Witam wszystkich serdecznie. Mam dość duży problem i nie wiem sama jak się z tym uporać. Oboje z chłopakiem jesteśmy 2 lata i tworzymy poważny związek. Jeżeli te informacje są kluczowe to dodam że mam 23 lata, a on 24. Planujemy wspólna przyszłość. na samym początku związku, kiedy się poznawalismy był bardzo ostrożny, bał się pójść ze mną w miejsce publiczne, a o jakimkolwiek zapoznaniu z jego kolegami nie było mowy.Powtarzał jednak ze bardzo mu zależy i traktuje mnie strasznie poważnie. Dodam że nie był wcześniej w żadnym związku. Zależało mi na nim wiec dużo rozmawialiśmy. pytałam czy ktoś wcześniej go skrzywdził bo jego zachowanie nie jest normalne jednak cały czas słyszałam, że wszystko jest w porządku. Wlozylam w ten związek cholernie duzo pracy. Z biegiem czasu nabieral pewności siebie, zaczęliśmy wychodzić razem w różne miejsca. Jeżeli chodzi o jego charakter to jest dla mnie generalnie dobra osobą no ale cóż facet ma kolosalne problemy z zaufaniem do mnie i to się przejawia nawet w drobnostkach. NIGDY NIE DAŁAM MU POWODU ABY MI NIE UFAL. Mam normalnie znajomych na studiach, on prawie wszystkich zna. Nie kryje się z tym ze mam chłopaka. Jestem mu wierna, nie okłamuje go. Będąc z nim nigdy nie spotkałam się z żadnym chłopakiem. Zawsze staram się mówić prawdę. jego brak zaufania przejawia się tym że gdy jest jakaś dwuznaczna sytuacja to on zawsze wybierze ta najgorsza opcje. Niby jest fajnie ale jak się zdenerwuje to słyszę ze "ooo napewno mnie zdradzasz","Widzę ze tobie zależy tylko na seksie","fajnie się mnie wykorzystuje??" Jest mi przykro słyszeć takie rzeczy, szczególnie ze ja nic nie robie złego. Były szantaże, ucieknie i straszenie zerwaniem. On jest biedny pokrzywdzony przez los. Zawsze odwróci kota ogonem. I to ja jestem najgorsza. Podejrzewam że gdyby ktoś mu opowiedział fikcyjna sytuacje w roli głównej ze mną od razu by uwierzył i bym oberwała. Kocham go ale widzę ze ma straszne problemy ze sobą. A może to ja robie coś źle? Zastanawiam się czy nie zakończyć tego związku
nie wiem jak z nim rozmawiać ![]()
1 2015-04-19 13:23:28 Ostatnio edytowany przez ewelina01 (2015-04-19 13:25:23)
Podobne tematy
Skoro wiedział ze będą takie problemy mógł nie wchodzić w związek. Mi się wydaje ze musiałaś kiedyś coś zrobić nawet przypadkiem ze on Ci aż tak nie ufa bo to jest jakieś chore.
Skoro wiedział ze będą takie problemy mógł nie wchodzić w związek. Mi się wydaje ze musiałaś kiedyś coś zrobić nawet przypadkiem ze on Ci aż tak nie ufa bo to jest jakieś chore.
Ja nic mu nie zrobiłam złego. Czasami jak każdy człowiek mam zły dzień ale bez przesady. Nie wiem skąd ten brak zaufania do mnie. Pomocy! ![]()
-NIGDY NIE DAŁAM MU POWODU ABY MI NIE UFAL.
-jak się zdenerwuje to słyszę ze "ooo napewno mnie zdradzasz","Widzę ze tobie zależy tylko na seksie","fajnie się mnie wykorzystuje??"
-ze ja nic nie robie złego.
-Były szantaże, ucieknie i straszenie zerwaniem. On jest biedny pokrzywdzony przez los. Zawsze odwróci kota ogonem. I to ja jestem najgorsza. -A może to ja robie coś źle?
Zastanawiam się czy nie zakończyć tego związkunie wiem jak z nim rozmawiać
Zakończ.
