netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

zdradzona, zawiedziona

2 660 odpowiedzi247 109 wyświetleńzałożony przez Olimpia234, 17.05.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » zdradzona, zawiedziona

Strony 1 2 3 … 41 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 2 661 ]

1 Ostatnio edytowany przez Olimpia234 (2015-05-17 21:35:03)

Temat: zdradzona, zawiedziona

Witam serdecznie,

Chciałabym podzielić się z Wami moją historią, z osobami, których nie znam, które obiektywnie na nią spojrzą - w skrócie, oczywiście zostałam zdradzona.

Zacznę od początku.
Mam 30 lat, mam stabilną i fajną pracę, mam sporo zainteresowań, jestem raczej realistką i twardo stąpam po ziemi - przynajmniej stąpałam, bo od jakiegoś czasu czuję się słaba, "malutka", zagubiona, itp.

Kiedyś byłam w 7-letnim związku, który nie rokował. Przez ostatni rok się męczyłam i próbowałam ten związek ratować. Ale poznałam przez internet pewnego chłopaka, rozmawialiśmy dużo, poznawaliśmy się i zaczęło iskrzyć. Zaczęłam zastanawiać się nad moim związkiem i doszłam do wniosku, że nie kocham obecnego chłopaka. Zerwałam z nim. Zaczęłam spotykać się z Piotrem, mimo iż dzieliło nas prawie 400 km (związek na odległość). Piotr był po przejściach, co prawda na własne życzenie, był wcześniej w długoletnim związku, był nawet zaręczony ale się rozstali. Poznałam dosyć szybko powód - zdradził. Przestraszyłam się i zastanawiałam się czy warto z kimś takim się spotykać, czy nie zrobi mi tego samego. Ale uwierzyłam mu, zaufałam, deklarował się, że zrozumiał, że popełnił błąd, że wyciągnął wnioski itd....Zaufałam, uwierzyłam i stało się, zaczęliśmy być razem na poważnie, spotykaliśmy się najczęściej jak tylko się dało (praktycznie co 2 tygodnie, wszystkie święta, długie weekendy). Oczywiście codziennie setki smsów, długie rozmowy przez telefon i na skype. Dużo nas łączyło, mieliśmy te same zainteresowania, czuliśmy się ze sobą cudownie, planowaliśmy wspólną przyszłość, dzieci itd. Byliśmy bardzo szczęśliwi, ja mu ufałam, czułam że mnie kocha, czułam że jestem dla niego najważniejsza. Sielanka trwała 4 lata - wiem, że długo jak na związek na odległość. Ale byłam pewna że to ten jedyny, że będzie ojcem moich dzieci. Nigdy wcześniej nie byłam nikogo tak pewna i w nikim tak zakochana. W pracy dostałam awans, poświęcałam jej więcej czasu i trochę rzadziej się widywaliśmy. On poza pracą uprawia jeszcze sport, któremu poświęca też sporo czasu. Chyba się trochę od siebie oddaliliśmy, ale mimo wszystko wierzyłam w nas, tym bardziej, że w zeszłym roku miał się do mnie przeprowadzić. Rozmawialiśmy o tym dużo, planowaliśmy, wiedziałam, że się tego boi, ale byłam pewna, że to zrobi i będziemy razem. Wszystko co złe zaczęło dziać się we wrześniu zeszłego roku, zaczęłam się zastanawiać nad tym czy mnie nie zdradza, miałam dziwne przeczucia, ale jego siostra mnie uspokoiła, że to niemożliwe bo tak mnie kocha itd. Ale w październiku jak byłam u niego to sprawdziłam jego telefon (wcześniej tego nie robiłam) i znalazłam zdjęcia jakiejś laski. Zapytałam wprost czy mnie zdradza, oczywiście zaprzeczył. Powiedziałam mu, że znalazłam zdjęcia w jego telefonie to ściemnił, że to koleżanka z pracy, że chodziło o jakiś zakład i to nic nie znaczy. Usunął je.Zarzekał się, że mnie kocha i nie zdradza. Wtedy jeszcze uwierzyłam, chyba chciałam wierzyć. Ale zaczęłam być już podejrzliwa. Zauważyłam po jego zachowaniu, że ma jakiś problem, zaczęłam dopytywać, ale nie chciał mówić. Nie odpuszczałam, aż pewnego wieczoru przyznał, że nie wie czy nie nadal kocha. Oczywiście ogromny cios. Od razu podejrzewałam, że chodzi o jakąś inną kobietę, ale cały czas zaprzeczał. Wystraszyłam się na poważnie, pojechałam do niego, spędziliśmy razem kilka dni i znowu mnie zapewniał, że będzie ok, że mnie kocha itd. Przez jakieś 2 tygodnie było ok, ale znowu zaczął być smutny, znowu zaczęło go coś dręczyć, więc ponownie pytałam. W końcu przyznał, że chyba się zakochał w niej. Kolejny cios - płacz, krzyk, wyzywanie go itd, zerwanie. Wystraszył się, zaczął mnie błagać, przepraszać, twierdzić, że zerwie z nią kontakt bo mu zależy na mnie. Kolejny raz się złamałam i uwierzyłam, że będzie o nas walczył. Po jakimś czasie okazało się, że jednak nadal ma z nią kontakt, przekonywał mnie, że to tylko zauroczenie i że to ze mną chce być, a z nią nie. Zaczęłam walczyć o nas, bo bardzo bardzo go kochałam i niestety nadal kocham. Wszystko trwało kilka miesięcy (w sumie 7 mcy), jeździliśmy do siebie, rozmawialiśmy, on cały czas twierdził, że mnie kocha, że mu zależy, ale ja tego nie widziałam. Zazwyczaj to ja zabiegałam o ten kontakt. Dużo przez ten czas płakałam, mało jadłam, źle sypiałam itd. Sprzedawał mi przez ten cały czas kilka wersji, najpierw, że ją kocha, później że to tylko zauroczenie, później, że kocha nas obie tak samo, a ostatnia wersja to że nic do niej nie czuje. Zaczęłam mieć wszystkiego dość, tej huśtawki emocjonalnej, jego kłamstw i zapewnień słownych oraz braku czynów. Ostatni raz widzieliśmy się na początku kwietnia, prosił mnie żebym przyjechała na święta, było oczywiście cudownie, twierdził, że czuje że mnie kocha, że mu zależy, ale nie może mi powiedzieć jeszcze, że chce ze mną zamieszkać, bo nie chce mnie kolejny raz skrzywdzić i chce czuć na 100%, że ja jestem tą jedyną żeby mógł podjąć ostateczną decyzję o wspólnym mieszkaniu, założeniu rodziny itd. Ostatni raz rozmawialiśmy o nas o tym wszystkim po świętach wielkanocnych, nie mógł mi nic obiecać na 100%, więc podjęłam decyzję o rozstaniu. Miałam już dość tych ciągłych kłamstw, tego jego braku zdecydowania, zbyt wiele mu chyba wybaczyłam i na zbyt wiele mu pozwoliłam.

Rozmawialiśmy ostatni raz ok miesiąca temu, jak podejrzewałam, że się z nią spotkał, wtedy dzwonił i zapewniał, że nie, że się z nikim nie spotyka, że mu nadal zależy, ale musi być pewien czego chce.
Ostatni kontakt smsowy tym razem mieliśmy 2 tygodnie temu -  zero zapewnień z jego strony, Piotr nadal nie wie czego chce. Większość tych kontaktów była zainicjowana z mojej strony.

Mam dobry kontakt z jego rodziną, od której wiem, że nadal ma jakiś problem, jest smutny, nie wychodzi z domu, z nikim nie rozmawia itd.
Wiem, że nadal rozmawia z nią w pracy czasami i nic poza tym nie wiem. Do mnie się nie odzywa.

Szczerze? Nie radzę sobie z tą sytuacją, dopiero niedawno zaczęłam wychodzić z domu, spotykać się ze znajomymi, uprawiać sport. Ale nadal mam gorsze dni, w które łapie mnie ogromny dołek, żal, tęsknota - mimo wszystko ja go nadal bardzo kocham. Wiem, że większość z Was pomyśli "wariatka" - po czymś takim można nadal kogoś kochać? Można - gdyby nie spotkała mnie taka sytuacja to bym w to nie uwierzyła.
Wiem, że nie mam na co czekać, że powinnam zapomnieć, ale cały czas mam gdzieś głęboko tą cholerną nadzieję, że zrozumie swój błąd, że będzie chciał do mnie wrócić. Ale z drugiej strony nie wiem czy po tym wszystkim byłabym w stanie mu zaufać. Rozum mi podpowiada "uciekaj jak najdalej od niego", ale serce niestety ciągnie do niego - chora sytuacja.

Jeszcze najważniejsze fakty:
Piotr ma 32 lata, wydawało mi się, że jest dojrzały i odpowiedzialny, ale teraz po tych wszystkich zdarzeniach zaczęłam w to wątpić.
Ta laska, w której się zakochał, zauroczył bądź nie - nie wiem tego, ma 24 lata, jest mężatką i ma kilkuletnie dziecko. Drugi raz zrobiła to mężowi, który nadal z nią jest i wie o Piotrze, ale nie wiem ile wie - chore, prawda? Nie odejdzie od męża bo jest od niego zależna finansowo (sama mało zarabia), chyba, że znajdzie łosia (pewnie Piotra), który ją utrzyma.

Z jednej strony nienawidzę go za to co mi zrobił, z drugiej strony nie chcę żeby zmarnował sobie życie z taką dziewuchą.
Nie wiem tak naprawdę co mu siedzi w głowie, dużo i chyba za dużo tym myślę, wydaje mi się, że ma problem z nią, że tak go omotała, że nie wie co robić, a mnie ma już głęboko w poważaniu. Pamiętam nasze pożegnanie, jak płakał i znowu przepraszał i mówił, że to nie koniec, że jeszcze się zobaczymy - że tak czuje. On wie, że bardzo go kocham, przez te wszystkie miesiące mu to udowodniłam, dając się okłamywać i upokarzać. Sama straciłam do siebie szacunek....

