Witam.
Sytuacja którą opiszę, będzie troszkę dziwna.
Rok temu przypadkiem, przez internet (nie żadne fora randkowe, itp.) poznałam P. Doradzał mi w sprawach muzycznych, gramy na tym samym instrumencie. Myślałam, że będzie to tylko jedna rozmowa, jednak zaczęliśmy pisać ze sobą coraz więcej, poznawać się, później na Skype, z czasem nasze rozmowy stały się nieodłącznym elementem każdego dnia. Ja 21 lat, on 16...
Wydaje się to nieprawdopodobne. Przychylność ze strony rodziny, znajomych? O tym możemy zapomnieć. Wszyscy nie dawali nam szans na związek. Rodzina tępi, dyskryminuje. Mimo wszystko jednak pozwala. Temat rodzinny jednak pomińmy, bo nie o to w tym wątku chodzi.
Wiedziałam na co się porywam, domyślałam się, że łatwo nie będzie, ale na początku lipca zaczęliśmy się spotykać, z początku ja przyjechałam 2 razy pod rząd na 5-7 dni (dzieli nas 300 km.) następnie on przyjechał, później zaczął się jego rok szkolny i widujemy się w systemie dwu tygodniowym. Raz on przyjedzie, raz ja. Na weekendy. P. sam zarabia na nasze spotkania, po lekcjach udziela korepetycji młodszym z angielskiego oraz fizyki. Ja pracuję na produkcji, zarabiam nie najgorzej, uczę się w szkole policealnej, ale jestem obecnie w czasie przenosin na inny kierunek. Utrzymuję się sama, jestem niezależna.
Niby wszystko to idzie do przodu, więc w czym problem?
Problem polega na tym, iż po prostu przestałam sobie radzić z cholerną samotnością.
Nie mam nikogo, wyprowadziłam się z domu, w którym byłyśmy z mamą tylko we dwie, również bez żadnej rodziny, babć, dziadków, wujków. Z nikim kontaktu nie ma. Wyprowadziłam się w momencie, w którym moja mama zaczęła wyjeżdżać do Niemiec na opiekę, ponieważ nie chciałam sama mieszkać jak palec, dodatkowo w małej mieścinie, w której nawet nikogo znajomego już nie było, ponieważ wszyscy powyjeżdżali do większego miasta na studia, albo do pracy, bo pracy tam w rodzinnym mieście też z resztą nie ma. Nie mam za wielu znajomych w większym mieście, kilku jest, ale spotykam się z nimi raz na jakiś czas, wiadomo, każdy ma własne życie, pasje, związki. Choć jest to dla mnie zbawienne...
Cały czas chodzę przygnębiona, przybita. Chce mi się płakać. Moja praca jest bardzo wymagająca, a zarazem przybijająca. Wstaję przed 5 rano, wychodząc na puste ulice, tak, zdecydowanie wstawanie uważam za najcięższą część dnia. W pracy często jest wymagana ogromna szybkość, zwinność, energia, więc często jest presja, krzyk który czasem doprowadza mnie do nerwów czy łez. Czekam tylko na ten moment, w którym spotkam się z P. Z nim wszystko staje się takie łatwiejsze, opiekuje się mną, pomaga mi, rozmawiamy, dzielimy się naszymi poglądami, życiem, wszystkim. Z nim jest świetnie.
Powiecie więc - czemu nie przeniesiesz się do niego?
Cały czas się nad tym zastanawiam, jednak nie ma to większego sensu. Ja mieszkam w mieście wojewódzkim, on także, z tym, że ja mieszkam na zachodzie, on bardziej na wschodzie... I w jego mieście po prostu jest bardzo biednie. Nie ma pracy. W moim mieście pracę znaleźć można w jeden, do dwóch czy trzech dni. Jest bardzo rozwinięte. Tamto niestety praktycznie w ogóle. On mieszka z rodzicami i przynajmniej do lipca przyszłego roku musi tak niestety pozostać. Więc albo ja przeniosę się tam, albo zrobię coś innego, co sprawi, że po prostu nie będzie żyło mi się tak ciężko, ale niestety nie wiem co zrobić... Jak zabić ból i tęsknotę, jak zniwelować przygnębienie. Nie wiem jak mam te sytuację okiełznać i ile wytrzymam, myśli niestety nie idą w najlepszym kierunku.
Proszę o pomoc...
Podobne tematy
Zaraz, zaraz, weź wyluzuj, to dzieciak a nie facet do związku.
Dodam, że jesteś starsza a on młody, moze tak być, że z wiekiem mu sie zmieni spojżenie na ciebie. I co dalej.
Powinnaś trochę o tym pomyśleć. On ma 16 lat.
Za 3 miesiące, kończy 17. Spotykamy się regularnie od lipca. Nigdy nie miałam przez niego problemów, okazał się bardziej dojrzały emocjonalnie od byłych, którzy byli nawet ode mnie starsi, więc tu wiek, jeżeli chodzi o związek nie ma znaczenia. Nie możesz mówić, że jest dzieciakiem nie nadającym się do związku. Dzieciak znudził by się po 4 miesiącach, jakby miał po szkole pójść pracować, by mieć pieniądze na dojazd do dziewczyny. Jakby był głupim dzieciakiem, nie byłabym z nim w związku.
paulo a skąd takie przemyślenia?? Skoro spotykaja się od lipca to tak bez powodu tego nie robią. A co do ciebie piękna... to może poszukaj drugiej pracy na popołudnia?? Ja pracuję po 10 - 12 h/dobę i jakoś żyję sobie szczęśliwie. i zarobisz i czasu na myślenie będziesz miała mniej. albo języków się poucz.
A może jakieś nowe hobby?
i zawsze możesz zajrzeć do działu Samotność tam sporo dziewczyn szuka koleżanek - wspólne wypady na zakupy, spacery, rower, oglądanie seriali i filmów - zawsze lepiej to robić w towarzystwie niż samemu ![]()
Boze dziewczyno jak ja swietnie Cie rozumiem. Masz racje nie jeden 16 latek ma w glowie wiecej niz dorosly facet. Moja opinia jest taka ze powinnas sie go jak najmocniej trzymac skoro daje Ci szczescie. A kwestie samotnosci niestety musisz przebolec ale pomysl jjak cudownie bedzie kiedy bedziecie mogli mieszkac razem.