Cześć, wypowiadam się czasem na forum, czytam trochę wątków i dlatego liczę, że jakoś mi doradzicie, bo mi samej skończyły się pomysły.
Otóż, mam 28 lat, mój narzeczony tyle samo, jesteśmy razem od ponad roku. Na początku znajomości zapytał w ilu byłam związkach. Szczerze powiedziałam, ze w 2 kilkuletnich. ON nie był w żadnym, nie miał nigdy dziewczyny - czekał na tą jedną idealną. Ja byłam idealną do momentu zadania tego pytania. I od tego czasu co jakiś czas ten temat wypływa na powierzchnię- jak mogłam być w związku i spać z kimś, mowić, ze kocham, a teraz być z nim, jako kolejnym. On tego nie rozumie, a ja nie potrafię mu wytłumaczyć, że jest dla mnie tym jedynym i ostatnim.
Planujemy ślub, a ja mam powoli dość, on mówi jedno ja drugie.
Co kilka tygodni wypływa temat na powierzchnię " że czuje się zdradzony, że go zdradziłam z innymi", a przeciez to nie jest prawda, bo go nie znałam! ale on ma do tego inne podejście- takie idealistyczne.
O byłych nie wspominam, nie mam z nimi kontaktu, nic mnie z nimi nie łączy.
Wiem, że on ma niską samoocenę, ja staram się go podbudowywać, ale wystarczy impuls w postaci jego rodziny i znowu zaczynamy od zerowej samooceny.
O tyle dobrze, że on zdaje sobie sprawę, ze jest źle i nie mozemy tak tego ciągnąć i szuka teraz dla siebie psychologa.
Może ktoś miał podobny problem?
Czytałam w innych wątkach, że dziewczyny których mężczyźni mieli wcześniej partnerki pamiętały o tym przez ponad rok...