Mam żal do rodziców, bo pozwolili iśc mojej siostrze na te same studia co ja. Zawsze mnie wspierali, byłam ambitna, jakby zachęcali mnie do wszystkiego. Moja siostra zawsze była bardziej nieogarnięta. Teraz jest tak, że z powodów programowych mój rok spadł na jej rok. Będziemy ze sobą konkurować na magisterkę. Mimo,że jestem starsza.
Ja wszystko robię sama. Ona jako młodsza zawsze o wszystko się mnie pyta. Zawsze ma ode mnie odpowiedzi, od moich znajomych. Ma przez to lepsze oceny. Nie potrafię się z tym pogodzić, bo jej wszystko idzie tak łatwo- ja zawsze musiałam przecierać szlaki. Ona teraz np ma obronę wtedy co ja a i tak wyjeżdża sobie na wakacje i na wycieczki. Ja nie mogę bo mam ciśnienie dyplomowe. rodzice jej pozwalają- ona chce. Jakby do wszystkiego podchodzi na luzie. Niby wszpiera mnie itp. Ale mnie to wkurza. Nie wiem jak zniosę ją na magisterium jesli razem nawet mieszkamy w jednym mieszkaniu. Nie wiem co mam robić. Czy się wyprowadzić?
Może to błąd rodziców, że pomimo jej niezaradności wypchnęli ją na te same studia co ja- i ja teraz mam gorzej, trudniej?
Kocham ją, jest moją siostrą, przyjaciółką ale czasem mam już tego dość. I zawsze są te same imprezy, łączą się nam znajomi. Ja mam już dość. Rzygam tym wszystkim.
Nie wiem co zrobić.
Jej koleżąnki są nawet bardziej ambitne niż ona, kujonki a ona zawsze na luzie- zawsze wszystko miała po mnie, nigdy się nie stresowała....
Po prostu już nie mogę.
Co mam robić? Pozdrawiam.
Ps dodam jeszcze, że nadal czasem rodzice traktują nas jako jedną jednostkę. Jest 2 lata różnicy- mysłalam, że będzie inaczej. Ta sama podstawówka, gimnazjum- chociaż liceum było inne. I teraz te same studia. Nawet jak wychodzę na imprezę to zawsze jest - a przyjdziesz z X? Wróćcie razem bo będzie bezpieczniej. I to ja zawsze się martwię, że ona gdzies się błąka a powinnam się cieszyc zyciem i mieć wszystko w d**pie. Mam taką blokadę i bariere przed tym, że razem mieszkamy nei wiem nawet jak to określić.