Jak sama napisałaś - nie dałaś mu powodów, by Ci nie ufał. Jednak on dalej nie ufa. A po takim długim czasie już powinien. Wydaję mi się, że on raczej terapeutki potrzebuje niż partnerki... Będziesz mu wiecznie udowadniać, że nic złego nie robisz, a on wiecznie będzie Cie podejrzewał. I tak w kółko. I będzie ten problem rósł. Chłopak z góry sobie założył, że go zdradzisz. Nawet jak nie zdradzisz, to on uzna, że na pewno to zrobiłaś. Kto wie, jak tak będziesz obrywać za niewinność, to może postanowisz przynajmniej na te wieczne kary zasłużyć i zaczniesz go zdradzać?
Sama już wydajesz się tym mocno skołowana - piszesz, ze nie robisz nic złego a potem pytasz, czy robisz coś złego.
Wlozylam w ten związek cholernie duzo pracy.
Tak sobie myślę, że "cholernie duzo pracy" można wkładać w wieloletni związek, który przechodzi kryzys, ale już na wstępie???
Czyli męczyłaś się z nim od samego początku, a początki są za zwyczaj piękne, z motylkami w brzuchu, z różowymi okularami na nosie.
Jeśli Twój ogrom pracy nad związkiem polegał na oswajaniu gbura, to raczej sukcesu nie odniosłaś - "Zawsze odwróci kota ogonem. I to ja jestem najgorsza."
Może Wasz związek jest poważny, jak piszesz, ale chyba niezbyt szczęśliwy.
Bezpodstawne oskarżania o rzekome zdrady, czy nielojalność, świadczą o braku szacunku do partnera i niskiej samoocenie.
Jeżeli po 2 latach Twoich starań, zabiegów i ciężkiej pracy on dręczy Cię w taki sposób, to prawdopodobnie będzie to robił nadal, chyba, że zawleczesz go na terapię, która może przyniesie jakieś pozytywne efekty...lub nie.
Czy warto?
ewelina01 napisał/a:Wlozylam w ten związek cholernie duzo pracy.
Tak sobie myślę, że "cholernie duzo pracy" można wkładać w wieloletni związek, który przechodzi kryzys, ale już na wstępie???
Czyli męczyłaś się z nim od samego początku, a początki są za zwyczaj piękne, z motylkami w brzuchu, z różowymi okularami na nosie.
Jeśli Twój ogrom pracy nad związkiem polegał na oswajaniu gbura, to raczej sukcesu nie odniosłaś - "Zawsze odwróci kota ogonem. I to ja jestem najgorsza."
Może Wasz związek jest poważny, jak piszesz, ale chyba niezbyt szczęśliwy.
Bezpodstawne oskarżania o rzekome zdrady, czy nielojalność, świadczą o braku szacunku do partnera i niskiej samoocenie.
Jeżeli po 2 latach Twoich starań, zabiegów i ciężkiej pracy on dręczy Cię w taki sposób, to prawdopodobnie będzie to robił nadal, chyba, że zawleczesz go na terapię, która może przyniesie jakieś pozytywne efekty...lub nie.
Czy warto?
Ja nigdy wcześniej też nie byłam w takim poważnym związku. Zależało mi na chłopaku i między nami zaiskrzylo. Ale ten brak zaufania niestety mnie przerasta. Szkoda mi zrywać ale rozmowy pomagają na krótki czas. Dopóki się nie zapomni i nie zacznie czegoś wypominac Jest dobrze. Niby mnie kocha i ciągle to powtarza ale mimo tych 2lat cały czas jest ostrożny. Ja mu daje wszystko co mam. On potrafi jedno słowo źle zrozumieć i się wycofuje.
Ja nigdy wcześniej też nie byłam w takim poważnym związku. Zależało mi na chłopaku i między nami zaiskrzylo. Ale ten brak zaufania niestety mnie przerasta. Szkoda mi zrywać ale rozmowy pomagają na krótki czas. Dopóki się nie zapomni i nie zacznie czegoś wypominac Jest dobrze. Niby mnie kocha i ciągle to powtarza ale mimo tych 2lat cały czas jest ostrożny. Ja mu daje wszystko co mam. On potrafi jedno słowo źle zrozumieć i się wycofuje.
