Witajcie.
Najpierw umieściłam ten post w dziale PSYCHOLOGIA, pod tematem DDA-Dzieci Dorosłych Alkoholików. Ale myślę, że ten dział jest odpowiedniejszy.
Ja nie jestem DDA, nikt u mnie w domu nie pił.
Od 1,5 roku jestem w związku z chłopakiem, który jest DDA. Powiedział mi o tym dopiero niedawno. Nagle wiele jego zachowań stało się dla mnie jasnych, ale i tak jestem rozdarta, nie wiem co robić. Pomyślałam, że może miałybyście dla mnie jakąś radę.
Ja mam obecnie 20 lat, on 21. Wiem, wiem, jesteśmy młodzi. Poznaliśmy się w pracy, w wakacje. Na początku wszystko rozwijało się normalnie, staliśmy się parą. Było to dla mnie takie wielkie przeżycie, bo jest on moim pierwszym chłopakiem. Przez pierwsze kilka miesięcy było super, wspaniale. I dopiero po jakimś czasie zaczęłam zauważać różne niepokojące sygnały. A to to że nie chciał mnie przytulać, często miewał złe nastroje, wkurzał się o to, że ma mało pieniędzy, że nie może znaleźć lepszej pracy, że nauka mu nie idzie. Ja to wszystko znosiłam, przychodziłam do niego, pocieszałam go, ale widziałam, że tak naprawdę to na niego nie działa. Pewnego razu, pokłóciliśmy się o coś, nie pamiętam już o co. Popłakałam się, przez niego. A on, nie przyznał się do winy, nie pocieszył mnie, nie powiedział "przepraszam". Powiedział, że nie mam być beksa-lala. I tyle. A ja, taka była zauroczona, zapatrzona, że, owszem uznałam to za coś dziwnego, ale żyłam z nim dalej.
Po 10 miesiącach znajomości, zerwał ze mną pierwszy raz. Była to sytuacja dziwna. Był kwiecień, namówiłam go żebyśmy pojechali na rower. Kiedy jechałam w umówione miejsce, zadzwonił do mnie, że zepsuł mi się rower. Dojechałam tam gdzie stał, i... zostałam oskarżona, o to, że to przeze mnie ten rower się zepsuł. A przecież to on na nim jechał, to on źle wjechał na krawężnik. Ale mnie się dostało. Byłam w szoku, nie wiedziałam co mam mówić. Odprowadziłam go aż do domu, on cały czas na mnie krzyczał, a ja płakałam. Pod jego domem powiedział mi, że ma mnie dosyć, mam się od niego odczepić, i że mnie rzuca. Byłam po prostu zdruzgotana. Nie umiałam zrozumieć, o co mu chodziło, przecież to nie moja wina,że zepsuł mu się rower. A on wszystko zwalił na mnie. Przez kilka dni płakałam, nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. W końcu odezwał się do mnie, umówiliśmy się na spotkanie. Powiedział mi, że o co mam pretensje? Że przecież to ja z nim zerwałam. I że gdyby nie bilety na mecz, które kupiliśmy wcześniej, i na który obiecał,że mnie zabierze, to by się ze mną nie spotkał.
A ja znowu byłam w siódmym niebie, i udawałam, że tamtego zajścia nie było. I po trzech miesiącach, kolejna afera. Moja mama i siostra wykupiły dla mnie i dla nich, wycieczkę na tydzień za granicę. Miałyśmy jechać we trójkę, bo mój tata jest marynarzem, i nie było go w domu przez całe wakacje, a mama musiała wziąć urlop. I oczywiście, była kolejna afera. Że go zostawiam, że go opuszczam. Moje zapewnienia, że przecież tylko na tydzień, przecież nikogo nie będę podrywać, że jadę z mamą i siostrą, nie działały. Byłam pewna,że to pewnie z zazdrości. On nigdy nigdzie nie jeździł, u niego w domu nie było na takie rzeczy pieniędzy. Obiecałam mu, że przecież potem gdzieś pojedziemy razem, że kiedyś zabiorę go gdzieś za granicę, tam gdzie chce jechać. Myślałam,że pogodził się z tą sytuacją. Wyjechałam. I płakałam, przez pół wyjazdu. Pisał do mnie takie wiadomości,że nie wiedziałam co mam robić. Że go zostawiłam, że łamię mu serce...
Moja siostra, powiedziała,że on mną manipuluje, że chce mieć nade mną kontrolę. A ja znowuż nie wiedziałam, co mam robić. Miałam mętlik w głowie.