Wiem z perspektywy czasu, że popełniłam wiele błędów przez te wszystkie miesiące, wiem, że nie powinnam czekać i jak najszybciej o nim zapomnieć, ale nie potrafię wyzbyć się nadziei, która cały czas nie pozwala mi pójść do przodu.
Czy ktoś taki jak on wg Was potrafi się opamiętać?

2

Odp: zdradzona, zawiedziona

Taka inteligentna kobieta a zawraca sobie głowę takim śmieciem, aż żal czytać. Niech on sobie będzie z tą mężatką, jak widać są siebie warci. Daj sobie z nim spokój.

3

Odp: zdradzona, zawiedziona

Ehhh, smutna historia i bardzo Ci współczuję. Niektórzy ludzie to są prawdziwe ku**sy. A najgorszy wariant to jeszcze kogoś takiego kochać.

Czy ktoś taki potrafi się opamiętać? Myślę, że bardzo dobrze znasz odpowiedz na to pytanie, tylko problem polega na tym, że odpowiedz wcale, a wcale Cię nie satysfakcjonuje. Bo dobrze wiesz, że zdradził w poprzednim związku, robi to teraz z Tobą i prawdopodobnie będzie to robił w następnym. Dlatego rozstanie z nim, mimo, że minie trochę czasu zanim to zobaczysz, jest dla Ciebie błogosławieństwem.

Ten gość, to jakiś totalnie zagubiony egoista. Sam nie wie czego chce i wplątuje się w jakieś dziwne sytuacje. Nie chcesz z kimś takim budować sobie życia.
Dobrze, że sprawa wyszła teraz, gdy jeszcze nie poczyniłaś żadnych poważnych kroków - nie mieszkacie razem, nie macie dzieci, etc. Dzięki temu masz szansę na znalezienie sobie kogoś, kto będzie Cię rzeczywiście kochał i szanował, bo ten gość ani Cię nie kochał, ani Cię nie szanował. Bo czy można kogoś kochać zdradzając go i kłamiąc? Czy chcesz być 'kochana' w taki sposób? On nie jest Twoim jedynym, idealnym partnerem - jest skurczysynem bez honoru, oszustem i zdradzającym śmieciem.

Wiem, że ciężko jest odpuścić, sam przez to przechodzę. I wiem, że pomimo, że ta osoba krzywdzi i rani, to jednak ciągle gdzieś tam się ją kocha, a to powoduje totalny chaos w głowie. Może pomoże Ci wiedza, że nie kochasz jego, tylko kochasz jego wyobrażenie w swojej głowie, swoje nadzieje, plany i dążenia, które z nim wiązałaś. I utrata ich boli najbardziej i powoduje rozczarowanie i poczucie porażki. Akceptacja tego nie będzie łatwa, ale niestety nie masz innego wyjścia.

Teraz będziesz musiała przeczekać te emocje. Musisz słuchać się wyłącznie głosu głowy, bo serce będzie teraz jak ćpun na detoksie. Będzie domagało się kontaktu, emocji, będzie podrzucać fałszywe obrazy, idealizować go, znajdzie mu 100 wytłumaczeń, będzie zatruwać nadzieją o zmianach i mamić fałszywymi obrazami. Musisz to wszystko ignorować, trzymać się rzeczywistości i pamiętać: nie chcesz mieć z Piotrem nic wspólnego. Zapomnij o nim, nie interesuj się tym, co czuje, co przechodzi i czy chce wrócić. On będzie też w tym wszystkim się miotał i będzie raz kochał, a raz nienawidził - każda forma kontaktu z nim będzie wprowadzać niepotrzebny chaos i zamieszanie w Twoich emocjach. Odetnij się od niego w 100% fizycznie, a krok po kroczku emocjonalnie.

4 Ostatnio edytowany przez assassin (2015-05-17 20:22:07)

Odp: zdradzona, zawiedziona
Olimpia234 napisał/a:

Kiedyś byłam w 7-letnim związku, który nie rokował. Przez ostatni rok się męczyłam i próbowałam ten związek ratować. Ale poznałam przez internet pewnego chłopaka, rozmawialiśmy dużo, poznawaliśmy się i zaczęło iskrzyć. Zaczęłam zastanawiać się nad moim związkiem i doszłam do wniosku, że nie kocham obecnego chłopaka. Zerwałam z nim.

Nie rokował bo...???

Olimpia234 napisał/a:

Piotr ma 32 lata, wydawało mi się, że jest dojrzały i odpowiedzialny, ale teraz po tych wszystkich zdarzeniach zaczęłam w to wątpić.

Nie ma tragedii, coś tam zaczyna do Ciebie docierać.

Olimpia234 napisał/a:

Ta laska, w której się zakochał, zauroczył bądź nie - nie wiem tego, ma 24 lata, jest mężatką i ma kilkuletnie dziecko. Drugi raz zrobiła to mężowi, który nadal z nią jest i wie o Piotrze, ale nie wiem ile wie - chore, prawda? Nie odejdzie od męża bo jest od niego zależna finansowo (sama mało zarabia), chyba, że znajdzie łosia (pewnie Piotra), który ją utrzyma.

Bo to jest tak, że ciągnie swój do swego, jedyne co mnie dziwi, to fakt, że tamten facet trzyma ścierkę pod własnym dachem.

Olimpia234 napisał/a:

Czy ktoś taki jak on wg Was potrafi się opamiętać?

Może, ale z całą pewnością NIE dla Ciebie/z Twojego powodu, a jeśli będzie twierdził inaczej - nie wierz. Spal wszystkie mosty i więcej do tego nie wracaj.

5

Odp: zdradzona, zawiedziona

Nie rokował bo...???

Bo ważniejsi dla niego byli koledzy, imprezki, alkohol, marihuana - nie myślał poważnie o przyszłości. Mieliśmy wtedy 26 lat i ja chciałam czegoś poważniejszego, a jemu było dobrze tak jak było.


Nie ma tragedii, coś tam zaczyna do Ciebie docierać.
Dotarło do mnie wiele, gorzej z realizacją.


Bo to jest tak, że ciągnie swój do swego, jedyne co mnie dziwi, to fakt, że tamten facet trzyma ścierkę pod własnym dachem.
Też tego nie rozumiem.

6

Odp: zdradzona, zawiedziona
Olimpia234 napisał/a:

"Bo to jest tak, że ciągnie swój do swego, jedyne co mnie dziwi, to fakt, że tamten facet trzyma ścierkę pod własnym dachem."
Też tego nie rozumiem.

I nawet nie próbuj tego zrozumieć... Poboli trochę, może nawet ciut dłużej, ale lepiej, że stało się tak przed jakimikolwiek zobowiązaniami między Wami.

7 Ostatnio edytowany przez Olimpia234 (2015-05-17 20:40:42)

Odp: zdradzona, zawiedziona

dziękuję Wam za te wszystkie komentarze, coraz bardziej utwierdzacie mnie w przekonaniu, że to nie ma sensu, że sama przed sobą nie potrafię się przyznać do tego, że to koniec. Chyba go naprawdę wyidealizowałam i kurczowo trzymam się nadziei, której już chyba tak naprawdę nie ma....
Dociera do mnie, że nie jest mnie wart...Karma do niego wróci - oby.
Wiem, że nie powinno się nikomu życzyć źle, ale on tak bardzo mnie skrzywdził, że póki co nie potrafię inaczej...

8

Odp: zdradzona, zawiedziona

Życzenie mu powrotnej karmy nie jest niczym złym. Jest po prostu życzeniem powrotnej karmy, a jeśli jego karma jest zła, to jest jego zasługa.
Z resztą masz prawo życzyć mu wszystkiego najgorszego.

9

Odp: zdradzona, zawiedziona
Olimpia234 napisał/a:

dziękuję Wam za te wszystkie komentarze, coraz bardziej utwierdzacie mnie w przekonaniu, że to nie ma sensu, że sama przed sobą nie potrafię się przyznać do tego, że to koniec. Chyba go naprawdę wyidealizowałam i kurczowo trzymam się nadziei, której już chyba tak naprawdę nie ma....
Dociera do mnie, że nie jest mnie wart...Karma do niego wróci - oby.
Wiem, że nie powinno się nikomu życzyć źle, ale on tak bardzo mnie skrzywdził, że póki co nie potrafię inaczej...

Następnym razem zaufaj intuicji i nie daj szansy gościom, którzy nie gwarantują na przyszłość stabilizacji.

10

Odp: zdradzona, zawiedziona
assassin napisał/a:

Następnym razem zaufaj intuicji i nie daj szansy gościom, którzy nie gwarantują na przyszłość stabilizacji.

z tą intuicją to masz rację, ani razu w ciągu tych kilku miesięcy koszmaru mnie nie zawiodła.

11

Odp: zdradzona, zawiedziona
Ptak bez głowy napisał/a:

Życzenie mu powrotnej karmy nie jest niczym złym. Jest po prostu życzeniem powrotnej karmy, a jeśli jego karma jest zła, to jest jego zasługa.
Z resztą masz prawo życzyć mu wszystkiego najgorszego.

czasami mam wrażenie, że jestem za dobra dla ludzi - on mi wyrządził ogromną krzywdę, a ja mam czasami wyrzuty sumienia, że życzę mu źle. Czas z tym skończyć i wrócić do siebie dawnej - pewnej siebie, twardej.

Po zdradzie własna samoocena bardzo spada, czułam się jak ktoś nic nie warty, beznadziejny, jak popychadło. Ale na szczęście dociera do mnie, że to nieprawda, odzyskuję wiarę w siebie !

12

Odp: zdradzona, zawiedziona

To jest normalne, że zdradzanemu spada samoocena. Człowiek szuka winy w sobie, żeby uratować iluzję kochanej osoby jaką sobie w głowie wytworzył.
A trzeba pamiętać, że to zdradzacz jest jedynym winnym zdrady.

Dobrze, że się podnosisz. Sprawiasz wrażenie osoby silnej, dobrej i świadomej. Dasz sobie radę i zdecydowanie zasługujesz na coś lepszego!

