netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

48 odpowiedzi20 749 wyświetleńzałożony przez emka13, 07.02.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 49 ]

1

Temat: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

Dzień dobry wszystkim. Szukam porady, bo gubię się w życiu.

Nie mogę już dłużej wytrzymać. Czy powinnam odejść? Nie kocham go na pewno, nie czuję do niego absolutnie nic z tego, co powinna czuć kobieta do swojego mężczyzny, Nie tęsknię za nim, nie pożądam go. Seks z nim to dla mnie kara. Czuję się winna, bo wiem, że on mnie kocha, często mi to mówi i mam wrażenie, że celowo nie dostrzega mojego chłodu. Powiedziałam mu, że chciałabym się wyprowadzić, ale przez usta mi nie chce przejść: nie kocham cię.

Nie jestem ideałem, ale on tez nie jest.

Od 5 lat nie ma stałej pracy. Pracuje dorywczo bez umowy, a od listopada siedzi w domu. Nałogowo gra w gry komputerowe, od rana do późnej nocy. Ja idę do pracy, on w tym czasie ogarnie dom i ugotuje obiad, poza tym gra. Nie zarabia. Pali - to koło 400 zł miesięcznie. Ja sama właściwie utrzymuję dom. Zarabia więcej w miesiącach letnich, ale od jesieni do wiosny tkwi w domu. Na moje prośby by szukał pracy wzrusza ramionami (sama mu wysłałam kilkadziesiąt cv mailem, ale pomimo kilku odpowiedzi, nie podjął pracy), robi zakupy, gotuje, wynosi śmiecie. Nie chodzi ze mną nigdzie, zawsze jestem sama, gdziekolwiek miałabym nie iść. Nie odwiedza ze mną znajomych, a do domu ich nie zapraszam, bo on ich nie lubi. Wszystkie decyzje podejmuję ja, nawet kolor fug do łazienki. Z własnej inicjatywy nie robi nic. Wyjazdy na wakacje, do kina - owszem, ale jeśli ja się tym zajmę. Jak nie, możemy pół roku w domu siedzieć.
Jest dobry, czule do mnie mówi, umie zrobić wszystko w domu (jest złotą rączką) i chyba tyle.
Nie wiem, co robić. Chciałabym zacząć żyć inaczej.

Kochałam go bardzo, zakochałam się jako nastolatka, po kilku latach wzięliśmy ślub, kupiliśmy mieszkanie. Mamy dziecko. Dziś mam 34 lata.
Przez te lata skończyłam studia, podjęłam pracę, a on w tym samym miejscu, gorzej, bo bez stałej pracy i chęci szukania jej.
Chwilami czuję, że marnuję swoje życie. Co robić?

2

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

Zastanowić się, za co kiedyś pokochałaś tego człowieka i spróbować w nim to odnaleźć.
Jak się nie uda, to odejść.

3

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

Nie potrafię odnaleźć niczego.
Wiem, ze jak odejdę, zranię go bardzo. Po prostu złamię mu serce. Czy to w porządku?

4

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

Czyżby stracił te wszystkie cechy, które miał? Czy może zakochałaś się w powierzchowności, a może to było jednak tylko zauroczenie, zwykła chemia?

5

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

Nie wiem, czy utracił. Zmienił się, odkąd poznałam go w wieku 18 lat. Pobraliśmy się gdy miałam lat 25, nie była więc to zwykła chemia tylko.

6

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie
emka13 napisał/a:

Nie potrafię odnaleźć niczego.
Wiem, ze jak odejdę, zranię go bardzo. Po prostu złamię mu serce. Czy to w porządku?

Nie, to nie jest w porządku.
Ale lepsze to, niż blokowanie go na prawdziwą miłość i szczęście.

7

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

Emka, okazywanie chłodu, brak uczuć, brak pożądania, myśli o wyprowadzce o zmianie życia na inne (lepsze)...
Czy to już nie wystarczający powód aby odejść? Czy to nie wystarczająca ilość zadanych "ran"? Już samo to nie jest w porządku. Oszukujesz i jego i samą siebie. Ranisz i jego i siebie. Jeśli nie chcesz bądź nie widzisz już szans na poprawę waszych relacji, to po co to ciągnąć? W taki sposób ani Ty ani on ani wasze dziecko nie będziecie szczęśliwi.
Daj jemu szansę na kogoś, kto zobaczy w nim "swój ideał". A może Twoje odejście da mu kopa w tyłek i się ocknie w końcu...? Kto wie? Na pewno musisz coś zrobić. Decyzja należy do Ciebie.

8

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

Tak musisz szukać stabilnosci finansowej,poszukać kogoś kto ma stabilne i ponad przecietne dochody ktoś kto zapewni Ci dostatnie życie bo to jest teraz wielką wartościa. A miłosć konczy sie z ostatnim zerem(bo ugotowac moze gosposia lub knajpa) :-)

9

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

O co Ci chodzi z tymi dochodami, nie rozumiem.

Margolinka, ale to ja chyba tylko dostrzegam ten brak uczuć i ten chłód, on naprawdę nie widzi potrzeby poprawy czegokolwiek. Tu już chyba kop w tyłek nic nie pomoże. Ciagle poruszam temat tego, ze ma znaleźć pracę, ogarnąć się, zainteresować czymkolwiek poza tą grą cholerną.

Alez mi źle jest.

10

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie
doones napisał/a:

Tak musisz szukać stabilnosci finansowej,poszukać kogoś kto ma stabilne i ponad przecietne dochody ktoś kto zapewni Ci dostatnie życie bo to jest teraz wielką wartościa. A miłosć konczy sie z ostatnim zerem(bo ugotowac moze gosposia lub knajpa) :-)

Natępna materialistka,która nic nie robi, tylko liczy na faceta. Jakie to w...  jest .

11

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie
emka13 napisał/a:

O co Ci chodzi z tymi dochodami, nie rozumiem.

Margolinka, ale to ja chyba tylko dostrzegam ten brak uczuć i ten chłód, on naprawdę nie widzi potrzeby poprawy czegokolwiek. Tu już chyba kop w tyłek nic nie pomoże. Ciagle poruszam temat tego, ze ma znaleźć pracę, ogarnąć się, zainteresować czymkolwiek poza tą grą cholerną.

Alez mi źle jest.

On jest uzależniony od papierosó i gier. Czyli inny alkocholik.

12

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

Pytanie podstawowe. Czy poznałaś kogoś?

