Witajcie.Chciałabym opowiedzieć wam o sobie.Po to by sobie ulżyć,zrzucić to z siebie,być może zapoznać się z czyjaś poradą i ją przyswoić.Mianowicie od 7 lat mam faceta.Nie była to strzała amora ale powolne poznawanie się,uczenie siebie.Dla mnie.Poranionej samotnej mamy zdanej tylko na siebie.Był taki jaki powinien być facet.Spokojny ,czuły,ot taki do wszystkiego.Nie zaznałam nigdy takiej fascynacji mna.Minęło 7 lat.Córka mówi do niego tato,mieszkamy razem .U niego.I tu kryje się jeden z moich wiekszych problemów.Dom to budynek gospodarczy jego matki.Nic nie zgłoszone,wykończone jedynie,ot mieszkamy.Ślub,kiedys nie byłam gotowa,dziś już nie chce.Mamy oddzielne pieniądze.Straciła bym alimenty na dziecko a zarabiam na prawdę mało.On ma firmę,kokosów z tego nie ma jak rok długi ale dla mnie to spore pieniadze.Tylko co z tego.Ja kupuje jedzenie ,paliwo,wszystko dziecku,no co tu pisać,co miesiąc jestem spłukana.Żyję obok niego,korzystam z jego dóbr a tak na prawdę odliczam dni,miesiące lata do powrotu w rodzinne strony i startu od nowa,dorabiania się od podstaw.On ma słabe zdrowie,może przeżyje mnie czego mu życzę ale gdyby...hm...przypuszczam że w wypadku najgorszego tylko sąd i faktury pomogły by mi w zabraniu rzeczy.Jego matka to mój wróg ,a mieszka 10 metrów obok więc sami wiecie.Chciała bym wkładać w ten dom pieniądze i nie myśleć ze to lekkomyślność.Chciała bym wiedzieć ile mój facet zarobi ,gdzie i za co,być pytana o zdanie w sprawie wydatków.Chciała bym móc mieć męża i drugie dziecko.Ale...no właśnie.Nie piszcie bym z nim ot tak porozmawiała.Próbowałam.Mówi wtedy że jestem nie wdzięczna,nie widzę ile dla nas zrobił.No i czasem rzuci mi stówkę mówiąc kup wędlinę.Mijają dni a ja tankuje gotuje,grilujemy,kupie małej buty,opłacę to i tamto...no cóż tu pisać.A dom,hm,już mysle by cześć rzeczy powoli skrycie wywozić w rodzinne strony.Proszę o wsparcie.
1 2015-05-11 14:14:57 Ostatnio edytowany przez Uciekająca Amy (2015-05-11 14:51:35)
Podobne tematy
Super sie facet ustawił.
Ma kochankę, kucharkę, sprzątaczkę, praczkę za 100 zł na wędliny.
I ok nie marudź przeciez po co Ci zwiazek malzenstwo, poczucie bezpieczeństwa, wspolne plany, budżet, poczucie bycia kochana i doceniana.
Przeciez Ty nie masz do tego prawa- jestes samotna matka i nie wiem jak masz czelność chciec czegos wiecej! Przeciez dał Ci dach nad glowa i Cie bzyknie od czasu do czasu! Mozesz mu gotowac i prac i da Ci nawet czasem na wędlinę!
Nie wiem czego Ty sie czepuasz!!!!
Lenaa1983 dzięki,trzeba mnie czasem zbuntować.Chociaż staram się tego unikać.Gdy chodzę uśmiechnięta,nie okazuje niezadowolenia to i on jest spokojny,zadowolony.Wszelkie próby dyskusji zmian kończą się tym że on się fuczy,strzela focha.Nie odzywa się dwa dni a gdy już zacznie nie ma tematu.I tak latka lecą.On dom który i tak odziedziczy po matce,trzy auta,firma a ja kasjerka której cięzko wstać rano z łóżka.Jestem taka zmęczona pracą i myślę że dlatego az tak bo pracuje na nic.Niczego się nie dorabiam nic nie mam.Boję się przyszłości.Bo co jeśli rozstaniemy się za pare lat?Czy będę miała siły by zaczynać od nowa.Życie cieknie mi przez palce
Ami ja jestem bojowa bo w trakcie rozstania.
"Rozpadające sie iluzje boleśnie ranią".
Moja historia jest troche inna bo moj "facet" to nie chciał z nami zamieszkać ale tez jestem samotna mama id 12 lat prawie.
Wiem co Toba kierowało i rozumiem Twoje potrzeby. Tez chcialabym miec jeszcze meza i dzieci i psa i wybierac wspolnie z moim ukochanym kolor kuchni. Długo sie broniłam, nie byłam gotowa. 9 lat byłam sama jak palec z dzieckiem.
Lecz powiem Ci ze z perspektywy czasu to mam gdzies takie zwiazku lepiej było samej. Kiedy jestes sama to wiesz ze mozesz liczyc tylko na siebie. Nie czekasz jak na ochłapy na cos co powinno byc norma z poczuciem ze na to nie zasługujesz.
Ach temat rzeka....
Ciezko jest byc samym - tak. Bywało takie lata gdzie przy koncu miesiaca szukałam po 50 groszy na bułkę dla dziecka. Teraz mi troche lepiej bo wypracowałam sobie troche lepsze stanowisko i stac mnie na troszke wiecej- chociaz nie sa to kokosy. Oczywiscie nie wiem co bedzie za rok czy dwa. Ale wiem ze moge sobie poradzic bez łaski kogokolwiek.
Ty wiesz ze zyjesz w układzie ktory Cie poniża i nie odpowiada. Odejmuje skrzydeł.
Zastanów sie co ja zyskałam przez te lata. Sile i wiarę w to ze mozna. Chociaz naprawde nie mam ani super szkoły skończonej ani nie jestem osoba nad wyraz przedsiębiorcza.
A Ty? Tłuczesz sie w czyms takim. I co zyskałam? Poczucie strachu i ze sobie bez niego nie poradzisz.
Ok tez szukam milosci chce rodziny. Dalam sie nabrać w ostatnim zwiazku.
I doskonale Cie rozumiem i nie potępiam.
Ale dziewczyno - spadaj stamtąd!!!!!
Masz jeszcze czas i zycie przed soba!
I jestem pewna ze sobie doskonale poradzisz!!!!
Tylko musisz w to uwierzyc.
Kiedy czytam Twoja historie wybacz ciesze sie ze kończę moj obecny zwiazek - przypuszczam ze byłoby tak samo.
Droga Autorko,
Smutno się czyta historię o Twoim związku.. Bo czy to związek? W związku partnerskim ludzie się wspierają, razem walczą w trudnej codzienności. Ja mieszkam ze swoim narzeczonym i mamy wspólne finanse. On zarabia więcej, ale planujemy na początku każdego miesiąca wydatki wspólne czy takie jakie każde z nas ma i razem za wszystko płacimy. To daje poczucie bezpieczeństwa obu stronom. Czy Ty masz poczucie bezpieczeństwa i wsparcie od swojego partnera? Z tego co piszesz to nie, dodatkowo masz dziecko, które na wszystko patrzy i uczy się jak ma wyglądać związek.. Nie pozwól na takie traktowanie się bez szacunku.. Jesteś sprzątaczką, kucharką, masz swoje finanse, swoje problemy, problemy Twojego dziecka są tylko TWOIMI problemami a nie Waszymi. I co lepsze, ze wszystkim dajesz sobie radę SAMA. I Ty się boisz co by było gdybyście się rozstali?
Jesteś silną kobietą i matką. Tylko jakiś "wrzód" Cię wykorzystuje. Nie namawiam Cie od razu do rozstania, bo nie mam takiego prawa. To Twoje życie, zresztą wiem jakie to trudne. Ale tupnij raz a porządnie nogą! Dziewczyno, wyłóż kawę na ławę, określ jakie zasady chcesz wprowadzić i jaką Ty masz wizje Waszego życia. Masz do tego pełne prawo a nawet to Twój obowiązek
Jak mu nie pasuje - widać nie po drodze Wam.. Nie gódź się na wszystko i nie inwestuj w dom, do którego nie masz prawa.. Bo nie daj Boże coś się stanie, a wyrzucą Cię szybciej niż tam się znalazłaś. Dużo siły i motywacji do zmian Ci życzę ![]()
O "wrzód" to najlepsze okreslenie!!!!!
Lenaa1983 ,hm,łezkę mam w oku jak to czytam.Przypomniały mi się czasy z przed 7 lat,to jakie plany miałam i jaka byłam silna.Też myślę że lepiej było samej.Może z żadnego innego powodu jak ten że myślałam wtedy ile jeszcze mam przed sobą,tej nadziei mi brak. Chomik9911,trudne...hm....to prawie sytuacja bez wyjścia.Bo ja nie mamgdzie iść.i co raz mniej wierzę że go zmienię,nie wiem jak.Wszystko już przerobiliśmy.Jak na dzień dzisiejszy udaje głupią której wszystko pasuje.podaję obiad,zapełniam lodówkę,sprzątam,piorę i pytam jak w pracy.Suche wymiany informacji,sex ala obowiązek ,podzielanie jego hobby.Jak rodzeństwo,znajomi...Trudno.Dała bym radę,jest mi bliski.Przytłacza mnie tylko świadomośc konsekwencji tego związku.Widzę siebie za 10 lat w starym domku po babci bez łazienki,szukającą pracy,znajomych,odnajdującą się,przegraną.....Jak ja mam naprawić nasz związek?jak z nim rozmawiać?
Do zmian w związku trzeba dwojga.
A on nie chce bo mu tak dobrze skoro rozmowy nie przynoszą efektu jak mowisz.
Lenaa on twierdzi że mnie kocha.Nie ma tak że u nas dzień za dniem trwa wojna.Sprawiamy wrażenie udanej pary.Dużo gadamy tyle że o powierzchownych sprawach.Przykład?Nie potrafię mu powiedzieć że za tydzień chcę pojechać do mamy.Nie lubi tego,samej mnie nie puści ale ze mną nie będzie chciał jechać.Więc czekam i zaproponuje mu to dwa dni przed.Czemu? bo dzięki temu tylko dwa dni będzie miał zły humor.Nie wyobrażam sobie że np.dziś powiem mu:kochanie porozmawiajmy o tym domu,może weżmy kredyt,zróbmy porządek w papierach,weż go na siebie,przekonasz mamę.Bała bym się tego jak rozmowy z kierownikiem.Za to godzinami gadamy o znajomych,ulubionych filmach.Ot taka relacja.7 lat temu byłam dziewczyną która zrobiła aferę o osobną pralkę gdy jego matka dotknęła mojej brudnej bielizny w bębnie.......... ;-)
Odłóżmy na bok słowa kocham Cie, misiaczki i Przytulaski hmmm ????