Zainwestowałaś wiele trudu i wysiłku licząc na szczęśliwy związek, ale on Ci szczęścia nie daje.
Nie ma większego znaczenia jakie są powody jego braku zaufania; niska samoocena, złe doświadczenia z przeszłości, czy może przyjemność w gnębieniu Cię.
Istotne jest to, jak się z tym czujesz, czy nadal chcesz bawić się siostrę miłosierdzia i wybaczając mu wszystko, podawać bezustannie rękę?
Co z Twoim komfortem psychicznym, jak wyobrażasz sobie przyszłość z tym człowiekiem?
To nie jest brak zaufania a budowanie między wami jakiejś bariery. Opisałaś zachowanie jakiegoś dzikuska. Wstydził się wychodzić publicznie, wstydził sie kolegów i co to znaczy "fajnie się mnie wykorzystuje?"
mówisz, że Cię kocha - sama miłość to za mało. Jest jeszcze szacunek i zaufanie a on Ci tego nie daje. Uważam podobnie do przedmówczyń, że nic dobrego z tego nie będzie. Rozważyłabym zerwanie.
10 2015-04-20 10:06:23 Ostatnio edytowany przez ewelina01 (2015-04-20 10:06:57)
To nie jest brak zaufania a budowanie między wami jakiejś bariery. Opisałaś zachowanie jakiegoś dzikuska. Wstydził się wychodzić publicznie, wstydził sie kolegów i co to znaczy "fajnie się mnie wykorzystuje?"
Bariery? Na początku mam wrażenie ze wstydził się samego faktu ze jest w związku. Dopiero później mówił o tym otwarcie do ludzi. Jak się poklocimy często słyszę zdanie ze ja go wykorzystuje np była sytuacja kiedy byliśmy u niego w domu sami a ze to mój chłopak i mam na niego ochotę to zainicjonowalam coś więcej
podobało mu się to. Ale w kłótni krzyczy na mnie i mówi że widać ze mi zależy tylko na seksie. Każda sytuacje potrafi tak przeinaczyc żeby wyszło ze to ja jestem zła ze to ja jestem cwana i bawie się nim. Tak... nawet potrafię takie coś usłyszeć.
Jaki jest jego dom rodzinny i jego rodzice?
Jaki jest jego dom rodzinny i jego rodzice?
Ma brata który jest faworyzowany przez rodziców. On natomiast jest zrzucony ma drugi plan. Rodzice mimo wszystko są święci. Nie można powiedzieć na nich złego słowa. Zdarza się że żali mi się na rodziców ale kiedy ja proponuję jakieś radykalne rozwiązanie to jest już na mnie. Raz stwierdził że próbuje skrócić go z rodziną a ja tylko zaproponowałam coś.
Rodzice są dla mnie sympatyczni i widać ze lubią mnie ale mimo tych 2lat zostałam zaproszona do jego domu dosłownie może 4 razy. Zazwyczaj on przyjeżdża do mnie albo widzimy się na uczelni.
13 2015-04-20 11:55:11 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2015-04-20 11:55:39)
SonyXperia napisał/a:To nie jest brak zaufania a budowanie między wami jakiejś bariery. Opisałaś zachowanie jakiegoś dzikuska. Wstydził się wychodzić publicznie, wstydził sie kolegów i co to znaczy "fajnie się mnie wykorzystuje?"
Bariery? Na początku mam wrażenie ze wstydził się samego faktu ze jest w związku. Dopiero później mówił o tym otwarcie do ludzi. Jak się poklocimy często słyszę zdanie ze ja go wykorzystuje np była sytuacja kiedy byliśmy u niego w domu sami a ze to mój chłopak i mam na niego ochotę to zainicjonowalam coś więcej
podobało mu się to. Ale w kłótni krzyczy na mnie i mówi że widać ze mi zależy tylko na seksie. Każda sytuacje potrafi tak przeinaczyc żeby wyszło ze to ja jestem zła ze to ja jestem cwana i bawie się nim. Tak... nawet potrafię takie coś usłyszeć.