13 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-02-08 00:39:46)

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie
paulo71 napisał/a:
doones napisał/a:

Tak musisz szukać stabilnosci finansowej,poszukać kogoś kto ma stabilne i ponad przecietne dochody ktoś kto zapewni Ci dostatnie życie bo to jest teraz wielką wartościa. A miłosć konczy sie z ostatnim zerem(bo ugotowac moze gosposia lub knajpa) :-)

Natępna materialistka,która nic nie robi, tylko liczy na faceta. Jakie to w...  jest .

Co jak co, ale tego czytając pierwszy post wątku nie możesz Jej zarzucić. Nie wymaga od Niego dużo, naprawdę. Nawet szukała Mu pracy! Miał propozycje, ale nie poszedł bo?

Ja pracuję, poświęcam czas na najbliższą rodzinę (męża i córki) oraz zainteresowania, dbam o dom i przyjaciół/rodzinę. Jakoś nie uważam tego za coś nadludzkiego. To nie są rzeczy nieosiągalne, jeśli się tego chce (!).

14

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

Ehhh, znam tą sytuację, aż za dobrze...

Czemu jeszcze nie odeszłaś? Boisz się samotności, czy tego co ludzie powiedzą? Ja boję się samotności...

15

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie
Krwawe Kopytko napisał/a:

Ehhh, znam tą sytuację, aż za dobrze...

Czemu jeszcze nie odeszłaś? Boisz się samotności, czy tego co ludzie powiedzą? Ja boję się samotności...

Przecież w takim związku praktycznie już jest się osamotnionym? Nie możesz liczyć na wsparcie, omówienie problemów, dzień własnej słabości (a jesteśmy tylko ludźmi). Przecież gdyby autorka straciła pracę to co? Zero odpowiedzialności za rodzinę. Rozumiem aktualnie można długo szukać pracy (trzeba znaleźć się w dobrym miejscu o dobrym czasie), ale gdy ktoś się produkuje i podaje pod nos, a Mu się nie chce nawet pójść do pracodawcy!?

16

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

Z jednej strony jest się osamotnionym, a z drugiej niby nie, bo zawsze jest ktoś, przynajmniej fizycznie obok Ciebie i mimo wielu wad, kocha Cię i jakoś Ci to okazuje. Znów wracanie do pustego domu, świadomość, że i tak nikt inny Cię nie zechce bo nie jesteś atrakcyjna  (i tona innych kompleksów) potrafią skutecznie zatruć życie. Mój też nie pracował dwa lata, też grał w gry, też przejął rolę "kury domowej", ale wtedy miałam jeszcze jakieś uczucia. Teraz pracuje (moi znajomi mu załatwili pracę), ma przyzwoitą pensję i niby wszystko się zaczęło układać, ale... ja go już nie kocham.

17 Ostatnio edytowany przez mohic (2015-02-08 09:37:34)

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie
emka13 napisał/a:

Nie potrafię odnaleźć niczego.
Wiem, ze jak odejdę, zranię go bardzo. Po prostu złamię mu serce. Czy to w porządku?

Tak, to w porządku. Więcej, to jedyne sensowne rozwiązanie teraz. Dla wszystkich. Nie wiem czemu w ogóle nie myślisz o tym ze swojej perspektywy, tylko z perspektywy drugiej strony. Tym bardziej, że to dla Ciebie seks jest karą. Przecież to samo w sobie jest już strasznie, nie wiem jak można tego nie widzieć, i się na coś takiego godzić. Trzeba troszczyć się o swoją psychikę, a nie rozwalać ją sobie czymś takim, miej jakiś szacunek do swojego życia. A Twój partner też nie jest święty, jeśli takich rzeczy nie zauważa albo mu nie przeszkadzają, każdy kto ma minimum empatii w sobie widzi jakie to okropne.
Bez względu jak do tego doszło, taką sytuację trzeba niezwłocznie przerwać, a czytając to wszystko nie widzę innej możliwości niż rozstanie. Żadne z Was nie traktuje jej z adekwatną do niej powagą, czyli jak znam życie to wszelkie próby "ratowania" będą tak naprawdę polegały na ciągnięciu tego chorego układu cojest teraz, Ty oczywiście nie zadbasz, nie zawalczysz o siebie, a jemu nie będzie się chciało tego zmienić. Poza tym jak miłość się z Twojej strony skończyła, to chyba nie ma już sposobu, żeby cudownie ją wskrzesić.
Więc albo jak najszybciej się rozstańcie, albo chociaż  zamieszkajcie osobno. To drugie wyjście jest dobre dla Ciebie, jeśli obawiasz się od razu bardziej radykalnych rozwiązań i ciągle masz nadzieję, że Wasz związek może się uzdrowić. To stwarza też dobre warunki do przemyślenia sobie wszystkiego na spokojnie, zobaczenia, czy lepiej jest razem czy osobno, czasem przestawienia priorytetów. I odetniesz się w ten sposób od tego co Cię najbardziej do tej pory niszczyło. No i przy tym rozwiązaniu łatwiej się obejść bez jakiś większych konfliktów. Akurat tej ostatniej sprawy nie uważam za istotną zaletę, ale może dla Ciebie ma to jakieś znaczenie.

18

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

Autorko, trafiłaś na zwykłego lenia, pijawkę i nieroba. On się dobrze w życiu ustawił i nie zmieni. Bo i po co? Ma dom, żonę (darmowy seks), dziecko i nic nie musi! Żyje  sobie z dnia na dzień i tak jest mu dobrze. Jemu jest DOBRZE tak jak jest!

Skoro go nie kochasz, skoro seks jest dla Ciebie karą, odejdź. Przejmujesz się jego biednym serduszkiem? Pomimo tego, że on Twoje ma w głębokim poważaniu? Czemu tak myślę? Jeśli facetowi zależy, to będzie stawał na rzęsach, zarywał zdrowie, nocki i nie wiem co jeszcze i walczył o swoje małżeństwo, o swoją kobietę, o to żeby razem coś budować.

Powtórzę jeszcze raz. Masz w domu leniwego trolla, który ustawił się w życiu. Jest utrzymankiem własnej żony. Może robić to co lubi (grać) i nie musi za nic odpowiadać - wszystko na Twojej głowie.
Czy Twoje odejście złamie mu serce? Nie, Twoje odejście wytrąci go ze stabilnej pierzyny, którą teraz jest przykryty. To go zaboli.

Ja bym odszedł i to od razu z rozwodem. Absolutne minimum to rozdzielność majątkowa. Nie wiesz co on może wymodzić, jak zostanie sam. Chcesz do końca życia spłacać jego kredyty i zobowiązania finansowe?

