Co to jest samotność?
Samotność jest naszym wyborem, czy niekoniecznie ?
Podobne tematy
w moim przypadku raczej niekoniecznie....przychodzi znienacka....atakuje mnie jak sep i wyrywa serce bym konała sobie w agonii...a kiedy serducho odrośnie powtarzać błędy nadal i znów lądować w samotności...nie jest taka zła...czasem można ją polubic..trzeba polubić tylko swoje towarzystwo...
Nikt nie chce być samotny. Więc to nie wybór. Tak jak nikt nie chce być chory. W sumie samotność to choroba. Choroba serca i umysłu
Z ciągnęło mnie na to forum wiele powodów. Samotność, brak jakiegokolwiek pomysłu na siebie. Nuda. Złamane serce, nie dokonca wygojona rana po Wojtku. Która goi się strasznie powoli, jest otwartą raną, którą ktoś posypuje ciągle na nowo solą. Nie mam przyjaciół w życiu codziennym. A jeśli są to przyjaciele, to idzie to tylko w jedną stronę. Ja słucham i radze. Lecz gdy potrzebuje pomocy to ta cała chmara ludzi znika. I zostaje sama. Radź sobie sama. Jest mi cholerni ciężko. Moje pseudo przyjaciółki niektóre czekają aż się tylko potknę. Jestem na siebie zła. Musze coś zmienić. Czuje się jak w skrupię, z której nie mogę się uwolnić. A ta skorupa sie coraz bardziej kurczy. I to dla mnie jest samotność.
:/:/
Na pewno zabrzmi to banalnie...lecz nie masz jakichś zainteresowań, hobby?
łatwiej się przywiązać do kogoś, kto ma te same zainteresowania a tymm samym dość często przeżycia ma podobne.
Nie wiem, grupka zapaleńców zdobywająca szczyty czy też skacząca na spadochronach z samolotu.
Wspólne wypady na narty itp. Może w tej samej branży?
Zaraz coś wymyślimy. Co lubisz robić? Proste pytanie a wiele znaczy.
To ono określi, w czym się odnajdziesz.
Piszesz, że nie masz pomysłu na siebie.
Nie masz w ogóle zainteresowań a może uważasz, że stać Cię na wszystko?
Też dosć długio nie miałem na siebie pomysłu.
Lecz się okazało, że skoro to i to potrafię iw sumie keci się to w okół czegoś konkretnego to warto to połączyć.
Wiem, że stać mnie na coś wielkiego.
Wierzę, że Ciebie również stać.
Na pewno coś bardzo dobre potrafisz, coś lubisz.
Zastanów się nad tym.
Spróbój nowych rzeczy, może to pomoże lepiej się określić.
A te psiapsiółki nie są ciebie warte.
Robiąc to co lubisz możesz poznać innych ludzi a z czasem zaczniesz zauważać i wartościowych, którzy będą zasługiwać na Twoją przyjaźń.
Wierzę, że uda ci się z tej skorupy wydostać.
Więc wracam dopytania.
Co najbardziej lubisz robić oprócz spania i jedzenia?![]()
Trudno odczuć samotność będąc zajętym swoimi sprawami.
Wiem, że tylko ode mnie zależy czy ludzie zaczną mnie otaczać i to nie tylko wredni, lecz i życzliwi.
Życzę tobie poznania wszystkich tych ostatnich.
Wiem co to znaczy być złym na siebie, lecz pora wziąć się wreszcie w garść i powiedzieć DOŚĆ.
Biorę się za siebie.
Ok. Tańczę od 10 lat. Poświeciłam temu hobby kawełek czasu. Nie żałuje. Kocham to co robię ![]()
Greta.. Nie smutaj. Samotność to taka wredna bestia, która przychodzi nawet nie wiadomo skąd i po co.. Czasami czuje się "samotna wśród tłumu", choć tak wielu ludzi mnie otacza, odczuwam pustkę, niezrozumienie. Ale świat jest cudowny, ludzie są cudowni, musimy tylko popatrzeć na wszystko z innej perspektywy. Z perspektywy otwartości i tolerancji. To prawda, że lepiej jest mieć jakieś zajęcie.. Hobby, pracę, czy zajęcie się pomocą innym ludziom..
Samotność jest wyborem dla ludzi, którzy sami postanawiają, że mają dość związków, wyrzeczeń i innych spraw z tym związanych. Po prostu potrzebują odpocząć. Naturalnym jest, że prędzej czy później poszukują swojej nowej, drugiej połówki.
Dla innych samotność jest życiem i kiedy nawet przy swoim partnerze/partnerce dostrzegamy, że jesteśmy sami uświadamiamy sobie, że jest z nami coś nie tak. Może nie jako choroba, ale jako problem, który coraz bardziej nam doskwiera. Może i czujemy się dobrze w swoim towarzystwie, to jednak zawsze w głębi nas jest ta potrzeba, by kogoś mieć przy sobie. Oczywiście wszystko można w życiu zmienić, trzeba tylko chcieć i zrobić ten pierwszy krok.
tak, czesto to kwestia wyboru
bo to my nie otwieramy sie na innych, nie wychodzimy, nie budujemy chocby powierzchownych relacji.
