Witam.
Nie wiem, właściwie, od czego zacząć...
O zdradzie męża dowiedziałam się 2 miesiące temu, ale od początku.
Między nami było zupełnie różnie, dawniej.
Gdy pojawiło się dziecko, a właściwie moja ciąża, postanowiłam zaufać jego obietnicom znowu. Nie brnęlam w to ślepo - sama nie wyobrażałam sobie życia bez niego oraz że moje dziecko będzie miało rozbitą rodzinę. Postanowiliśmy spróbować od początku, zostawiając przeszłość za sobą. Dziecko ma dziś 16 miesięcy, po ślubie jesteśmy 18 miesięcy.
Mąż wyjechał za granicę za pracą, oraz by spłacić swoje długi, które narobił z własnej głupoty w czasie, kiedy się rozstaliśmy prawie 3 lata temu.
Przyjeżdżał do mnie na parę dni w miesiącu, także więc odległość - takie mam wrażenie - zdystansowała nas do siebie i sprawiła, że między nami było lepiej.
Dziecko sama praktycznie wychowałam do tej pory.
We wrześniu wyjechałam do męża za granicę, pełna obaw, lecz jednak z nadzieją w sercu, że będzie dobrze, że w końcu koniec samotności (wyjeżdżał od 2011 roku), że rodzina będzie w komplecie. Myślałam: albo się nam uda, albo rozstaniemy się godnie, ale w poczuciu, że spróbowaliśmy dla dziecka zostać rodziną. Ja, nie ukrywam, kocham męża i darzę go szacunkiem, może nie tak mocno, jak niegdyś, może nie tak jak powinno być, ale jednak.
Gdy wyjechałam zaczął się koszmar, którego preludium doświadczyłam przed ciążą. Mąż codziennie, sukcesywnie mnie niszczył. Nie miał już oporów, nie było z nami rodziny, ani znajomych. Wiedział, że ma mnie w szachu. Po miesiącu przestaliśmy współżyć. Ja już nie byłam w stanie, czułam się jakby mnie ktoś gwałcił, i to za moim przywoleniem, bo fizycznie się nie broniłam, więc w moim mniemaniu było to jeszcze gorsze. Rozmawiałam, prosiłam, pisałam listy, krzyczałam i tak w kółko, powtarzając mu, że nie może mnie nie szanować przez cały dzień, a wieczorem na zmęczonej i obrażanej wymuszać seks. Mój mąż miał na to jedną odpowiedź: będzie łóżko, będzie dobrze. Jednak tak nie było!
W grudniu pojechałam z dzieckiem i naszym samochodem na lawecie, który zepsuł mąż i zaniedbał. Mąż został sam na 2 dni, jak się dowiedziałam, już zaczął pisać z NIĄ, swoją znajomą na FB. Już pod choinkę nie dostałam żadnego prezentu, on ode mnie owszem. Chodził naburmuszony, zły, że kupuję w końcu dziecku rzeczy, zabawki. O wszystko zresztą miał pretensje, a zwłaszcza o pieniądze, które wydaję wg niego "jak tylko są, to wymyślam, żeby tylko coś kupić". Uwierzcie mi, nie jestem zakupoholiczką, odkąd z nim jestem chodzę i wyglądam jak dziad, rzuciłam się na sklepy gdy przyjechaliśmy na święta bo dostaliśmy zaległe pieniądze na dziecko, więc je wykorzystałam na dziecko, w małym procencie, reszta poszła na naprawę samochodu, grube tysiące.