Powiedz co dobrego trzyma Cie w tym zwiazku?
Wypunkuj.
Szczerze.
Np:
-lubie jego czułość
- lubie jego spokoj
- lubie z nim rozmawiac o filmach
- jest opiekuńczy
- troszczy sie o mnie
Itd
11 2015-05-11 17:17:35 Ostatnio edytowany przez chomik9911 (2015-05-11 17:29:58)
"zapełniam lodówkę, sprzątam, piorę" uciekająca Amy - czy Ty sobie żartujesz? A za czyje pieniądze zapełniasz Waszą lodówkę? sprzątasz i pierzesz -ok masz też dziecko o które trzeba dbać. Ale rozumiem, że on też sprząta i pierze we własnym domu?
Jejku boisz się mu powiedzieć o własnych, pragnieniach, potrzebach, lękach.. Boisz się jechać do własnej matki bo on strzela fochy.. A co robisz dla siebie? jak Ty spędzasz wolny czas? Jakie masz oczekiwania w stosunku do swojego faceta? Bo teraz to wygląda tak jakby on był cudną primadonną siedzącą na tronie, którą Ty podziwiasz i obsługujesz a on po prostu ma w tym związku być. Jego funkcja i zadanie - być. Może się mylę, bo nie znam Waszego życia.. ale nie sądzisz że facet to jednocześnie powinien być przyjacielem, z którym o wszystkim pogadasz? i od którego masz także prawo WYMAGAĆ.
Rozumiem, że wpadłaś w pułapkę rutyny. Nie masz już sił walczyć o swoje, nie ustaliliście zasad na początku związku i weszłaś w ten rytm który on ustalił. Okej. Ale to nie oznacza, że na zmiany już za późno. Ale te zmiany muszą się zacząć od Ciebie samej. Przede wszystkim zrób sobie jakąś przyjemność, po to żeby się wyluzować, odejść od tego depresyjnego nastroju. I nie mów że się tak nie da!! zero wymówek!
Kup sobie fajną sukienkę, w ciuchlandach też są mega rzeczy, jeśli nie masz teraz więcej pieniędzy. Nie wiem, przefarbuj włosy, pójdź sama do kina- cokolwiek na co masz ochotę. Ucieknij na jeden dzień - niech facet zajmie się dzieckiem, posprząta czy ugotuje. Nie ugotuje - to zjedzą kanapki. Wróć uśmiechnięta do domu, zrelaksowana. Powiedz, że nastał czas na zmiany, które on sobie musi przemyśleć. Nie wymagaj od niego odpowiedzi na już - bo wiadomo że się nie zgodzi. Powiedz co chcesz zmienić, że potrzebujesz swojego miejsca na ziemi, swojego kąta a nie jego matki domu. Bądź spokojna. Powiedz że tego właśnie potrzebujesz, bo chcesz coś osiągnąć, mieć swoją rodzinę. Powiedz o swoich potrzebach. Niech je przemyśli.
Inna sprawa - powiedziałaś że jesteś już na skraju i że nie wiesz czy jest co ratować - zastanów się czy chcesz próbować coś zmienić czy się rozstać.
Nie bój się prosić o swoje i zmian - one zawsze wiażą się z lękime. Ale czy masz coś do stracenia?? być może dzięki odwadze Twoje życie za kilka lat będzie wyglądać zupełnie inaczej ![]()
12 2015-05-11 17:49:33 Ostatnio edytowany przez Uciekająca Amy (2015-05-11 17:50:17)
Odłóżmy na bok słowa kocham Cie, misiaczki i Przytulaski hmmm ????
Powiedz co dobrego trzyma Cie w tym zwiazku?
Wypunkuj.
Szczerze.Np:
-lubie jego czułość
- lubie jego spokoj
- lubie z nim rozmawiac o filmach
- jest opiekuńczy
- troszczy sie o mnieItd
hm...................... 1.czuje się przy nim bezpieczna.gdy strace prace nie da mi zginac,mam poczucie że nie jestem sama,jest osoba która nie pozwoli mi odebrać dziecka gdy ja nie podołam 2.moge codziennie (przenośnia)ucierać nosa mojej matce na która mogłam liczyć w pewnym sensie dopiero gdy sama sobie poradziłam.mam rodzinę dom w którym jest ciepło,woda,pokój mojej córki.nie jestem totalnym zerem,rozwódką,nie przynoszę jej wstydu 3.Córka.To jej tato.Jedyny z którym życie pamięta,którego kocha.Mała ma dom.pełną rodzinę.ja miałam matkę wariatkę,ojca alkoholika daleko i biedę na codzień 4.Znajomi,otoczenie.pamietam kumpelę z podstawówki.zerwała ze mna kontakt gdy dowiedziała się że jestem rozwódką .i kolejną która odwiedziła mnie tylko raz,zobaczyła ta biede i nawet nie czekała juz po pracy by mnie podrzucić..Teraz jestem na pozór jak inni.dziecko,facet,dom,praca.ale pamietam to pietno-rozwódki dziadówki 5.Kocham go.bez motylków itd. ale jest jedyna bliska mi osobą.jest jak brat,rodzina.martwiła bym się o niego bedac daleko.
13 2015-05-11 17:57:27 Ostatnio edytowany przez Uciekająca Amy (2015-05-11 18:03:54)
hm...informtykiem to ja nie bede...sorry.Chomik9911-w wolnym czasie odsypiam pracę,odrabiam lekcje z córką,sprzatam,gotuję.kocham ksiażki,filmy.Nie,on nie gotuje,nie sprząta.Nigdy nic nie robi w domu.próbowałam to forsować.powiedział że jak zacznę ciąć drzewo na opał,sprzątać garaż to on będzie mi w domu pomagał...Tu chociaż użył konkretnej propozycji ;-) Nie ucieknę.Gdybym sama wyszła z domu była by wojna.Nie udowodniła bym mu że nie wyszłam z kimś,z facetem.To jego obsejsja.Najczulszy punkt.Samotne bądz z koleżankami wypadają .
14 2015-05-11 18:00:56 Ostatnio edytowany przez chomik9911 (2015-05-11 18:09:43)
Lena fajne pytanie Ci zadała
czyli masz powody do radości i satysfakcji. A jeśli mówisz że jest dla Ciebie jak brat - rodzina - bliska osoba to po prostu z nim szczerze porozmawiaj. On sam się nie domyśli co Cię trapi.. Nie wiem jednak dlaczego tak ważna jest dla ciebie opinia innych, tzn rozumiem to na poziomie merytorycznym, no i jesteś z rodziny alkoholowej a to wiele tłumacz, zwłaszcza Twoją trudność w komunikacji i mówieniu o potrzebach czy uczuciach.. ale to nie oznacza, że to Cię skreśla. Na pewno jest trudniejsze ale jak najbardziej wykonalne
W każdym razie ja osobiście mam gdzieś co inni myślą, czy moją matka czy ojciec. Minęły czasy ich wpływu na moje życie w momencie jak się wyprowadziłam z domu - i tak samo jest z Tobą.
A zapytałaś go czy nie uważa że kalectwem jest nieumiejętność ugotowania sobie, posprzątania wokół siebie czy uprania własnych gaci? Mój nie potrafił - szybko go doprowadziłam do ładu. Powiedziałam mu że niepełnosprawny nie jest, dwie ręce ma, jeść lubli, żyć musi, czyste gacie też chce mieć, a odkurzacza też potrafi użyć jako supermyślący facet - więc nie widzę powodu żeby go obsługiwać. Nie ruszyłabym w domu palcem do momentu aż on tego nie zrobi Kochana. Mojemu weszłam na ambicje - po pewnym czasie SAM ugotował mi na obiad parówki i ziemniaki (fuuuuuj) ale pochwaliłam podziękowałam ,bo widziałam jaki byłz siebie dumny. Teraz robi wszystko. I owszem nie potrafi gotować tak jak ja- nie wymagam tego bo faktycznie ja nie proąbie drewna. Ale zupę czy kotleta umie - bo nie jest niepełnosprawny. A był bo tak go mamusia wychowała. Więc Ty nie bądź jego mamuśką tylko KOBIETĄ z klasą, która ma prawo odpocząć, pójść do fryzjera czy zwyczajnie strzelić focha bo ma okres- a nie kobieta robot kuchenny. Zobaczysz w jakim będzie szoku jak się zdecydujesz na zmiany
A buntować się będzie że hoho. Ale jeśli będziesz konsekwentna, podziękuje Ci za to po pewnym czasie. Uwierz ![]()
Rozumiem Ami (naprawde tak z autopsji - to co Ciebie popycha do bycia z nim czyli reakcja innych na "rozwódkę - dziadówke mnie popychała do osiągania awansu).
Ok teraz wymień czego chciałabyś od zwiazku.
Tak realnie. 5 rzeczy ktore pozwoliłyby Ci sie poczuć w nim lepiej.
Lena fajne pytanie Ci zadała
czyli masz powody do radości i satysfakcji. A jeśli mówisz że jest dla Ciebie jak brat - rodzina - bliska osoba to po prostu z nim szczerze porozmawiaj. On sam się nie domyśli co Cię trapi.. Nie wiem jednak dlaczego tak ważna jest dla ciebie opinia innych, tzn rozumiem to na poziomie merytorycznym, no i jesteś z rodziny alkoholowej a to wiele tłumacz, zwłaszcza Twoją trudność w komunikacji i mówieniu o potrzebach czy uczuciach.. ale to nie oznacza, że to Cię skreśla. Na pewno jest trudniejsze ale jak najbardziej wykonalne
W każdym razie ja osobiście mam gdzieś co inni myślą, czy moją matka czy ojciec. Minęły czasy ich wpływu na moje życie w momencie jak się wyprowadziłam z domu - i tak samo jest z Tobą.
Chomik,ja zawsze staram się sprostać wymaganią mojej matki.zawsze była surowa,krytyczna.To jak mnie wychowała jest mieszaniną patologi (krzyczała do mnie raz "ty bura su..",gasiła światło gdy się uczyłam "trzeba było się nie ku..w dzień a lekcje robić")i matczynej miłości(dawała łapówkę bym zdała egzamin do szkoły średniej).Ostrzegała mnie przed męzem,nie posłuchałam,byłam zakochana,on mnie kochał ona odrzucała.Miała rację,skrzywdził mnie.Od tamtego momentu słucham chociaż częściowo jej rad.Mam szczęście,mieszka daleko,relacja jest zdrowa.