ja dajmy na to od zawsze jestem samotna, ale po kolejnym nie udanym zwiazku wycofalam sie
pewna kochana dojrzala i madra pani powiedziala mi ze jezeli ten stan bedzie postepowac, to prawdopodobnie zle sie to skonczy dla mnie... i ja jej wierze, rozumiem ze w pewnym momencie stane sie odludkiem, jezeli nic sie nie zmieni
tylko tak: mam przyjaciol- ale wolnosc nakazuje nam zachowywac dystans w relacjach wiec mam ich stale acz widuje rzadziej
mam super prace- tam kolezenstwo itd
mam pasje- realizuje
podrozuje spelniam marzenia... ale sama
i na poczatku tak wybralam, a teraz obawiam sie lata
planuje wedrowke gorami, z namiotem pod pacha- i mysle czy ja to wytrzymam? w zeszlym roku mialam pierwsze samotne wakacje -zwykle z nich rezygnowalam- i bylo nawet dobrze
w tym roku beda samotne i w dzikiej gluszy
byc moze moglabym do wakacji zorganizowac towarzystwo, jednak kogo, skoro w procesie wykluczenia stracilam znajomych?
tak kwestia wyboru i rownia pochyla w dol
10 2010-01-14 19:10:04 Ostatnio edytowany przez chill-out (2010-01-14 19:13:14)
Samotność to nic dobrego. Na dłuższą metę to żaden wybór. Bo kto lubi jadać samotnie obiady np.? Jem obiad sam i co odczuwam? Jem, bo muszę. Nie sprawia mi to żadnej radości.
I tak z wieloma sprawami. Siedzi się jak słup soli, patrzy w tv, słucha radia, wszystko takie puste i bezmyślne. I ta straszna cisza, to jest najgorsze.
Gdy nikt się nie cieszy z tego co zrobisz, co osiągniesz, to jakieś to wtedy takie mniejsze, nie cieszy aż tak...
Samotność to nic dobrego.
Wszystko zależy od człowieka. Dla introwertyków jest to sposób na życie. Dla zabieganych ludzi sukcesu jest to konieczność. Dla żyjących wcześniej w toksycznych związkach jest to wspaniała odskocznia i zachowanie spokoju. Oczywiście, nie na stałe, ale w każdej sytuacji można znaleźć dwie strony medalu.
I ta straszna cisza, to jest najgorsze.
Zgadzam się, słowa ranią, ale brak słów zabija. Nie ma nic gorszego. Dla mnie samotność nie jest żadnym sposobem na życie. Może na początku tak, odskocznia np. po związku, ale z czasem staje się przykrą koniecznością, w której przyszło nam tkwić. Mijam setki ludzi na ulicach nie słysząc ich głosu, nie czując ich ciepła. To jest samotność, która przytłacza, dołuje i powoli, dzień po dniu, zabija.
tak, czesto to kwestia wyboru
bo to my nie otwieramy sie na innych, nie wychodzimy, nie budujemy chocby powierzchownych relacji.
Czy naprawdę uważasz, że te powierzchowne relacje sprawią że człowiek nie będzie się czuł samotny?
Ja mam mnóstwo takich relacji, przez moją pasję i pracę zarazem otacza mnie masa ludzi. I co? I nic. Czuję się samotna, bo tak naprawdę nie mam z kim porozmawiać tak zupełnie szczerze i o wszystkim. Mam kilka bliskich mi osób "niby przyjaciół" z którymi dobrze się rozumiem i lubię rozmawiać. Ale celowo nazwałam ich niby przyjaciółmi. Bo tak zupełnie naprawdę to chyba nikt mnie nie rozumie, takie mam odczucie. I choć w ciągu dnia ciągle ktoś jest obok, telefon dzwoni to nic z tego nie wynika. Według mnie tworząc powierzchowne znajomości (które są konieczne do codziennej egzystencji) człowiek uczy się jedynie zakładać coraz to inne maski. Bierze udział w różnych teatrzykach, a pewna część jego na zawsze jest ukryta.
Sądzę, że na tym właśnie polega samotność. Nie jest to brak ludzi wokół, ale brak zrozumienia przez tych ludzi. Według mnie każdy z nas bywa czasem samotny, jedynie koleje losu i ludzie z jakimi przebywa mają wpływ na to jak bardzo tą samotność w danym czasie odczuwamy.
09121986 napisał/a:tak, czesto to kwestia wyboru
bo to my nie otwieramy sie na innych, nie wychodzimy, nie budujemy chocby powierzchownych relacji.Czy naprawdę uważasz, że te powierzchowne relacje sprawią że człowiek nie będzie się czuł samotny?
Ja mam mnóstwo takich relacji, przez moją pasję i pracę zarazem otacza mnie masa ludzi. I co? I nic. Czuję się samotna, bo tak naprawdę nie mam z kim porozmawiać tak zupełnie szczerze i o wszystkim. Mam kilka bliskich mi osób "niby przyjaciół" z którymi dobrze się rozumiem i lubię rozmawiać. Ale celowo nazwałam ich niby przyjaciółmi. Bo tak zupełnie naprawdę to chyba nikt mnie nie rozumie, takie mam odczucie. I choć w ciągu dnia ciągle ktoś jest obok, telefon dzwoni to nic z tego nie wynika. Według mnie tworząc powierzchowne znajomości (które są konieczne do codziennej egzystencji) człowiek uczy się jedynie zakładać coraz to inne maski. Bierze udział w różnych teatrzykach, a pewna część jego na zawsze jest ukryta.
Sądzę, że na tym właśnie polega samotność. Nie jest to brak ludzi wokół, ale brak zrozumienia przez tych ludzi. Według mnie każdy z nas bywa czasem samotny, jedynie koleje losu i ludzie z jakimi przebywa mają wpływ na to jak bardzo tą samotność w danym czasie odczuwamy.
podpisuję pod tym obiema "ręcoma" ![]()
człowiek zdecydowanie nie jest typem samotnika, lecz zwierzęciem stadnym....
czasami potrzebujemy pobycia samemu, ale z pewnością nie samotności...
ktoś, kto twierdzi, że samemu jest najlepiej jest dziwakiem, albo kłamie, gdyż boi przyznać się, że nie lubi tego stanu...