieć.
Stwierdził dzisiaj że po 50% zależy od nas obojga to co będzie znami. Ale później powiedział, żebym się zachowywała tak żeby było dobrze. Nie wiem, ale mi to nasuneło skojarzenie, że wedlugo niego to odemnie zależy jak on będzie się do mnie odnosił. Czy mam rację??? to wszystko mnie dobija:(

18

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

na to wychodzi....kurcze ale strasznie egoistyczny jest ten Twój narzeczony, ciągle widzi problem w Tobie, jak weźmiecie ślub to powie Ci że to Twój obowiazek jest dbac o niego i doda ze "widziały gały co brały". 
Szkoda ze kompletnie nie wyciąga wniosków z tego co mówisz a jak już macie takie problemy to dalej chyba będzie gorzej, jeszcze wpędzi Cię w poczucie winy ( a jak widać już to robi). On strasznie manipuluje Tobą do tego wmawia Ci coś czego nie miało miejsca a Ty zaczniesz sie zastanawiać i dojdziesz do wniosku ze ma racje.
Nie wiem...ale jak na razie proponowałabym odizolować się od niego na jakiś czas, musisz sobie to wszystko na spokojnie przemysleć, zastanów sie czy warto bo co wtedy jak bedziecie mieli dzieci a on nie zmieni swojego zachowania? Bedziesz się męczyc dla dobra dzieci? Co do ślubu to może odłużcie go na jakiś czas, musisz byc pewna tego ze chcesz spędzić z tym człowiekiem reszte życia.

19

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

doloris: moim zdaniem tu jest temat dla Ciebie: http://www.netkobiety.pl/t7482.html#p128713

To, co się z Tobą dzieje, to już poważny psychiczny problem, najlepszym wyjściem jest terapia u psychologa. Funkcjonują także grupy wsparcia dla takich kobiet.

20

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

dziękuję za słowa wsparcia;) to dla mnie wiele znaczy. Mój "rozum" zdaje sobie sprawe z tego co się dzieje a serce mówi co innego, i dlatego tak trudno mi podjąć jakąkolwiek decyzje;(
Wczora znowu mielismy okazje porozmawiać, i znowu się pogubiłam. Powiedział mi żebym wkońcu odcieła się od tego co było i żebysmy zaczęli od nowa, bo on ma już dosyc tego, że ja stwarzam taki dystans, bo on mnie bardzo kocha. Mówiłam mu, że czuje do niego żal i że złamał mi serce traktując mnie czasami tak, że sprawiało mi to ból, pomim ciągłego tłumaczenie tego mu. On mi na to, że ja chyba lubuje się w swoim cierpieniu i dobrze mi z tym, bo zamiast zachowywać się normalnie i starać się o nasz związek ja jestem ciągle smutna. Twierdzi że wie że są powody do tego aby było mi smutno, a z drugiej strony nazua mi, że mam zapomnieć, tylko dlaczego nawet nie skomentuje, nie powie nic od siebie na temat tego co czasami wyrabia. Czy to o czymś świadczy z jego strony? czy jest sens mu jeszcze zaufać?

21

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

Wiesz... jestem w bardzo podobnej sytuacji a tak samo bardzo różniącej się od Twojej.
To co nas łączy to to, że mój facet również kłóci się ze mną w ten sam sposób.
Gdy jest problem to ja chciałabym usiąść spokojnie i rozmawiać, bez napięć i stresu.
Uwazam, że tylko w ten sposób można rozwiązywać konflikty. Jednak w niego podczas kłótni to normalnie demon wstepuje,
krzyczy, wrzeszczy normalnie masakra. A ja siedze skulona jak biedny piesek w kącie.
Jednak u mnie jest całkowicie inna historia. To ja w większosci zawiniłam na początku związku, swoim zachowaniem.
Wiele błędów popełniłam. Głownie takich, że wiele razy nieswiadomie postawiłam znajomych wyzej od niego. I przezylismy takie awantury... że głowa mała. No ale niewazne.
Od tego czasu wiele się zmieniło. Ale czesto podczas durnych sprzeczek on sie tak zachowuje. Krzyczy potem emocje mu opadają i traktuje mnie jak powietrze.
Co prawda, wiele wywalczyłam. Rozmawiałam z nim na te tematy w momentach kiedy bylo miedzy nami dobrze, tłumaczyłam, że az sie jego kilka razy bałam. Poniekąd zrozumiał.
A najlepszą metodą jesli nie jestes na siłach sie z nim rozstać, jest to, że jesli on sie zacznie tak zachowywać, po prostu wyjdz i powiedz, żeby sie odezwał jak przemysli swoje zachowanie. Zawsze jest szansa, że zrozumie.

