Kochane, błagam pomóżcie.
Mam pewien problem.. Tak jak w temacie chodzi o moje obawy, lęki przed randkowaniem. Sama nie wiem, z czego to wynika, ale odkąd pamiętam, ilekroć jakiś chłopak zaprasza mnie na randkę to od razu chcę się jakoś wymigać. Nie chodzi o to, że nie chcę czyjejś miłości czy boję się odrzuceniem, nie tego typu mam problem..
Wczoraj zaprosił mnie na randkę kolega, który od długiego czasu mi się podoba, i wiem, że ja mu też. Ale w momencie, kiedy napisal do mnie wiadomosc, zwlekalam strasznie dlugo z odpowiedzia, a pozniej wszystko toczylo sie w strone spotkania się, wiec coraz bardziej nasilał się u mnie jakis bol brzucha, glowy, zle samopoczucie. Jak temu zaradzić? Jak nie skreślać każdego? bo nawet nie wiem, z czego to wynika!?
nie mam jakis strasznych kompleksow, chociaz nie lubie, kiedy tez jakis chlopak patrzy na mnie, powiedzmy ze, z zachwytem, bo od razu jestem strasznie skrepowana.. Blagam zaradzcie cos. Bo juz nie moge tego wytrzymac. I proszę, nie piszcie, żebym się przelamała, bo to robię od wielu miesięcy. Wczoraj od razu mu odpisalam na zaproszenie pozytywnie. Byl to dla mnie wysilek. Spławianie co następnego kolesia też mnie nie ratuje. \
ps mam 23 lata.. wiec też 'samo nie przejdzie'