Wiesz mam teraz poprawne relacje z moją matką, ale dlatego że chodziłam na terapię 2 lata. Moja kur***** na mnie od najmłodszych lat. wyzwiska, szantaże emocjonalne. Nie będę dokłądnie opisywać bo nie chcę po prostu sobie tego przypominać. Wiecznie wypominała mi ile to ja ją kosztuje pieniędzy, całe życie o wszystko mnie obwiniała. Miałam takie poczucie winy w sobie.. żyłam w takim napięciu emocjonalnym do 19r.ż w domu rodzinnym że do tej pory mam tiki nerwowe. Obwiniła mnie nawet o to, że ma porąbane małżeństwo i że wszystkie kłótnie z ojcem to moja wina. Moją siostrę za to wielbi
Zawsze podreślała rywalizację między nami i podsycała nienawiść. Dlatego odcięłam się przy pomocy psychologa, ale fakt faktem że mam silną osobowość więc ja zawsze sobie jakoś radziłam i dobrze funkcjonowałam w otoczeniu. Ale pomoc mi się przyadała i teraz jestem szcześliwą wolną osobą. Bardzo pilnuję granic w każdej relacji, żeby nie dać sobie wejść na głowę tak jak to zrobiłam w przypadku swojej rodziny. Więc uwierz, wiem że rodzina pochodzenia wpływa na nasze relacje, komunikację i schemat związku. Ja nad swoim pracowałam z partenerem i wypracowałam dla mnie wspaniałą relację na ten moment
Ale nie umiałam mówić o sowich potrzebach, uczuciach, wszystko mu podawałam pod nos byle by tylko zasłużyć na miłość i ciepło,którego nigdy nie miałam.. psycholog pomagała mi stopniowo z tego wyjść. i stopniowo wprowadzałam zmiany, dużo było łez, walki, ale daliśmy radę i poukładaliśmy wszystko. Dlatego tak Cię namawiam i podkreślam to partnerstwo w związku. Opisałam swój przykład żeby zobrazować sytuację nie żeby zaśmiecać i zabierać Ci wątek. Dlatego wracamy już do Twojego problemu bo on jest ważny. A powiedz mi co by się musiało wydarzyć, żebyś zaczęła zmieniać swój związek tak, żebyś była w nim szczęśliwa? I jak jest według Ciebie udany związek? ![]()
Rozumiem Ami (naprawde tak z autopsji - to co Ciebie popycha do bycia z nim czyli reakcja innych na "rozwódkę - dziadówke mnie popychała do osiągania awansu).
Ok teraz wymień czego chciałabyś od zwiazku.
Tak realnie. 5 rzeczy ktore pozwoliłyby Ci sie poczuć w nim lepiej.
1.Wspólne finanse.Na zasadzie" zarobiłem dziś np.2 tys.dołóżmy je do reszty oszczędności ok?"albo "kochanie zatankuje ci,masz tyle km.do pracy,połowę zarobków przejeżdzisz" lub "mała masz piny do moich kart,na wszelki" bądz "upoważnię cię do swojej polisy,ty upoważniłaś mnie do swojej".Hm...sytuacja realna jest wręcz przeciwna.
2.Uregulowanie sytuacji z domem.Nie mogę wyjśc za mąż i urodzić dziecka facetowi który nie ma domu w którym mieszkamy na siebie.Jesteśmy po 30stce.Kupe lat razem.Pora na to.
3.Chciała bym móc wychodzić,bawić się i nie bać się że w domu czeka mnie piekło jego zazdrości.
4.Chciała bym by mi pomagał w domu,nie bałaganił chociaz,nie przysparzał mi pracy.
5.Chciała bym by dbał o swoje zdrowie .Dla niego nie ma tematu a mnie to przeraża
Udany zwiazek?Miłość ,bezpośredniość,oddanie,podobny pomysł na życie...nie wiem,wiem tylko czego mi brak.Psycholog,od dwóch lat o tym myślę.hm..był by problem.,oczywiście z wyjsciem gdzieś po za pracą.Myśle że ten dom,wyprostowanie sytuacji dało by mi dużo radości.Czy ja jestem jakaś łapczywa,czy to nie wypada?nie wiem.Wiem że nie jestem jego kumpelą,współlokatorką by niczego nie oczekiwać.
Co do porzadków gotowania...próbowałam.Nie sptrzątałam 2 tyg.Nie ruszył nic,bałagan był już obrzydliwy.Gotowanie?on zakupy robi raz dwa razy w miesiacu.Nie mielismy jedzenia 3 dni.
Amy nie wiem jakie mogę Ci zaproponować rozwiązanie a bardzo chciałabym Ci pomóc. Musisz zacząć od siebie. Nie ma takiego prawa i takiej siły i takiego człowieka który może Ci zabronić wyjść z domu. Robi piekło? Wychodzisz. Robi jeszcze większe? jedziesz do matki. Nie dawaj się terroryzować. Jak Ty nie zadbasz o swoje zdrowie to nikt tego nie zrobi. Myślisz o psychologu? Świetnie! Ja myślałam ze 3 lata aż się odważyłam i to był początek mojego szczęścia
od razu powiem że chodziłam na NFZ więc nie kosztowało mnie to ani złotówki.
Możesz stworzyć taki związek o jakim marzysz, nie wiem czy obecnym partnerem czy z kimś innym, ale warto próbować i dać sobie szanse. Nie sprzątałaś 2 tyg. jaka była jego reakcja? Za szybko się złamałaś. Finanse u Was są jak w związku ludzi którzy ze sobą nie mieszkają. Ja tyle Ty tyle, ja sobie Ty sobie. Fajnie mu się żyje - bez odpowiedzialności, ma u boku fajną kobitke która zrobi dla niego wszystko. Gdybyś straciła pracę tfu to by byłdopiero koszmar..A on teraz raz w miesiącu rzuci parę groszy. Zabiera Cię gdzieś? Dziękuje za opiekę? Nie tak to powinno wyglądać Amy.. nie tak ![]()
bardzo mi przykro z twojego powodu...to smutna historia
. nie myślałaś, że warto jednak dążyć do jakiejś zmiany? nie warto być nieszczęścliwą przez pół życia...
Czasem się domagam wyjścia i wychodzimy.Raz na miesiac,dwa.Zjemy we dwoje i wracamy.Powiem ci Chomik że nawet już nie mam na to ochoty.Ostatnio ogladałyśmy moje stare zdjęcia z koleżanką.Nie poznała mnie.Teraz przytyłam,zaniedbałam się.Nie wychodzę nie chce mi się nic,dbać o siebie.Przykre.Pracę pewnie wkrótce stracę.Może i dobrze.Pracuje tylko na jedzenie,paliwo.Nie umre z głodu bez tego.Te 2 tyg bez sprzatania,jego reakcja zerowa.Nie odzywał sie wtedy do mnie.Dziekuje za opiekę?Ja na serio myślałam że mało która kobieta tak nie ma.I z tego co ja obserwuje wiele kobiet robi w domu wszystko.Tylko ze ja do tego jeszcze na dom zarabiam.Dziekuje za porady,proszę o więcej.Czuje się silniejsza,świadoma.;-)
Ja usiadłabym z kartka i długopisem i spisała wszystkie wydatki z miesiaca na jedzenie, rachunki, ubranie, potrzeby dziecka, paliwo.
Pokazałbym mu to i powiedziała ze od dzis mamy wspolne konto na ktore zrzucamy sie po połowie powyższego + np po 300 zł extra na odkładanie na czarna godzine, wakacje itd (w zależności jak Was stac).
Powiedziałabym mu ze jestescie jak malzenstwo i Ty chciałabyś tak jak malzenstwo gospodarować wspolnie budżetem.
Jesli sie nie zgodzi poprosiłabym o jego argumenty dlaczego nie.
Od tego bym zaczela.
Ja usiadłabym z kartka i długopisem i spisała wszystkie wydatki z miesiaca na jedzenie, rachunki, ubranie, potrzeby dziecka, paliwo.
Pokazałbym mu to i powiedziała ze od dzis mamy wspolne konto na ktore zrzucamy sie po połowie powyższego + np po 300 zł extra na odkładanie na czarna godzine, wakacje itd (w zależności jak Was stac).
Powiedziałabym mu ze jestescie jak malzenstwo i Ty chciałabyś tak jak malzenstwo gospodarować wspolnie budżetem.
Jesli sie nie zgodzi poprosiłabym o jego argumenty dlaczego nie.Od tego bym zaczela.
No nie wiem,nie wiem czy mnie stać na połowę jego wydatków.Jego pensja a moja,on zarabia z 4 razy tyle.Raz powiedziałam że wolę płacić prad i wodę niż kupować jedzenie.woda 150/3 mies.itd .oburzył się
Lenaa1983 napisał/a:Ja usiadłabym z kartka i długopisem i spisała wszystkie wydatki z miesiaca na jedzenie, rachunki, ubranie, potrzeby dziecka, paliwo.
Pokazałbym mu to i powiedziała ze od dzis mamy wspolne konto na ktore zrzucamy sie po połowie powyższego + np po 300 zł extra na odkładanie na czarna godzine, wakacje itd (w zależności jak Was stac).
Powiedziałabym mu ze jestescie jak malzenstwo i Ty chciałabyś tak jak malzenstwo gospodarować wspolnie budżetem.
Jesli sie nie zgodzi poprosiłabym o jego argumenty dlaczego nie.Od tego bym zaczela.
No nie wiem,nie wiem czy mnie stać na połowę jego wydatków.Jego pensja a moja,on zarabia z 4 razy tyle.Raz powiedziałam że wolę płacić prad i wodę niż kupować jedzenie.woda 150/3 mies.itd .oburzył się
Ale masz nie brac pod uwage strikte jego wydatków. Tylko to co wspolne. Jak piszesz opłacasz rachunki, kupujesz jedzenie, paliwo i utrzymujesz córkę.
Lena dobrze mówi z tymi wydatkami. Ty zarabiasz mniej ale to nie znaczy że masz dokłądać tyle co on, tylko macie się składać wprost proporcjonalnie do zarobków. Czyli np 80% Waszych zarobków składacie na jedno konto i to jest suma Waszych wspólnych pieniędzy, a reszta idzie na co każde z osobna chce wydać. No skoro żyjecie jak małżeństwo to musisz to ustalić Kochana. Wierzę że zdobędziesz się na taką rozmowę. Nic nie tracisz!!