Brak zaufania inaczej by się przejawiał. Na pewno nie wstydem,że się kogoś ma, z kimś spotyka, czy na kimś zależy, na pewno nie manipulowaniem drugą osobą, wzbudzaniem w niej poczucia winy, oskarżaniem o egoizm i wyrachowanie. Chłopak ma jakiś problem z samym sobą. Pretensje o seks?
On gada jak baba.
Powiem, Ci tylko tyle, że jeżeli on nie będzie nad sobą pracował to nic z tego dobrego nie wyniknie i będziesz cierpieć. I żadna sytuacja tego nie zmieni, ślub czy nawet ciąża. Zawsze będziesz podejrzewana o coś, czego nie zrobiłaś, a nawet będzie Ci to wmawiane.
Powiem, Ci tylko tyle, że jeżeli on nie będzie nad sobą pracował to nic z tego dobrego nie wyniknie i będziesz cierpieć. I żadna sytuacja tego nie zmieni, ślub czy nawet ciąża. Zawsze będziesz podejrzewana o coś, czego nie zrobiłaś, a nawet będzie Ci to wmawiane.
Kiedy z nim rozmawiam mówi ze jest wszystko dobrze ze będzie bardziej starał się o mnie dbać bo jestem jego ukochana księżniczka. Tak mnie kocha podobno ze uchylilby kawałek nieba i oddał całe serce. Mam wrażenie ze facet mimo 24 lat nie wie czym objawia się miłość. Powiedzcie mi który facet w tym wieku w trakcie kłótni "zrywa" z dziewczyną a za chwilę mówi ze to błąd i całuje?
virgil94 napisał/a:Powiem, Ci tylko tyle, że jeżeli on nie będzie nad sobą pracował to nic z tego dobrego nie wyniknie i będziesz cierpieć. I żadna sytuacja tego nie zmieni, ślub czy nawet ciąża. Zawsze będziesz podejrzewana o coś, czego nie zrobiłaś, a nawet będzie Ci to wmawiane.
Kiedy z nim rozmawiam mówi ze jest wszystko dobrze ze będzie bardziej starał się o mnie dbać bo jestem jego ukochana księżniczka. Tak mnie kocha podobno ze uchylilby kawałek nieba i oddał całe serce. Mam wrażenie ze facet mimo 24 lat nie wie czym objawia się miłość. Powiedzcie mi który facet w tym wieku w trakcie kłótni "zrywa" z dziewczyną a za chwilę mówi ze to błąd i całuje?
Niedojrzały emocjonalnie.
Jego zachowanie wskazuje na powazne problemy ze soba samym. Moze to byc bardzo niskie poczucie wlasnej wartosci w polaczeniu z jakimis irracjonalnymi pogladami na kobiety, zwiazki i seks.
Moja rada to zaproponowanie temu panu terapii, a jak nie poskutkuje, zostawienie sobie samemu. Nie jestes psychologiem, nie jestes lekarzem- on potrzebuje profesjonalnej pomocy.
Być może Twój chłopak ma bardzo niską samoocenę, nie jest pewny siebie, ma kompleksy i tym samym boi się, że straci cię z byle powodu. Myślę, że może powinniście zgłosić się do specjalisty? Może ktoś trzeci pomoże Wam się dogadać, podniesie jego pewność siebie.
Z jakiegoś powodu ma tendencję do wchodzenia w rolę pokrzywdzonej ofiary, bez względu czy ma powód czy nie - jeśli nie ma powodu, to go stworzy, jakby był od tej roli uzależniony i kiedy jest jakiś problem na horyzoncie, od razu w nią wchodzi.
Być może tak utarło się w jego domu - permanentna sytuacja z faworyzowanym bratem i on permanentnie odsunięty na bok, więc pokrzywdzony, z niskim poczuciem własnej wartości, z poczuciem, że jest mniej kochany, bo nie zasługuje na to, w przeciwieństwie do brata.