Ja osobiście uważam, że życzenie karmy jest wystarczające. A ta dopada wcześniej czy później. Bo on teraz też będzie miał porcję szajsu do przełknięcia - przede wszystkim poczucie winy.

13

Odp: zdradzona, zawiedziona
Ptak bez głowy napisał/a:

.

potrafisz podnieść na duchu, bardzo Ci dziękuję za te komentarze, dodają mi siły. Czytałam Twój post i życzę Tobie wszystkiego najlepszego - zasługujesz na to !

14

Odp: zdradzona, zawiedziona

Olimpia234 dla Ciebie sie zarejestrowalam wink bo u mnie sytuacjia baaaaardzo podobna plus mam z takim mezem dziecko. Z perspektywy 15  lat zwiazku wiesz co Ci powiem na ten typ czlowieka ? "krowa ktora duzo muczy malo mleka daje" wiej przed  nim, zapomnij, zyj, podziekuj Bogu/losowi/przeznaczeniu za lekcje, wyciagnij wnioski, o karme sie nie martw, "Pan Bog nierychliwy ale sprawiedliwy"

Moj ex tak cudowny ojciec w gatce ze dziecko widuje przez godzine tygodniowo, ale wiesz on taki biedny zamotany i tak zdradzil bo byl nieszczesliwy i potem 2 lata sie miotal  bo biedulek nie wiedzial co zrobic kogo wybrac, bo kochal/nie kochal, zauroczyl sie/byl w amoku, wybieral to sercem to rozumem sam sie w tym gubil, szczegolow nie bede pisac bo po co, wiej dziewczyno.

Nie napisze Ci ze dobrze ze dzieci nie macie bo moje dzicie akurat jest najlpeszym co mnie w zyciu spotkalo a i  ono jest szczesliwe (juz na tyle duze ze samo tak twierdzi).

Z wiekiem taki delikwent sie nie zmienia, nie dojrzewa, chcesz miec wiecznego nastolatka pod swoim dachem? chcesz wiecznie sprawdzac, zyc w niepokoju? zaufala bys mu ponownie? powiezyla zycie  swoje i dzieci w jego rece?

15

Odp: zdradzona, zawiedziona
terazszczesliwa napisał/a:

Olimpia234 dla Ciebie sie zarejestrowalam wink

,,

beczę jak dziecko jak czytam Wasze komentarze, ale wiem, że macie rację - to dla mnie jak terapia oczyszczająca.
dziękuję "terazszczesliwa" i jeszcze więcej szczęścia życzę smile

wiem, że potrzebuję czasu i w końcu nadejdzie dzień kiedy przestanę cierpieć i kiedy przestanie to tak cholernie boleć...

16

Odp: zdradzona, zawiedziona
Olimpia234 napisał/a:

terapia oczyszczająca.
dziękuję "terazszczesliwa" i jeszcze więcej szczęścia życzę smile

wiem, że potrzebuję czasu i w końcu nadejdzie dzień kiedy przestanę cierpieć i kiedy przestanie to tak cholernie boleć...

dziekuje smile szczescie z kazdej strony plynie do kazdego z nas tylko oczy trzeba otworzyc a ciezko jak tak cholernie boli, boli fizycznie nawet cale cialo, boli psychika, boli istnienie, przerabialam calkiem niedawno, mnie przestalo tak na codzien bolec gdzies po miesiacu? moze dwoch, tak ze wstalam rano i czulam ze nie boli - dziwne uczucie, ale ja musialam sie trzymac tez dla  dziecka, do tego zmiana sytuacji zyciowej calkowita lacznie z przeprowadzka, szukaniem pracy teraz mija prawie rok i jeszcze zaboli ale juz znacznie mniej!  ludzie mnie ciesza, zycie mnie cieszy a wtedy przyznam szczerze nie sadzilam ze taki dzien nadejdzie. Obylo sie bez farmakologii choc dziewczyny tu  leki biora ponoc pomagaja...

Mloda jestes, przepracuj ten temat, pobadz sama ze soba poukladaj w glowie i sercu a potem duzo milosci zycze!, szczerosci, oddania, zeby nowy partner swiata poza Toba nie widzial juz na zawsze. I pamietaj nigdy nie zaluj ze jestes dobrym czlowiekiem, nigdy! takich ludzi powinno sie chronic, w ramki oprawiac ! i dobrych ludzi spotykaja dobre rzeczy wszystko przed Toba, to byla lekcja od zycia odrob zadanie domowe i wskakuj na  kolejny poziom smile

17

Odp: zdradzona, zawiedziona

Hej! Glowa do gory! Sluchaj rad, ktore tu otrzymalas. smile
Paskudny facet i nic dobrego by z tego nie wyszlo. Zagubil sie, czy nie..., ale to u niego nie pierwszy raz i pewnie nie ostatni. Widac ten typ tak ma i nie masz czego zalowac. Nie kontaktuj sie z nim i nie pozwalaj jemu na kontakty z Toba. Kazde jego slowa beda mieszaly Ci w glowie wiec unikaj go jak ognia. Nie jest Ciebie wart i pamietaj o tym! Zaslugujesz na porzadnego faceta, ktory bedzie Cie szanowal i dbal o Ciebie.. Uwierz mi, chodza jeszcze tacy po tym swiecie wiec nic straconego! smile A Piotr niech sobie zycie uklada z mezatka.. O ile cala sprawa wyglada tak, jak on to przedstawil. Ale nie ma co wnikac i analizowac postepowania takiego drania! Szkoda na to czasu.
A teraz: zapisz sie na zajecia sportowe, mysl pozytywnie i ciesz sie nadchodzacym latem. To wszystko to idealna recepta na lepsze samopoczucie. A wlasciwy facet znajdzie sie sam! smile

18

Odp: zdradzona, zawiedziona
koni napisał/a:

Hej! Glowa do gory! Sluchaj rad, ktore tu otrzymalas. smile
Paskudny facet i nic dobrego by z tego nie wyszlo. Zagubil sie, czy nie..., ale to u niego nie pierwszy raz i pewnie nie ostatni. Widac ten typ tak ma i nie masz czego zalowac. Nie kontaktuj sie z nim i nie pozwalaj jemu na kontakty z Toba. Kazde jego slowa beda mieszaly Ci w glowie wiec unikaj go jak ognia. Nie jest Ciebie wart i pamietaj o tym! Zaslugujesz na porzadnego faceta, ktory bedzie Cie szanowal i dbal o Ciebie.. Uwierz mi, chodza jeszcze tacy po tym swiecie wiec nic straconego! smile A Piotr niech sobie zycie uklada z mezatka.. O ile cala sprawa wyglada tak, jak on to przedstawil. Ale nie ma co wnikac i analizowac postepowania takiego drania! Szkoda na to czasu.
A teraz: zapisz sie na zajecia sportowe, mysl pozytywnie i ciesz sie nadchodzacym latem. To wszystko to idealna recepta na lepsze samopoczucie. A wlasciwy facet znajdzie sie sam! smile

to prawda, nie wiem czy wersja którą mi sprzedawał jest prawdziwa, tyle kłamstw, tyle wersji, że sama zaczęłam się gubić,
jedyna pozytywna rzecz z tej całej sytuacji to fakt, że dużo schudłam - sama nie potrafiłam smile oby tylko na zdrowiu mi się to nie odbiło.
Na zajęcia sportowe chodzę regularnie i to faktycznie pomaga, bardzo dobra odskocznia.
Walczę o każdy dzień żeby przetrwać i się nie załamać, uda mi się, wierzę w to, tylko niech ten czas szybciej leci....

19

Odp: zdradzona, zawiedziona
Olimpia234 napisał/a:

Witam serdecznie,

Chciałabym podzielić się z Wami moją historią, z osobami, których nie znam, które obiektywnie na nią spojrzą - w skrócie, oczywiście zostałam zdradzona.

Zacznę od początku.
Mam 30 lat, mam stabilną i fajną pracę, mam sporo zainteresowań, jestem raczej realistką i twardo stąpam po ziemi - przynajmniej stąpałam, bo od jakiegoś czasu czuję się słaba, "malutka", zagubiona, itp.