Przykro mi że już nawet odechciało Ci się z nim wychodzić.. ale rozumiem to. Jak wszystko się sypie to się odechciewa nawet dbać o siebie. Ale wiesz co? Dla Twojej córci jesteś najpiękniejszą i najwspanialszą mamą na świecie, więc na pewno przykro jej będzie patrzeć na mamę zaniedbaną.. zrób to dla siebie i dla niej. Na początek spacer z córką - dla ruchu dla urody dla dotlenienia ![]()
Ami,
Pomysl o sobie.
Zapewniam Cie z autopsji ze corka chociazbys nie wiem jak sie starała dla niej wyczuje ze jej mama jest nieszczęśliwa i odbije sie to na niej.
Chciałaś jej zapewnić bezpieczny normalny dom ale czy tak jest? Dzieciaki naprawde sa mądre i widza wiecej niz nam sie wydaje.
I prosze Cie zrob raz w tygodniu cos dla siebie: jeden tydzien niech to bedzie fryzjer, drugi przechadzka po lumpeksach za jakims extra łupem, trzeciego chociazby wyjscie nawet w pojedynkę na kawe i ciastko za 10 zł, czwartego wieczor spa w domu (maseczka błotna w Rossmanie kosztuje 10 zł a działa cuda
).
Odczytuje w Twoich wypowiedziach poczatku jakiejs depresji a takie działania dobrze robia anty. Zobaczysz
Druga sprawa jaka mnie zastanawia to to czy jakbys mu powiedziała ze nie starczyło Ci pieniedzy czy on by Ci je dał?
Jesli tak to dlaczego tak kupujesz wszystko?
Powiedz mu ze potrzeba 200 na jedzenie, 100 na buty, 50 na fryzjera. A to co zaoszczędzisz za to odkładaj.
Moze to nie jest wyjscie super bo tak w zwiazku byc nie powinno ale zdołasz tym sposobem odłożyć jakies pieniadze "w razie czego".
Nie mozna narzucic komus wspolnego konta. Koncepcje w zwiazkach sa rozne.
A do autorki...w sumie przez lata godzilas sie na taki uklad. Nagle cos Ci zaczelo przeszkadza czy moze problem jest w relacjach miedzy Toba a Nim, czego dowodzi Twoj plan wyniesienia sie z tamtad i takie jakies przedmiotowe pisanie o nim. wtedy powodow szukamy w tym co nam najbardziej uwiera, czesto w egzystencjalizmie. Poza tym tak samo jak On moze wczesniej zejsc od ciebie, tak samo Ty np. w wyniku wypadku, kto wiec bedzie wychowywal corke?
Widac ze nie masz "wspolnotowego" myslenia i to jest baza od ktorej trzeba zaczac. Jesli nie ma wspolnoty (uczuciowo-emocjonalne, fizycznej i materialnej) trudno mowic o prawdziwym zwiazku. Reszta to tylko reperkusje tej podstawy podstaw.
Kiedy relacje sa zdrowe to mozna zaczac rozmawiac i cos uzyskiwac po pojawia sie zrozumienie potrzeb innych. Poza tym kolejny problem to obecnosc toksycznej osoby w poblizu naco sie rowniez zgodzilas. Problemow do rozwiazania jest duzo, przy czym leza one odlogiem. W tle jest tylko mglisty plan ucieczki kiedys ale jednoczesnie oczukiwanie obecnie partnera co do planow, zwiazku i jego przyszlosci.
Moze od czegos zaczac zeby rozwiazac ten wezel gordyjski?
Mówisz, że nie można narzucić komuś wspólnego konta - okej. Ale Autorki facet zarabia 4 razy więcej niż ona.. więc jeśli nie wspólne konto - to wspólne opłaty za wspólne wydatki. Dżizys dziewczyna ma dziecko i ciężko jest jej, a wiadomo że każdy by chciał sobie sprawić jakąś przyjemność, czy wyjść gdzieś. A byłaby taka możliwość gdyby jej facet był dla niej wsparciem, w każdej dziedzinie nie tylko tej emocjonalnej, a i w tej kuleje. Autorka ma wiele problemów, dlatego trzeba stanąć oko w oko z nimi ale stopniowo i powoli. Jak facet odciąży ją fizycznie od obowiązków i jej pomoże, to ona psychicznie odsapnie, a jak będzie szczęśliwsza i będzie miała lepszy nastrój, to będzie w stanie przeprowadzić bardziej konstruktywną rozmowę, a jak ją przeprowadzi albo chociaż powie o swoich potrzebach to będzie ulgą dla niej i szansą że coś się zmieni itp itd. Wszystko ma na siebie wpływ - taki łańcuszek zdarzeń. Nie ma innej rady - trzeba spróbować ![]()
Ty jesteś nieszczęśliwa. Może wróć w rodzinne strony i poszukaj jakiejś pracy dodatkowej? Nie wiem ile masz lat,ale jeśli szukasz faceta,który tylko Cie utrzyma,a z drugiej strony ślubu nie chcesz,bo stracisz alimenty na dziecko...(nie stracisz alimentów,bo to nie jego dziecko) Spróbuj trochę byc samodzielna,a nie uzależniona od kogoś.
Ty jesteś nieszczęśliwa. Może wróć w rodzinne strony i poszukaj jakiejś pracy dodatkowej? Nie wiem ile masz lat,ale jeśli szukasz faceta,który tylko Cie utrzyma,a z drugiej strony ślubu nie chcesz,bo stracisz alimenty na dziecko...(nie stracisz alimentów,bo to nie jego dziecko) Spróbuj trochę byc samodzielna,a nie uzależniona od kogoś.
Hej Zozi,myślę że z pracy dorywczej nikt jeszcze samodzialnie nie utrzymał rodziny.Nie szukam faceta który tylko mnie utrzyma i twoja wypowiedz mnie zdenerwowała ale ok.Chciała bym by mój facet zobaczył ze pracuje tylko na jedzenie i opłaty a on nie dokładając się do tego w stopniu na jaki go stać sprawia że ja jestem pokrzywdzona.Nie mam oszczędności,nie staćmnie na buta ciucha a przecież pracuje na pełny etat.Alimenty biorę z funduszu,tam liczy się dochód męża,jest kryterium dochodowe.Tatuś biologiczny-nie wypłacalny alkoholik.Gdyby było inaczej mój partner mógł by zarabiać nawet 100tys/mies.,nie miało by to znaczenia.Temat rzeka,dla tych co w tym siedzą chleb powszedni.Samodzielna?A nie jestem?Chciała bym by mój partner wiedział jak to jest wydawać większość dochodów na jedzenie.Jego stać na of road itp.,ja kupno nowych opon do jego auta którego używam przypłaciłam oddaniem zakupów w markecie .."brak środ..",znacie ten komunikat.
Ami,
Pomysl o sobie.
Zapewniam Cie z autopsji ze corka chociazbys nie wiem jak sie starała dla niej wyczuje ze jej mama jest nieszczęśliwa i odbije sie to na niej.
Chciałaś jej zapewnić bezpieczny normalny dom ale czy tak jest? Dzieciaki naprawde sa mądre i widza wiecej niz nam sie wydaje.I prosze Cie zrob raz w tygodniu cos dla siebie: jeden tydzien niech to bedzie fryzjer, drugi przechadzka po lumpeksach za jakims extra łupem, trzeciego chociazby wyjscie nawet w pojedynkę na kawe i ciastko za 10 zł, czwartego wieczor spa w domu (maseczka błotna w Rossmanie kosztuje 10 zł a działa cuda
).
Odczytuje w Twoich wypowiedziach poczatku jakiejs depresji a takie działania dobrze robia anty. Zobaczysz![]()
Druga sprawa jaka mnie zastanawia to to czy jakbys mu powiedziała ze nie starczyło Ci pieniedzy czy on by Ci je dał?
Jesli tak to dlaczego tak kupujesz wszystko?
Powiedz mu ze potrzeba 200 na jedzenie, 100 na buty, 50 na fryzjera. A to co zaoszczędzisz za to odkładaj.
Moze to nie jest wyjscie super bo tak w zwiazku byc nie powinno ale zdołasz tym sposobem odłożyć jakies pieniadze "w razie czego".
Lenaa,tak dał by mi,100zł minął by tydzień a ja bym znów musiała iść prosić przypominać.w tym tygodniu małej potrzeba było 300zł do szkoły.dał 150.bo poszłam prosić.dla niego 150 to nic,dla mnie dołożyć ta drugą połowę to już coś.Nie umiem mu powiedzieć że stać go na pokrycie całej tej kwoty bo zarabia na tyle że nie odczuje.to tylko przykład jakich wiele.Coś dla siebie...raz w roku zrzucam 10kg i póki coś mnie nie złamie jestem "piękna".A o takie podłamanie łatwo.
Lena dobrze mówi z tymi wydatkami. Ty zarabiasz mniej ale to nie znaczy że masz dokłądać tyle co on, tylko macie się składać wprost proporcjonalnie do zarobków. Czyli np 80% Waszych zarobków składacie na jedno konto i to jest suma Waszych wspólnych pieniędzy, a reszta idzie na co każde z osobna chce wydać. No skoro żyjecie jak małżeństwo to musisz to ustalić Kochana. Wierzę że zdobędziesz się na taką rozmowę. Nic nie tracisz!!
Przykro mi że już nawet odechciało Ci się z nim wychodzić.. ale rozumiem to. Jak wszystko się sypie to się odechciewa nawet dbać o siebie. Ale wiesz co? Dla Twojej córci jesteś najpiękniejszą i najwspanialszą mamą na świecie, więc na pewno przykro jej będzie patrzeć na mamę zaniedbaną.. zrób to dla siebie i dla niej. Na początek spacer z córką - dla ruchu dla urody dla dotlenienia
Chomik,te 80%to świetny pomysł.Ale może też oznaczać dla mnie sytuację identyczną do obecnej.on nie ma oszczędności,co zarobi to wyda a że ciągle zarabia sporo to i wydaje.mi zostanie 20% z wypłaty i jemu z jego.wyda nasze 80 plus swoje 20 a ja nadal pozostanę z jakąś małą kwotką dla której nawet pracować się nie chce.Mam depresję ,to fakty już.Senność,wieczne zmęczenie ,brak chęci do życia.Tak mi ciężko zmotywować się do czegoś.Czasem myślę że mogła bym jutro umrzeć.I tak dzień jest podobny do dnia a ja wiem co mnie w takim życiu czeka i gdyby nie córka ...Wczoraj wrócił zastajac mnie z telefonem.Widziałam już po jego minie że jest zły.Stwierdził że tylko rozmawiam(nie prawda,kto przyjażni się z osobą która nigdzie nie może wyjść),no i że ta moja koleżanka jeszcze mnie zgubi.No rzecz jasna jest padnięty zmęczony.Bo o moim zmęczeniu to się nie mówi.I tak dzień za dniem.Moja rodzina to zakała,ja wiecznie narzekam,ślubu nie będzie bo on nie ma pewności że mi się nie znudzi a zresztą kiedyś przeliczyłam go na utracone alimenty.I tak co dzień,ciężko psuć jeden udany raz na czas dzionek tematem "miejmy wspólne konto".Wczoraj wyjechałam z tematem ślubu.Łagodniejszy
Lenaa1983 napisał/a:Ami,
Pomysl o sobie.
