Dzień dobry wszystkim. Szukam porady, bo gubię się w życiu.
Nie mogę już dłużej wytrzymać. Czy powinnam odejść? Nie kocham go na pewno, nie czuję do niego absolutnie nic z tego, co powinna czuć kobieta do swojego mężczyzny, Nie tęsknię za nim, nie pożądam go. Seks z nim to dla mnie kara. Czuję się winna, bo wiem, że on mnie kocha, często mi to mówi i mam wrażenie, że celowo nie dostrzega mojego chłodu. Powiedziałam mu, że chciałabym się wyprowadzić, ale przez usta mi nie chce przejść: nie kocham cię.
Nie jestem ideałem, ale on tez nie jest.
Od 5 lat nie ma stałej pracy. Pracuje dorywczo bez umowy, a od listopada siedzi w domu. Nałogowo gra w gry komputerowe, od rana do późnej nocy. Ja idę do pracy, on w tym czasie ogarnie dom i ugotuje obiad, poza tym gra. Nie zarabia. Pali - to koło 400 zł miesięcznie. Ja sama właściwie utrzymuję dom. Zarabia więcej w miesiącach letnich, ale od jesieni do wiosny tkwi w domu. Na moje prośby by szukał pracy wzrusza ramionami (sama mu wysłałam kilkadziesiąt cv mailem, ale pomimo kilku odpowiedzi, nie podjął pracy), robi zakupy, gotuje, wynosi śmiecie. Nie chodzi ze mną nigdzie, zawsze jestem sama, gdziekolwiek miałabym nie iść. Nie odwiedza ze mną znajomych, a do domu ich nie zapraszam, bo on ich nie lubi. Wszystkie decyzje podejmuję ja, nawet kolor fug do łazienki. Z własnej inicjatywy nie robi nic. Wyjazdy na wakacje, do kina - owszem, ale jeśli ja się tym zajmę. Jak nie, możemy pół roku w domu siedzieć.
Jest dobry, czule do mnie mówi, umie zrobić wszystko w domu (jest złotą rączką) i chyba tyle.
Nie wiem, co robić. Chciałabym zacząć żyć inaczej.
Kochałam go bardzo, zakochałam się jako nastolatka, po kilku latach wzięliśmy ślub, kupiliśmy mieszkanie. Mamy dziecko. Dziś mam 34 lata.
Przez te lata skończyłam studia, podjęłam pracę, a on w tym samym miejscu, gorzej, bo bez stałej pracy i chęci szukania jej.
Chwilami czuję, że marnuję swoje życie. Co robić?