19 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2015-02-08 12:21:25)

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie
doones napisał/a:

Tak musisz szukać stabilnosci finansowej,poszukać kogoś kto ma stabilne i ponad przecietne dochody ktoś kto zapewni Ci dostatnie życie bo to jest teraz wielką wartościa. A miłosć konczy sie z ostatnim zerem(bo ugotowac moze gosposia lub knajpa) :-)

Chłopaku, ale pieprzysz głupoty.
To tak wygląda, że ona gada o zupie a ty o doopie.
Czytaj posty uważnie i wtedy zabieraj głos.
Przecieź mowi jak " krowa na miedzy", że to ona utrzymuje dom, męża i dziecko.
Ona ma stabilność finansową, więc o czym ty piszesz.
Nachlałes się?

20

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

Dziękuję za odpowiedzi.
Oczywiście bardzo się boję samotności, a teraz jest tak, ze mimo wszystko jest ktoś obok, nawet mimo ze go nie kocham, fizycznie nie jestem sama. Ja go naprawdę nie kocham. Drażni mnie, irytuje jego osoba, a z drugiej strony mi go szkoda.
Byłam u psychologa, rozmawiałam o tym. Mówił mniej więcej to samo, co Wy tutaj. Rozmawiałam z bliską mi osobą o tym, która tez mi powiedziała, ze nie ma sensu tego ciągnąc, bo życie ma się jedno.
Ale skąd wziąć odwagę i odejść? Jeżeli bym się zdecydowała, chciałabym się wyprowadzić, a on by został w naszym mieszkaniu. To taka trudna decyzja.
Nie chcę obudzić się za 5 lat i czuć to samo, co dziś, ani za 10 lat, ale nie chcę tez być sama. strasznie mi jest.

Tak, to leń jest.
Rozdzielność majątkową mam od dwóch lat.


Nie poznałam nikogo, w ogóle o tym nie myślę.

Jak mu to powiedziec?

21

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie
emka13 napisał/a:

Dziękuję za odpowiedzi.
Oczywiście bardzo się boję samotności, a teraz jest tak, ze mimo wszystko jest ktoś obok, nawet mimo ze go nie kocham, fizycznie nie jestem sama. Ja go naprawdę nie kocham. Drażni mnie, irytuje jego osoba, a z drugiej strony mi go szkoda.
Byłam u psychologa, rozmawiałam o tym. Mówił mniej więcej to samo, co Wy tutaj. Rozmawiałam z bliską mi osobą o tym, która tez mi powiedziała, ze nie ma sensu tego ciągnąc, bo życie ma się jedno.
Ale skąd wziąć odwagę i odejść? Jeżeli bym się zdecydowała, chciałabym się wyprowadzić, a on by został w naszym mieszkaniu. To taka trudna decyzja.
Nie chcę obudzić się za 5 lat i czuć to samo, co dziś, ani za 10 lat, ale nie chcę tez być sama. strasznie mi jest.

Tak, to leń jest.
Rozdzielność majątkową mam od dwóch lat.


Nie poznałam nikogo, w ogóle o tym nie myślę.

Jak mu to powiedziec?

Taki mały teścik zrób sobie. Weź dużą kartkę papieru, podziel kreską na dwie części. W nagłówku lewej części wpisz słowo "ZA", po prawej "PRZECIW" Głęboko się zastanów i wypunktuj w każdej części co skłania Ciebie do pozostania w tym związku, a co jest przeciw pozostawaniu.

22

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie
emka13 napisał/a:

Tak, to leń jest.
Rozdzielność majątkową mam od dwóch lat.
Nie poznałam nikogo, w ogóle o tym nie myślę.
Jak mu to powiedziec?

A musisz mu coś mówić? Skoro tak daleko sprawy u Ciebie zaszły, że już od dwóch lat masz rozdzielność majątkową, to po prostu wynajmij mieszkanie, załatw wszystkie formalności, wróć do siebie spakuj się i wyjdź z domu.
Uważasz, że on zrozumie Twoje tłumaczenie? Że dotrą do niego Twoje argumenty?
Załatw sprawę stawiając go przed faktem dokonanym.

23

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

Czy on się czegokolwiek domyśla? Wiesz... Twoich wewnętrznych rozterek? Hm... Sądząc po Twoim wpisie, to bardzo prawdopodobne, ale być może tez nie chce przyjąć tego do wiadomości.

Emka.... Ty wiesz co masz zrobić prawda? Co powinnaś. Już w tej chwili jesteś wobec niego nieuczciwa. Przyznaj, nie myślałaś czasem, że chciałabyś, żeby znalazł sobie kogoś na boku? A problem rozwiązałby sie sam?

24

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

Doskonale Cię rozumiem, wpakowałam się w takie samo bagno jak i Ty. Brak miłości z mojej strony, wpólne mieszkanie, życie, tyle, że u mnie bez dzieci. Mój też nie pracował dłuuuuuugo, 2 lata, ale wtedy jeszcze coś czułam, a teraz niby ma pracę, ale ja mam już wszystko w dupie i nie umiem się pozbierać do kupy. Była już raz sytuacja, że się rozstaliśmy, w czasie kiedy nie pracował, siedział tylko w domu i grał na kompie. W pewnym momencie powiedziałam sobie dość i wyrzuciłam go z domu. Mieliśmy przerwę ok 7-8 miesięcy. Na początku czułam się fantastycznie, czułam wolność, ulgę... Ale miesiące mijały, a moje nastawienie było coraz gorsze - doskwierała mi samotność, nie odczuwałam ŻADNEGO zainteresowania ze strony innych facetów, dopadały mnie myśli, że już nikt inny mnie nie zechce bo nie jestem wystarczająco ładna, mądra i interesująca.. Z zazdrością patrzyłam na moje koleżanki, już mężatki, matki, zakochane w swoich partnerach, układające sobie z nimi wspólne życie. I stało się. Zgodziłam się na powrót. Pomyślałam, że lepszy taki facet niż ta cholerna samotność, wiecznie dręczące mnie pytania ze strony rodziny i przyjaciół o ślub, partnera. Dobijała mnie myśl o staropanieństwie, wizja, że zestarzeję się w samotności, że nie będę mieć dzieci nigdy, że nawet jak kogoś poznam jakimś cudem to teraz moi rówieśnicy to albo będa rozwodnicy (zakładając, że trafię na wolnego faceta, a nie na żonatego, ukrywającego stan cywilny), albo już będą mieć swoje dzieciaki. I ta myśl popchnęła mnie do powrotu do faceta, którego nie kocham. Co najbardziej poyebane to to, że znów się męczę w związku z nim. Unikam zbliżeń jak ognia, bo... jest to dla mnie nieprzyjemne, wkurza mnie on, jego charakter i postępowanie, momentami mam ochotę go zabić, a jednak kiedy zbieram się do ponownego rozstania to przypominam sobie ten okres 8 miesięcy, kiedy nie byliśmy razem, jak było beznadziejnie, jaka byłam samotna, nadal mam świadomość, że nikt inny nie będzie mnie chciał i te myśli terroryzują mnie tak bardzo, że nie umiem odejść i trwam w tym ścierwie.. Ehhh.