Kiedyś byłam w 7-letnim związku, który nie rokował. Przez ostatni rok się męczyłam i próbowałam ten związek ratować. Ale poznałam przez internet pewnego chłopaka, rozmawialiśmy dużo, poznawaliśmy się i zaczęło iskrzyć. Zaczęłam zastanawiać się nad moim związkiem i doszłam do wniosku, że nie kocham obecnego chłopaka. Zerwałam z nim. Zaczęłam spotykać się z Piotrem, mimo iż dzieliło nas prawie 400 km (związek na odległość). Piotr był po przejściach, co prawda na własne życzenie, był wcześniej w długoletnim związku, był nawet zaręczony ale się rozstali. Poznałam dosyć szybko powód - zdradził. Przestraszyłam się i zastanawiałam się czy warto z kimś takim się spotykać, czy nie zrobi mi tego samego. Ale uwierzyłam mu, zaufałam, deklarował się, że zrozumiał, że popełnił błąd, że wyciągnął wnioski itd....Zaufałam, uwierzyłam i stało się, zaczęliśmy być razem na poważnie, spotykaliśmy się najczęściej jak tylko się dało (praktycznie co 2 tygodnie, wszystkie święta, długie weekendy). Oczywiście codziennie setki smsów, długie rozmowy przez telefon i na skype. Dużo nas łączyło, mieliśmy te same zainteresowania, czuliśmy się ze sobą cudownie, planowaliśmy wspólną przyszłość, dzieci itd. Byliśmy bardzo szczęśliwi, ja mu ufałam, czułam że mnie kocha, czułam że jestem dla niego najważniejsza. Sielanka trwała 4 lata - wiem, że długo jak na związek na odległość. Ale byłam pewna że to ten jedyny, że będzie ojcem moich dzieci. Nigdy wcześniej nie byłam nikogo tak pewna i w nikim tak zakochana. W pracy dostałam awans, poświęcałam jej więcej czasu i trochę rzadziej się widywaliśmy. On poza pracą uprawia jeszcze sport, któremu poświęca też sporo czasu. Chyba się trochę od siebie oddaliliśmy, ale mimo wszystko wierzyłam w nas, tym bardziej, że w zeszłym roku miał się do mnie przeprowadzić. Rozmawialiśmy o tym dużo, planowaliśmy, wiedziałam, że się tego boi, ale byłam pewna, że to zrobi i będziemy razem. Wszystko co złe zaczęło dziać się we wrześniu zeszłego roku, zaczęłam się zastanawiać nad tym czy mnie nie zdradza, miałam dziwne przeczucia, ale jego siostra mnie uspokoiła, że to niemożliwe bo tak mnie kocha itd. Ale w październiku jak byłam u niego to sprawdziłam jego telefon (wcześniej tego nie robiłam) i znalazłam zdjęcia jakiejś laski. Zapytałam wprost czy mnie zdradza, oczywiście zaprzeczył. Powiedziałam mu, że znalazłam zdjęcia w jego telefonie to ściemnił, że to koleżanka z pracy, że chodziło o jakiś zakład i to nic nie znaczy. Usunął je.Zarzekał się, że mnie kocha i nie zdradza. Wtedy jeszcze uwierzyłam, chyba chciałam wierzyć. Ale zaczęłam być już podejrzliwa. Zauważyłam po jego zachowaniu, że ma jakiś problem, zaczęłam dopytywać, ale nie chciał mówić. Nie odpuszczałam, aż pewnego wieczoru przyznał, że nie wie czy nie nadal kocha. Oczywiście ogromny cios. Od razu podejrzewałam, że chodzi o jakąś inną kobietę, ale cały czas zaprzeczał. Wystraszyłam się na poważnie, pojechałam do niego, spędziliśmy razem kilka dni i znowu mnie zapewniał, że będzie ok, że mnie kocha itd. Przez jakieś 2 tygodnie było ok, ale znowu zaczął być smutny, znowu zaczęło go coś dręczyć, więc ponownie pytałam. W końcu przyznał, że chyba się zakochał w niej. Kolejny cios - płacz, krzyk, wyzywanie go itd, zerwanie. Wystraszył się, zaczął mnie błagać, przepraszać, twierdzić, że zerwie z nią kontakt bo mu zależy na mnie. Kolejny raz się złamałam i uwierzyłam, że będzie o nas walczył. Po jakimś czasie okazało się, że jednak nadal ma z nią kontakt, przekonywał mnie, że to tylko zauroczenie i że to ze mną chce być, a z nią nie. Zaczęłam walczyć o nas, bo bardzo bardzo go kochałam i niestety nadal kocham. Wszystko trwało kilka miesięcy (w sumie 7 mcy), jeździliśmy do siebie, rozmawialiśmy, on cały czas twierdził, że mnie kocha, że mu zależy, ale ja tego nie widziałam. Zazwyczaj to ja zabiegałam o ten kontakt. Dużo przez ten czas płakałam, mało jadłam, źle sypiałam itd. Sprzedawał mi przez ten cały czas kilka wersji, najpierw, że ją kocha, później że to tylko zauroczenie, później, że kocha nas obie tak samo, a ostatnia wersja to że nic do niej nie czuje. Zaczęłam mieć wszystkiego dość, tej huśtawki emocjonalnej, jego kłamstw i zapewnień słownych oraz braku czynów. Ostatni raz widzieliśmy się na początku kwietnia, prosił mnie żebym przyjechała na święta, było oczywiście cudownie, twierdził, że czuje że mnie kocha, że mu zależy, ale nie może mi powiedzieć jeszcze, że chce ze mną zamieszkać, bo nie chce mnie kolejny raz skrzywdzić i chce czuć na 100%, że ja jestem tą jedyną żeby mógł podjąć ostateczną decyzję o wspólnym mieszkaniu, założeniu rodziny itd. Ostatni raz rozmawialiśmy o nas o tym wszystkim po świętach wielkanocnych, nie mógł mi nic obiecać na 100%, więc podjęłam decyzję o rozstaniu. Miałam już dość tych ciągłych kłamstw, tego jego braku zdecydowania, zbyt wiele mu chyba wybaczyłam i na zbyt wiele mu pozwoliłam.

Rozmawialiśmy ostatni raz ok miesiąca temu, jak podejrzewałam, że się z nią spotkał, wtedy dzwonił i zapewniał, że nie, że się z nikim nie spotyka, że mu nadal zależy, ale musi być pewien czego chce.
Ostatni kontakt smsowy tym razem mieliśmy 2 tygodnie temu -  zero zapewnień z jego strony, Piotr nadal nie wie czego chce. Większość tych kontaktów była zainicjowana z mojej strony.

Mam dobry kontakt z jego rodziną, od której wiem, że nadal ma jakiś problem, jest smutny, nie wychodzi z domu, z nikim nie rozmawia itd.
Wiem, że nadal rozmawia z nią w pracy czasami i nic poza tym nie wiem. Do mnie się nie odzywa.

Szczerze? Nie radzę sobie z tą sytuacją, dopiero niedawno zaczęłam wychodzić z domu, spotykać się ze znajomymi, uprawiać sport. Ale nadal mam gorsze dni, w które łapie mnie ogromny dołek, żal, tęsknota - mimo wszystko ja go nadal bardzo kocham. Wiem, że większość z Was pomyśli "wariatka" - po czymś takim można nadal kogoś kochać? Można - gdyby nie spotkała mnie taka sytuacja to bym w to nie uwierzyła.
Wiem, że nie mam na co czekać, że powinnam zapomnieć, ale cały czas mam gdzieś głęboko tą cholerną nadzieję, że zrozumie swój błąd, że będzie chciał do mnie wrócić. Ale z drugiej strony nie wiem czy po tym wszystkim byłabym w stanie mu zaufać. Rozum mi podpowiada "uciekaj jak najdalej od niego", ale serce niestety ciągnie do niego - chora sytuacja.

Jeszcze najważniejsze fakty:
Piotr ma 32 lata, wydawało mi się, że jest dojrzały i odpowiedzialny, ale teraz po tych wszystkich zdarzeniach zaczęłam w to wątpić.
Ta laska, w której się zakochał, zauroczył bądź nie - nie wiem tego, ma 24 lata, jest mężatką i ma kilkuletnie dziecko. Drugi raz zrobiła to mężowi, który nadal z nią jest i wie o Piotrze, ale nie wiem ile wie - chore, prawda? Nie odejdzie od męża bo jest od niego zależna finansowo (sama mało zarabia), chyba, że znajdzie łosia (pewnie Piotra), który ją utrzyma.

Z jednej strony nienawidzę go za to co mi zrobił, z drugiej strony nie chcę żeby zmarnował sobie życie z taką dziewuchą.
Nie wiem tak naprawdę co mu siedzi w głowie, dużo i chyba za dużo tym myślę, wydaje mi się, że ma problem z nią, że tak go omotała, że nie wie co robić, a mnie ma już głęboko w poważaniu. Pamiętam nasze pożegnanie, jak płakał i znowu przepraszał i mówił, że to nie koniec, że jeszcze się zobaczymy - że tak czuje. On wie, że bardzo go kocham, przez te wszystkie miesiące mu to udowodniłam, dając się okłamywać i upokarzać. Sama straciłam do siebie szacunek....

Wiem z perspektywy czasu, że popełniłam wiele błędów przez te wszystkie miesiące, wiem, że nie powinnam czekać i jak najszybciej o nim zapomnieć, ale nie potrafię wyzbyć się nadziei, która cały czas nie pozwala mi pójść do przodu.
Czy ktoś taki jak on wg Was potrafi się opamiętać?

Daj sobie z nim siana albo poważnie zastanów się, gdzie odnajdziesz swoją godność i poczucie własnej wartości, żyjąc z kolesiem, który jest z Tobą, a w między czasie zakochuje się w jakichś Mariolach nieudacznikach. Dla mnie zdecydowane obniżanie jakości życia, dla mnie zdecydowane NIE.
Czemu faceci to muszą być takie melepety, następny siedzi w domu, patrzy w dal. Dżizasss. Masakra. Pryskaj, gdzie pieprz rośnie, a nie dajesz jakiemuś pizdusiowi sobą pomiatać.

20

Odp: zdradzona, zawiedziona
panibaronowa napisał/a:

Daj sobie z nim siana albo poważnie zastanów się, gdzie odnajdziesz swoją godność i poczucie własnej wartości, żyjąc z kolesiem, który jest z Tobą, a w między czasie zakochuje się w jakichś Mariolach nieudacznikach. Dla mnie zdecydowane obniżanie jakości życia, dla mnie zdecydowane NIE.
Czemu faceci to muszą być takie melepety, następny siedzi w domu, patrzy w dal. Dżizasss. Masakra. Pryskaj, gdzie pieprz rośnie, a nie dajesz jakiemuś pizdusiowi sobą pomiatać.

no właśnie chyba swoją godność przez te wszystkie miesiące chowałam gdzieś głęboko do kieszeni, uczucia niestety brały górę, ale przyszedł moment, że w końcu zdałam sobie sprawę, że tracę szacunek sama do siebie przez to, że daję się tak traktować.

Teraz pozostała mi tylko walka z uczuciem, chciałabym jak najszybciej o nim i o tym wszystkim zapomnieć....
Nie rozumiem jak nadal mogę go kochać po tym wszystkim co mi zrobił, nienawiść oczywiście też się pojawiła...

21

Odp: zdradzona, zawiedziona
Olimpia234 napisał/a:
panibaronowa napisał/a:

Daj sobie z nim siana albo poważnie zastanów się, gdzie odnajdziesz swoją godność i poczucie własnej wartości, żyjąc z kolesiem, który jest z Tobą, a w między czasie zakochuje się w jakichś Mariolach nieudacznikach. Dla mnie zdecydowane obniżanie jakości życia, dla mnie zdecydowane NIE.
Czemu faceci to muszą być takie melepety, następny siedzi w domu, patrzy w dal. Dżizasss. Masakra. Pryskaj, gdzie pieprz rośnie, a nie dajesz jakiemuś pizdusiowi sobą pomiatać.

no właśnie chyba swoją godność przez te wszystkie miesiące chowałam gdzieś głęboko do kieszeni, uczucia niestety brały górę, ale przyszedł moment, że w końcu zdałam sobie sprawę, że tracę szacunek sama do siebie przez to, że daję się tak traktować.

