Hej,
Mam takie pytanie jako, że jesteśmy świeżo po Wielkanocy.
Razem z moim chłopakiem jesteśmy ateistami pomimo, że wychowaliśmy się w religijnych rodzinach. Przez cały rok nie ma problemu pojawia się on jedynie w święta. Z szacunku do rodziny spędzamy święta z nimi, omijając tylko odwiedziny w kościele i inne takie, no ale wigilia, śniadanie wielkanocne zawsze jest tradycyjnie jak to w rodzinach religijnych bywa. Teraz nie ma problemu, tak mi się wydaje bo to dla nas spotkanie z rodziną ale zastanawiam się jak to wygląda gdy ktoś ma dzieci. Moje rozmyślanie usprawiedliwię tym że w mojej okolicy nie ma czysto niewierzących ludzi. Z chłopakiem już postanowiliśmy, nie będzie ślubu kościelnego, nie będzie chrztów, komunii ani innych takich naszych dzieci.
Zastanawia mnie tylko jak całe to świąteczne szaleństwo ateiści tłumaczą swoim dzieciom, dlaczego oni w tym nie uczestniczą skoro inne dzieci idą święcić jaka, czy idą kolędować.. jak spędzają ten czas rodziny niewierzące? A może nie ma takiego problemu i jest to po prostu dłuższy weekend spędzony w miłej atmosferze? Ale jak odbierają to wierzący dziadkowie, ciotki i reszta? Raz jeszcze zaznaczę z wyjaśnieniem, że trudno mi to sobie wyobrazić przez fakt, że w okolicy te tradycje są bardzo wyraźne, nie jest to Warszawa czy inne miasto gdzie panuje większa swoboda.
Co o tym myślicie?
Podobne tematy
Nie jesteście ateistami!
Po prostu uważacie, że Bóg to wymysł cżłowieka.
Basienkatt
To roznie wyglada i roznie sie tlumaczy ze wzgledu na wiek dziecka. Wczesniej bylo dokladnie tak jak u ciebie czyli z malym dzieckiem jezdzilismy do rodzicow, ciotek etc na sniadania Wielkanocne i dokladnie tak jak ty omijalismy odwiedziny w kosciele i swiecenie jajek. Dla nas to po prostu dluzszy weekend z dobrym jedzeniem (tak samo w Boze Narodzenie). Gdy dziecko bylo wieksze i zaczelo zadawac pytania to opowiadalismy o tradycji i o Wielkanocy i o tym co oznacza dla Katolikow. Mloda raz poszla z dziadkiem swiecic jajka bo chciala zobaczyc jak to jest i stwierdzila ze nuda.
Teraz nie mieszkamy w PL i mloda ma w szkole zajecia gdzie sie ucza o innych religiach wiec czasami ida do Meczetu a czasami do swiatyni Hinduistycznej wiec dla niej jest normalne ze ludzie wierza w rozne rzeczy.
Najlepsza jest rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa.
Znam jednak ten bol gdy w przedszkolu (w malym miasteczku) musialam tlumaczyc ze nie jestesmy katolikami (ze wzgledu na zajecia z religii) i ze nie jemy miesa
Dziadkowie i ciotki oczywiscie nie byli zadowoleni ze dziecko nieochrzczone, slubu koscielnego tez nie ma ale po kilku latach im przeszlo. Pewnie sie nasluchacie ale po jakims czasie wszyscy sie przyzwyczaja i przestana wam zawracac glowe.
Nie jesteście ateistami!
Po prostu uważacie, że Bóg to wymysł cżłowieka.
To kim sa?
Też się kiedyś nad tym zastanawiałam, bo jesteśmy ateistami i planujemy tak wychowywać dzieci. Mam znajomych ateistów (w ich rodzinach ateizm był od pokoleń) i pytałam jak to u nich wyglądało, gdy byli dziećmi, czy nie czuli się dziwnie i odmiennie. Oni uważali, że mam takie obawy, bo sama wychowałam się w tej religii i mnie osobiście to wydaje się dziwne, a dla nich wcale takie nie było. Święta normalnie spędzali z rodziną, ale bez kościołów, postów itp. Ot, świąteczne śniadanie albo kolacja. Rodzice im po prostu tłumaczyli skąd te tradycje się wzięły i w co wierzą katolicy. Ja tutaj naprawdę nie widzę problemu. Można stworzyć własne, świeckie tradycje, np. świąteczny spacer zamiast święcenia jajek. W sumie w mojej rodzinie świąteczne śniadanie czy kolacja wcale nie wyglądają na religijne. Może poza elementem opłatka na Boże Narodzenie. Nikt się u nas nie modli, nie śpiewa kolęd, a jedynie wszyscy idą do kościoła, a ja zostaję w domu.
A jak to odbiera wierząca rodzina? No cóż, zależy jak bardzo fanatyczną ma się rodzinę. Znam ludzi, którzy zerwaliby kontakt z dzieckiem, gdyby ono zostało ateistą. Moi rodzice na początku się bulwersowali, a teraz jakoś akceptują. Czasami jakąś tam uwagę powiedzą, ale bardziej do siebie niż do mnie. Matką chrzestną na szczęście nie zdążyłam zostać, a teraz już każdy w mojej rodzinie wie jak sprawa wygląda i mnie o to nie poproszą.