25

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie
Krwawe Kopytko napisał/a:

Doskonale Cię rozumiem, wpakowałam się w takie samo bagno jak i Ty. Brak miłości z mojej strony, wpólne mieszkanie, życie, tyle, że u mnie bez dzieci. Mój też nie pracował dłuuuuuugo, 2 lata, ale wtedy jeszcze coś czułam, a teraz niby ma pracę, ale ja mam już wszystko w dupie i nie umiem się pozbierać do kupy. Była już raz sytuacja, że się rozstaliśmy, w czasie kiedy nie pracował, siedział tylko w domu i grał na kompie. W pewnym momencie powiedziałam sobie dość i wyrzuciłam go z domu. Mieliśmy przerwę ok 7-8 miesięcy. Na początku czułam się fantastycznie, czułam wolność, ulgę... Ale miesiące mijały, a moje nastawienie było coraz gorsze - doskwierała mi samotność, nie odczuwałam ŻADNEGO zainteresowania ze strony innych facetów, dopadały mnie myśli, że już nikt inny mnie nie zechce bo nie jestem wystarczająco ładna, mądra i interesująca.. Z zazdrością patrzyłam na moje koleżanki, już mężatki, matki, zakochane w swoich partnerach, układające sobie z nimi wspólne życie. I stało się. Zgodziłam się na powrót. Pomyślałam, że lepszy taki facet niż ta cholerna samotność, wiecznie dręczące mnie pytania ze strony rodziny i przyjaciół o ślub, partnera. Dobijała mnie myśl o staropanieństwie, wizja, że zestarzeję się w samotności, że nie będę mieć dzieci nigdy, że nawet jak kogoś poznam jakimś cudem to teraz moi rówieśnicy to albo będa rozwodnicy (zakładając, że trafię na wolnego faceta, a nie na żonatego, ukrywającego stan cywilny), albo już będą mieć swoje dzieciaki. I ta myśl popchnęła mnie do powrotu do faceta, którego nie kocham. Co najbardziej poyebane to to, że znów się męczę w związku z nim. Unikam zbliżeń jak ognia, bo... jest to dla mnie nieprzyjemne, wkurza mnie on, jego charakter i postępowanie, momentami mam ochotę go zabić, a jednak kiedy zbieram się do ponownego rozstania to przypominam sobie ten okres 8 miesięcy, kiedy nie byliśmy razem, jak było beznadziejnie, jaka byłam samotna, nadal mam świadomość, że nikt inny nie będzie mnie chciał i te myśli terroryzują mnie tak bardzo, że nie umiem odejść i trwam w tym ścierwie.. Ehhh.

W wątku "Dziwne rozstanie... ? 2014-12-29 17:23:55" Napisałaś, że Jesteś samotna... Czyli wystarczył Ci miesiąc żeby wrócić do punktu wyjścia? Przecież to co teraz robisz, to nawet nie jest masochizm... to marazm. Tobie też zalecę test...
Weź dużą kartkę papieru, podziel kreską na dwie części. W nagłówku lewej części wpisz słowo "ZA", po prawej "PRZECIW" Głęboko się zastanów i wypunktuj w każdej części co skłania Ciebie do pozostania w tym związku, a co jest przeciw pozostawaniu.

26

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

Ja za to nie rozumiem Ciebie wcale. Mogłabym starać się zrozumieć Twoją sytuację gdyby twój "mąż" był alkoholikiem, gdyby bił Ciebie lub dziecko. Ale jego największą przewiną jest to że Ciebie kocha. Pewnie za bardzo. Swoją drogą gdyby odwrócić całą sytuację i gdybyś to Ty była na Jego miejscu, wielu by powiedziało co za wspaniała żona, dba o dom, gotuje, troszczy się o dziecko, sama potrafi wiele rzeczy zrobić i jeszcze na dodatek ... bardzo kocha męża. Słowo mąż dałam w cudzysłów ponieważ chyba niewiele już ono dla Ciebie znaczy, pewnie tyle co i przysięga małżeńska. Wszystko to pokazuje jakim balastem jest dzisiaj odpowiedzialność za drugiego bliskiego człowieka.
Abstrahując od Twojego przypadku tak właśnie w rzeczywistości wygląda równouprawnienie o które niektóre panie tak gorliwie walczą.
Gdy to mąż zajmuje się domem jest leniem, pasożytem etc. w drugą stronę jak widać to niedziała
Zamiast  szukać rad na forum wśród obcych ludzi, lepiej szczerze Porozmawiaj ze swoim mężem, który jest zapewne gdzieś obok Ciebie i którego to najbardziej dotyczy.

27

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

Przypominasz mi pewną znajomą, która miała męża lenia Ona go utrzymywała latami kiedyś w przypływie szczerości powiedziała mi że jej nie pociąga, bo jest taki kapeć  jak Go określiła i że marzy się jej zaradny kochanek. No cóż finał tej historii jest dość zaskakujący bo w ich życiu po jakimś czasie pojawiło się dziecko i te "ciepłe kluchy" znalazło sobie stałą pracę i wniósł sprawę o rozwód, przeistoczył się w okrutnego macho który zostawia żonę i dziecko, cóż wychodzi na to że poniekąd przez  zemścił się za takie poniżanie Go latami przez żonę, skąd wiesz kim Twój mąż jest tak naprawdę?  kiedyś możesz się ciężko zdziwić jak Twój mąż za te lata poniżania wywinie Ci numer o jakim nawet nie śniłaś.