Teraz pozostała mi tylko walka z uczuciem, chciałabym jak najszybciej o nim i o tym wszystkim zapomnieć....
Nie rozumiem jak nadal mogę go kochać po tym wszystkim co mi zrobił, nienawiść oczywiście też się pojawiła...

Jesteś młodą, zapewne atrakcyjną i inteligentną kobietą. Związek jest po to, aby dwoje ludzi czynić szczęśliwymi. Jeśli nie spełnia tej funkcji, znaczy, że nie działa. Albo trzeba go wtedy naprawić za pomocą terapii dla par, długich rozmów, ponownego rozpalania namiętności, albo należy zacisnąć zęby i po prostu odejść. Poprzednim razem odejść było łatwiej, bo odchodziłaś w ramiona internetowego chłopaka. Tak naprawdę nigdy go w tym związku na odległość nie sprawdziłaś. Taka ot luźna znajomość, widywaliście się kilka razy w miesiącu plus wakacje i święta. Jest taki film amerykański: "hes just not that into you" - głupia komedia, ale obejrzyj. Konkluzją jest jedno bardzo mądre stwierdzenie, mianowicie, że jeśli facetowi zależy na kobiecie, to przepłynie morza i przejdzie góry, aby ją mieć i z nią być. Twój facet trzymał Cię na bezpieczny, 400-kilometrowy dystans. Zaczęło się psuć jakoś bezpośrednio przed Waszym wspólnym zamieszkaniem... hmm..przypadeg?
Facet nie jest z reguły (sorry, koledzy) zbyt skomplikowanym organizmem. Jak jest najedzony i zaspokojony, to jest szczęśliwy, a jeśli chce być z kobietą, o zrobi wszystko, żeby z nią być. Jeśli nie dzwoni, to znaczy, że nie chce, a nie, że tak mu się bardzo podobasz, że aż nie dzwoni big_smile
i tak dalej.
Olej gościa, bo mam podejrzenia, że tę jego wielką miłość, to sobie trochę wyobraziłaś.

22

Odp: zdradzona, zawiedziona

niebawem ten drań ma urodziny - serce podpowiada mi aby złożyć mu życzenia, zwykłe "Sto lat" ? bo najlepszego nie potrafię...Ale to chyba zły pomysł, znowu się cofnę przez kontakt? ehhh ta huśtawka...

23

Odp: zdradzona, zawiedziona

daj spokój, koleś Ci zrobił jesień średniowiecza, a Ty mu będziesz życzyć zdrowia, szczęścia, pomarańczy? a niech zdycha wink

24

Odp: zdradzona, zawiedziona
panibaronowa napisał/a:

Olej gościa, bo mam podejrzenia, że tę jego wielką miłość, to sobie trochę wyobraziłaś.

Może i się myliłam, nie wiem i już się raczej nie dowiem, aczkolwiek czułam przez te 4 lata, że mnie kocha, widziałam to - bardzo się starał, zabiegał itp. Czuliśmy się jakbyśmy się znali od zawsze, mieliśmy zawsze o czym rozmawiać, co robić, byliśmy szczęśliwi. Ja mu zaufałam w 100%, byłam lojalna, wierna, zawsze stałam za nim murem i nigdy przez myśl mi nie przeszło, że może mnie okłamać a co najgorsze zdradzić. Podobno do zdrady fizycznej nie doszło, ale raczej w to nie wierzę...
Najgorsze jest również to, że on nie zdawał sobie sprawy do końca, że postąpił źle. Mimo iż mnie przepraszał i błagał o wybaczenie to nigdy nie przyznał się, że popełnił błąd. Raz tylko usłyszałam z jego ust, że być może popełnił błąd swojego życia, ale właśnie "być może". Więc chyba wg niego nic złego się nie stało, a ja przesadzam - takie odniosłam wrażenie po tych wszystkich miesiącach walki...

25

Odp: zdradzona, zawiedziona

Może i się myliłam, nie wiem i już się raczej nie dowiem, aczkolwiek czułam przez te 4 lata, że mnie kocha, widziałam to - bardzo się starał, zabiegał itp. Czuliśmy się jakbyśmy się znali od zawsze, mieliśmy zawsze o czym rozmawiać, co robić, byliśmy szczęśliwi. Ja mu zaufałam w 100%, byłam lojalna, wierna, zawsze stałam za nim murem i nigdy przez myśl mi nie przeszło, że może mnie okłamać a co najgorsze zdradzić. Podobno do zdrady fizycznej nie doszło, ale raczej w to nie wierzę...
Najgorsze jest również to, że on nie zdawał sobie sprawy do końca, że postąpił źle. Mimo iż mnie przepraszał i błagał o wybaczenie to nigdy nie przyznał się, że popełnił błąd. Raz tylko usłyszałam z jego ust, że być może popełnił błąd swojego życia, ale właśnie "być może". Więc chyba wg niego nic złego się nie stało, a ja przesadzam - takie odniosłam wrażenie po tych wszystkich miesiącach walki...

Znajdź siłę i mimo bólu daj sobie z nim spokój..  Nie pisz, nie dzwoń, nie sprawdzaj! A już na pewno mu nie współczuj, nie usprawiedliwiaj go, nie pamiętaj o urodzinach!!!
Pewnie wróci, odezwie się ale trzymam za Ciebie kciuki byś się wtedy nie złamała.
Miał 4 lata, powtarzam 4 lata by podjąć decyzję. Nie zrobił nic, a mieszkacie w jednym kraju.
To ważne wiem co mówię. (Mój mąż by być ze mną, a jest obcokrajowcem, potrzebował roku by wszystko zorganizować i być przy mnie, ze mną).
Przypomnę też, że nie Ciebie pierwszą zdradził... To już chyba mówi najwięcej.
Szanuj siebie!
Niedługo będzie coraz łatwiej:)

PS. A on pewnie jeszcze nie raz się odezwie, zawsze wracają... wtedy już Ci będzie całkiem lekko:D

26

Odp: zdradzona, zawiedziona
edziak napisał/a:

Znajdź siłę i mimo bólu daj sobie z nim spokój..  Nie pisz, nie dzwoń, nie sprawdzaj! A już na pewno mu nie współczuj, nie usprawiedliwiaj go, nie pamiętaj o urodzinach!!!

PS. A on pewnie jeszcze nie raz się odezwie, zawsze wracają... wtedy już Ci będzie całkiem lekko:D

Siłę już na szczęście znalazłam - co prawda trwa to niedługo bo dopiero ok 3 tygodni, ale nie piszę, nie sprawdzam. Mam oczywiście gorsze dni, że mam ochotę złapać telefon i zadzwonić, ale tłumaczę sobie, że wrócę do początku i wszystko zacznę przeżywać od nowa, to mi pomaga. Codziennie siebie motywuję, że dam radę, że to kolejny dzień bez kontaktu i coraz lepiej zaczynam sobie radzić. Czuję nadal ogromny żal, pustkę i tęsknotę, ale to minie i nie poddam się.

PS. Marzę o tym żeby chciał wrócić a ja go nie będę chciała - niech cierpi tak samo jak ja.

27

Odp: zdradzona, zawiedziona

no i stało się, złamałam się...
minęło prawie 2 mce od naszego rozstania i mojej walki. Robiłam wszystko żeby się odciąć, spróbować zapomnieć, zaczęłam wychodzić do ludzi, spędzać z nimi czas i przynosiło mi to ulgę, ale najgorsze były wieczory i zasypianie - cały czas myśli wracały do niego i ten płacz co wieczór w poduszkę. Dowiedziałam się jakieś 3 tygodnie wcześniej, że chce do mnie zadzwonić, ale tego nie zrobił...najprawdopodobniej przez to, że złożyłam mu życzenia na urodziny, zwykłe sto lat + dopisek że tylko z grzeczności (chciałam żeby myślał, że mam go gdzieś?, wiem naiwne).
Odezwałam się do niego kilka dni temu, to był impuls, nieprzemyślany chyba, ale czasu nie cofnę. Bardzo się zaskoczył bo nie spodziewał się tego, że się odezwę, był przekonany że chcę zapomnieć...Poopowiadaliśmy sobie co u nas słychać, jemu w pracy się coś popsuło, został zdegradowany - karma? Pytałam czy miał zamiar się odezwać, twierdził, że oczywiście tak, ale tego nie zrobił....Zapytałam dlaczego się nie odezwał, to powiedział, że go zostawiłam że to ja zerwałam, byłam trochę w szoku bo przecież powód mojego kroku był oczywisty-zawiódł na całej linii, przyznał to oczywiście, ale stwierdził, że to go zabolało i pomyślał że się poddałam i przestałam walczyć. Wtedy pękła i powiedziałam, że to nie ja to wszystko schrzaniłam i że to nie ja powinnam walczyć mimo iż przez kilka poprzednich miesięcy to robiłam. Powiedział, że tęskni za mną i nie zaakceptował tego, że to koniec i nadal mu zależy... tylko co robi w tym kierunku? Póki co nic, poza tym, że dzwoni do mnie, rozmawiamy czy piszemy smsy, ale rozmawiamy ogólnie, o wszystkim ale nie o nas. Ja póki co nie chcę o nas rozmawiać, nie pytam, nie naciskam, czekam i obserwuję jego. Mam nadzieję, że on pęknie i coś w końcu zrobi, powie? - kolejna moja naiwność? Dałam sobie i jemu czas - on o tym nie wiem, to tak jakby ostatnia szansa, tylko szansa na co? Nie wiem co mu siedzi w głowie, bo nie chciał powiedzieć, jest bardzo trudny do takich rozmów, jest bardzo zamknięty w sobie. Boję się, że tak czy inaczej on się nie określi, on nie chce dać mi odejść i powiedzieć że to koniec, ze niby tak nie czuje, ale nic więcej nie mówi. Boję się, że to ponowne cofnięcie się do początku, że i tak on nic nie zrobi i będę musiała po raz kolejny próbować się odciąć od niego i będę od nowa przechodziła to samo. Ale może już trochę w mniejszym stopniu bo czuję troszeczkę silniejsza. Nie potrafię się odciąć od niego, może nie chcę, to chyba jakieś uzależnienie, nie potrafię go wyrzucić z głowy i cały czas go bardzo bardzo kocham? Krzywdzę się chyba sama na własne życzenia, ale cały czas czuję że coś jest niedopowiedziane - czy ja czekam aż w końcu on mi powie wprost "NIC z TEGO NIE BĘDZIE !". Czy potrzebuję to usłyszeć, żeby w końcu zrozumieć, że on mnie nie kocha? Mam ogromny mętlik w głowie, znowu....