Swoją drogą, nie dawaj się wciagnąc w jego intrygi. Czasy sie zmieniły, kobiety mają równe prawa. Korzystaj z tego. Chyba nie chcesz spedzić calego zycia w garach gotując swemu Panu?
Ja osobiscie wogole nie gotuje i nie mam zamiaru. Mimo, że mieszkam ze swoim chlopakiem. Oczywiscie, zrobic jakąś gastronomiczną niespodzianke- jak najbardziej. Ale gotować na codzien - nie ma mowy. I moj facet wie, że gotować w taki sposob bede tylko i wylacznie swoim dzieciom za kilka lat, jak bede je juz miala. I tak powinno byc. Kazdy powinien robic to na co ma ochote i nie wolno uslugiwać komuś bo się go kocha.

22

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

liva, ale czy to nie jest tak że można naprawic swoje błedy, tylko wtedy jeżeli człowiek zdaje sobie z tego sprawe i rozumie powage sytuacji? bo jeżeli mówisz swojemu facetowi, że cie rani a on na to że nie ma powodów ku temu, to co nim kieruje? dlaczego?
Piszesz, że wiele wywalczyłas rozmowami, ja tez próbowałam rozmawiać jak było między nami dobrze, to wtedy albo słyszałam tylko "rozumiem", albo zaczynały się fochy z jego strony bo mi znowu o coś chodzi, i później od słowa do słowa i kłótnia gotowa:(

23

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

No własnie jestes w duzo gorszej sytuacji...
Mój po rozmowie okazuje zrozumienie, obiecuje, ze drugi raz tak nie zrobi, rozmawia ze mna szczerze.
A myslalas o terapii u psychologa dla was obojga?

24

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

moje mysli nie przestają pędzić, już nie daje sobie z tym rady. Tyle nadzieji, wspólnych planów na przyszłość, tyle radosnych chwil, a to wszystko coraz bardziej przesłoniete żalem, smutkiem i ogromnym rozczarowaniem:(dziś kolejna rozmowa nie wyszła, i znowu usłyszałam że on nie wiem o co mi chodzi. Beznadzieja.

25 Ostatnio edytowany przez doloris (2009-12-01 16:44:49)

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

Jak sądzicie, czy powinno się zakończyć prawie czteroletni związek jeżeli druga strona nie wysila się zabardzo żeby rzyczliwie porozmawiać o problemach, czy to już się nigdy nie zmieni i lepiej sie poddać? Wiem, że cały czas piszę prawie to samo i męcze Was moim pytaniami:) ale tylko tu na forum mam możliwość "mówić" szczerze.

26

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

Tak. Przeczytaj sobie jeszcze raz wszystkie odpowiedzi w tym temacie - kilkoro z nas mówiło Ci od samego początku, że to nie ma sensu i że jedynym rozsądnym wyjściem jest, żebyś przestała dawać się poniżać i skończyła tą chorą relację raz na zawsze.

27

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

Mysle, ze bedzie Ci ciezko... Ale... Niestety stałaś się w tej waszej relacji 'przedmiotem'. Bo on Cię moim zdaniem tak traktuje.
Nie rozumiem tego, że chcesz porozmawiać z nim na spokojnie, wyjasnić, że coś Cię boli a on jeszcze robi awanture.
Dla przeciwieństwa- u mnie jest tak, że moj facet aż sam się dopytuje, co jest nie tak, czemu mi smutno, wyciąga to ze mnie.
I to jeist bardzo wazne. A on... wydaje mi się, że zrobił się z niego niezły cwaniak...
Myslę, z jesli w porę nie zareagujesz, to bedzie bardzo ciezko. Jesli nie chcesz sie z nim rozejsc tak na amen, to chociaz odejdz na jakis czas.
I zobacz, czy bedzie dzwonił, pisał, dopytywał czy zrozumie swój bład. I wtedy bedziesz miała odpowiedz na swoje pytanie co zrobic.
Bo szanse jemu mozna dać, ale tylko wtedy kiedy on wogole tego bedzie chciał...