GetReal myślę, że fakt, że wychowujesz dzieci poza granicami kraju dużo daje, w Polsce ateizm u młodych się jakoś znosi ale w "rodzinach" to już jest problem. Tak jak mówisz nawet sobie nie wyobrażam jakie będą cyrki z religią w szkole. Gdyby to polegało na faktycznie nauczeniu dzieci religii, różnych, wyjaśnieniu o co chodzi a nie tej całej indoktrynacji.. ale to nie ten temat. Myślę, że moja rodzina okaże się wyrozumiała, gorzej z teściami.. nadal odpowiadają milczeniem na teksty o "tylko" cywilnym ślubie, braku chrztu by chyba nie przetrwali - na szczęscie nie muszę się jeszcze o to bać. Ale tak jak mowie, podczas świąt zawsze próbuję sobie to wyobrazić z drugiej strony. Inaczej jest jeszcze gdy ateiści mieszkają sami a inaczej gdy łączą się we wspólne domostwo...
Przez kilka lat z dzieckiem mieszkalismy w PL i dobrze znam ten problem i widze duza roznice pomiedzy PL a UK.
Jedyne co moge Ci poradzic to konsekwencja i nigdy sie nie tlumacz. Mozesz spokojnie wyjasnic albo powiedziec ze Ty szanujesz jego wyznanie i chcialabys zeby ta osoba szanowala twoj brak wyznania. Nie tlumacz sie gdy ktos bedzie ciebie atakowal albo zadal tlumaczen. To nic nie daje. Niektorzy beda na poczatku sie oburzac ale im to przejdzie. To nie jest Twoj problem. To ich problem i Ty nie musisz sie tym zajmowac. To Wasze zycie, Wasze decyzje i nie ma tutaj nad czym dyskutowac. I nie martw sie, przetrwaja brak chrztu, teraz im sie tak tylko wydaje ze to koniec swiata bo dziecko nieochrzczone. To tez im przejdzie.
Ty bedziesz musiala jedynie wytlumaczyc swojemu dziecku dlaczego niektorzy ludzie wierza w to czy tamto. Jest to jednak bardzo fajny temat a dzieci sa bardzo otwarte na wszelkie roznice. Mozecie jak poleca cslady stworzyc swoja "swiateczna" tradycje.
U mnie cala rodzina jest religijna, ze strony mojego ojca to nawet bardzo (Radio Maryja 24/7) i jakos udalo im sie przetrawic brak chrztu i slubu. Teraz przy stole nikt sie nie dziwi gdy sie nie przezegnamy i nie pomodlimy z nimi albo ze nie pojdziemy na pasterke. Przyzwyczaili sie. Sami zauwazyli ze rogi nam nie urosly, jak przechodzimy obok kosciola to tez pioruny na nas nie leca i siarka od nas tez nie zajezdza.
Kiedys popelnialam blad bo jak ktos mnie atakowal to odpowiadalam atakiem. Po pierwsze strasznie to glupie, po drugie wtedy zacznasz sie wkrecac w te dyskusje ktore sa jalowe a po trzecie dajesz powod do nastepnych atakow. Trzymaj sie swojego, szanuj wyznania innych i badz kosekwentna w swoich decyzjach.
7 2015-04-07 20:30:39 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-04-07 20:38:56)
Ale na religię można chyba nie chodzić. Dlaczego mają być cyrki? Ja chodziłam do podstawówki i gimnazjum na wsi. 2 osoby były niewierzące albo innego wyznania i bez problemu nie chodziły na religię. Wiadomo, wiejskie plotkary obrabiały im tyłki, ale żadnej takiej bezpośredniej wrogości nie było. Poza tym z roku na rok jest coraz lepiej. Ludzie ze wsi też studiują w mieście i widzą, że nie ma jedynej słusznej religii, a różni ludzie w różne rzeczy wierzą. Kiedy 10 lat temu ucięłam pozory i przestałam udawać wierzącą, to było wielkie oburzenie i niezrozumienie. A teraz tego nie ma, jedynie czasami ludzie sobie pogadają. We wioskach moich rodziców coraz mniej młodych osób chodzi do kościoła. Coraz mniej osób jest ślepo zapatrzonych w kościół. A raczej trudno kogoś wytykać palcami, gdy samemu nie chodzi się do kościoła i nie jest świętym. Niemiłą sytuację miałam ostatnio tylko jedną, bo przypadkiem spotkałam proboszcza z parafii moich rodziców. Sam zaczął temat, że doszły go słuchy, że przestałam wierzyć i tak się zdenerwował, że aż czerwony się zrobił.
Awantura była na cały sklep, a do tego plastyczne opisy ogni piekielnych, które niechybnie na mnie czekają. Tzn. z jego strony awantura, bo ja w sumie byłam na początku zdziwiona. No ale jak zaczął obrażać moich rodziców i ich wychowanie, to odpowiedziałam mu w podobnym tonie, aż mu w pięty poszło. Może sobie być nawet biskupem, ale takich ludzi nie szanuję. Ciekawe jak pokrętną musi mieć psychikę i wybujałe ego, żeby poczuwać się do moralizowania osoby, którą znał tylko z widzenia, o której nic nie wie i której nie widział 10 lat.
A co do samych świąt, to możecie Wigilię i Wielkanoc spędzać w swoim towarzystwie. My tak najczęściej robimy. Rodzinę odwiedzamy zawsze w pierwsze święto, no i jest spokój.