28 Ostatnio edytowany przez Olimpia234 (2015-08-01 10:30:35)

Odp: zdradzona, zawiedziona

historii mojej ciąg dalszy, pewnie jak wiele kobiet z miłości popełniłam kolejny błąd i właśnie przekonałam się o tym na własnej skórze.

Piszę teraz aby się wygadać, wypłakać i ostrzec innych.

Jak już wcześniej pisałam, złamałam się 2 mce temu i się do niego odezwałam. Ucieszył się, powiedział, że chce ratowac nasz związek, że zerwał kontakty z tamtą. Niedługo po tym przyjechał, zapewniał mnie, że mu zależy, zaczał się starać chwilowo, częste kontakty, rozmowy. Zaczęłam powoli wierzyć, że może się uda uratować ten związek. Ale cały czas czułam jakiś niepokój mimo wszystko. Zaczęliśmy planować wspólne wakacje - 2 tygodnie razem (przecież żyliśmy na odległość), czekaliśmy na nie z niecierpliwością, ale cały czas coś czułam, chyba intuicja cały czas krzyczała abym uważała. Pojechaliśmy na tydzień do grecji, było niesamowicie, on zakochany, dbał o mnie, starał się, ale któregoś wieczora przejrzałam jego telefon i zobaczyłam w historii połączeń 5 smsów od niej przychodzących, smsy oczywiście usunął. Od razu zapytałam dlaczego nadal kłamie i co znaczą te smsy, przecież kontaktu nie mają. Zaczął tłumaczyć, że ona się w nim zakochała i czasami do niego wypisuje i że nic jej nie odpisuje i nie odpisał. Brzmiało to w miarę logicznie bo w historii połączeń smsów wychodzących nie było, a jakby usunął to albo wszystko albo nic. OK myślę sobie zobaczymy, kłamstwo ma krótkie nogi ale zaczęłam być bardziej czujna. Wróciliśmy z grecji, pojechaliśmy na tydzień do niego, zero kontaktów z jej i z jego strony, sielanka trwała. Aż ostatniego dnia przed moim powrotem do domu o 6:00 rano przychodzi sms od niej, pokazał mi go a tam treść " Cześć Kochanie ale się stęskniłam" - dostałam w policzek, pytam co to znaczy żądam wyjaśnień, a on to samo, że ona nie daje mu spokoju, że dawno zerwał kontakt. Żądam aby jej odpisał aby się odczepiła, że jesteśmy razem i że nie życzy sobie kontaktów z jej strony, nie chciał na początku zaczął mówić że nie będzie w ogóle jej odpisywał i da sobie spokój. Powiedziałam nie, masz to zrobić, odpisał tylko daj mi spokój a ona wzięła to za żart. Wzięłam jego telefon i chciałam do niej zadzwonić ale zaczął go wyrywać mówiąc że sam to załatwi. Zaczęłam już na 99% być pewna, że on dalej kłamie, zażądałam bilingu i zgodził się mi go pokazać. Wróciłam do domu, ale cały czas nie dawał mi ten sms spokoju, zaczęłam go cały czas wypytywać, naciskać żeby w końcu powiedział prawdę i stało się, 2 dni temu pękł i do wszystkiego się przyznał. Miał cały czas z nią kontakt, pogubił się już w swoich kłamstwach, ją okłamywał, bo nie wiedziała, że jesteśmy razem a dowiedziała się 2 dni wcześniej jak wrzuciłam zdjęcia na portal społecznościowy. Zadzwoniła do niego, wszytsko mu wygarnęła i go zostawiła. Rozmawialiśmy całą noc, wypytywałam o wszytsko próbowałam zrozumieć dlaczego mężczyzna, dorosły mężczyzna okłamywał mnie przez ostatni rok. Nawet chciał się do mnie przeprowadzić pod koniec sierpnia żebyśmy byli razem, okazało się, że chciał od tamtej uciec i myślał, że między nami się naprawi. Samo? Oczywiście jest tchórzem, bo nie potrafił zakończyć jednego związku i skupić się na jednym, sam nie wiedział i pewnie dalej nie wie czego chce. Został sami ja sama ze złamanym po raz kolejny sercem, ciągle płaczę, płaczę z bezsilności i głupoty, że po raz kolejny mu uwierzyłam. Dostał ode mnie 3 szanse, i wszytskie 3 zmarnował, nie zerwał z nią kontaktu ani razu, dużo mówił, dużo zapewnień z których nic nie wynikało.

i znowu czuję się jak śmieć, poniżona, upokorzona, to prawda, że na własne życzenie, bo nie powinnam do niego wracać, nie powinnam się z nim kontaktować.
Niestety przekonałam się na własnej skórze, że jeśli ktoś raz czy 2 okłamał to zrobi to po raz kolejny i jeśli sam tego nie zrozumie i sam się dla siebie nie zmieni i sam nie zacznie walczyć to nie warto do tego wracać.
Trzeba sobie odpuścić, próbować odciąć się i zapomnieć.
mam prawie 31 lat a czuję się jakbym miała 14 - głupia i naiwna.
A i jeszcze jedno, zawsze słuchajcie swojej intuicji, ona nigdy nie zawodzi.

Jak można być tak głupim człowiekiem jak ja i dać się po raz kolejny wciągać w takie bagno? Boję się cholernie samotności i boję się, że tym razem nie dam sobie rady... ból jest ogromny.

29

Odp: zdradzona, zawiedziona

był ktoś kiedyś w podobnej sytuacji? Jak to przetrwać?
Ból jest momentami nie do zniesienia sad ta tęsknota, ten żal, ta miłość ta złość. W jednej chwili mam ochotę go zabić, po czym mam ochotę zadzwonić, błagać aby wrócił. Nie zrobię tego oczywiście mam nadzieję, że chociaż mam tyle siły. Czuję się czasami jakbym umarła, nie czuję nic...

30

Odp: zdradzona, zawiedziona
Olimpia234 napisał/a:

był ktoś kiedyś w podobnej sytuacji? Jak to przetrwać?
Ból jest momentami nie do zniesienia sad ta tęsknota, ten żal, ta miłość ta złość. W jednej chwili mam ochotę go zabić, po czym mam ochotę zadzwonić, błagać aby wrócił. Nie zrobię tego oczywiście mam nadzieję, że chociaż mam tyle siły. Czuję się czasami jakbym umarła, nie czuję nic...


Jesteś w żałobie i zrozumiałe sa uczucia, które Cię osaczają, niestety nie ma magicznej kapsułki poza czasem i pracowaniem nad swoim myśleniem.

Ja prawie 2 lata rozpaczałam za swoją pseudo-miłością, moje uczucia były prawdziwe, ale ten ktoś na to nie zasługiwał.
Przerobiłam to sobie w głowie, choć to tyle trwało.
A dziś? Dziś mam go głęboko w de wink
Obecnie mam trochę pogmatwane życie, chyba na własne życzenie, ale nie popełniam już starych błędów i idę powoli w dobrym kierunku, tak mi się wydaje

31

Odp: zdradzona, zawiedziona

wydaje mi się, że moje uczucia też są prawdziwe i dlatego tak bardzo to boli. Przeraża mnie perspektywa że może to potrwać aż 2 lata, ale wiem, że poza czasem nic się nie da zrobić, tylko ten czas tak cholernie się wlecze + nieprzespane noce. Jak 1 czlowiek może tak zniszczyć 2 człowieka?

32

Odp: zdradzona, zawiedziona

Oj może... Też zadaję sobie pytanie, dlaczego dla osoby dla której byłeś "całym życiem", nagle z dnia na dzień stajesz się nikim. Mimo że tyle razy zapewniała o swojej miłości, nie było dnia bez "Kocham Cię" z jej strony. U mnie minęło już 7 miesięcy i nadal boli, może już trochę mniej. Tęsknie ale już tylko za jej wspomnieniem, za tym że kiedyś była inna i mieliśmy wspólne plany. Musimy wierzyć, że czas goi rany.

33

Odp: zdradzona, zawiedziona

ja bym chyba chciała tak naprawdę zapomnieć o nim, że istniał, że był w moim życiu, że go tak bardzo kochałam. Wspomnienia mi zadają ból, nie potrafię nawet myśleć o tych dobrych, bo zaraz przypominam sobie krzywdę jaką mi wyrządził. Boję się, że już nikomu nie zaufam, brzydzę się każdego faceta, boję się, że tak zszarpał moją psychikę, że zawsze będę się bała zaufać i zaangażować... Jestem dopiero na początku tej walki i czuję momentami, że nie mam już siły, że chcę się poddać, leżeć, płakać i nic nie robić. Nie chce mi się chodzić do pracy, do wszystkiego muszę się zmuszać.

34

Odp: zdradzona, zawiedziona

4 dzień koszmaru i udręki, pierwszy dzień w pracy po rozstaniu - masakra jakaś. Dzisiaj to już jest jakieś apogeum, ciągle wyję, ciągle zadaję sobie pytania, dlaczego mi to zrobił, w czym jestem gorsza od niej, co mu takiego zrobiłam, dlaczego on mnie nie chce? nie potrafię sobie póki co z tym poradzić...nienawidzę siebie za to...