28

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

Czy dać mu szanse? hmm mówi mi że chce bo mu zależy na nas, a jednocześnie potrafi mi powiedzieć, że mi chyba nie jest tak smutno i źle, a mówie mu że cierpie po to bo to lubie i jest mi z tym dobrze:/;(

29

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?
doloris napisał/a:

a mówie mu że cierpie po to bo to lubie i jest mi z tym dobrze:/;(

Jak czytam to, co piszesz, zaczynam odnosić takie samo wrażenie.

30

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

No bo jak posunelo sie to już tak daleko... To powinnas wziasc sprawy w swoje rece i odejsc.
To, że on powie, że chce szanse i siedzi dalej i przewraca pilotem po kanałach tv nic nie bedzie znaczyło.
Ja ci radze- odejdz i zobacz. Wtedy sie przekonasz. Jesli bedzie sie starał to znaczy, ze chce szanse a jesli nie bedzie to znaczy, ze mu kompletnie nie zalezy.
W sumie to wydaje mi się, że sama sobie na to pozwoliłas. Bo on robi co chce... A Ty się nie stawiasz zbytnio.
Wiec pewnie chłopak sadzi, ze nie robi nic zlego a ty po prostu marudzisz... Zajmij sie tym teraz, bo bedziesz miala nieciekawe zycie.

31

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

Anemonne:) chodziło mi o to, że według niego nie mam powodów do cierpienia, gdyż pewnie to lubie, bo zamiast zapomnieć to mu to mówie. A tak z drugiej strony, zastanowiło mnie to co napisałaś, uważasz, że jestem przy nim i nie odchodze bo lubie cierpieć?

32

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

Uważam, że masz poważny problem - mianowicie "kochasz za bardzo". Podawałam Ci już linka do tematu o tym. Czytałaś?

I tak, odnoszę wrażenie, że jednak wolisz cierpieć - gdybyś kierowała się rozsądkiem i naprawdę chciała się z tego wyrwać, to odeszłabyś od niego. Po prostu nie jesteś póki co w stanie przyjąć do wiadomości, że on się nie zmieni, a Ty, będąc przy nim, tylko tracisz resztki godności i szacunku do samej siebie. Uważam, że w tym aspekcie on akurat ma rację - zamiast zapomnieć o nim, Ty tylko po raz n-ty mówisz mu to, czego on i tak nie słucha, nie słyszy i nie będzie słyszał - ma to w dupie, taka prawda. Tkwisz przy kimś, kto Cię nie kocha i ciągle masz nadzieję, że tym razem zobaczysz jakieś zainteresowanie Twoją osobą. Czasem trzeba po prostu wreszcie się poddać, odpuścić.

33

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

No ja też to miałam na mysli, nie chciałam pisać tak prosto z mostu...
To co napisałam wczesniej w wielkim skrócie mozna strescić jako 'dziewczyno, przejrzyj na oczu, bo on ma Cie w dupie'...
Jego nie interesuje co Ty czujesz, na co masz ochote, jaki masz nastroj, jakie są twoje marzenia...
Przeciez nie na tym zwiazek polega!

