Witajcie, chciałam podzielić się z wami swoją historią. Sprawa o której napiszę dotyczy oczywiście związku. Poznaliśmy się w pracy..banał. Fajnie się rozmawiało, był miły a ja szukałam kogoś, więc zaiskrzyło. Już na początku relacji niby przejawiał zainteresowanie ale czekał aż to ja zrobię pierwszy krok. Byłam szalona, otwarta, więc nie widziałam nic złego w zainicjowaniu spotkania. Teraz wiem,że powinnam olać go już na samym wstępie..ale nie zrobiłam tego. Brnęłam dalej. Facet ciężki, zamknięty. Pozornie towarzyski, ale brzy bliższym kontakcie przygniatał. Odczuwałam dyskomfort od samego początku, ale brnęłam dalej..ciekawość? Pewnie tak. Kolejne sygnały że powinnam wiać wyszły bardzo szybko. Chorobliwa zazdrość, kontrola, obmawianie za plecami, potem doszedł alkohol, prowokowanie kłótni cyklicznie kiedy naszła go chętka by pobyć sam i się napić..jednym słowem masakra. Taka karuzela z przeplatanymi wyznaniami miłości i deklarowaniu pustych frazesów o wspólnej przyszłości trwała jakiś czas. Potem kolejny okres ciągłych rozstań i powrotów. W międzyczasie kary. Karał mnie milczeniem, ignorancją , fochami zawsze kiedy sprawy nie toczyły się po jego myśli. Kiedy zachowywałam się tak jak chciał był cacy. Wyniszczający związek trwał dwa lata. W trakcie trwania tego horroru popadłam w deprechę, manię prześladowczą i zespół współuzależnienia. Jednak największy żal mam do siebie, że pozwoliłam dać się tak omotać, straciłam rozum i instynkt samozachowawczy. Wybrałam sobie na partnera niedojrzałego dupka z problemami emocjonalnymi i oczekiwałam cudu. Najgorsze jest to, że sama zaczęłam przejawiać cechy toksyka, czyżby na zasadzie "kto z kim przystaje.."? Najtrudniej jest wybaczyć samej sobie, ciągle w głowie pojawia się pytanie jak mogłam tkwić w czymś takim. Nawet pod koniec relacji sama zabiegałam o jego względy, chociaż on już miał mnie totalnie w "czterech literach". Dno i wodorosty..Musiałam chociaż częściowo to z siebie wyrzucić, dziękuję.
Podobne tematy
ale rozstaiście się już? ile macie lat?
Tak, rozstaliśmy. Problem jednak polega na tym, że tych rozstań było już wiele. Nadal jestem miękka na niego i boję się że znowu w to wdepnę.. Jesteśmy po trzydziestce.
...z tego co piszesz sporo rozumiesz...jego postępowanie to w dużym stopniu ego...nie chciał zrozumieć Ciebie i Twoich problemów...sama napisałaś karał milczeniem...czyli co agresją bierna: milczenie i ignorancja...manipulował a Ty w to wchodziłaś- rozstania i powroty....nauka idzie w nas nie w las...
5 2015-05-17 20:39:07 Ostatnio edytowany przez Paweło (2015-05-17 20:48:50)
Nic z tego nie wyjdzie musisz szukać kogoś innego. Polecam książkę Howarda M. Halperna "Uzależnienie od partnera.
Jak skutecznie się wyzwolić z sideł toksycznej miłości?" Musisz stać się asertywna i wyznaczać granicę to dobra porada na przyszłość do niego to jednak nie dotrze.
Polecam też Mellody Pia - Toksyczne związki.pdf szybko to znajdziesz można to pobrać z sieci.
Dziękuję za powyższe wypowiedzi, chętnie skorzystam z lektur. Z tej mąki chleba nie będzie to wiem, ciężko borykać się z problemami partnera kiedy samemu ma się deficyty. Brak asertywności i wyznaczania granic to moja bolączka. Wiele rzeczy zrozumiałam będąc w tym związku.Czasem kiedy tak sobie myślę o tym wszystkim to staram się nie popadać w beznadzieję, tylko wyciągnąć lekcję na przyszłość, lekcję o sobie. Kim jestem, że godziłam się na to przez tak długi czas. Przestałam już analizować jego zachowanie, dlaczego zrobił to czy tamto..to już nie zaprząta mi głowy. Teraz muszę przede wszystkim skupić się na sobie. Wiem, że mam deprechę i jestem rozwalona emocjonalnie. Ale zgodnie z moim przewodnim mottem życiowym, nic nie trwa wiecznie, wszystko mija:) Mam tylko nadzieję, że w końcu los się do mnie uśmiechnie i postawi na mojej drodze fajnego człowieka, a jeśli nie to trudno.. co ma być to będzie ![]()