28

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie
paulo71 napisał/a:
doones napisał/a:

Tak musisz szukać stabilnosci finansowej,poszukać kogoś kto ma stabilne i ponad przecietne dochody ktoś kto zapewni Ci dostatnie życie bo to jest teraz wielką wartościa. A miłosć konczy sie z ostatnim zerem(bo ugotowac moze gosposia lub knajpa) :-)

Natępna materialistka,która nic nie robi, tylko liczy na faceta. Jakie to w...  jest .

doones, cos slabiutko zrozumiales problem.
Proponuje zabierac glos, gdy sie jest zapoznany z tematem, przynajmniej nie zrobi sie z siebie idioty.
Co do Paulo71 to niestety juz sie dokonalo big_smile


Krwawe kopytko, dlaczego myslisz, ze musisz byc sama?
Jest wiele ludzi w takiej sytuacji, mozna znalezc przyjaciol, nawet zamieszkac z kims samotnym.
Wiem, ze to nie to samo co mezczyzna, ale siedzac z tym typem blokujesz sie na nowa milosc
ktora bys mogla kiedys odnalezc.
To ze nie masz dzieci potraktuj jako plus w Twojej sytuacji, masz szanse na wszystko, na zaczecie wszystkiego od nowa smile


Emka ja Cie bardzo dobrze rozumiem.
Zylam 5 lat z nienawiscia do meza,
ciagnelam to bo myslalam ze moze byc gorzej,
dzieci troje, maz kocha, zlota raczka, pomaga a w internecie tez lubil posiedziec -  panienki poogladac.

Nie moglam na niego patrzec i pozniej nawet na siebie sama.
Balam sie tego co bedzie, mimo to ,ze czulam sie lepiej kiedy go nie bylo, a kazdy kontakt z nim doprowadzal mnie do furii.

Nie chcial odejsc i naprawde zmienil sie na super faceta, ale moje dobre uczucia nie powrocily i tak naprawde odzylam bez niego.
Poczulam, jak przybita bylam tym malzenstwem, jak bardzo bylam nieszczesliwa i nareszcie przypomnialam sobie jaka naprawde jestem, ile we mnie ukrywalo sie radosci.

Zycze Ci powodzenia i podjecia dobrych, przemyslanych decyzji smile

29

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie
Doonna napisał/a:

ciagnelam to bo myslalam ze moze byc gorzej,

Tylko że nawet jeśli naprawdę może być gorzej, to przecież nie jest to żaden argument za czymkolwiek. Ważne jest przecież tylko to, czy związek jest szczęśliwy, więc takie równanie jest bez sensu i niczemu nie służy.
Ale to super, że udało Ci się z tego uwolnić. Jeszcze lepiej, że tak mocno odczułaś różnicę na plus, że odżyłaś, jak sama napisałaś, i jak odzyskałaś radość życia. smile To strasznie, jak bardzo nieudany związek odziera z tego stronę, która się w nim męczy. hmm Okropne jest przekonanie, że na nic więcej się nie zasługuje, tym bardziej gdy się cierpi nie ze swojej winy, tylko partnera, który wcześniej krzywdził. Dobrze że masz już to za sobą.

30

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie
emka13 napisał/a:

Byłam u psychologa, rozmawiałam o tym. Mówił mniej więcej to samo, co Wy tutaj. Rozmawiałam z bliską mi osobą o tym, która tez mi powiedziała, ze nie ma sensu tego ciągnąc, bo życie ma się jedno.

Czemu mnie to nie dziwi?
Odwaga jest w Tobie, musisz ją w sobie znaleźć. Musisz CHCIEĆ ją w sobie znaleźć.
Fakt, to by nie było fajne obudzić się za 5 lat, a nawet za rok, w tym samym miejscu. W takim razie nie dopuść do tego. Ale mówisz też, że nie chcesz być sama. Dlaczego, czego się obawiasz?
Chyba nie do końca wiesz czego chcesz. To zastanów się nad tym mocno, aż do czegoś konkretnego dojdziesz, na coś się zdecyduj.

31

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

Witaj Emka:)

Jestem jak Ty..to samo!!!, tylko u mnie jeszcze alkohol.

Powiem Ci jak to wygląda teraz kiedy już otworzyły mi się oczy...podjęłam decyzje i je realizuję.

Była masakra, pozwoliłam się doprowadzić do stanu głębokiej depresji, ze szczęśliwej kobietki stałam się kurą domową bez przyjaciół, znajomych, z zerowym poczuciem wartości, ze sztucznym uśmiechem na twarzy..nikt nie wiedział o moich problemach nawet najbliżsi, było mi wstyd...oszukiwałam sama siebie aż pękłam i się rozsypałam......

i wtedy stało się coś co mnie zaskoczyło...znalazłam w sobie siłę, jakby mnie ktoś w tyłek kopnął, zrozumiałam że się NIE UDAŁO i muszę to skończyć bo mam dwoje cudownych dzieci dla których muszę się podnieść.

To był dopiero początek...wyniosłam się z łóżka ale bałam się powiedzieć że chcę odejść, w końcu powiedziałam, to że go już nie kocham też. Zaczęły się podejrzenia o kochanków...było jak w filmie: szczucie, śledzenie, grzebanie w telefonie, podsłuchy, nagrywanie...wyliczanie z każdej minuty, grożenie śmiercią mnie, potem że się zabije, próby samobójcze...masakra....niczego nie znalazł bo nikogo nie ma....Jestem po pierwszej sprawie rozwodowej, czekam na drugą................nie jestem z kamienia, do dziś mam chwile zwątpienia, żal mi go, czuję się winna...bo to ja chcę odejść a on przecież mnie "kocha".....trudno to opisać...nie wiem jak to będzie ale myślę pozytywnie.

I Tobie Emka życzę siły i wsłuchania się w siebie bo to Twoje życie i to Ty masz sobie kiedyś powiedzieć -nie żałuję, jestem szczęśliwa:)

32

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie
adriannaE3 napisał/a:

Ja za to nie rozumiem Ciebie wcale. Mogłabym starać się zrozumieć Twoją sytuację gdyby twój "mąż" był alkoholikiem, gdyby bił Ciebie lub dziecko.

No tak, jakby Emka dostała w pierd..l to by miała jakieś wytłumaczenie. A jakby jeszcze dziecko było katowane, toż to piękne by było. Wtedy Emka mogłaby iść po rozwód. Ale ona ma takie marne powody, takie głupie, takie małostkowe.
Bo tylko bicie czy inne nałogi mogą usprawiedliwić odejście. Choć dla niektórych kobiet nawet to nie jest wystarczające.

A że boli w środku, a nie na zewnątrz... Nie można się zmusić do miłości, nie można się kochać z kimś do kogo nie czuje się NIC.
Ten chłód emocjonalny ten brak zainteresowania też boli. Fakt, że ciągnie się samemu wózek przez życie ciąży. Ciąży do czasu aż się powie dość. I Emka jest chyba właśnie w tym momencie.

