netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

bez happy endu ?

10 odpowiedzi2 865 wyświetleńzałożony przez asiek0, 03.08.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

1

Temat: bez happy endu ?

eh chciałabym żebyście i mi pomogły/pomogli...
Byłam w 2,5 rocznym związku.. obydwoje się kochaliśmy bardzo.. w ogóle dla niego byłam tą jedyną tak jak i ja jego postrzegałam.. ale po kolei.. Mój eks pracuje za granicą i rzadko jest w kraju jednakże bardzo się w sobie zakochaliśmy (szczególnie on) potrafił zrobić dla mnie wszsystko.. przyjeżdżał najczęściej jak sie tylko dało. Od razu po przyjezdzie jechał prosto do mnie by się tylko ze mną przywitać, tęsknił, ciągłe telefony, rozmowy, skype.. Wynajmował nawet mieszkanie w moim mieście by być przy mnie blisko... eh.. Nie należe do osób ufnych tymbardziej takich które mówia o swoich uczuciach.. byłam bardzo skryta i zamknięta w sobie co nie znaczy ze mi nie zależało... Zaczął docierać do mnie, starać się , mówić bym mu zaufała, Nie chciał mnie skrzywdzić... Wiec dobrze.. zaczęłam sie przełamywać, kochać go całym swoim serduszkiem... mówić o tym, po prostu go w pełni kochać. Wszystko było wspaniale i idealnie, czułam ze to jest własnie ten mężczyzna przy którym zawsze stawałabym murem.. po jakis 2 latach nie mógł już tyle przyjeżdżać ale go rozumiałam , tam była straszna napięta sytuacja, cierpliwie czekałam na niego. Wyczekiwałam każdego telefonu, rozmowy... tęskniłam okropnie..  z czasem zaczęło być coraz zimniej..z wszystkich starań zostały tylko moje telefony.. i nieprzespane noce... Mimo to zawsze jakoś potrafiliśmy sie dogadać.. nie umieliśmy się rozstać ze sobą.Póżniej już było tylko gorzej.. zaczął szukać nowego kontaktu z innymi dziewczynami , nawet żeby tylko pogadać , bo twierdził że i tak jest zalany przez prace, nie ma czasu na imprezy i znajomych to dawno musiało pójść w odstawke, więc co w tym złego jak on sobie pogada tak , jak przecież i tak sie z nikim nie spotka i w ogóle ... Starałam sie dużo rozumieć naprawdę ale.. jak ja zaczęłam stawiać ultimatum że w takim razie ja założe sobie taki czy inny portal (choć dla mnie to śmieszne) Zawsze uwazal ze porownywanie mnie do niego to tak jak porownywac piernik do wiatraka i że będą pisać, że nie chce żebym nic takiego nie zakładała i w ogóle... Chciałam dla niego jak najlepiej nigdy nie chciałam być ciężarem.. jak wiedziałam jak tam ma ciężko więc tym bardziej nie chciałam wzbudzać bezsensownych kłótni o byle głupotę.. nadszedł okres wakacji.. miał przyjechać po mnie i mieliśmy tak jak rok temu spędzić je za granicą... Olałam wszytkie swoje szkolenia