Wyszukuje zagrożenia, bo taki obraz miłości - permanentnie zagrożonej - nosi w sobie, taki jest mu znany i swojski, wie jak w takich warunkach operować, więc dąży do takiej sytuacji.
Miłość niezagrożona i pełne zaangażowanie/zaufanie, to są tereny, których on nie zna, boi się ich i uznaje za największe zagrożenie - bo jeśli naprawdę zaufa i się zaangażuje, to stanie się podatny na prawdziwe zranienie. Więc wyszukuje mniejsze zagrożenia, żeby utrzymać płytki stopień zaangażowania, bo czuje, że tak jest dla niego bezpieczniej - w każdej chwili może się wycofać.
Bez względu na to czy trafiłam z tą "diagnozą" czy nie, facet nadaje się na terapię i od podjęcia jej uzależniłabym czy chcę być z nim dalej.
Dziękuję za rady. czasami potrafi przyjąć krytykę owszem i deklaruje poprawę ze się uspokoi z tymi akcjami. Jest wtedy dobrze. Wydarzy się jakaś sytuacja powiedzmy hipotetycznie ktoś do niego puści plotkę ze widział mnie z innym chłopakiem. Oczywiście to nieprawda. Wtedy nagle zapomina o swoich deklaracjach i jest zrywanie ze mną bo go zdradzam. u niego górę ponoszą emocje. Proponowałam pójście do terapeuty ale wg niego to ja powinnam się leczyć ![]()
Tak serio,to ja nie widze Waszej przyszłości. Jeśli nie zgodzi się na pójście do psychologa,to uciekaj dziewczyno. Bo zacznie się śledzenie,wmawianie Ci nieistniejących kochanków itp...On ma emocjonalne problemy i powinien je leczyć. Sama nie dasz rady. I do tego jest pesymista. Uważaj,żeby Ciebie nie pociągnał za sobą na dno pesymizmu. Powodzenia i mądrych rozwiązań.
Dziękuję za rady. czasami potrafi przyjąć krytykę owszem i deklaruje poprawę ze się uspokoi z tymi akcjami. Jest wtedy dobrze. Wydarzy się jakaś sytuacja powiedzmy hipotetycznie ktoś do niego puści plotkę ze widział mnie z innym chłopakiem. Oczywiście to nieprawda. Wtedy nagle zapomina o swoich deklaracjach i jest zrywanie ze mną bo go zdradzam. u niego górę ponoszą emocje. Proponowałam pójście do terapeuty ale wg niego to ja powinnam się leczyć
Bo tak zawsze jest przy nieleczonych zaburzeniach. Troche Cie uspokoi zapewnieniami o tym, ze rozumie (nie, nie rozumie, tylko Ci przytakuje, bo Cie to uspokaja), by wybuchnac znowu przy nastepnej okazji wyszukujac najmniejszy pretekst. Musisz zrozumiec, ze nawet jakbys na rzesach stanela i uszami wachlowala, to nie zapobiegniesz chorej zazdrosci, ktora ma miejsce nie w realnym swiecie, ale w niskim poczuciu wartosci danej osoby i wynikajacej z niej paranoii.
Albo sie Twoj chlopak zacznie leczyc, albo ten zwiazek nie ma sensu.
Jakby ktoś mnie niesłusznie o zdradę osądzał to bym mu/jej tak nagadał, żeby mu/jej w pięty poszło. Że co on/a sobie myśli, że ja jakaś "dziwka/rz" jestem?!? Czasem na faceta trzeba wylać kubeł zimnej wody, żeby się otrząsnął i mu wygarnąć (ale tylko to co jest, NIC PONADTO!!). Niektórzy najpierw coś tam pomamroczą, potem się uspokoją, potem pomyślą, może przeproszą, ale zrozumieją.