Emka mam nadzieję, że znajdziesz w sobie dość siły by się przemóc. Może chwilowa separacja by ci pomogła spojrzeć na sprawę z dystansu?

33 Ostatnio edytowany przez emka13 (2015-02-09 21:07:25)

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

Czytam i czytam, co piszecie. Wspomniany został alkohol. Mój mąż pił za dużo, przestał dwa lata temu. Nie napisałam o tym, bo w zasadzie nie dlatego nie chcę z nim teraz być (co nie znaczy ze gdzieś tam z tyłu głowy nie kołacze mi się myśl, że mógłby zacząć pić).

Dzis z nim porozmawiałam. Nadal nie potrafię powiedzieć: nie chce z toba być, bo nie kocham cie, ale powiedziałam, ze nie jestem w stanie wytrzymać dłużej w tej sytuacji, że bez przerwy jest coś nie tak, że między nami sciana wyrosła i że postanowiłam sie wyprowadzić z mieszkania. Nie był zdziwiony bardzo, pytał tylko to co ma zrobic, czy pójśc się powiesić.
Mnie naprawde męczy już to jego siedzenie w domu, brak tej cholernej pracy, a jeszcze gorzej ten cholerny brak jakiejkolwiek chęci na zmane czegokolwiek i mu to też powiedziałam dzisiaj.
Ogólnie padło dużo słów. Wyszło na to, ze jestem winna ja. A potem powiedział, ze wiele jest przecież małzeństw, które zyją ze sobą pomimo że tak naprawdę woleliby być osobno i on nie wie, dlaczego my tak nie możemy.
W końcu on powiedział, ze się wyprowadzi. To mnie zaskoczyło. Nie wiem, co dalej. Pewnie źle to wszystko poszło.

Ja całkiem zgłupiałam.

Błękitna Dama.. silna jesteś, zazdroszczę Ci tej siły. W którym momencie postanowiłaś, że masz dośc i powiedziałaś definitywnie: tak, od dziś się tym zajmę?
Ja czuję się winna, bo on mnie kocha, bo zostałby sam.

Sponiewierana: owszem, przyszło mi do głowy, że jakby sobie kogoś znalazł.. ale nie ma opcji. Po prostu w to nie wierzę, nie w jego przypadku.

Nawet się nie dotykamy. On czasem podejdzie mnie przytuli, ale ja nie chcę. Nie pamiętam, kiedy go ostatnio całowałam nawet.

Edytuję, bo pojawiło sie parę wpisów mówiących, ze źle robię, ze przysięga małżeńska niewiele dla mnie znaczy, a mąż który zajmuje się domem, nazwany został przeze mnie leniem. 5 lat bez pracy, 5 lat w domu to dużo, nawet pomimo tego, ze ugotował i odkurzył.

34

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

Fiu, fiu. I do tego emocjonalny szantaż. Pięknie z jego strony. Roboty sobie poszukać nie może ale wieszać się, to pierwszy? Wyrazy współczucia, prędko się od tego emocjonalnego wampira nie uwolnisz...

35

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

Czuję identycznie jak Ty.....tak samo to przeżywam.
Kiedy postanowiłam?...to był moment którego nie zapomnę..mąż w "ciągu" a ja już nie widziałam sensu w życiu, w niczym......popłakałam się któregoś wieczoru patrząc w okno...byłam wściekła na siebie, na cały świat.....zrozumiałam wtedy że on się NIE ZMIENI. Po prostu! powiedziałam sobie przy tym oknie - głośno do siebie że to koniec....jak odeszłam z łoża to uwolniłam się od niego psychicznie....dużo rozmyślałam a to co później wyprawiał i do czego okazał się zdolny wprawiało mnie w kolejne szoki...

Zapomniałam napisać co jest zdumiewające: tak mnie kocha, zrobi dla mnie wszystko, umiera dla mnie, nie ma opcji żeby zaznał szczęścia z inną czego mu życzę - ale pracy nie znalazł!!!!!!!!!!!!!!!

Oczywiście jestem wszystkiemu winna, jestem złem.

Co do wyprowadzki też był epizod: wyprowadził się po czym za niedługo wprowadził chociaż nie chciałam ale jak stwierdził g....go to obchodzi..

Moja historia jest naprawdę długa...ja to złe staram się usuwać z głowy...mam tak mało czasu,dzieci,praca,obowiązki ale.... mam też tyle planów....cieszę się myśląc o przyszłości:)

Powiem Ci że siłę musisz znaleźć w sobie...myśl o sobie dobrze, czytaj dużo, jest tyle fajnych psychologicznych książek, artykułów...trzymam kciuki za Ciebie i siebie:)

36

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie
Krwawe Kopytko napisał/a:

Doskonale Cię rozumiem, wpakowałam się w takie samo bagno jak i Ty. Brak miłości z mojej strony, wpólne mieszkanie, życie, tyle, że u mnie bez dzieci. Mój też nie pracował dłuuuuuugo, 2 lata, ale wtedy jeszcze coś czułam, a teraz niby ma pracę, ale ja mam już wszystko w dupie i nie umiem się pozbierać do kupy. Była już raz sytuacja, że się rozstaliśmy, w czasie kiedy nie pracował, siedział tylko w domu i grał na kompie. W pewnym momencie powiedziałam sobie dość i wyrzuciłam go z domu. Mieliśmy przerwę ok 7-8 miesięcy. Na początku czułam się fantastycznie, czułam wolność, ulgę... Ale miesiące mijały, a moje nastawienie było coraz gorsze - doskwierała mi samotność, nie odczuwałam ŻADNEGO zainteresowania ze strony innych facetów, dopadały mnie myśli, że już nikt inny mnie nie zechce bo nie jestem wystarczająco ładna, mądra i interesująca.. Z zazdrością patrzyłam na moje koleżanki, już mężatki, matki, zakochane w swoich partnerach, układające sobie z nimi wspólne życie. I stało się. Zgodziłam się na powrót. Pomyślałam, że lepszy taki facet niż ta cholerna samotność, wiecznie dręczące mnie pytania ze strony rodziny i przyjaciół o ślub, partnera. Dobijała mnie myśl o staropanieństwie, wizja, że zestarzeję się w samotności, że nie będę mieć dzieci nigdy, że nawet jak kogoś poznam jakimś cudem to teraz moi rówieśnicy to albo będa rozwodnicy (zakładając, że trafię na wolnego faceta, a nie na żonatego, ukrywającego stan cywilny), albo już będą mieć swoje dzieciaki. I ta myśl popchnęła mnie do powrotu do faceta, którego nie kocham. Co najbardziej poyebane to to, że znów się męczę w związku z nim. Unikam zbliżeń jak ognia, bo... jest to dla mnie nieprzyjemne, wkurza mnie on, jego charakter i postępowanie, momentami mam ochotę go zabić, a jednak kiedy zbieram się do ponownego rozstania to przypominam sobie ten okres 8 miesięcy, kiedy nie byliśmy razem, jak było beznadziejnie, jaka byłam samotna, nadal mam świadomość, że nikt inny nie będzie mnie chciał i te myśli terroryzują mnie tak bardzo, że nie umiem odejść i trwam w tym ścierwie.. Ehhh.