35

Odp: zdradzona, zawiedziona

Skąd jesteś?
Jeśli masz niedaleko do Krakowa, służę rozmową, spotkaniem wink

36

Odp: zdradzona, zawiedziona

oj kawałek mam,
widzę, że potrzebuje rozmów, uspokajam się trochę jak o tym piszę...

37

Odp: zdradzona, zawiedziona
Olimpia234 napisał/a:

oj kawałek mam,
widzę, że potrzebuje rozmów, uspokajam się trochę jak o tym piszę...

Lepiej wyrzucać to z siebie, niż tłamsić, po prostu pisz wink

38

Odp: zdradzona, zawiedziona

dzień 5 ty - po 2h wyszłam z pracy, nie daję rady się skupić, ciągle chce mi się wyć. Wiem, ze wczoraj przeglądał jej profil na portalu i to cholernie boli że za nią tęskni, że ją kocha, a mnie ma w dupie. Powinnam odwrócić się na pięcie i z podniesioną głową powiedzieć nara i iść do przodu, ale nie mam siły. Nie potrafię się pogodzić z tym, że mnie odrzucił. Wiem, że nie jestem supermodelką i ideałem, ale znałam kiedyś swoją wartość i wiedziałam, ze brzydka ani głupia nie jestem, dlatego nie rozumiem dlaczego zostawił mnie dla czegoś i przez coś takiego jak ona - gówniara, mężatka, dzieciata, bez wykształcenia, z patologicznej rodziny, urodą nie grzeszy.... czuję się gorsza....

39

Odp: zdradzona, zawiedziona
Olimpia234 napisał/a:

dzień 5 ty - po 2h wyszłam z pracy, nie daję rady się skupić, ciągle chce mi się wyć. Wiem, ze wczoraj przeglądał jej profil na portalu i to cholernie boli że za nią tęskni, że ją kocha, a mnie ma w dupie. Powinnam odwrócić się na pięcie i z podniesioną głową powiedzieć nara i iść do przodu, ale nie mam siły. Nie potrafię się pogodzić z tym, że mnie odrzucił. Wiem, że nie jestem supermodelką i ideałem, ale znałam kiedyś swoją wartość i wiedziałam, ze brzydka ani głupia nie jestem, dlatego nie rozumiem dlaczego zostawił mnie dla czegoś i przez coś takiego jak ona - gówniara, mężatka, dzieciata, bez wykształcenia, z patologicznej rodziny, urodą nie grzeszy.... czuję się gorsza....


Roztrząsasz to, tkwisz w tym, grzebiesz sobie patykiem w ranie, oj znam to bardzo dobrze.
Jesteś teraz na najgorszym etapie tego.
Wiesz co powinnaś, a mimo to na własne życzenie uprawiasz masochizm na sobie.
I nie wiesz co zrobić żeby przestać, bo to silniejsze od Ciebie.
Sama się nakręcasz.
Musisz się z tym pogodzić, im szybciej to zrozumiesz, tym będzie lżej.
I tak w końcu to zrozumiesz, ale najpierw stracisz cenny czas, którego już nie odzyskasz nigdy.
Warto?
Daj sobie pewien okres na żałobę, a potem to zostaw. Na siłę, wbrew sobie.

40

Odp: zdradzona, zawiedziona

wiem, że nie warto....
tylko ja na siłę próbuję poznać prawdę i szczerze mówiąc nie wiem do czego mi ona będzie potrzebna. Może oszukuję się sama że jak dowiem się, że jest z nią to wtedy do mnie dotrze, że już pozamiatane?
Najgorsze jest to, że on zrobił mi okropne świństwo a ja nadal chyba podświadomie mam nadzieję, że on się opamięta? Tylko wtedy zaczynam się zastanawiać czy chciałabym być z takim człowiekiem, czy bym mu kiedykolwiek uwierzyła i zaufała? Cały czas trwa walka między sercem a rozumem...Chciałabym go w końcu znienawidzić, może wtedy będzie łatwiej...

41

Odp: zdradzona, zawiedziona

......." cały czas trwa walka między sercem, z rozumem..."
Olimpio - to normalne, każdy to przechodzi na początku tzw " rozstania". Co zwycięży i w jakim czasie?, to zależy od każdego z nas ( i tu nie istnieją statystyki, jak długo to potrwa. Co jest pewne( i to potwierdzi każdy z nas) nakręcając się - nie pomagasz sobie. Pewnie to wiesz, jednak wiedzą na ten temat nic nie wskórasz, musisz pomóc rozumowi. Ja gdy beczałam, pytałam" dlaczego" etc., wolne chwile zabijałam byciem tu- na forum . Bardzo pomagało - te wątki innych, opinie, porady- dawały mi sił, że choć w danym momencie byłam wymiętolona emocjonalnie, ufałam, że skoro inni dali rade ( często w gorszych sytuacjach niż ja)- ja tez dam. Dziś- pewnie, że myślę/ wspominam, ale nie płaczę ( sory- 2 dni temu załapałam doła, ale minęło), umiem juz być w towarzystwie itd. Tak, jak ktoś powyżej napisał - skoda czasu, rób coś . Trzymam kciuki za rozum

42

Odp: zdradzona, zawiedziona

Liza2014 dziękuję za słowa wsparcia.
Właśnie zaczęłam robić to samo, czytam forum, różne wątki i tematy, wypowiedzi ludzi i to mi naprawdę pomaga, przestaję myśleć o nim i powolutku nabieram siły, bo wiem, że inne kobiety dały radę i zaczynam widzieć, że moje samopoczucie i myśli są raczej normalne w takim przypadku. Pojawia się malutkie światełko w tunelu, że może być lepiej, tylko jeszcze to przetrwać...

43

Odp: zdradzona, zawiedziona

Przetrwasz, przetrwasz to - GWARANTUJĘ  ( nie będzie łatwo ,ale dasz radę).
Dla mnie bycie tu - to oprócz zabicia czasu wolnego, w którym pewnie bym sie nakręcała, to swoista terapia.  Na początku myślałam , że to ja jestem tylko taka biedna, los tylko mnie tak doświadcza, a tu trach - okazuje się ,że inni to dopiero maja problemy i ogarniają się więc trza sie brać w garść i nie wymiekać

44

Odp: zdradzona, zawiedziona

muszę dać radę, tylko słabo mi to idzie
dlatego postanowiłam że spróbuję pomocy psychologa. Mam nadzieję, że otworzy mi oczy jeszcze szerzej i spróbuje zrozumieć mnie samą, bo ja naprawdę nie rozumiem tego jak można kogoś nadal kochac mimo tylu krzywd i jak można liczyć na to nadal, że może się opamięta. Życzę mu teraz  tego żeby karma kiedyś do niego wróciła, żeby pokochał kogoś tak bardzo jak ja jego i żeby został potraktowany tak samo jak on mnie potraktował. Tylko wtedy może zrozumie ile cierpienia mi zadał. Ktoś kogo tak bardzo kochałam i nadal kocham tak bardzo mnie skrzywdził, że aż nie wierzę że tak można. Cały czas chyba jestem na etapie szoku i wyparcia i wiem że muszę z tego etapu wyjść jak najszybciej bo się duszę...

45

Odp: zdradzona, zawiedziona

...wiesz co , ja dokładnie mam takie same myśli, też życzę mu , aby kiedyś żałował, bo jak się czuję to on dokładnie wie ( bo 3 lata temu zostawiła go żona dla innego faceta i się rozeszli). Teraz pozwolił jej wrócić, bo jest poważnie chora.  Rozumiem sytuację żony, ale sory pomoc choremu - to jedno, a powrót  to drugie ( choć kocha mnie, jest mu źle i te inne bzdety) No i jak bywa w trójkątach, ktoś musi cierpieć i cholera padło na mnie. Zakazałam mu dzwonić - bo muszę myśleć o sobie, a każdy kontakt rozwalał mnie na maxa. Więc pierwsze motto w drodze do uzdrowienia - zero kontaktów !!

46

Odp: zdradzona, zawiedziona

ja niestety byłam w czworokącie jak się okazuje i póki co tylko ja cierpię, nie wiem czy jej mąż wie, że to nadal trwa, czy si dowie i właśnie wkurza mnie to, że spłynie to po niej jak po kaczce no chyba, że zdecyduje się odejść od męża a mój ex się zaopiekuje nią i jej dzieckiem - taki scenariusz mnie boli bo czuję się teraz jak pies ogrodnika (ze mną nie to z nią też nie).
Ja raczej nie mam problemu z kontaktami bo on mnie olał totalnie i się nie odzywa, ale to lepiej, aczkolwiek ja głupia i tak zaglądam w telefon czy czasami czegoś nie napisał....i wiem że już nie napisze...

47

Odp: zdradzona, zawiedziona

takie właśnie myśli targają człowiekiem w okresie żalu , no i nie chcę Cię martwić, ale to trochę jeszcze potrwa. Jednak na pocieszenie powiem, że  intensywność będzie stopniowo malała .
Lecę jutro na wakacje ( choć fajnie, jednak on tez miał lecieć, tak więc pewnie domyślasz się jak ten fakt na mnie wpływa) . Po powrocie zajrzę tu obowiązkowo i liczę, że będziesz silniejsza w otrząsaniu się z  negatywnych emocji. Pamiętaj..!!!! NIE RÓB PRIORYTETU Z OSOBY, DLA KTÓREJ JESTEŚ TYLKO OPCJĄ" !!!! Pozdrawiam serdecznie

48

Odp: zdradzona, zawiedziona

dziękuję i mimo wszystko życzę udanego urlopu.
Dzisiaj mam trochę lepszy dzień, byłam w pracy, starałam się ze wszystkich sił skupić na niej, no oczywiście nie było to możliwe przez 8h bo i łezka się czasem w oku zakręciła, w telefon zaglądałam, ale przetrwałam jakoś te 8h. Czuję się troszkę spokojniejsza i czuję że mam dzisiaj siłę walczyć. Zrobię wszystko abym prioryetetm w swoim życiu była JA - czas na mój egoizm!!!