Zapewniam Cie z autopsji ze corka chociazbys nie wiem jak sie starała dla niej wyczuje ze jej mama jest nieszczęśliwa i odbije sie to na niej.
Chciałaś jej zapewnić bezpieczny normalny dom ale czy tak jest? Dzieciaki naprawde sa mądre i widza wiecej niz nam sie wydaje.I prosze Cie zrob raz w tygodniu cos dla siebie: jeden tydzien niech to bedzie fryzjer, drugi przechadzka po lumpeksach za jakims extra łupem, trzeciego chociazby wyjscie nawet w pojedynkę na kawe i ciastko za 10 zł, czwartego wieczor spa w domu (maseczka błotna w Rossmanie kosztuje 10 zł a działa cuda
).
Odczytuje w Twoich wypowiedziach poczatku jakiejs depresji a takie działania dobrze robia anty. Zobaczysz![]()
Druga sprawa jaka mnie zastanawia to to czy jakbys mu powiedziała ze nie starczyło Ci pieniedzy czy on by Ci je dał?
Jesli tak to dlaczego tak kupujesz wszystko?
Powiedz mu ze potrzeba 200 na jedzenie, 100 na buty, 50 na fryzjera. A to co zaoszczędzisz za to odkładaj.
Moze to nie jest wyjscie super bo tak w zwiazku byc nie powinno ale zdołasz tym sposobem odłożyć jakies pieniadze "w razie czego".Lenaa,tak dał by mi,100zł minął by tydzień a ja bym znów musiała iść prosić przypominać.w tym tygodniu małej potrzeba było 300zł do szkoły.dał 150.bo poszłam prosić.dla niego 150 to nic,dla mnie dołożyć ta drugą połowę to już coś.Nie umiem mu powiedzieć że stać go na pokrycie całej tej kwoty bo zarabia na tyle że nie odczuje.to tylko przykład jakich wiele.Coś dla siebie...raz w roku zrzucam 10kg i póki coś mnie nie złamie jestem "piękna".A o takie podłamanie łatwo.
Ale Ty chciałaś 300 zł czy 150?
Uciekająca Amy napisał/a:Lenaa1983 napisał/a:Ami,
Pomysl o sobie.
Zapewniam Cie z autopsji ze corka chociazbys nie wiem jak sie starała dla niej wyczuje ze jej mama jest nieszczęśliwa i odbije sie to na niej.
Chciałaś jej zapewnić bezpieczny normalny dom ale czy tak jest? Dzieciaki naprawde sa mądre i widza wiecej niz nam sie wydaje.I prosze Cie zrob raz w tygodniu cos dla siebie: jeden tydzien niech to bedzie fryzjer, drugi przechadzka po lumpeksach za jakims extra łupem, trzeciego chociazby wyjscie nawet w pojedynkę na kawe i ciastko za 10 zł, czwartego wieczor spa w domu (maseczka błotna w Rossmanie kosztuje 10 zł a działa cuda
).
Odczytuje w Twoich wypowiedziach poczatku jakiejs depresji a takie działania dobrze robia anty. Zobaczysz![]()
Druga sprawa jaka mnie zastanawia to to czy jakbys mu powiedziała ze nie starczyło Ci pieniedzy czy on by Ci je dał?
Jesli tak to dlaczego tak kupujesz wszystko?
Powiedz mu ze potrzeba 200 na jedzenie, 100 na buty, 50 na fryzjera. A to co zaoszczędzisz za to odkładaj.
Moze to nie jest wyjscie super bo tak w zwiazku byc nie powinno ale zdołasz tym sposobem odłożyć jakies pieniadze "w razie czego".Lenaa,tak dał by mi,100zł minął by tydzień a ja bym znów musiała iść prosić przypominać.w tym tygodniu małej potrzeba było 300zł do szkoły.dał 150.bo poszłam prosić.dla niego 150 to nic,dla mnie dołożyć ta drugą połowę to już coś.Nie umiem mu powiedzieć że stać go na pokrycie całej tej kwoty bo zarabia na tyle że nie odczuje.to tylko przykład jakich wiele.Coś dla siebie...raz w roku zrzucam 10kg i póki coś mnie nie złamie jestem "piękna".A o takie podłamanie łatwo.
Ale Ty chciałaś 300 zł czy 150?
Powiedziałam że trzeba zapłacić,czy się dołoży.Nie odważyła bym się na tekst"daj małej 300zł"
Słuchaj- mój naprawdę dobry przyjaciel notabene książdz powiedział mi kilka rzeczy na temat facetów w zyciu. Ja ich nie słuchałam aczkolwiek teraz bardzo tego żałuję.
Jedna z nich było to, że facet jest w konstrukcji prosty jak cep. Jak mówisz, że chcesz się czuć bardziej kochana to on nie wpadnie na to, że to znaczy kup mi kwiaty i zabierz do kina. On usłyszy, że on w środku ma Cię bardziej kochać.
Tam taki przykąłd.
No jeżeli Ty mu pwoiedziałaś "trzeba się złożyć" to on sie złozył. Proste. Zrobił dokąłdnie to o co prosiłaś. Czyż nie?
Ami poprostu zacznij jasno komunikować swoje potrzeby. Czy to nie jest problem./
Piszesz, że jest Twoim przyjecielem, że nie da Ci zginąć, że możesz na nim polegać prawda?
Więc pomału, bez wielkiego boooooom bo poczuje się zaatakowany, bez pretensji w głosie i bez ząlu zacznij mówić o "SWOICH POTRZEBACH SWOJEMU NAJLEPSZEMU PRZYJECIELOWIE BO WIESZ< ŻE ZOSTANIESZ WYSŁUCHANA I ZOSTANIE CI TA POMOC UDZIELONA.
I nie wiem czego Ty się boisz? Czy to nie syndrom DDA?
Wczoraj wyjechałam z tematem ślubu.
Serio? Ty chcesz za niego wyjść? a z jakiego powodu? Chyba nie z miłości...
Wybacz, że nie wpadnę w ten użalająco - współczujący ton który jest tu powszechny. Jak dla mnie jesteś roszczeniowa i to bardzo. Żyjesz z facetem, który traktuje cie jak śmiecia tylko dlatego że masz nadzieję na jakieś wspólne konto w przyszłości. Martwisz sie o jego zdrowie bo jak wykituje, to zostaniesz z niczym. Pozwalasz sie upokarzać, gnoić, wykorzystywać bo być może kiedyś go odmienisz i on zbuduje ci domek z paprotką i pieskiem zamiast sie ścigać po lasach. Błąd. Nie masz możliwości nikogo zmieniać. Nie masz też obowiązku z nim być, a jesteś z pobudek materialistycznych i dlatego ja osobiście ci nie ufam.
Masz depresję? To ja lecz, bo to jest poważna choroba.
Zacznij zmiany od siebie, bo tylko na swoje życie masz realny wpływ.
Uciekająca Amy napisał/a:Wczoraj wyjechałam z tematem ślubu.
Serio? Ty chcesz za niego wyjść? a z jakiego powodu? Chyba nie z miłości...
Wybacz, że nie wpadnę w ten użalająco - współczujący ton który jest tu powszechny. Jak dla mnie jesteś roszczeniowa i to bardzo. Żyjesz z facetem, który traktuje cie jak śmiecia tylko dlatego że masz nadzieję na jakieś wspólne konto w przyszłości. Martwisz sie o jego zdrowie bo jak wykituje, to zostaniesz z niczym. Pozwalasz sie upokarzać, gnoić, wykorzystywać bo być może kiedyś go odmienisz i on zbuduje ci domek z paprotką i pieskiem zamiast sie ścigać po lasach. Błąd. Nie masz możliwości nikogo zmieniać. Nie masz też obowiązku z nim być, a jesteś z pobudek materialistycznych i dlatego ja osobiście ci nie ufam.
Masz depresję? To ja lecz, bo to jest poważna choroba.
Zacznij zmiany od siebie, bo tylko na swoje życie masz realny wpływ.
Ty mi nie ufasz?A kto powiedział że musisz?Z pobudek materialistycznych?zywie go ,sprzątam opieram i boję się odezwać bo jestem taką materialistką?materialistka zabrała by z tąd tyłek 5 lat temu.Praca za najnizszą to wszędzie.Wiem że nikt tak o niego nie zadba jak ja.A że martwię się swoją sytuacją?Ty byś się nie martwiła?Mam 10 letnie dziecko,zostawiłam dla niego pracę dom i znajomych.Po 7 latach nie mam prawa planować przyszłości?Muszę się bać by nie być materialistką?twój partner tez ma wszystko na siebie?nie dzieli się niczym,żyjecie jak para współlokatorów?i podoba ci sie to?Gratuluje.Bo ja zakochaną marzycielka juz byłam.nie dam się wykorzystywać,dłużej.to materializm czy logika którą ma każdy?
Tylko co z tego.Ja kupuje jedzenie ,paliwo,wszystko dziecku,no co tu pisać,co miesiąc jestem spłukana.
Czy Twoj partner wie ze nie radzisz sobie finansowo , ze co miesiąc Ci brakuje ?? Czy wstydzisz sie o tym mowic bo wiesz ze jego zarobki są wyższe i z tego powodu masz jakieś kompleksy ?? Moze on nawet nie zdaje sobie sprawy ile Ty zarabiasz ?? Nic mu nie mówisz wiec wyszedł z założenia ze wszystko jest w porządku ??
Chciała bym móc mieć męża i drugie dziecko.........
Straciła bym alimenty na dziecko a zarabiam na prawdę mało.......Wczoraj wyjechałam z tematem ślubu.Łagodniejszy
Z jednej strony mówisz ze chcesz męża ale świadomie z tego rezygnujesz bo przekalkulowałaś ze stracisz alimenty.
Jak na dzień dzisiejszy udaje głupią której wszystko pasuje.podaję obiad,zapełniam lodówkę,sprzątam,piorę i pytam jak w pracy.
Jak dlugo bedziesz udawac tak długo sytuacja sie nie zmieni ......