Bardzo mnie poruszyło to szczere wyznanie. Ile masz lat? Gdzie mieszkasz?

37 Ostatnio edytowany przez Krwawe Kopytko (2015-02-10 00:00:28)

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

Może nie zabrzmi to najszczęśliwiej, ale miałaś o tyle łatwiej, że mąż traktował Cię źle. Mój nagle się stara, kocha, nieba by przychylił i pracuje i plany snuje i och i ach, cud miód malina. To rozstanie nim wstrząsnęło, zmienił się, nie w 100%, ale jednak. A ja po prostu nie czuję nic.. Tzn, czasem mi się zdarzy poczuć sympatię, ale kiedy on próbuje inicjować zbliżenia, etc to ogarnia mnie ogromna niechęć. Lubię spędzać z nim czas wolny (chociaż mam go bardzo mało i może dlatego jeszcze nie oszalałam), a za chwilę się wściekam, bo zrobi coś nie tak, bo zachowa się prostacko (niestety z byle powodu potrafi być chamski, wulgarny i opryskliwy), co jednak zdarza się dużo rzadziej niż kiedyś, jednak wiem, że to nie miłość, to jak mieszkanie z przyjacielem, którego czasem mam dość. To chore. Nie potrafię go zostawić bo jest, bo mówi, że kocha. I ten strach przed samotnością jest tak przeogromny, że zżera mnie od środka. Jestem pełna skrajności. Pewnie powinnam iść do psychologa.. ale nawet nie mam kiedy.. pracuję na 1,5 etatu i jeszcze dorabiam poza dwoma pracami. Porażka..

38

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie
Krwawe Kopytko napisał/a:

Może nie zabrzmi to najszczęśliwiej, ale miałaś o tyle łatwiej, że mąż traktował Cię źle. Mój nagle się stara, kocha, nieba by przychylił i pracuje i plany snuje i och i ach, cud miód malina. To rozstanie nim wstrząsnęło, zmienił się. A ja po prostu nie czuję nic.. Tzn, czasem mi się zdarzy poczuć sympatię, ale kiedy on próbuje inicjować zbliżenia, etc to ogarnia mnie ogromna niechęć. Lubię spędzać z nim czas wolny (chociaż mam go bardzo mało i może dlatego jeszcze nie oszalałam), ale wiem, że to nie miłość, to jak mieszkanie z przyjacielem. Nie potrafię go zostawić bo jest dobry, może jakby znów zaczął mnie źle traktować (jak za czasów, kiedy jeszcze coś czułam do niego - o ironio!) To byłoby mi łatwiej. Mimo to strach przed samotnością jest tak przeogromny, że zżera mnie od środka. Pewnie powinnam iść do psychologa.. ale nawet nie mam kiedy.. pracuję na 1,5 etatu i jeszcze dorabiam poza dwoma pracami. Porażka..

Pisałaś, że już byłaś sama przez 7-8 miesięcy. Pewnie nie zerwaliście kontaktu i to był błąd. Ja też PANICZNIE bałam się samotności, to był, jak się głębiej zastanowić, podstawowy powód, dlaczego nie odeszłam od męża, który traktował mnie przez kilka lat jak powietrze. Koniec końców jednak jestem sama i tak, to jest straszne. Ale skoro już się stało to "straszne" to jakiż sens byłby np. dla mnie wejść w jakąś bylejaką relację? Czy dla Ciebie - wracać? Nie rozumiem tego do końca... Podejrzewam, że nie była to "prawdziwa" samotność tylko ON był cały czas w tzw. "odwodzie", na wszelki wypadek... Był wyjściem awaryjnym, a więc nie było prawdziwej samotności, czy mam rację?

39

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

A mi się trochę wydaje, może się mylę, że facet to musi być facet, musi w jakimś stopniu imponować swojej kobiecie. Niekoniecznie musi być od razu jakimś supermacho, ale taki kapeć, co cały czas siedzi w domu i niczego oprócz petów i gier od życia nie chce, to nieatrakcyjny typ, że ojej. Żyjesz ze swoją gosposią. Masz dopiero 34 lata, to tyle, co ja, a ja czuję się całkiem młodo wink

Kopytko, też tak miałam, żyłam ze swoim kumplem, który nie potrafił zabić komara, a że w naszym małżeństwie jest grubo nie tak, zorientowałam się, jak usłyszałam, że mówię - kochanie, podłączyłam pralkę, możesz nastawić pranie. Zaraz, zaraz, chwilleczkę! Owszem, chodził do swojej nudnej pracy, ale był takim kapciorem śmierdzącym, że myślałam, że go obrzygam. I siedział przed tym kompem, bezwiednie dłubiąc w nosie. No dramat. Musiałam odejść, ale dałam temu małżeństwu 10 lat i 30 kilo plus depresja. Nie polecam!!!

40

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

Właśnie nie. On odzywał się po rozstaniu jakiś miesiąc, codziennie non-stop. Czasem go ignorowałam, czasem pisałam dosadnie, że to koniec i nic z tego nie będzie. On odpuścił po miesiącu. Ja czułam wtedy ulgę, czułam się wolna i silna, czułam, że świat jest u moich stóp. Ale czas mijał, a ja, mimo że aktywnie zajmująca się sportem, z nową fryzurą i ciuchami, na które mogłam sobie pozwolić, kiedy on nie obciążał mnie już finansowo. Z gronem znajomych, z którym odnowiłam relację, czułam się z każdym dniem gorzej. Nie było zainteresowania ze strony innych facetów, na spotkaniach towarzyskich pojawiały się pary, nawet małżeństwa - oczywiście wszystkie szczęśliwe i uśmiechnięte. Zarejestrowałam się na portalach randkowych.. Niestety, albo miałam pecha, że trafiałam na jakichś popaprańców, ewentualnie mężczyzn szukających klina (od kilku tygodni do miesiąca po rozstaniu), albo na zajętych szukających rozrywki, albo ze mną jest coś nie tak. Nie ograniczałam się do jednego serwisu, korzystałam z 3, w tym z jednego płatnego, o wyższym poziomie selekcji i... nic, sumarycznie ok 25-30 spotkań i... nic. Czas mijał, a ja stawałam się coraz bardziej nieszczęśliwa. Wszystkim dookoła się układało tylko mi nie. I wtedy on się odezwał, po takim czasie, po prostu napisał "cześć co u Ciebie słychać?" od słowa do słowa i wróciliśmy do siebie. I tako oto teraz trwamy razem.. Mam wrażenie, że po rozstaniu byłam jak zapałka - szybko się rozpaliłam płomieniem nadziei i radości i tak samo szybko zgasłam. Nie wiem czemu tak się stało i co się ze mną dzieje..