34 Ostatnio edytowany przez doloris (2009-12-03 01:51:58)

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

Dziewczyny w zupełności zgadzam się z wami, z bólem ale tak jest. Kocham za bardzo i to jest fakt:( Przeczytałam ostatnio mnóstwo literatury na ten temat, począwszy od NLP po toksyczne słowa. Czytałam na tematy dotyczące jak rozmawiać aby się "dogadać" bo przez dłuższy czas w przeszłości wydawało mi się, że zachowanie mojego faceta musi być prowokowane moją osobą, moim zachowaniem bądź też może jednym moim słowem, które niefortunnie wypowiedziane powodowało rozpętanie wojny. Jendakże zrozumiałam, że nawet jeżeli ja mówie spokojnie, grzecznie to i tak jeżeli ktoś jest pełen agresji do świata, do ludzi to ja nie mam na to większego wpływu.
Strasznie mi źle z tym uczuciem zranienia, nie daje sobie z tym rady i marzę o dniu kiedy będzie już tylko lepiej. I fakt, nie potrafię przyjąć do wiadomości, tego że mój facet tak bardzo jest skupiny tylko na sobie a to co ja do niego mówie nie jest dla niego tak istotne jak powinno być w udanym związku. A czemu nie potrafię odejść? bo żyje dobrymi wspomnieniami, szczęśliwymi chwilami jakich nie przeżyłam z nikim innym. I to jest w tym wszystkim najgorsze, bo myslałam, że z tym mężczyzną spędzę swoje życie. I wiem ludzie się rozchodzą, zawierają nowe związki i potrafią być jeszcze szczęśliwi, ale dorze się mówi o innych, ale kiedy to dotyczy samego siebie to już nie wydaje się to takie proste. Jednak będę sie starać spojrzeć na swoje zycie z większym dystansem i mam nadzieje, że wkońcu wszystko się ułoży z nim albo i bez niego.
Anemonne chciałabym mieć takie podejście do zycia jak Ty. Musisz być silna kobietą, podziwiam takich ludzi.

35

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?
doloris napisał/a:

Anemonne chciałabym mieć takie podejście do zycia jak Ty. Musisz być silna kobietą, podziwiam takich ludzi.

To dziwne i zarazem zabawne, bo wiele osób mówi mi tak jak Ty - że ja to muszę być silna i tak dalej, a tymczasem jestem jedną z tych najsłabszych osób, uwierz mi.

Ale jest jedna niezaprzeczalna prawda - nie wiesz, jaka możesz być silna, dopóki nie zostaniesz postawiona w sytuacji bez wyjścia. Zostałam raz zostawiona przez faceta, którego kochałam za bardzo, a że jestem też zbyt dumna żebym mogła wtedy do niego dzwonić, błagać żeby wrócił itd., to po prostu zerwałam z nim wszelki kontakt i powoli się "leczyłam", choć była to droga przez piekło - myślałam, że umieram i nawet miałam nadzieję że tak się stanie. Jednak opłaciło się - dopiero wtedy stanęłam na nogi i zrozumiałam, że mogę i umiem żyć sama dla siebie, nie będąc zależną od nikogo. To chyba najważniejsza nauka w moim dotychczasowym życiu.
Jeśli się nie dostanie po dupie w życiu, nie będzie się ani mądrym, ani silnym.

36

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

Zgadzam się, trudne i ciężkie chwile wzbogacają życie o cenne wskazówki na przyszłość.
Ja już sama nie wiem, mam takie odczucie, że mój umys zawiesił się  w przestrzeni i nie jestem  w stanie podjąć żadnej racjonalnej decyzji. Miotam się całymi dniami z moimi myslami i tak żadnej konkretnej decyzji nie podejmuje. Wczoraj znowu mi powiedział że "mnie bardzo kocha, a ja go oddtrącam". Dlaczego nie potarafię sobie przemówic do rozsądku? ;(

37

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

Dzisiaj chyba po raz pierwszy normalnie ze mną porozmawiał. Życzliwie z grzecznością tak poprostu normalnie. Zaskoczyło mnie to totalnie. Powiedział, że jest bardzo dużo rzeczy za które, powinien mnie przeprosić bo wiele złego wyrządził. Nigdy w ten sposób do mnie nie mówił. Ja mu powiedziałam, ze musze się "z tym przespać" i odezwę się do niego jak będę wiedziała czego chcę, bo wyznałam mu że ja już nie wiem czy jest sens być razem. Kocham go, ale nie wiem czy jest jeszcze możliwe zaufać mu po raz kolejny? przeciez nie mam pewności, że zmieni się już na stałe. Co robić? nie chce podjąć decyzji której będe później żałowac, a z drugiej strony może faktycznie zrozumiał? może wkońcu go olsniło? czy jest to możliwe? czy to może tylko chwilowo? co sądzicie??:(