Słuchaj- mój naprawdę dobry przyjaciel notabene książdz powiedział mi kilka rzeczy na temat facetów w zyciu. Ja ich nie słuchałam aczkolwiek teraz bardzo tego żałuję.
Jedna z nich było to, że facet jest w konstrukcji prosty jak cep. Jak mówisz, że chcesz się czuć bardziej kochana to on nie wpadnie na to, że to znaczy kup mi kwiaty i zabierz do kina. On usłyszy, że on w środku ma Cię bardziej kochać.
Tam taki przykąłd.No jeżeli Ty mu pwoiedziałaś "trzeba się złożyć" to on sie złozył. Proste. Zrobił dokąłdnie to o co prosiłaś. Czyż nie?
Ami poprostu zacznij jasno komunikować swoje potrzeby. Czy to nie jest problem./
Piszesz, że jest Twoim przyjecielem, że nie da Ci zginąć, że możesz na nim polegać prawda?
Więc pomału, bez wielkiego boooooom bo poczuje się zaatakowany, bez pretensji w głosie i bez ząlu zacznij mówić o "SWOICH POTRZEBACH SWOJEMU NAJLEPSZEMU PRZYJECIELOWIE BO WIESZ< ŻE ZOSTANIESZ WYSŁUCHANA I ZOSTANIE CI TA POMOC UDZIELONA.I nie wiem czego Ty się boisz? Czy to nie syndrom DDA?
DDA-już o tym słyszałam,objawy pasują.No cóż zrobić,pochodzę z takiego domu że trudno by było być zdrowszym.Powiem mu,zacznę powoli.Nie wszystko od razu,nie wiem trochę jak to rozegrać
Uciekająca Amy napisał/a:Tylko co z tego.Ja kupuje jedzenie ,paliwo,wszystko dziecku,no co tu pisać,co miesiąc jestem spłukana.
Czy Twoj partner wie ze nie radzisz sobie finansowo , ze co miesiąc Ci brakuje ?? Czy wstydzisz sie o tym mowic bo wiesz ze jego zarobki są wyższe i z tego powodu masz jakieś kompleksy ?? Moze on nawet nie zdaje sobie sprawy ile Ty zarabiasz ?? Nic mu nie mówisz wiec wyszedł z założenia ze wszystko jest w porządku ??
Uciekająca Amy napisał/a:Chciała bym móc mieć męża i drugie dziecko.........
Straciła bym alimenty na dziecko a zarabiam na prawdę mało.......Wczoraj wyjechałam z tematem ślubu.Łagodniejszy
Z jednej strony mówisz ze chcesz męża ale świadomie z tego rezygnujesz bo przekalkulowałaś ze stracisz alimenty.
Uciekająca Amy napisał/a:Jak na dzień dzisiejszy udaje głupią której wszystko pasuje.podaję obiad,zapełniam lodówkę,sprzątam,piorę i pytam jak w pracy.
Jak dlugo bedziesz udawac tak długo sytuacja sie nie zmieni ......
Wie że jest mi cięzko,mówi że jemu tez...Albo nie komentuje tego co słyszy.Chciała bym by był moim mężem,tyle lat,dziecko uwaza go za ojca.Można by podpisać intercyze,są różne jej rodzaje.Nie mieli bysmy tylko bieżącej wspólnoty materialnej.No ale cóż,on nie chce pewnie wkurzyć mamy takim obrotem rzeczy
materialistka zabrała by z tąd tyłek 5 lat temu.
To dlaczego ty nie zabierzesz? Po co z nim jesteś? Podaj 3 powody. Realne i konkretne.
Mój mąż i ja żyjemy we wspólnocie majątkowej od pierwszego miesiąca związku (nie małżeństwa). Zawsze mieliśmy i mamy tylko jedno, wspólne konto. Razem decydujemy o każdym wydatku. Wszystko co mamy jest wspólne, nasze. W żadnej sytuacji i pod żadną presją nie byłabym z człowiekiem , który traktowałby mnie w taki sposób jak twój partner traktuje ciebie. Za bardzo szanuję siebie.
Problem twój polega własnie na tym, że dajesz sie wykorzystywać i liczysz nie wiadomo na co. Po co to robisz??? Sama najlepiej znasz odpowiedź
Uciekająca Amy napisał/a:materialistka zabrała by z tąd tyłek 5 lat temu.
To dlaczego ty nie zabierzesz? Po co z nim jesteś? Podaj 3 powody. Realne i konkretne.
Mój mąż i ja żyjemy we wspólnocie majątkowej od pierwszego miesiąca związku (nie małżeństwa). Zawsze mieliśmy i mamy tylko jedno, wspólne konto. Razem decydujemy o każdym wydatku. Wszystko co mamy jest wspólne, nasze. W żadnej sytuacji i pod żadną presją nie byłabym z człowiekiem , który traktowałby mnie w taki sposób jak twój partner traktuje ciebie. Za bardzo szanuję siebie.
Problem twój polega własnie na tym, że dajesz sie wykorzystywać i liczysz nie wiadomo na co. Po co to robisz??? Sama najlepiej znasz odpowiedź
Hm...bo nie jestem materialistką od których mnie nazywasz??Powody? jw ,przewiń,przeczytaj.Gratuluje udanego pod wzgledem finansowym związku.Mój taki nie jest z tąd ten post właśnie...
Gratuluje udanego pod wzgledem finansowym związku.
Mój związek jest udany pod względem finansowym nie dlatego, że zarabiamy miliony, ale dlatego że mamy wspólnotę . Miewamy problemy finansowe, które rozwiązujemy razem. Nikt nikomu nic nie wydziela i nie rzuca stówką na wędliny. Związek , w którym dzieją się takie rzeczy pokazuje jedno - partner cie nie szanuje, nie liczy sie z tobą i tyle.
Możesz sie obrażać, ale materializm to jest własnie oczekiwanie korzyści majątkowych typu pin od karty, deklaracje itp....
W zdrowych zwiazkach nikt nikomu kasy nie wydziela. Tam gdzie jest wojna o pieniądze, tam nie ma relacji. Nie szanujesz ani siebie ani swojego dziecka skoro zgadza się na takie traktowanie. I nie potrafisz odpowiedzieć na pytanie - dlaczego to robisz. Nie potrafisz, albo nie chcesz
Uciekająca Amy napisał/a:Gratuluje udanego pod wzgledem finansowym związku.
Mój związek jest udany pod względem finansowym nie dlatego, że zarabiamy miliony, ale dlatego że mamy wspólnotę . Miewamy problemy finansowe, które rozwiązujemy razem. Nikt nikomu nic nie wydziela i nie rzuca stówką na wędliny. Związek , w którym dzieją się takie rzeczy pokazuje jedno - partner cie nie szanuje, nie liczy sie z tobą i tyle.
Możesz sie obrażać, ale materializm to jest własnie oczekiwanie korzyści majątkowych typu pin od karty, deklaracje itp....
W zdrowych zwiazkach nikt nikomu kasy nie wydziela. Tam gdzie jest wojna o pieniądze, tam nie ma relacji. Nie szanujesz ani siebie ani swojego dziecka skoro zgadza się na takie traktowanie. I nie potrafisz odpowiedzieć na pytanie - dlaczego to robisz. Nie potrafisz, albo nie chcesz
Przewiń rozmowę,po co mam się powtarzać.Jeśli wspólne konto i znajomośc pinu do karty partnera to materializm to ty jesteś...?
Wspólne zarządzanie kasą to materializm?ciekawe.Jeszcze raz gratuluje relacji.Tak mam problem,o tym jest ten post,proszę w nim o porady.Nie szukam osób wyładowujących swoje flustracje
46 2015-05-12 15:48:33 Ostatnio edytowany przez MamaMamusia (2015-05-12 15:51:14)
Wspólne zarządzanie kasą jest ok kiedy dwie strony sie na to godzą, jak ma to miejsce w większości zdrowych związków. Ale nie w twoim...więc twój związek jest....?
Moje frustracje mają mało wspólnego z tematem , o którym piszesz.
wybacz, że cie nie pogłaskałam po główce, ale mam prawo do swojego zdania (napisałaś na forum publicznym)
Tak, masz problem - tkwisz w toksycznym związku bez przyszłości, dopada cie depresja, masz niełatwą przeszłość....nie szukasz jednak rozwiązań realnych trudności, a prosisz o radę pod tytułem- jak zmienić partnera, żeby działał na moją korzyść. Piękna bajka, szkoda, że tylko bajka.
Czytając Twoją historie mam wrażenie,ze Twój partner nie chce Ci pomagac,nie chce dawac kasy,bo nie chce za dużo strcic.Odbieram to tak jakbys była dla niego tylko chwilową przyjemnoscią dlatego on nie chce wkładac zbyt wiele w ten związek,zeby potem nie musiał żałowac ile to strcił swoich pieniążków.Jest egoistą do potęgi.Nie potrafie zrozumiec takiej relacji,on żyje patrząc tylko i wyłącznie na siebie a nie na WAS.
Nie dołujcie dziewczyny- naprawdę widać, że jest przybita.
Możę jej facet to świnia ale nie znamy wszystkich aspektów tego zwiazku.
Łatwo przyjść i z grubej rury oceniać i dawać dobre rady.
Moze wystarczy np popracować nad komunikacją ze strony autorki.
Wiecie co?
Mój ojciec też starsznie wyliczał mojej mamie kasę. Nie, że jakoś biednie trzeba było ale miałą pulę i musiało jej starczyć na jedzenie i ubrania. Bardzo się nad tym zastanawiałam jako dziecko i nastolatka. Przyszedł jednak taki dzień kiedy to mama przejęła domowe finanse. I wiecie co? Okazało się, że nie potrafi, że jest starsznie rozrzutna, że budżet i oszczednosci padły. Mój ojciec po prostu jak zreszta po latach przyznał robił to aby coś osiągnąć, wybudować, zaoszczędzić bo moja mama przetraciłaby wszytsko.
Ami nie mówię, że to tak jest w Twoim przypadku oczywiscie a ni że jesteś rozrzutna. Może Twój facet ma w tym jakiś cel.
49 2015-05-12 16:27:01 Ostatnio edytowany przez ryba81 (2015-05-12 16:27:55)
Amy kto opłaca rachunki ?
Prąd woda , gaz , abonamenty tv, internet , paliwo , opał na zimę , podatki od nieruchomosci , ubezpieczenia - wszystko co razem używacie ??
Rozumiem ze artykuły spożywcze i chemiczne jest w twoim zakresie .
Nie obraźcie się, ale nie rozumiem jednego. Napiszę tak ogólnie, nie chce mi się cytować wypowiedzi. Większość osób była za wspólnym budżetem, ale takim, w którym autorka płaci proporcjonalnie mniej - bo i mniej zarabia. Jednocześnie wcześniej było o obowiązkach domowych - że mają się dzielić np. sprzątaniem.