taneczne, warsztaty i obozy by być tylko przy nim.. Rezygnowałam z wielu rzeczy... Starałam się nie wychodzić podczas jego nie obecności imprezy raczej odpadały nie chciałam zeby sie denerwował zbytecznie i miałam dość chorych kłótni o zazdrość. Gdy wrócił do PL od początku coś było nie tak.. już nie przyjechał sie przywitać a powiadomił mnie o tym pod koniec dnia esem.. że jest, że jedzie z kumplami na jakąś impreze.. i że przyjedzie jutro.. pogadałam wporzadku.. no okej , na drugi dzień też nie rpzyjechał... w końcu dosłownie aż sie mocno .. wkurwiłam i się stawił było niby wszystko okej tak jak zawsze.. ale dwa dni jakoś sie tak to wszystko potoczyło, że zaczął mi mówić o odległości że to koniec.. że tka dla nas bęzie lepiej że nie mamy po 50 lat żeby tak czekać bezsensownie na siebie jak nie wiem nawet kiedy tu będzie na stałe , że jestem młoda a marnuje życie .. że nie chce być dla mnie ciężarem i balastem... Był to tak ogromny dla mnie szok że zemdlałam mu na rękach u mnie w domu.. czułam jak moje serce bije mi jak młot... łzy nie przestawały lecieć nie chciałam go puścić do tej pory jak to pisze i wspominam mam świeczki w oczach.. widział moją największą klęskę....sam sie rozkleił... nie rozeszlismy sie powiedzial ze przyjedzie na drugi dzien i że przetrwamy to... przyjechał.. było naprawdę ...sztucznie i drętwo.. ja już w nic nie chciałam wierzyc :(( po prostu się załamałam.. jak wychodziłam po raz ostatni od niego nawet mnie nie pocałował tylko sie głupio uśmiechnął, chwile pozniej wyjelam telefon i napisałam ... widze ze naprawde tu już nie ma żadnych uczuc.. napisał mi na to wszystko tylko EH.. doszlismy ze tak bedzie lepiej... Nie mogłam sie pozbierać , cały świat runął mi, wszystkie pozytywy zniknęły z mojego życia i pękły jak bańka mydlana.. Minął miesiąc.. a ja dalej Go Kocham, płacze.. widze zdjęcia... wspomnienia... Do czego zmierzam.. nie potrafie racjonalnie przez swoje uczucia ocenić co dalej.. jak gdzieś wychodziłam po naszym rozstaniu pisał ,, no ładnie ładnie , widze ze sie nie proznuje..'' itp itd, dziwne skoro nie chce byc ze mna to czemu takie rzeczy do mnie wypisuje ? teraz juz kompletnie ucichlo... gadamy o głupotach, duperelach,sztuczne rozmowy co i jak tam... , OStatnio ja już nie wytrzymałam i to wszystko napisałam powiedział tylko swoje słynne ,,eh...'' Jest dla mnie wszystkim.. nie wiem jak ja to mam ratować... NIE WIEM CZY DA SIE TU cokolwiek ratować... Może po prostu nas czas już minął , znudziłam mu się.. a głupia uwierzyłam tylko w to wszystko.. ;( on Teraz nie chce na pewno wrócić.. Nie wiem czy powinnam na niego czekać.. czy dać mu czas :(?