38

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

Zrobiłam ten kolejny krok i odeszłam od niego sad bardzo duzo mnie to kosztowało nerwów. On był w takim szoku, że odnosiłam wrażenie że on wogóle sobie nie zdaje sprawy z tego. Były łzy (z jego strony) i straszny żal do mnie. Na drugi dzień siedzał w aucie u mnie pod domem od 7 rano. Prosił mnie żebym z nim porozmawiała, więc wkońcu wyszłam ok.14 godziny. Dał mi wielki bukiet czerwonych róż, jak nigdy to tej pory. Płakał, błagał telepało nim na wszystkie strony. Błagał mnie o to żebym dała mu szanse, to będe najszczęśliwszą kobietą na ziemi, że da mi wszystko czego pragnę bo kocha mnie nad zycie. Powiedział, że był durniem, i wie że mnie krzywdził bardzo długo swoim zachowaniem i dopiero teraz to zrozumiał. Powiedzcie kochani co mam o tym mysleć, zrobił mi straszny mętlik w głowie. Ja powiedziałam mu że narazie musi być tak jak postanowiłam bo nie potrafie inaczej po tym wszystkim a resztę życie zweryfikuje. Powiedzcie co mam o tym mysleć???? strasznie mi ciężko na duszy sad

39

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

Zależy mi na tym, aby ktoś z Was skomentował szczerze moją ostatnią wypowiedź, będę bardzo wdzięczna, bo gubie się w tym wszystkim sad

40

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

coż a ja porozmawiała bym z nim szczerze powiedziała co mnie bolało w tym zwiazku zobaczyła co powie i dała mu szanse raz jeszcze pilnujac tym razem zeby dotrzymał swoich obietnic. Sama pisałas ze strasznie go to zaszokowało wiec jest jeszcze nadzieja.

41

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

Witam, mam 38 lat. Od 10 lat jestem w zwiazku nieformalnym z meżczyzna duzo starszym odemnie, nie mieszkamy razem i nie mamy razem dzieci. Mieszkałam u niego wraz z córka przez 4 miesiace, jednak uciekłam od niego bo znęcał sie nademna psychicznie. Jest to męzczyzna bardzo zamożny. ja naleze do osob które zyja normalnie, pracuja i jeszcze dorabiaja sobie. Między nami jest bardzo zle od dłuzszego czasu, miedzy innymi z tego powodu, ze on chciałby mnie sobie całkowicie podporzadkowac, uwaza ze kobieta to stworzenie boze i nie ma nic do gadania i jej psim obowiazkiem jest usługiwac facetowi przy czym jest bardzo chamski, wulgarny i bezczelny, posuwa sie do tego iz wyzywa moja corke ktora ma obecnie 18 lat. Wyprowadzajac sie od niego po 4 miesiacach (było to ponad 2 lata temu) i jednoczesnie wprowadzajac sie do swojego mieszkania zaciagnełam kilka duzych kredytow aby doprowadzic mieszkanie do nalezytego porzadku. Pół roku temu, zmienił sie (przynajmniej mi sie tak wydawało) na lepsze, niestety to było na krotka mete. skłamałabym mowiac ale pomagał mi finansowo poniewaz nie dawałam sobie rady. teraz żada zwrotu gotowki, ktora mi dawał. juz nie wytrzymuje jego obecnosci w moim zyciu i niechce juz z nim byc. Kontroluje mne na kazdym kroku i robi awantury o bzdury, odizolował mnie całkowicie od znajomych, przeglada mi telefon, musze sie ubierac tak jak on chce i robic wszystko tak jak jemu sie podoba zarozwno z zyciu jak i w łozku. co mam zrobic, prosze o rade.

42

Odp: trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

Dziewczyno! Nie wracaj do niego. Ja wracałam do swojego chyba ze 20 razy... I co? I nic, obiecywał poprawe, ale ta poprawa trwała góra tydzień, a póżniej wszystko wracało do "normy"!
To są takie typy facetów, że obiecują poprawę ale ona tak naprawdę nigdy nie nastąpi! Mój eks zwodził mnie tak przez 2,5 roku, ale w końcu powiedziałam : DOŚĆ!!!!
I Tobie też tak radzę!!!

Posty [ 43 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » trudny związek.... czy to jeszcze ma sens?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026