Czyli tak - płacić nie po równo, ale zajmować się domem - równo. Do tego facet autorki coś mówił o garażu i czymś tam, co jeszcze robi. Poza tym powinien jej się dokładać do benzyny i do dziecka. Khem khem...
Do tego nie rozumiem tego z domem. Czyli autorka chce domu, coś było o rychłej - odpukać - śmierci partnera. Czyli dom ma być wspólny, jak rozumiem, większość/wszystko by poszło z finansów mężczyzny, on umrze kiedyś, a dziedziczy autorka, a potem jej córka?
Ja się przychylam do zdania MamyMamusi, niestety. Autorka sobie wymarzyła, że facet ma dawać pieniądze, bo dla niego to mało, ma zapewnić dom, ma się opiekować jej dzieckiem i ma wykonywać obowiązki domowe. Generalnie to są rzeczy hm... materialne albo jakieś czynności niezwiązane z uczuciami. A co w takim razie będzie robić autorka? Bo zapytana o to, dlaczego jest z facetem, wymieniła sporo rzeczy uczuciowych, z których wynika, że facet jest okej - wsparcie, bezpieczeństwo, miłość i inne. Jak rozumiem, to autorka też daje facetowi. Dlaczego więc on ma robić o wiele więcej? o.O
sprawiedliwie, nie zawsze znaczy po równo. Skoro Autorka potrzebuje teraz jego wsparcia finansowego ,które wiąże się dla niej z poczuciem bezpieczeństwa - to jako jej partner on ma obowiązek jej pomóc. A przynajmniej spróbować - a nóż okaże się, że taki podział będzie u nich fajnie funkcjonował i to ich zbliży do siebie. Poza tym nigdy nie wiadomo kto na czyjej "łasce" będzie
może ona kiedyś będzie jedynym żródłem dochodu. i co wtedy? PARTNERSTWO a nie feministyczne pierdoły są ważne. Widzę, że wiele kobiet wyznaje zasady "ja kobieta niezależna, moje to moje twoje to twoje" - macie jak najbardziej prawo. Ale są osoby, które mają inny pogląd i uważają że mężczyzna powinien być głową rodziny zapewniającą stabilizację, więc uszanujmy to. Nie każdy jest też mega samodzielny. Ja nie jestem za rozdzielnością majątkową w związku i nie dlatego, że czyham tylko jak tu wycackać do cna mojego faceta z gotówki. Był taki okres u mnie, że facet nie chciał mieć wspólnej kasy, ale przyszedł moment, że stracił pracę.. i co wtedy? Wtedy wszystko zaczyna być wspólne. Więc dla mnie jest to bezpieczniejsze i zbliżające. Amen ![]()
Amy kto opłaca rachunki ?
Prąd woda , gaz , abonamenty tv, internet , paliwo , opał na zimę , podatki od nieruchomosci , ubezpieczenia - wszystko co razem używacie ??Rozumiem ze artykuły spożywcze i chemiczne jest w twoim zakresie .
Prąd ,woda on.Ja już całą resztę,ok 1000 zł /mies.woda 150/3 mce prąd 250/3 mce.Podatki jego mama,w końcu to jej.
53 2015-05-12 20:55:16 Ostatnio edytowany przez Uciekająca Amy (2015-05-12 20:57:49)
sprawiedliwie, nie zawsze znaczy po równo. Skoro Autorka potrzebuje teraz jego wsparcia finansowego ,które wiąże się dla niej z poczuciem bezpieczeństwa - to jako jej partner on ma obowiązek jej pomóc. A przynajmniej spróbować - a nóż okaże się, że taki podział będzie u nich fajnie funkcjonował i to ich zbliży do siebie. Poza tym nigdy nie wiadomo kto na czyjej "łasce" będzie
może ona kiedyś będzie jedynym żródłem dochodu. i co wtedy? PARTNERSTWO a nie feministyczne pierdoły są ważne. Widzę, że wiele kobiet wyznaje zasady "ja kobieta niezależna, moje to moje twoje to twoje" - macie jak najbardziej prawo. Ale są osoby, które mają inny pogląd i uważają że mężczyzna powinien być głową rodziny zapewniającą stabilizację, więc uszanujmy to. Nie każdy jest też mega samodzielny. Ja nie jestem za rozdzielnością majątkową w związku i nie dlatego, że czyham tylko jak tu wycackać do cna mojego faceta z gotówki. Był taki okres u mnie, że facet nie chciał mieć wspólnej kasy, ale przyszedł moment, że stracił pracę.. i co wtedy? Wtedy wszystko zaczyna być wspólne. Więc dla mnie jest to bezpieczniejsze i zbliżające. Amen
Rozdzielność rozdzielnością ale ile małżeństw mieszka tak że jego jest jego a jej to jej?moje jest jego więc czemu jego jest jego?zajmuje się praniem sprzątaniem gotowaniem zarabiam ale nie mogę już być równą jemu?mam faceta na poziomie finansowym ok a sama mam żyć inaczej niż on?patrzeć jak kupuje big stary i myśleć że ja od roku nie pozwalam sobie na nowe dzinsy?halo,to po co my jesteśmy razem?jak tu dziecko począc i wychować?on mi zrobi a ja je sfinansuje,zajmę się nim a w razie w.dzieci pod pachę iok,mamo przyjmij mnie bo mi partner nic nie zapewnił?
Chomik,miło się czyta to co piszesz,staję się pewna swoich racji.Nie umiem tylko o nie zawalczyć
54 2015-05-12 21:07:04 Ostatnio edytowany przez Uciekająca Amy (2015-05-12 21:10:35)
Nie obraźcie się, ale nie rozumiem jednego. Napiszę tak ogólnie, nie chce mi się cytować wypowiedzi. Większość osób była za wspólnym budżetem, ale takim, w którym autorka płaci proporcjonalnie mniej - bo i mniej zarabia. Jednocześnie wcześniej było o obowiązkach domowych - że mają się dzielić np. sprzątaniem.
Czyli tak - płacić nie po równo, ale zajmować się domem - równo. Do tego facet autorki coś mówił o garażu i czymś tam, co jeszcze robi. Poza tym powinien jej się dokładać do benzyny i do dziecka. Khem khem...Do tego nie rozumiem tego z domem. Czyli autorka chce domu, coś było o rychłej - odpukać - śmierci partnera. Czyli dom ma być wspólny, jak rozumiem, większość/wszystko by poszło z finansów mężczyzny, on umrze kiedyś, a dziedziczy autorka, a potem jej córka?
Ja się przychylam do zdania MamyMamusi, niestety. Autorka sobie wymarzyła, że facet ma dawać pieniądze, bo dla niego to mało, ma zapewnić dom, ma się opiekować jej dzieckiem i ma wykonywać obowiązki domowe. Generalnie to są rzeczy hm... materialne albo jakieś czynności niezwiązane z uczuciami. A co w takim razie będzie robić autorka? Bo zapytana o to, dlaczego jest z facetem, wymieniła sporo rzeczy uczuciowych, z których wynika, że facet jest okej - wsparcie, bezpieczeństwo, miłość i inne. Jak rozumiem, to autorka też daje facetowi. Dlaczego więc on ma robić o wiele więcej? o.O
Czyli facet powinien rozrzucać brudy po domu ,kobieta gotować pomagać,ogarniać.On może ładnie zarabiać,jej może brakowac i on nie powinien jej pomagać finansowo,ba ona powinna go finansować na ile ją stać.Inaczej jest pasożytem,nie samodzielnym.swiadomość że dom który dzieli się z partnerem jest tylko jego własnością i ślub,lata razem ,wspólna przyszłość i wkładanie w niego swoich pieniędzy tego nie zmieni dobrze robi na feminizm i dobry sen nocą.Masz rację,bądzmy idealistkami,miłość to miłość,po co myśleć o przyszłości dziecka swojej jeśli można nie wymagać i żyć chwilą.Eileen,hm,bez urazy ale życia nie znasz.Ono werfikuje ideały ale dzięki za opinię
Czyli .....
Ty: 1000 zł na miesiac
On: 130 zł na miesiac
Ty zarabiasz: (strzelam) 1400 zł na miesiac
On zarabia: 5000 zł na miesiac
Ty na WASZE potrzeby wydajesz 100% pensji
On na Wasze potrzeby wydaje 3% pensji a reszte czyli 97% na siebie.
Czyli .....
Ty: 1000 zł na miesiac
On: 130 zł na miesiacTy zarabiasz: (strzelam) 1400 zł na miesiac
On zarabia: 5000 zł na miesiacTy na WASZE potrzeby wydajesz 100% pensji
On na Wasze potrzeby wydaje 3% pensji a reszte czyli 97% na siebie.
BRAWO no tyle że ja zarabiam 1320;-) a on tą piąteczkę w sezonie pewnie i przebija.Ja się ciesze że więcej zarobi a on kupuje trzecie auto i liczy że ja jeść kupię bo sam tego nie robi więc chyba liczy?I zapowiada że ciężko będzie bo się jeszcze zapożyczył.Przywozi kolegów na obiad gdy pracują blisko ,ja wydaje na to 100/2 dni no i co...Mówię"wydałam 100 zł trzeba by coś kupić na jutro" ,on,ok,masz stówkę.Nie oddaje mi wydatków na jego współpracowników ,daje tylko kasę na ich dalsze dokarmianie.A ja jestem i tak stówkę w plecy.Bo nie potrafię być jak on,nie domyślną chytrą chamką
57 2015-05-12 21:28:31 Ostatnio edytowany przez Lenaa1983 (2015-05-12 21:31:52)
No to czas byc chytrą.
Idziesz jutro do meza i mowisz:
"Kochanie. Potrzebuje 500 zł. Musze sobie kupic cos do ubrania. W Naszym nowym aucie musze jakos wygladac prawda?".
Zobaczymy co zrobi ![]()
A po drugie uwierz ze nikt kto nie prowadził domu w sensie jedzenie, środki czystosci czy ubrania nie wie ile to kosztuje. Jemu pewnie całe zycie zapewniała to mama, teraz Ty to skad on ma wiedziec "biedny"
. Trzeba go uświadomić.
Ja tam bym sobie kupiła te jeansy, i sukienke i jeszcze buty. Jak nie bedziesz miec kasy to przeciez Ci nie odmówi na to jedzenie.