41

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

Bo te włosy robiłaś dla jakiegoś potencjalnego nowego faceta, ciągle przeglądałaś się w lustrze szczęścia innych par. Tak Ci się wydawało, wszyscy tacy szczęśliwi dookoła, tylko ja, biedna, nie. A więc coś ze mną nie tak. No i pognałaś spowrotem do wygodnego, znanego sobie, ciepełka. Nie umiesz być sama, drogie Kopytko?

42

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

Wygląda na to, że nie. Nawet ostatnio o tym myślałam. Tylko co z tym zrobić?

43

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

Też tak miałam, panicznie bałam się być sama. Nawet jak byłam sama w domu, to dzwoniłam do kogoś, bo nie mogłam wytrzymać w samotności. A to bardzo ważna umiejętność, którą trzeba posiąść, pokonując lęk. Odnaleźć się w ciszy. Iść do knajpy na randkę z samą sobą i nie chować się za telefonem. Trzeba sobie zdać sprawę, że ta panika związana z tym, że "wszyscy są szczęśliwi, tylko nie ja", to bzdura. Jakby tak pociągnąć za język, to co adres, to mroczny sekret. Potwierdzenia swojej wartości należy szukać w sobie, a nie w akceptacji z czyjejś strony. Trzeba sobie powiedzieć głośno i wyraźnie: dam sobie radę sama, i zostać swoim najlepszym przyjacielem.

44

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie
panibaronowa napisał/a:

Też tak miałam, panicznie bałam się być sama. Nawet jak byłam sama w domu, to dzwoniłam do kogoś, bo nie mogłam wytrzymać w samotności. A to bardzo ważna umiejętność, którą trzeba posiąść, pokonując lęk. Odnaleźć się w ciszy. Iść do knajpy na randkę z samą sobą i nie chować się za telefonem. Trzeba sobie zdać sprawę, że ta panika związana z tym, że "wszyscy są szczęśliwi, tylko nie ja", to bzdura. Jakby tak pociągnąć za język, to co adres, to mroczny sekret. Potwierdzenia swojej wartości należy szukać w sobie, a nie w akceptacji z czyjejś strony. Trzeba sobie powiedzieć głośno i wyraźnie: dam sobie radę sama, i zostać swoim najlepszym przyjacielem.

Najstraszniejsze jest to, że to jest prawda.

45

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie
emka13 napisał/a:

Nie wiem, czy utracił. Zmienił się, odkąd poznałam go w wieku 18 lat. Pobraliśmy się gdy miałam lat 25, nie była więc to zwykła chemia tylko.

Tylko co? Wyrachowanie? Przykład wieloletniego oszustwa w kwestii uczuc do partnera kiedy byłoby jakos gdyby jednak zarabial i zycie "było by na poziomie"?

46

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

Myślę, że masz spory problem. Przeczytałam uważnie Twój list i jest coś czego pewnie zazdrości Ci pół kobiet tego forum -Twój mąż to jak określiłaś "złota rączka". Rewelacja bo teraz połowa facetów gniazdka nie umie przykręcić:) Doceń to.

Szkoda trochę, że chociaż umie wszystko zrobić to nie szuka stałej pracy bo tacy ludzie w dzisiejszych czasach są bardziej potrzebni niż "garniturowcy".

Przemyśl wszystko i spróbuj jakoś go zmienić, skoro Cię kocha -może podejmie próbę by się zmienić (dla Ciebie).

47

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie
Niebieska1980 napisał/a:

Myślę, że masz spory problem. Przeczytałam uważnie Twój list i jest coś czego pewnie zazdrości Ci pół kobiet tego forum -Twój mąż to jak określiłaś "złota rączka". Rewelacja bo teraz połowa facetów gniazdka nie umie przykręcić:) Doceń to.

Szkoda trochę, że chociaż umie wszystko zrobić to nie szuka stałej pracy bo tacy ludzie w dzisiejszych czasach są bardziej potrzebni niż "garniturowcy".

Przemyśl wszystko i spróbuj jakoś go zmienić, skoro Cię kocha -może podejmie próbę by się zmienić (dla Ciebie).

Ale dlaczego to ja mam go zmieniać? Nawet to ja mojej głowie? Nie rozumiem. Dlaczego sam nie zobaczył do tej pory takiej potrzeby?
Owszem, umie gniazdko przykręcić, ale tylko wtedy to zrobi, jak ja marudzę przez 2 miesiące o to gniazdko, a potem w sklepie przypomnę, ze trzeba kupić i dam na to kasę. To tak na marginesie.

Panibaronowa: to samo powiedziała moja bliska koleżanka, której się zwierzyłam. powiedziała, ze kobieta potrzebuje po prostu mężczyzny w domu, cokolwiek ten termin oznacza. Pewnie dla każdego co innego, ale jakiś wspólny mianownik zawsze jest.

48

Odp: Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

nie możesz godzić się na beznadziejnego forda z przeceny, tylko dlatego, że niewiele pali i wchodzi mu dwójka!
Nie wiem, ile masz lat, ale na pewno mniej ode mnie, kiedy płacząc usiadłam na łóżku i stwierdziłam: albo to małżeństwo mnie zniszczy, albo zawalczę o siebie smile
od tamtej pory zgubiłam 20 kg, poszłam do dobrego (drogiego!!) prawnika, jestem sama ze sobą szczęśliwa. Niezależnie od tego, czy ojciec mojego dziecka ma depresję, ja jestem szczęśliwa - mam przyjaciół, Rodzinę, pracę, nie mam czasu się użalać nad sobą! Trzeba umieć wyznaczać granice, a tego kapcia pogoń, bo tylko marnuje Ci czas. Sorry, girls, ale trzeba obejrzeć czasem legalną blondynkę i zostać cosmodziewczyną wink

Posty [ 49 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Nie kocham męża, żyję w kłamstwie

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026