2 Ostatnio edytowany przez martita07 (2010-12-06 23:27:09)

Odp: bez happy endu ?

.

3

Odp: bez happy endu ?

Asiek spróbuj na jakiś czas odciąć się zupełnie od niego, wiem że będzie ciężko, ale może on w końcu zrozumie co stracił, a i ty trochę odpoczniesz od całej tej sytuacji. Ciągły kontakt z nim będzie wywoływał niepotrzebne wspomnienia i dodawał cierpień. Moim zdaniem powinnaś zająć się w tej chwili sobą, zadbaj o siebie i o swoje zdrowie, a czas pokaże czy rzeczywiście jesteście sobie przeznaczeni. Powodzenia życzę

4

Odp: bez happy endu ?

Ja przezylam kilka dni temu najwieksze upokorzenie jakie moze sie przytrafic.. gdybym miała Ci Asiek odpowiedziec racjonalnie powiedzialabym zebys o tym zapomniala.. i uciekla od niego jak najdalej..
jednak nie jestem w stanie racjonalnie myslec..chcialabym sie znow urodzic, dostac amnezji..cofnac czas do 2004 roku kiedy sie poznalismy.wielka milosc - po grob. bylismy tego pewni od zawsze...byly rozne spiecia, ale kolejne przeprosiny tylko zblizaly nas do siebie.. zareczylismy sie ponad 2,5 roku temu..wielkie plany - budowa domu, wspolne zycie, jak w bajce..z czasem wpadlismy w lekka rutyne..dzielila nas na codzien odleglosc ponad 100km, ale staralismy sie to jakos pogodzic. jakis czas temu, po znalezieniu nowej pracy stal sie jakby nieobecny..pozne powroty do domu, rzadszy kontakt, ale kiedy tylko przyjezdzal wszystko bylo idealnie - tlumaczylismy sobie ze to tylko kwestia czasu i wszystko sie ulozy. 1,5 roku temu zaczelismy zalatwiac formalnosci slubne..mialo byc jak z bajki. on - zawsze uczuciowy, odliczal tygodnie do naszego wielkiego dnia. w koncu nadszedl.
ubrani przy rodzinie stanelismy przed oltarzem - w dzien slubu byl jakby lekko zdenerwowany..jakby nie byl soba..kiedy zobaczyl mnie ubrana i umalowana powiedzial ze jestem najpiekniejsza panna mlooda jaka mogl sobie tylko wyobrazic, ze mnie kocha..widac bylo ze jest spiety, ale to byl w koncu nasz wielki dzien - kazdy by sie stresowal...
przed zlozeniem przysiegi pan mlody zemdlal..na podstawie wynikow ze szpitala byl odwodniony i oslabiony, bo spal w nocy jakies 4 godziny (jezdzilismy do dziadka ktory bykl w szpitalu), a wstal po 5 rano, zeby zawiezc wodke na sale weselna..
wszyscy goscie pojechali na sale i czekali na wiesci ze szpitala. udalo sie lekarzom postawic go na nogi, dostal kroplowke, kiedy przyjechalam do niego do szpitala bardzo sie ucieszyl...ustalilismy z kseidzem ze wrocimy na 19 na przysiege.. wrocilismy do domu zeby sie oporzadzic i ubrac..wtedy pierwszy raz zauwazylam ze cos jest nie tak..widze to teraz z perspektywy tych kilku dni..stal sie zupelnie innym czlowiekiem..kiedy wysiedlismy z samochodu przed kosciolem zobaczylam cala rodzine ktora wita nas z usmiechem na ustach, czekajac na koniec uroczystosci..przyjaciolki poprawily mi suknie, a on stal z boku ze swoim ojcem i mial zalozyc marynarke, ktora mu zdjeli przed zabraniem do szpitala. wzial do ust papierosa..co bardzo mnie dotknelo, bo poczulam sie lekko mowiac zlekcewazona..skinal na mnie glowa zebym podeszla - na co odpowiedzialam, ze nie moge podejsc bo zbrudze suknie tam gdzie on stoi. po kilku sekundach byl przy mnie. to co zobaczylam w jego oczach bylo przerazajace..jakbym tego czlowieka widziala pierwszy raz w zyciu..powiedzial mi ze chce pogadac..pytam go wiec - o czym? nic nie odpowiedzial i wciaz patrzyl na mnie..zapytalam tylko..jakbym juz wszystko wiedziala "odwolujemy?" on powiedzial "tak" i odwrocil sie na piecie i odszedl zostawiajac mnie..prawie mi sie nogi ugiely, ale resztkami sil i godnosci zdolalam dotrzec do naszego pieknie wystrojonego samochodu i dzieki szybkiej reakcji kuzyna wrocilam do domu...zaczal sie dla mnie koszmar..nie tylko dlatego, ze ponieslismy straszne koszty wesela, ktorych juz sie nie da cofnac..ale przede wszystkim dlatego, ze czlowiek, ktory po pierwszym wejsciu do kosciola mowil mi ze mnie kocha i sciskal mnie za reke stal sie nagle takim bydlakiem..
upokorzenie nie pozwala mi normlanie egzystowac, zwlaszcza ze zyje w malej miejscowosci..ale co to jest w porownaniu do utraty 6-cio letniej milosci...widze w jego opisach na gg jak mocno "zaluje" ale realnie patrzac za ta krzywde nie ma juz wybaczenia. cala moja rodzina go nienawidzi..a ja mieszam w sobie zal, smutek, rozpacz z wielka tesknota i nadzieja ze to co sie stalo to byl jednak jakis pieprzony sen..ze obudze sie ktoregos dnia i bedzie po staremu..ze bedziemy cwiczyc pierwszy taniec jak w dzien slubu, kiedy bylam juz w sukni..ze bedziemy marzyc o nocy poslubnej i o dziecku w przyszlym roku, ktore chcial miec juz w sierpniu...
czy ktos moze mi powiedziec co mam z tym zrobic?????

5

Odp: bez happy endu ?

jak to czytałam to aż było mi trudno uwierzyć ze coś takiego mogło się stać, jak mozna było sie tak zachować, bardzo Ci współczuje i mam nadzieje ze sie pozbierasz , wiem ze to nie bedzie łatwe bo slub to wileka decyzja i wszystko runeło, zycze szybkiej równowagi psychicznej, pozdrawiam

6

Odp: bez happy endu ?