U mnie Amy to po czesci problem Wasz w braku komunikacji i tyle ![]()
chomik9911 napisał/a:sprawiedliwie, nie zawsze znaczy po równo. Skoro Autorka potrzebuje teraz jego wsparcia finansowego ,które wiąże się dla niej z poczuciem bezpieczeństwa - to jako jej partner on ma obowiązek jej pomóc. A przynajmniej spróbować - a nóż okaże się, że taki podział będzie u nich fajnie funkcjonował i to ich zbliży do siebie. Poza tym nigdy nie wiadomo kto na czyjej "łasce" będzie
może ona kiedyś będzie jedynym żródłem dochodu. i co wtedy? PARTNERSTWO a nie feministyczne pierdoły są ważne. Widzę, że wiele kobiet wyznaje zasady "ja kobieta niezależna, moje to moje twoje to twoje" - macie jak najbardziej prawo. Ale są osoby, które mają inny pogląd i uważają że mężczyzna powinien być głową rodziny zapewniającą stabilizację, więc uszanujmy to. Nie każdy jest też mega samodzielny. Ja nie jestem za rozdzielnością majątkową w związku i nie dlatego, że czyham tylko jak tu wycackać do cna mojego faceta z gotówki. Był taki okres u mnie, że facet nie chciał mieć wspólnej kasy, ale przyszedł moment, że stracił pracę.. i co wtedy? Wtedy wszystko zaczyna być wspólne. Więc dla mnie jest to bezpieczniejsze i zbliżające. Amen
Rozdzielność rozdzielnością ale ile małżeństw mieszka tak że jego jest jego a jej to jej?moje jest jego więc czemu jego jest jego?zajmuje się praniem sprzątaniem gotowaniem zarabiam ale nie mogę już być równą jemu?mam faceta na poziomie finansowym ok a sama mam żyć inaczej niż on?patrzeć jak kupuje big stary i myśleć że ja od roku nie pozwalam sobie na nowe dzinsy?halo,to po co my jesteśmy razem?jak tu dziecko począc i wychować?on mi zrobi a ja je sfinansuje,zajmę się nim a w razie w.dzieci pod pachę iok,mamo przyjmij mnie bo mi partner nic nie zapewnił?
Chomik,miło się czyta to co piszesz,staję się pewna swoich racji.Nie umiem tylko o nie zawalczyć
Amy dziękuję i ja naprawdę tak uważam i Ty masz rację. Wkońcu coś w Tobie pękło - i bądź dumna! Bo to znaczy, że zaczynasz dojrzewać do zmian. Osoby dobre i uległe zawsze ucierpią, bo dadzą się wykorzystać, coś o tym wiem.. Ale nie możesz być dojną krową (mówiąc brzydko) faceta, który ma kupę kasy! Gość naprawdę musi być cwany.. przepraszam, ale to jest chamstwo żeby wymagać za 1300 zł utrzymania całego domu od Ciebie, a on nowe zabawki kupuje czyli auta. Piotruś Pan.. współczuje kochana.. Powiedz, że potrzebujesz np. 300zł na zakupy, bo skończyło się jedzenie, chemia i koledzy obiad dziecku zjedli więc sorry..Albo nie podawaj kolegom obiadu mówiąc: "Przepraszam kochanie, ale nie ma obiadu dla Twoich kumpli, bo ja zarabiam 1300zł i muszę utrzymać sibie, dziecko i na dodatek Ciebie, więc dla kumpli nie starcza. Ale możesz ich przewieźć swoim autem, a nawet dwoma
" Odwracasz się na pięcie, a jemu kopara opada do podłogi ![]()
No gdybys tak powiedziała przy jego kumplach ze zarabiasz 1300 i go utrzymujesz to ale byłoby mu wstyd ........
On uważa że ja mam za dużo rzeczy,że wogóle nie potrzebuje.Nie dał by mi 500.Powiedział by że nie ma,że dużo wydatków,planów ma a mi nie potrzeba.No tak,on nie wie ile kosztuje życie.Bo z kąd.Konieczność uczenia kogoś życia męczy mnie.To że ja wg.muszę mu mówić te rzeczy,że on sam nie jest ani trochę taki by mnie zrozumieć.Zaliczyliśmy już nie jedną wojnę pt."która dziewczyna kładła by kase w dom teściowej,nic tu nie jest twoje ani moje,zamieńmy się rolami,ja płacę rachunki ty jedzenie".Zawsze temat umierał gdy po 3 cichych dniach znów zaczynał się odzywać.Mogę iść do niego nie wybuchajac ale pewnie obróci temat w żart,trochę się obrazi,wyśmieje a ja dla spokoju przestanę o tym gadać.
61 2015-05-12 21:48:30 Ostatnio edytowany przez Lenaa1983 (2015-05-12 21:49:12)
No to jak nie wie ile kosztuje zycie trzeba go tego nauczyc ![]()
Nie wiem jak ale pewnie ktos cos podpowie.
Dla pozornego spokoju przestaniesz o tym gadać. Ale spokoju czyjego? Bo przecież nie Twojego. Potem Tobie jest źle, przykro i się z tym gryziesz Amy.. JEGO spokoju, bo on nie musi brać odpowiedzialności i nie musi być mężczyzną tylko chłopcem bawiącym się w dom z dojrzałą kobietą ![]()
No gdybys tak powiedziała przy jego kumplach ze zarabiasz 1300 i go utrzymujesz to ale byłoby mu wstyd ........
Po cichu juz jego kolega rozpowiedziałam że go utrzymuje.Przy nim nie mam na razie odwagi.Zrobię,już zrobiłam..hm dziś nie ma wędliny,nie kupiłam,wróci,zje suchy chlebek.Aż pójdę do kuchni na obserwację.Jak nie dziś to rano przy śniadaniu.I trzeba być konsekwentnym długotrwale.
Super! pierwszy krok za Tobą
terapia szokowa wskazana dla niego..
65 2015-05-12 22:11:02 Ostatnio edytowany przez Eileen (2015-05-12 22:14:35)
Eileen napisał/a:Nie obraźcie się, ale nie rozumiem jednego. Napiszę tak ogólnie, nie chce mi się cytować wypowiedzi. Większość osób była za wspólnym budżetem, ale takim, w którym autorka płaci proporcjonalnie mniej - bo i mniej zarabia. Jednocześnie wcześniej było o obowiązkach domowych - że mają się dzielić np. sprzątaniem.
Czyli tak - płacić nie po równo, ale zajmować się domem - równo. Do tego facet autorki coś mówił o garażu i czymś tam, co jeszcze robi. Poza tym powinien jej się dokładać do benzyny i do dziecka. Khem khem...Do tego nie rozumiem tego z domem. Czyli autorka chce domu, coś było o rychłej - odpukać - śmierci partnera. Czyli dom ma być wspólny, jak rozumiem, większość/wszystko by poszło z finansów mężczyzny, on umrze kiedyś, a dziedziczy autorka, a potem jej córka?
Ja się przychylam do zdania MamyMamusi, niestety. Autorka sobie wymarzyła, że facet ma dawać pieniądze, bo dla niego to mało, ma zapewnić dom, ma się opiekować jej dzieckiem i ma wykonywać obowiązki domowe. Generalnie to są rzeczy hm... materialne albo jakieś czynności niezwiązane z uczuciami. A co w takim razie będzie robić autorka? Bo zapytana o to, dlaczego jest z facetem, wymieniła sporo rzeczy uczuciowych, z których wynika, że facet jest okej - wsparcie, bezpieczeństwo, miłość i inne. Jak rozumiem, to autorka też daje facetowi. Dlaczego więc on ma robić o wiele więcej? o.O
Czyli facet powinien rozrzucać brudy po domu ,kobieta gotować pomagać,ogarniać.On może ładnie zarabiać,jej może brakowac i on nie powinien jej pomagać finansowo,ba ona powinna go finansować na ile ją stać.Inaczej jest pasożytem,nie samodzielnym.swiadomość że dom który dzieli się z partnerem jest tylko jego własnością i ślub,lata razem ,wspólna przyszłość i wkładanie w niego swoich pieniędzy tego nie zmieni dobrze robi na feminizm i dobry sen nocą.Masz rację,bądzmy idealistkami,miłość to miłość,po co myśleć o przyszłości dziecka swojej jeśli można nie wymagać i żyć chwilą.Eileen,hm,bez urazy ale życia nie znasz.Ono werfikuje ideały ale dzięki za opinię
Nie zrozumiałaś mnie. Tzn. tak, ja sama jestem za osobnym budżetem czy podziałem pół na pół, ale nie o to chodzi. Nie mam nic przeciwko, jeśli nawet kobieta chce zajmować się tylko domem, a facet zarabia na wszystkich. Znaczy, to też może być jasny, równy podział - on kasa, ona dom. W porządku. Ale Ty próbujesz dążyć do tego, że obowiązki domowe na pół, a pieniądze daje on. Dom też ma załatwić on. Trochę niesprawiedliwe?
O przyszłości dziecka jak najbardziej trzeba myśleć, ale chyba to powinni zapewnić rodzice? A na razie - tak przynajmniej zrozumiałam - ten dom, w którym mieszkacie, jest budynkiem gospodarczym jego matki. Chyba że źle myślę, to mnie popraw. Ale jeśli tak, to z jakiej racji oczekujesz, że on i ona Twojemu dziecku mają cokolwiek zapewniać? Mówisz o wkładaniu pieniędzy... cóż, to raczej naturalne, skoro tam mieszkasz. Chyba że uważasz, że powinnaś mieć dach nad głową całkowicie za darmo.
Idealistka? Życie chwilą? Ja? o.O To nie ja czekam, aż KTOŚ mi coś zapewni, KTOŚ coś da mojemu dziecku, KTOŚ zadba o mnie itd. Tylko Ty. Nie żyję chwilą tylko dlatego, że niczego od nikogo nie oczekuję. Wprost przeciwnie. Sama odpowiadam za siebie i wystarczy. Życiem chwilą nazwałabym czekanie, aż ktoś coś zrobi za mnie. ![]()
patrzeć jak kupuje big stary i myśleć że ja od roku nie pozwalam sobie na nowe dzinsy?halo,to po co my jesteśmy razem?
Kwintesencja materializmu - to jesteś po to, żeby on Ci coś kupował?
Po cichu juz jego kolega rozpowiedziałam że go utrzymuje.Przy nim nie mam na razie odwagi.Zrobię,już zrobiłam..hm dziś nie ma wędliny,nie kupiłam,wróci,zje suchy chlebek.Aż pójdę do kuchni na obserwację.Jak nie dziś to rano przy śniadaniu.I trzeba być konsekwentnym długotrwale.
Po cichu to niech on narzuci czynsz/opłaty za wynajem Tobie i Twojej córce.