Witam! Mam na imię Daniel, mam 26 lat i jestem tu nowym użytkownikiem. Piszę tutaj, dlatego, że chciałem zaczerpnąć waszej porady. Moja sytuacja wygląda tak. Na początku roku poznałem dziewczynę. Już po pierwszym naszym wspólnym spotkaniu wiedziałem, że to może być ta, na którą tyle czekałem. O nietypowej urodzie, a do tego bardzo grzeczna, miła, skromna i ułożona ? tym mnie urzekła. Po pierwszej randce okazało się, że ja również jej przypadłem do gustu. Na drugi dzień dostałem od niej wiadomość, że z tego względu na to, że jestem od niej starszy o 7 lat nie chce dalej kontynuować naszej znajomości. Było mi przykro, ale odpisałem, że rozumiem jej decyzję. Po czym po 3 dniach napisała mi smsa, że przemyślała to wszystko, bo nigdy wcześniej nie spotkała tak ciekawej osoby jak ja i chce się ze mną spotkać. I tak spotykaliśmy się przez miesiąc, wszystko szło dobrze, ja zdążyłem się już zakochać i gdy myślałem o tym, aby porozmawiać z nią, że tak powiem o oficjalnym byciu parą to dostałem od niej wiadomość, że dużo myślała o naszej znajomości i jej uczucia mówią jej o tym, że nic z tego nie wyjdzie. Nie drążlem tematu, dlaczego tak się stało, nie znam dokładnej przyczyny. Nie zrobiłem jej też nic złego, cały czas wszystko było jak należy. Załamałem się, ale nie dałem jej po sobie tego poznać, grzecznie odpisałem, że rozumiem i szanuję jej decyzję. Nie rozmawialiśmy od tego czasu przez miesiąc, po czym ja zagadałem do niej na jednym z portal z zapytaniem co u niej słychać i tak rozmawialiśmy w miłej atmosferze jakieś 2 godzinki. Postanowiłem jeszcze raz spróbować. Po kilku dniach od ostatniej rozmowy sprawiłem jej dość nietypową, ale taktowną niespodziankę z przesłaniem i wiadomością, że mi na niej bardzo zależy i z prośbą o jeszcze jedno spotkanie. Była bardzo mile zaskoczona, niespodzianka sprawiła jej dużą radość jednak powiedziała mi, że nie zmieni to jej uczuć. Po tym była jeszcze dwudniowa wymiana smsów, jednak jakiekolwiek moje próby zaproszenia jej gdzieś były grzecznie, ale stanowczo tonowane.
Bardzo mi teraz przykro, że to się tak skończyło. Normalnie bym odpuścił i zapomniał o niej, ale czuje, że o nią jednak warto zawalczyć. Choć wiem, że moja sytuacja nie wygląda w tej chwili najlepiej. Chciałem też napisać, że znam swoją wartość, dbam o siebie, wykonuje zawód, który ma największe zaufanie w kraju i bez żadnego chwalenia się tutaj oraz obiektywnie na siebie patrząc wiem, że różnię się od innych facetów. I tu pytanie do was czy po tym wszystkim odpuścić sobie zupełnie czy odczekać trochę i znów spróbować ją przekonać do siebie. Jak wy byście kobiety zareagowały na takie kolejne próby? Dodam, że oczywiście chciałbym to zrobić w granicach rozsądku, bez najmniejszych oznak natarczywości.
Do tego przekonuje mnie fakt, że w gronie moich przyjaciół jest kilka takich długo wyczekiwanych i "wychodzonych" przez jedną ze stron związków i to dodaje mi trochę nadziei.