Asiek. Zaufałaś mu choć z natury jesteś nieufna. Może wcześniej coś od tego człowieka cię odciągało, że nie zaufałaś od razu?

wydaje mi się, że on do tego związku podchodził jakoś dziwnie. Może zauroczył się twoją osobą, zakochał, a po jakimś czasie zrozumiał, że biedny on, się jeszcze nie wyszumiał, a przecież mu wolno. Zasmakował tej wolności, bo z kumplami chętnie gnał na imprezy, twoje zdanie było niczym, bo jemu "wolno". A tobie najwyraźniej już nie. Potem zauważył problem w odległości miedzy wami. To najwyrażniej człowiek nie dojrzały, powierzchowny i egoista. Zresztą jakby kochał ponad wszystko, już od samego początku postępowałby tak, aby we wszelkich swoich planach i zamiarach uwzględniał ciebie, czyli jak chciałaby się wyszumieć to razem z tobą i paczką znajomych, jak wyjechać to z tobą.

Moim zdaniem, nie czekaj, bowiem już nie warto. Wasz związek już nie ma przyszłości. Nie potrafiłabyś mu zaufać, wybaczyć. Po twoim poście można podejrzewać, że jesteś spokojną, delikatną, wrażliwą osóbką, którą łatwo zranić, on włąsnie to zrobił. Zacznij wszystko od nowa i zamknij ten niemiły bagaż doświadczeń, który spakował ci ten mężczyzna.

Miss, w twoją historię trudno byłoby uwierzyć. Człowiek, nie może odkochać się tak z dnia na dzień. Musiało dziać się coś między wami już o wiele wczesniej. Czy ty ten problem zauważyłaś? Czy też twój partner tego nie okazywał? Jesteście dorosłymi ludzmi i żeby tak nie wiedzieć jaka atmosfera jest w związku. Czy ty przypadkiem na ten ślub nie nalegałaś?

7

Odp: bez happy endu ?
miss_of_sadness napisał/a:

upokorzenie nie pozwala mi normlanie egzystowac, zwlaszcza ze zyje w malej miejscowosci..ale co to jest w porownaniu do utraty 6-cio letniej milosci...widze w jego opisach na gg jak mocno "zaluje" ale realnie patrzac za ta krzywde nie ma juz wybaczenia. cala moja rodzina go nienawidzi..a ja mieszam w sobie zal, smutek, rozpacz z wielka tesknota i nadzieja ze to co sie stalo to byl jednak jakis pieprzony sen..ze obudze sie ktoregos dnia i bedzie po staremu..ze bedziemy cwiczyc pierwszy taniec jak w dzien slubu, kiedy bylam juz w sukni..ze bedziemy marzyc o nocy poslubnej i o dziecku w przyszlym roku, ktore chcial miec juz w sierpniu...
czy ktos moze mi powiedziec co mam z tym zrobic?????

Wspolczuje Ci bardzo miss_of_sadness.
Nie wiem co mogloby pomoc - ale ja po rozstaniu przeprowadzilam sie i zerwalam kontakty. Pozbylam sie rzeczy bylego, pochowalam zdjecia i pamiatki, nie nosze prezentow od niego...
Jezeli nie mozesz zmienic miejsca zamieszkania moze wyjedz, choc na jakis czas. Do rodziny czy znajomych, na urlop...
Czas jest wielkim lekarzem, jego uplyw bardzo Ci pomoze.
Zmien gg, mail, nr telefonu, co sie tylko da.
On nie ma prawa dodawac Ci cierpienia swoimi slowami ze "zaluje".
Czy zrobil cos, bys mu wybaczyla, czy przeprosil prosto w oczy, powiedzial ze kocha i okazal to swoim zachowaniem???
Facet jest tchorzem, po prostu.
A Ty musisz patrzec do przodu bo duszenie w sobie tego bolu jest prosta droga na psychiatryk.
Pogadaj z kims zaufanym, wyplacz sie. Ale nie przeciagaj tego okresu zaloby zbyt dlugo.
I nie poddawaj sie czarnym myslom. Za jakis czas w Twoim zyciu znow rozblysnie slonce...
Powodzenia smile i trzymaj sie.

8 Ostatnio edytowany przez martita07 (2010-12-06 23:13:32)

Odp: bez happy endu ?

.

9

Odp: bez happy endu ?

eh... Nie wiem.. spróbuje się jakoś po prostu odciąć na jakiś czas... i zerwać jakikolwiek kontakt... sad

10

Odp: bez happy endu ?

asiek od tego czasu minelo juz troche widze ze tez strasznie tesknilas ...napisz mi prosze jak to jest teraz?myslisz o nim ?odzywacie sie do siebie zaluje?napisz mi prosze jesli mozesz...

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026