W międzyczasie dopuściłam się haniebnego czynu jakim jest sprawdzanie komórki mojego męża, ponieważ ja i mama zauważyłyśmy, że z kimś ciągle pisze, i to nawet do późna. Nawet jej to pisał, że my się czepiamy go i wypytujemy... Udało mi się część tych wiadomości przejrzeć, reszta była sukcesywnie wykasowywana. Pod koniec grudnia mąż zaczął gadać, że da mi pieniądze z państwa na dziecko - te rodzinne i żebym nie podawała go o alimenty, bo tamtego rodzinnego na dziecko jest więcej, więc mi się to bardziej opłaci I gdy zacznę z nim walkę i pozwę go o alimenty, to stracę. Byłam w szoku. Po nowym roku mieliśmy poważną rozmowę, mama popilnowała nam dziecka, a ja powiedziałam otwarcie, że jeżeli tak będzie dalej wypisywał z nią, to z nami koniec. Zaznaczyłam, że może mieć koleżanki i znajome, może z nimi rozmawiać, ale nie ciągle i do 2 w nocy tak, że następnego dnia jest nieprzytomny, pokłada się po kanapach i nie ma siły by mi pomóc, opiekować się dzieckiem, chodzi zaspany i popełnia błędy. Ponadto - wszystko mu powiedziałam, albo będzie z tym porządek, albo z nami koniec. Miałam dosyć jego przyjaciółki wiecznie wtrącającej się, tego że w znajomych ma dziewczynę, z którą przed małżeństwem mnie zdradził (całowali się tylko - tyle wiem) i kontaktuje się z nią. Zarządałam szacunku. Parę dni później wyjechał do naszego domu, do pracy, ja musiałam zostać z dzieckiem, bo samochód był w naprawie a i wózek dziecka oddany do naprawy na gwarancję. Jak się później miało okazać, już kochanka miała z nim jechać do naszego domu wtedy, ale rezygnuje, przyjeżdża parę dni później busem, za nasze pieniądze. Przez tydzień mieszka w naszym domu, je, śpi, kąpie się... wszędzie tam gdzie ja, za moje pieniądze, za dziecka, za męża... Szwenda się po domu do późnego popołudnia, bo mąż w tym czasie chodzi do pracy.
W sumie u mamy spędziłam 2 miesiące, z walizką spakowaną na 2 tygodnie. Jeździłam wiele razy po samochód z dzieckiem na drugi koniec miasta, bez wózka, z rozwaloną kurtką.
W końcu! Samochód odebrany, mąż przyjeżdża na walentynki. Daję mu prezent i kartkę, on zaskoczony, w walentynki nie ma go 4 godziny, bo pojechał za granicę (mieszkamy blisko granicy), by wybrał pieniądze, kupuje mi prezent. Załatwia sąsiadkę, by wieczorem zabrać mnie do pubu. Jest miło, całujemy się, jednak nie śpimy, wyczuwam w nim dystans. 15go jedziemy do innej miejscowości, do jego rodziny. Mamy już wracać, idę jeszcze na siku. Wracam, a tam zastaję JĄ. Przy naszym samochodzie, dziecku, przy nim. Przedstawia nas sobie. Zachowuję się jak gbur - przez samochód rzucam zdawkowe "cześć", wkurwiona, że przez takiego bazyla się kłócimy. No i co ona tu robi? A mąż chciał przez całą wizytę wyjść gdzieś, a to do sklepu, a to tu, a to tam. Zatrzymuję go, irytuje mnie, że ciągle gdzieś chce latać, wychodzić jak zwykle i przychodzić, teraz wiem, czemu... Tłumaczę: zostań, razem wszyscy wyjdziemy.
Za 2 dni wyjeżdżamy za granicę, do naszego domu. Kłótnie trwają, o wszystko i o nic, pretensje jego i zarzucanie mnie gównem, tak, że słońca nie widziałam. Po przyjeździe kochamy się, bez zabezpieczenia.
Na następny dzień, zupełnie przypadkiem, włączam laptopa męża, gdyż mój jest gdzieś w torbach, w reklamówkach, a dużo tego, nie zdążyłam się rozpakować do końca. Laptop się włącza, siostra puszcza strzałkę, dzwonię do niej. Na pulpicie pojawia się Skype, a tam od razu rozmowy z nią... od dołu, od końca, buźki, zapewnienia o miłości itd... Przewijam i rozmawiając z siostrą, wpadam w płacz... Myślałam, że to żart, okrutny, przebrzydły, świat mi runął. Siostra każe mi wszystko skopiować i przesłać. Ja pozwalam sobie wszystko przeczytać dopiero 1.5 miesiąca później w całości.
Myślę, co robić, w końcu wszystko rozwiązuje się samo: mąż przychodzi z pracy, chce mi dać buzi, ja się uchylam. Idzie za mną do kuchni, z pretensjami, że jak to, co ja znowu odpier...m. Odpowiadam: bo kochasz inną kobietę. Prawdy z jego ust nie dowiem się już ani razu, w całości, kłamie, jak tylko może, omija prawdę i się mota. Wybiera mnie i dziecko: rodzinę. Ona deklaruje, że nie będzie się z nim kontaktować, przeprasza. Zerwał z nią nie przy mnie, lecz kiedy go nie było w domu.