Powodzenia ![]()
24 2015-04-21 07:52:20 Ostatnio edytowany przez ewelina01 (2015-04-21 07:54:29)
Jakby ktoś mnie niesłusznie o zdradę osądzał to bym mu/jej tak nagadał, żeby mu/jej w pięty poszło. Że co on/a sobie myśli, że ja jakaś "dziwka/rz" jestem?!? Czasem na faceta trzeba wylać kubeł zimnej wody, żeby się otrząsnął i mu wygarnąć (ale tylko to co jest, NIC PONADTO!!). Niektórzy najpierw coś tam pomamroczą, potem się uspokoją, potem pomyślą, może przeproszą, ale zrozumieją.
Powodzenia
Ja w tym związku mam swoje zdanie i nie raz powiedziałam dosadnie co o tym myślę. Myślisz ze to czyni cuda? Jestem wtedy bardziej znienawidzona. Juz były teksty ze nic mi nie pasuje. Kiedy powiem coś tak ze w pięty pójdzie to jestem zła i go krzywdze. Wypomina mi później to w każdej kłótni. To nie jest tak prosto.
Być dobra dla niego nic nie daje bo zawsze i tak odwróci kota ogonem i nie widzi mojej dobroci. Trzymanie z dystansem jest jeszcze gorsze bo są lamenty ze go krzywdze i się pastwie nad nim.
lucas89 napisał/a:Jakby ktoś mnie niesłusznie o zdradę osądzał to bym mu/jej tak nagadał, żeby mu/jej w pięty poszło. Że co on/a sobie myśli, że ja jakaś "dziwka/rz" jestem?!? Czasem na faceta trzeba wylać kubeł zimnej wody, żeby się otrząsnął i mu wygarnąć (ale tylko to co jest, NIC PONADTO!!). Niektórzy najpierw coś tam pomamroczą, potem się uspokoją, potem pomyślą, może przeproszą, ale zrozumieją.
PowodzeniaJa w tym związku mam swoje zdanie i nie raz powiedziałam dosadnie co o tym myślę. Myślisz ze to czyni cuda? Jestem wtedy bardziej znienawidzona. Juz były teksty ze nic mi nie pasuje. Kiedy powiem coś tak ze w pięty pójdzie to jestem zła i go krzywdze. Wypomina mi później to w każdej kłótni. To nie jest tak prosto.
Być dobra dla niego nic nie daje bo zawsze i tak odwróci kota ogonem i nie widzi mojej dobroci. Trzymanie z dystansem jest jeszcze gorsze bo są lamenty ze go krzywdze i się pastwie nad nim.
To co takiego w nim jest, że tkwisz w tej toksycznej relacji i na siłę próbujesz ją/jego uzdrowić? A może jesteś masochistką, która lubi jak się ktoś nad nią psychicznie wyżywa?
Chłopak ma niskie poczucie własnej wartości i syndrom Otello.
Jeśli ON nic z tym nie zrobi to według mnie z tej mąki chleba nie będzie.
Straciłam przez niego całkowicie system wartości. Wiem ze on zaraz kupi mi kwiaty, przeprosi ,bedzie fajnie. Ja wiem ze ja powinnam odejść i zastanawiam się nad tym poważnie. Wmówił mi ze kolejny chłopak będzie mnie zdradzał i będzie zły dla mnie.
ewelina01 napisał/a:lucas89 napisał/a:Jakby ktoś mnie niesłusznie o zdradę osądzał to bym mu/jej tak nagadał, żeby mu/jej w pięty poszło. Że co on/a sobie myśli, że ja jakaś "dziwka/rz" jestem?!? Czasem na faceta trzeba wylać kubeł zimnej wody, żeby się otrząsnął i mu wygarnąć (ale tylko to co jest, NIC PONADTO!!). Niektórzy najpierw coś tam pomamroczą, potem się uspokoją, potem pomyślą, może przeproszą, ale zrozumieją.
PowodzeniaJa w tym związku mam swoje zdanie i nie raz powiedziałam dosadnie co o tym myślę. Myślisz ze to czyni cuda? Jestem wtedy bardziej znienawidzona. Juz były teksty ze nic mi nie pasuje. Kiedy powiem coś tak ze w pięty pójdzie to jestem zła i go krzywdze. Wypomina mi później to w każdej kłótni. To nie jest tak prosto.
