Twoje podejście do tematu zakłada, że uprawianie z kobietą seksu jest "zdobyciem jej". Że seks jest czymś co mężczyzna zdobywa a kobieta daje. Nie wiem skąd się takie podejście bierze, ale jest mało inteligentne... Jakieś takie bezrefleksyjne powielanie haseł, które gdzieś ze średniowiecza pokutują...
Uważam, że nie ma czegoś takiego jak łatwa dziewczyna. To pojecie może mieć jakąś rację bytu najpóźniej w gimnazjum, gdzie szczeniaczki - samce mają parcie na "zaliczenie czegoś" i od niektórych szczeniaczków - samiczek mogą to dostać z takich samych powodów poznawczych. Więc wtedy może funkcjonować określenie "łatwa dziewczyna" na taką, która jest chętna do wzięcia udziału w tym zaliczaniu.
W wieku 25+, kiedy już większość najbardziej opóźnionych szczeniaczków dorośnie - przestaje funkcjonować pojęcie "zaliczania". Wedy ludzie uprawiają seks - za obopólną zgodą, dla obopólnej przyjemności, ze społecznym przyzwoleniem, bo "dorosłym wolno". I w tej kategorii wiekowej pojecie "łatwa", jeśli ktoś go używa, jest dla mnie przejawem ograniczonych horyzontów myślowych.
To, że seks jest zarezerwowany dla osób w dłuższej relacji to tylko pogląd niektórych osób. I nie widzę powodu, dla którego ten pogląd miałby być lepszy od tego, że można seks uprawiać i z nieznajomym. Niektórzy maja takie poglądy, inni inne - bez sensu jest obrażać wyznawców innych poglądów tylko dlatego, że samemu uważa się inaczej. Nigdzie nie udowodniono, że jedno podejście jest lepsze od drugiego.
"Wskakiwać do łózka" z góry zakłada, że jest to coś negatywnego. Nigdy nie wskakiwałam nikomu do łóżka. Natomiast zdarzało się, że decydowałam się na seks na pierwszym spotkaniu. To ja wybierałam swoich partnerów seksualnych, więc jakim cudem mężczyzna miałby się chełpić, że mnie zdobył? Wcale nie trzeba było zdobywać - jak mi się podobał to decydowałam się na seks. Koniec filozofii. Czy dla nich byłam łatwa? A ci, których odrzuciłam (czyli większość) powinni uważać, że jestem "trudna"? Czy może też, że "łatwa" - tak, żeby sobie poobrażać kogoś, kto ich nie chciał?
Wyznając filozofię, że kobieta ma prawo iść do łóżka z kim chce i kiedy chce oszczędziłam sobie tych wszystkich bzdurnych gierek z udawaniem zainteresowania związkiem, zwodzenia biednych, zauroczonych chłopaczków, liczeniem randek (bo pocałunek dopiero na trzeciej powinien być
) itp., itd.
Niektórzy faceci mogli liczyć na seks ze mną, ale nic poza tym. Żaden z moich kochanków nie dostał moich uczuć. Cóż to więc za definicja "łatwości", która zakłada, że ciało jest ważniejsze od uczuć?