Po 1.5 mies. W końcu przyjeżdża po mnie i dziecko mój tata. Mogę odetchnąć. Zaczyna się mój koszmar... Burza uczuć, gniew, nienawiść, tęsknota, wszystko na raz i każde osobno - spala mnie, mam uczucia paniki, duszności, nie mogę spać itd. Jest mi bardzo niedobrze, idę w środę do gin, zbadać się, bo on z nią też bez zabezpieczenia... zbiera mi się na wymioty.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że mój mąż raz wypisuje, że bardzo żałuje, tego co zrobił i jaki jest samotny (pisze tylko o swoim bólu), a drugi raz, jak np. wczoraj wyzywa mnie. Twierdzi, że ze mną nie da się żyć, że zdradził mnie, bo brakowało mu ciepła i miłości, a także seksu. Ale mnie też tego brakowało i o tym z nim usiłowałam rozmawiać. Nie jestem zimną rybą, chciałam chodzić z nim na terapię, ale się opierał, byliśmy zaledwie parę razy, ale to wiele, wiele miesięcy wcześniej. Nie robi nic, by mi udowodnić, że wybrał nas. Z kochanką naliczyłam 4 kontakty o których wiem, ostatnio rozmawialiśmy przez godzinę, że ona się z nim kontaktowała, bo chce mnie na policję podać. Podobno ktoś w necie znalazł jakąś informację o niej. I wyssło, że to ja niby na nią napisałam. Kolejna afera wybuchla, gdyż moja siostra napisała do jej rodziców na FB, co ich córka zrobiła... też wszystko odbiło się na mnie. Wyżył się. Nie daje mi spokoju, obwinia o zdradę, poniża i wyzywa, pisze, że nigdy sobie nikogo nie znajdę, że nikt ze mną nie zechce być że nienawidzi mnie za to i za to... Potem jest miły i pyta o dziecko. Gdy nie odpisuję, bo nie chcę pozwolić, by mnie bardziej wdeptał w ziemię, oskarża mnie o granie dzieckiem i utrudnianie kontaktu. Mam dość, jestem na skraju, rodzina radzi, bym się odcięła, nie pisała, zablokowała, ja jednak boję się jego reakcji, oskarżeń. Do maja ma się wyprowadzić z naszego mieszkania, ja muszę wrócić za granicę, do chirurga i z dzieckiem na szczepienie. Ociąga się z tym jednak, inni mi mówią, że on się nie wyprowadzi. Dziecko idzie do żłobka od sierpnia, a on ciągle nie może sobie znaleźć odpowiedniego mieszkania. Boję się go totalnie olać, bo ja języka nie znam, bo mamy jeszcze pewne sprawy do załatwienia.
Jeszcze tylko dodam, że po tym, jak się dowiedziałam wielokrotnie usiłował mnie zaciągnąć do łóżka, dobierał się do mnie w bardzo brutalny sposób, zwłaszcza przy dziecku, bo wiedział, że ja nie chcę by dziecko widziało przepychanki, słyszało kłótnie, chociaż niestety, ale tak się stało i teraz jest znerwicowane. Ponadto proponował mi, byśmy jednak mieszkali razem, że w mieszkaniu 3 pokojowym nie będziemy się widzieć nawet. Ja jednak tego nie chcę. Totalna bzdura. A plan wobec mnie miał taki, że ja miałam iść sprzątać, dziecko do żłobka na 9 godzin zapisał, a kochance miał załatwić pracę na produkcji. O to sprzątanie się ciągle kłóciliśmy, ja chciałam iść najpierw do szkoły językowej. Prosił kochankę o rok czasu, na poukładanie wszystkich spraw. Teraz się tego wypiera, jak zresztą wielu rzeczy w naszym życiu, że tak nie zrobił, nie powiedział... Przed jej przyjazdem kupił też parę rzeczy do domu, m.in. sztućce, z których ona zjadła pierwsza, a o których kupnie mówiłam od paru lat.
Niby wiem, co mam robić, ale wiecie co? Ja się go naprawdę boję.
Czeka mnie niepewna przyszłość za granicą, nie wiem jak to będzie i czy będzie, do kraju wrócić za bardzo nie mam jak i gdzie i też mam problem z pracą tutaj.