Być dobra dla niego nic nie daje bo zawsze i tak odwróci kota ogonem i nie widzi mojej dobroci. Trzymanie z dystansem jest jeszcze gorsze bo są lamenty ze go krzywdze i się pastwie nad nim.To co takiego w nim jest, że tkwisz w tej toksycznej relacji i na siłę próbujesz ją/jego uzdrowić? A może jesteś masochistką, która lubi jak się ktoś nad nią psychicznie wyżywa?
No właśnie - co z Tobą jest nie tak, że tkwisz w tym pseudo-związku, skoro sama widzisz, że coś jest nie tak?
Po co?
Jesteś taka młoda, tyle przed Tobą. Facet Cię nie szanuje, traktuje jak zło konieczne. Zasługujesz na kogoś lepszego.
Straciłam przez niego całkowicie system wartości. Wiem ze on zaraz kupi mi kwiaty, przeprosi ,bedzie fajnie. Ja wiem ze ja powinnam odejść i zastanawiam się nad tym poważnie. Wmówił mi ze kolejny chłopak będzie mnie zdradzał i będzie zły dla mnie.
próbuje trzymać Cię w klatce. Wie doskonale ze nie jest ideałem i możesz poznać kogoś o wiele lepszego dlatego stosuje metodę obniżenia Twojej wartości.
Nie wiem jak Wy ale ja uważam że facet jest cholernie cwany a to jego zachowanie to wielka gra. Nie znam go jednak prywatnie i nie mogę w ten sposób ocenić.
Ewelinko, on Cię nie kocha. Wybacz.
Staram się być dla niego chłodna i powoli ochladzac te relacje aż w końcu się rozstać. Nie jest łatwo. Kiedy dowiedział się ze chce odejść jest jakby innym człowiekiem. Miły, uczynny i dobry. Powiedziałam ze niestety nie wierze w jego cudowne zmiany bo ma problemy sam ze sobą.
Oszalał. Wykrzyczal na mnie ze teraz widzi dopiero jaka jestem dwulicowa ze myślę tylko o swoim tyłku zeby mi było dobrze a o nim wcale, że on się nie spodziewał ze jestem taka egoistka. Że nigdy go nie kochałam bo jak się kocha to się wybacza różne rzeczy, a jeżeli chce odejść to widać ze ta miłość była coś za słaba. On nigdy już nie zaufa żadnej kobiecie bo mi dawal całe serce a ja go puscilam bokiem. Kiedy to mówił prawie się rozplakal.... jak mam to wszystko rozumieć?
Że robi Ci wodę z mózgu i wzbudza poczucie winy za JEGO błędy? ???
Staram się być dla niego chłodna i powoli ochladzac te relacje aż w końcu się rozstać.
Ale po co te cyrki?
Po prostu z nim zerwij i tyle.
Nie jesteś szczęśliwa, po co Ci taki kłopot na głowie?
33 2015-04-22 20:11:55 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2015-04-22 20:14:44)
Staram się być dla niego chłodna i powoli ochladzac te relacje aż w końcu się rozstać. Nie jest łatwo. Kiedy dowiedział się ze chce odejść jest jakby innym człowiekiem. Miły, uczynny i dobry. Powiedziałam ze niestety nie wierze w jego cudowne zmiany bo ma problemy sam ze sobą.
Oszalał. Wykrzyczal na mnie ze teraz widzi dopiero jaka jestem dwulicowa ze myślę tylko o swoim tyłku zeby mi było dobrze a o nim wcale, że on się nie spodziewał ze jestem taka egoistka. Że nigdy go nie kochałam bo jak się kocha to się wybacza różne rzeczy, a jeżeli chce odejść to widać ze ta miłość była coś za słaba. On nigdy już nie zaufa żadnej kobiecie bo mi dawal całe serce a ja go puscilam bokiem. Kiedy to mówił prawie się rozplakal.... jak mam to wszystko rozumieć?
Masz to wszystko rozumieć tak, że z największym namaszczeniem celebrujesz ten chory, toksyczny związek.