Dzień po moim powrocie, spotkaliśmy się, dałam mu pamiątki. I pojechaliśmy razem do pracy. A tam, zrobił mi aferę, właśnie o wyjazd. I znowu powiedział,że go rzuciłam. A ja go nie rzuciłam, pojechałam na wakacje. Nie rozstaliśmy się przecież. I znowu, zostawił mnie płaczącą.
Zresztą wiele razy płakałam przez niego w pracy, miał do mnie pretensje, o jakieś najdrobniejsze rzeczy. I zawsze mówił to do mnie z takim wyrzutem, że ja nie wiedziałam co mam robić i płakałam.
Ale jak możecie się domyślić, wróciliśmy do siebie. Co prawda, aby zabić ból, mówiłam siostrze i przyjaciółce, o wszystkich rzeczach, które mi zrobił, jak na mnie krzyczał, i w ogóle mnie nie słuchał.
Była jeszcze jedna kłótnia, znowu zerwanie, znowu powrót. Za każdym razem, kiedy się rozstawaliśmy, nagle czułam ulgę, bo wiedziałam, że teraz będę mogła spełniać moje marzenia, że wyjadę na Erasmusa, że wyjadę na wolontariat. Bo będąc z nim nie mogłabym tego zrobić, bo nie puściłby mnie. Ale od razu, pojawiał się żal, że jak to, już nigdy nie będę mogła do niego zadzwonić, przytulić się?
Jest jeszcze jedna kwestia. To,że on pisze sobie wiadomości z różnymi dziewczynami, także młodszymi, podrywa je. Kilka razy już widziałam te smsy, zawsze potem płakałam. A on mnie pocieszał, pierwszy raz przez cały związek, pocieszał mnie gdy płakałam. Mówił mi,że to nic nie znaczy, że to nie jest miłość, że gdyby był ktoś inny, to by mi powiedział i że on taki po prostu jest.
A ja znowu nie widziałam co o tym myśleć. Tym razem nie wytrzymałam, i powiedziałam mu, że boli mnie to co on robi. Że ja go kocham, a on mi zadaje ból. Że ja mu tak nie robię, nie ranię go.
I on dopiero teraz powiedział mi,że jego ojciec był alkoholikiem. Że w jego dzieciństwie, nie było ani odrobiny miłości. Że zawsze podziwiał swoją mamę za to,że to wytrzymywała. I że on nie potrafi tego zapomnieć. I że to dlatego taki właśnie jest. I że nie umie kochać.
Kilka razy mówił,że w jego życiu było coś co było dla niego bardzo trudne. Ale nigdy mi nie powiedział co. Dopiero teraz. Byłam w szoku. Przeczytałam różne artykuły, różne fora...I dopiero teraz widzę, co było źródłem jego zachowań. Jego krzyków, osądzania mnie o rzeczy, które nie zrobiłam, poddawanie się gdy coś mu nie szło, mówienia,że nie mam płakać, czasami jest takim śmieszkiem, rzuca żartami, trochę tak jakby chciał się ukryć za maską. Jego dzieciństwo, i to że jego ojciec był alkoholikiem.
Ja cała się dla niego poświęcałam, załatwiałam dla niego różne rzeczy, pocieszałam go. On mnie nie. Zawsze wokół niego skakałam, pytałam, co jest źle, że będzie lepiej.
Przez długi czas zastanawiałam się, dlaczego on taki jest. Dlaczego mnie nie przytula, nie mówi ciepłych słów. Ja mu tak robiłam, bo tak byłam nauczona z dzieciństwa.
Teraz wszystko wiem.
I nie wiem co mam zrobić. On mówi, że nie mam poruszać tego tematu, że on nie chce o tym rozmawiać. Teraz kiedy już o tym wiem, zastanawiam się co robić. Czy trwać przy nim? Przecież on nie wymaże tego z pamięci. On już zawsze taki będzie, prawda? Czy może powinnam próbować nauczyć go miłości?
Przepraszam, że tak się rozpisałam. Ale potrzebuję jakiejś odpowiedzi, jakiegoś wsparcia. Bo nie wiem co mam robić. To uderzyło we mnie jak grom z jasnego nieba. I choć wiem teraz już wszystko...to tak naprawdę nie wiem nic. Nie wiem co robić.
Z góry dziękuję Wam za odpowiedzi, nawet te najkrótsze.