49

Odp: zdradzona, zawiedziona

Olimpio byłam w identycznej sytuacji w kwietniu, po uświadomieniu sobie, że osoba którą uważałam za najważniejszą, która dostała ode mnie wiele szans ma gdzieś moje uczucia i to co ja czuję, i po tylu latach może tak po prostu wywalić mnie ze swojego życia.  Przez ok 2-3 tyg. nie mogłam normalnie funkcjonować ... chodziłam do pracy ale na niczym nie mogłam się skupić i nie mogłam opanować płaczu. Teraz po 3miesiącach jest zdecydowanie lepiej i u Ciebie też będzie tylko musisz to przetrwać smile. Jeszcze oczywiście tęsknie za moją wymyśloną miłością i dopadają mnie doły ... ale zaczynam wierzyć, że czeka mnie coś lepszego wink

50

Odp: zdradzona, zawiedziona

wszystkie nas czeka coś dobrego, zaczynam w to powolutku wierzyć, ale wiem, że długa droga przede mną.

51

Odp: zdradzona, zawiedziona
Olimpia234 napisał/a:

no chyba, że zdecyduje się odejść od męża a mój ex się zaopiekuje nią i jej dzieckiem - taki scenariusz mnie boli bo czuję się teraz jak pies ogrodnika (ze mną nie to z nią też nie)

Jeśli ona odejdzie od męża dla niego ... jemu się odechce ... nie będzie miał rywala to i "miłość" minie.

Dużo mamy do przemyśleń i pracy nad sobą. Bo same im pozwoliłyśmy się tak traktować ... bo przecież wszystko dało się wybaczyć tylko kosztem własnego szacunku. Jak sobie pomyślę na co ja pozwalałam to sama nie wierzę w to, że można być aż tak naiwnym.  Niech ten czas szybciej leci bo leczy ... a do naszego wyleczenia jeszcze kawał drogi smile

52

Odp: zdradzona, zawiedziona

obyś miała rację, bo wiem jak będzie mnie to bolało jak się dowiem, że są razem, no chyba że do tego czasu się "wyleczę" z niego.

Pracuję nad sobą intensywnie, uczę się powoli odganiać myśli i zajmować czymś innym, czuję, że jest mi troszkę łatwiej, jestem trochę spokojniejsza. Dzisiaj drugi dzień mam lepszy, nie płakałam ani razu, nawet w pracy zaczęłam się skupiać i dosyć szybko czas mi zleciał. Teraz dom... hm zaczyna się myślenie ale wezmę się chyba za sprzątanie, wieczorem siłownia i jakoś zleci, zmęczę się więc powinnam szybko zasnąć. Kurcze będzie lepiej, trzymam się tego smile

53

Odp: zdradzona, zawiedziona

Też boli mnie jeszcze myśl, że ktoś zajmie moje miejsce. Ja mam jeszcze ten problem, że mieszkamy blisko siebie i mogę go w każdej chwili spotkać ... udało się  go unikać 2miesiące i nie wiem co będę czuć jak go znów spotkam. Ja jestem parę kroków przed Tobą i doskonale wiem co czujesz teraz sad, ale wielu kobietom się udało to i nam się uda ... a schemat ponoć ten sam smile
I wiesz też na początku żałowałam, że już do mnie nie zadzwoni ... i dobrze, że nie zadzwonił bo bym wszystko wybaczyła i teraz czuła się jeszcze większym niczym niż się czuję. Teraz mam już więcej siły, Ty też będziesz mieć i będziesz się cieszyć że nie napisał smile. A jeśli napisze to nie dlatego, że kocha i tęskni tylko to zasrany egoista z wielkim ego ... ale Ty już o tym wiesz i nie dasz się nabrać smile. Przecież wcale nie byłyśmy z nimi szczęśliwe ...

54 Ostatnio edytowany przez Olimpia234 (2015-08-06 18:24:08)

Odp: zdradzona, zawiedziona

zaczyna mnie to powoli przerażać że on się nie odzywa, zero wyrzutów sumienia? zero uczuć? on mnie naprawdę nie kocha i z tym też nie mogę sobie poradzić. Przerażające jest to myślenie, a niby czułam się lepiej, niestety znowu zaczyna mnie boleć wszystko, zbiera mi się na płacz... Wiem, że lepiej dla mnie że się nie odzywa i wiem że przez ostatni rok nie zaznałam ani chwili szczęścia i nie chcę takiego związku. Chciałabym żeby był taki jak kiedyś, ale to niemożliwe, on się nie zmieni...A ja mimo wszystko muszę iść do przodu. Zaraz minie tydzień, tylko tydzień...

ja mam to szczęście że on jest daleko i go nie spotkam, nie zobaczę go na żywo w ramionach innej, ale sama myśl....

55 Ostatnio edytowany przez majka84 (2015-08-06 18:58:33)

Odp: zdradzona, zawiedziona

Tydzień ... ja wyłam prawie codziennie przez 3tygodnie ... potem przechodzi ... musisz przetrwać sad.  Niestety nie kocha, osoba która kocha nie powoduje, że druga osoba przez nią płacze ... to też w końcu dojdzie sad
Poza tym kim jest facet który rozbija rodzinę? chyba nikim wartościowym ... chcesz z takim osłem być wink

56

Odp: zdradzona, zawiedziona

nie chcę być z takim osłem bo w głowie mi się nie mieści jak oni mogli mi to zrobić, jej mężowi, który wyciągnął ją z patologii, swojemu dziecku. Ja nie rozumiem, mój mózg nie ogarnia takich podłych ludzi. Wiele razy się nad tym zastanawiałam i nic sensownego nie wymyśliłam, trzeba nie mieć wyrzutów sumienia, empatii, niczego dobrego. Jak można  patrzeć komuś kto kocha w twarz i kłamać, żeby z nim spać a drugiego dnia lecieć do tej drugiej/drugiego. To jest obrzydliwe, ludzie takiego pokroju są obrzydliwi. Wiem jedno, że są tchórzami i on i ona bo nie potrafili się przez rok przyznać, że zdradzają, kłamią. Ale życzę im z całego serca (w tym momencie bardzo poszarpanego) żeby karma do nich wróciła i żeby nigdy nie byli szczęśliwi...to też jest podłe z mojej strony ale inaczej nie umiem...

57

Odp: zdradzona, zawiedziona

magnolia73 napisał/a:
A pomoglaby Ci diagnoza, ze ten typ tak ma i sie nie zmieni. Dla nikogo!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Mi pomoglo, jak sie dowiedzialam (sama znalazlam w internecie po tym jak sie obwinialam, ze jestem do d..py i to wszystko moja wina, bo on   odszedl) ze ten typ to byl narcysta. Powazne zaburzenie osobowosci i sie nie zmienia chocbym sie dwoila i troila. A kogo biora sobie takie zaburzone osobowosci za partnerki???? No wlasnie nas KKKZ! Jest klodka to sie tez znajdzie kluczyk!

Mi ten wpis w początkowej fazie pomógł ... Nawet nie myślałam wtedy, że to ja komuś będę doradzać smile Chociaż nadal jeszcze mnie boli, to etap w którym Ty jesteś jest najgorszy. I nie myśl o nich, są siebie warci ... myślisz, że związek rozpoczęty na kłamstwie przetrwa, sądzę że nie.

58

Odp: zdradzona, zawiedziona

podnosisz mnie na duchu smile Ja już też wiem jakie mój ex ma zaburzenia  - to mieszanka narcyza i potwornego egoisty, a ja wcześniej tego nie widziałam sad

59

Odp: zdradzona, zawiedziona
Olimpia234 napisał/a:

a ja wcześniej tego nie widziałam sad

a czy uwierzysz, że ja nie widziałam przez 10 lat ... taka chciałam być ślepa smile. Jesteś o ponad połowę czasu ode mnie mądrzejsza wink

60 Ostatnio edytowany przez verdad (2015-08-07 06:59:08)

Odp: zdradzona, zawiedziona
Ptak bez głowy napisał/a:

Musisz słuchać się wyłącznie głosu głowy, bo serce będzie teraz jak ćpun na detoksie. Będzie domagało się kontaktu, emocji, będzie podrzucać fałszywe obrazy, idealizować go, znajdzie mu 100 wytłumaczeń, będzie zatruwać nadzieją o zmianach i mamić fałszywymi obrazami..

 
Serce jak cpun na detoksie.Dobreeee !!!!!

61

Odp: zdradzona, zawiedziona
verdad napisał/a:

Serce jak cpun na detoksie.Dobreeee !!!!!

Najgorsze, że to prawda ... ten kto to przeżył doskonale to rozumie sad

62 Ostatnio edytowany przez Olimpia234 (2015-08-07 16:51:01)

Odp: zdradzona, zawiedziona

oj prawda prawda, cały czas mnie kusi żebym odezwała się, ale po co? zapytam "cześć co slychać?" Wiem, że to bez sensu. Nie mam zamiaru się odzywać i mam nadzieję, że wytrzymam tym razem, nie złamię się i nie wejdę po raz kolejny w to bagno. Cały czas tęsknię, wszystko mi się z nim kojarzy. Ale oczywiście mam też momenty, że go nienawidzę. Póki co targają mną przeróżne emocje, śmieję się z własnej głupoty, płaczę z bezsilności i z bólu, patrzę przed siebie bez wyrazu ślepym wzrokiem... Przynajmniej wiem już jak to jest być na detoksie....i nikomu oprócz niej i jemu tego nie życzę...

63

Odp: zdradzona, zawiedziona

Nikogo do uczucia nie zmusimy, możemy się tylko z tym pogodzić ... wiem, że boli ta myśl. Wiem też, że już nigdy ne chcę się tak czuć jak kilka miesięcy temu ... i Ty też jak chcesz się odezwać przypomnij sobie co czujesz.
Czytasz blog "moje dwie głowy"?

64

Odp: zdradzona, zawiedziona
majka84 napisał/a:


Czytasz blog "moje dwie głowy"?

nie, już szukam

65

Odp: zdradzona, zawiedziona

http://mojedwieglowy.blogspot.com/

Posty [ 1 do 65 z 2 661 ]

Strony 1 2 3 … 41 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » zdradzona, zawiedziona

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026