Jedocześnie kreując się na męczennice. To jest tylko facet. Nie dogadujecie się, macie wzajemne pretensje, to trzeba się rozstać.
Powiem tak...miłość nie jest argumentem ostatecznym, ale Twoje życie w Twoich rękach i to Ty będziesz zbierać owoce swoich wyborów. Sama 2 tygodnie temu zakończyłam swój toksyczny związek. Odeszłam resztką sił i zatrzasnęłam za sobą drzwi naszego piekła. Nie będę zanudzać swoją historią, ale w skrócie powiem, że brak zaufania doprowadził do bardzo przemocowych zachowań ze strony mojego partnera. Nie mam na myśli przemocy fizycznej, ale ciągłe krzyki, oskarżanie o romanse, próby doprowadzenia do izolowania od innych, wyzywanie od najgorszych, wyszydzanie moich uczuć, podważanie prawdziwości niemalże każdego jednego zdania, lekceważenie i krytykowanie starań czy kłamanie, by zadać tylko ból lub mówienie okropności by sprawić przykrość to nazwijmy rzeczy po imieniu-to jest przemoc psychiczna.Nie wiem, czy u Ciebie też tak wygląda.Jeśli nie-zadaj sobie pytanie czy nie jest możliwe żeby też u Ciebie do tego doszło i czy to jest to, czego chcesz dla siebie?
Zaufanie jest podstawą związku...bez tego związek jest fikcją, to jakiś dziwny twór o cechach związku ale nim nie jest i powinnaś zadać sobie pytanie czy wyobrażasz sobie być w tym czymś za 2,5,10 lat?
Czasami niestety trzeba się pogodzić ze swoją bezsilnością, że nie jesteśmy same w stanie sprawić, by ktoś zmienił swój sposób myślenia i że nawet nasza największa miłość czy rzeczowe argumenty tego nie zdołają uczynić. Nie zdołają, bo ktoś nie chce widzieć tych drobnych gestów świadczących o miłości ani słyszeć argumentów. To jest bolesna prawda, ale im wcześniej zdasz sobie sprawę, że przy tej osobie jesteś na straconej pozycji tym więcej siebie zdołasz ocalić. W tym związku nie chodzi o Wasze wspólne szczęście, tylko o jego lęki, wyobrażenia i potrzeby. Czy chcesz być narzędziem do zaspakajania wyłącznie jego potrzeb?
Teraz,gdy już jestem bezpieczna i nie mam co chwilę emocjonalnych przejażdżek kolejką górską, uniesień, miłosnych wyznań i za chwilę bolesnego upadku z wysokości łatwiej jest myśleć racjonalnie. Wiem jak trudno wyrwać się z takiego związku, każdy kto tego nie przeżył może mieć problem ze zrozumieniem tego- co jest zrozumiałe, ale niestety ...toksyczny związek może przytrafić się każdemu.
Oczywiście...rozstania są trudne, ale to nie jest koniec świata choć może Ci się tak w tym momencie wydawać. To może być początek nowej drogi...być może znacznie ciekawszej, bo może zadasz sobie pytanie czego ten związek nauczył Cię o Tobie samej? Jak to się stało, że kochasz kogoś kto tak postępuje bardziej niż siebie? Ja jestem na początku tej nowej drogi i w końcu zajęcia się samą sobą, bo czas z moim byłym straciłam na walce z jego wyobraźnią i udowadnianiu, że nie jestem tym za kogo on mnie ma. Widzę, że Ty dopiero dojrzewasz do decyzji o rozstaniu, ale to dobrze dla Ciebie-znak, że rozsądek walczy i najważniejsze, żebyś nie dała sobą manipulować i wmawiać sobie niczego:) Zdrowy egoizm jest potrzebny a w takiej sytuacji też przydałoby się rozpoznać i walczyć ze swoimi wewnętrznymi mitami o miłości. One dużo krzywdy potrafią zdziałać, przez co niepotrzebnie cierpimy.
Powodzenia i zachowania zdrowego rozsądku w tej całek sytuacji ![]()