Witam. Generalnie to nie jestem zbyt wylewną osobą, nie zwierzam się nikomu, trzymam wszystko w sobie, ale sytuacja w domu mnie wykańcza i muszę się wygadać bądź wyżalić.
Od kilku miesięcy jestem osobą pełnoletnią, więc został mi prawdopodobnie rok w takiej sytuacji i atmosferze. Ale do rzeczy. Moi rodzice byli bardzo wierzący, ciągłe pielgrzymki, częste rozmowy w domu na tematy religijne itd. Ale kilka lat temu przyszło do nas kilku Świadków Jehowy i po pewnym czasie ojciec stał się jednym z nich. Nie powiedział nam tego, potajemnie wypisał się z Kościoła. Dla mamy był to ogromny szok i cios i do tej pory nie może się pozbierać ( minęły już 4 lata). Co tydzień kłótnie, nie moge się na niczym skupić, bo cały czas mam w myślach, że nadchodzi niedziela i będzie kłótnia i mam straszne nerwy, mama też. Najlepiej by było żeby się rozwiedli, ale mama boi się, że nie poradzi sobie (sprawy finansowe). Tato często 'patrzy na nas z góry', głupio się śmieje z tego, że mama nie może się z tym pogodzić. Ostatnio też okłamał nas, że idzie do pracy a tak naprawdę poszedł na jakieś spotkanie 'wymian światopoglądowych'. Nic się nie przyznał, tylko kolega z pracy zadzwonił do nas na drugi dzień dlaczego go nie było.
A dziś, w święta, nie wyszedł na obiad i cały dzień siedzi zamknięty w pokoju i śpi albo ogląda telewizję. Panuje okropna atmosfera. Mam żal do niego o to, że tak nas traktuje, tak nami pomiata. Ale największy żal mam za to, że nigdy go nie obchodziłam. Nigdy ze mną nie rozmawiał, jest dla mnie po prostu obcy. Potrafił się nie odezwać do mnie przez miesiąc będąc w jednym domu. Nigdy nie złożył mi życzeń na urodziny, nawet nie wiedział gdzie poszłam do liceum! Nie wie o mnie kompletnie nic. Gdy przyjdzie mi z nim wymienic te kilka zdań, czuję się strasznie skrępowana. Może i on w dzieciństwie miał takie relacje z rodzicami i nie potrafi teraz okazać żadnych uczuć, ale to mnie, nas, strasznie krzywdzi..
Podobne tematy
Ojcu się poprzestawiało w głowie. Przeprali mu mózg. Jak tak się zachowuje to mu przytocz: Kochaj bliźniego swego jak siebie samego.
Współczuje Ci, że masz takigo tatę. A raczej namiastka taty, bo nie wiedząc gdzie poszła córka do szkoły, nie składać życzeń to po prostu on nie powinien mieć dzieci.
Więc jeśli on taki jest to zajmijcie się sobą razem a jego zostawcie , niech sobie jest w swoim świecie.
Ojcu się poprzestawiało w głowie. Przeprali mu mózg. Jak tak się zachowuje to mu przytocz: Kochaj bliźniego swego jak siebie samego.
Współczuje Ci, że masz takigo tatę. A raczej namiastka taty, bo nie wiedząc gdzie poszła córka do szkoły, nie składać życzeń to po prostu on nie powinien mieć dzieci.
Więc jeśli on taki jest to zajmijcie się sobą razem a jego zostawcie , niech sobie jest w swoim świecie.
No właśnie mama dawno temu by już go zostawiła, ale nie mogła i nadal nie może tego zrobić, ponieważ ona sama ma na miesiąc 1000 zł, tata 2000, nie jest i tak lekko. Gdyby tak odejść od ojca, to na same rachunki by nie wystarczyło... ech...
paulo71 napisał/a:Ojcu się poprzestawiało w głowie. Przeprali mu mózg. Jak tak się zachowuje to mu przytocz: Kochaj bliźniego swego jak siebie samego.
Współczuje Ci, że masz takigo tatę. A raczej namiastka taty, bo nie wiedząc gdzie poszła córka do szkoły, nie składać życzeń to po prostu on nie powinien mieć dzieci.
Więc jeśli on taki jest to zajmijcie się sobą razem a jego zostawcie , niech sobie jest w swoim świecie.No właśnie mama dawno temu by już go zostawiła, ale nie mogła i nadal nie może tego zrobić, ponieważ ona sama ma na miesiąc 1000 zł, tata 2000, nie jest i tak lekko. Gdyby tak odejść od ojca, to na same rachunki by nie wystarczyło... ech...
Tak, a ja myślę, że jak się uczysz to należą CI się alimenty. To po pierwsze, po drugie miałem tu na myśli zajęciem się swoimi sprawami a on, niech sobie sam gacie pierze.
Raczej matka tkwi z nim ze wzgędu że jest żoną, a nie ze względu pieniędzy. Boi się sama zostać, choć i tak sama jest w tym związku.
Ty znowu nie masz oparacia w nim jako ojca. Nie rozumiem takich ludzi za bardzo, sam mam syna 19 lat choć jestem po rozwodzie nigdy go nie zawiodłem jeżeli potrzebował rozmowy czy czegoś innego.
lonelyperson napisał/a:paulo71 napisał/a:Ojcu się poprzestawiało w głowie. Przeprali mu mózg. Jak tak się zachowuje to mu przytocz: Kochaj bliźniego swego jak siebie samego.
Współczuje Ci, że masz takigo tatę. A raczej namiastka taty, bo nie wiedząc gdzie poszła córka do szkoły, nie składać życzeń to po prostu on nie powinien mieć dzieci.
Więc jeśli on taki jest to zajmijcie się sobą razem a jego zostawcie , niech sobie jest w swoim świecie.No właśnie mama dawno temu by już go zostawiła, ale nie mogła i nadal nie może tego zrobić, ponieważ ona sama ma na miesiąc 1000 zł, tata 2000, nie jest i tak lekko. Gdyby tak odejść od ojca, to na same rachunki by nie wystarczyło... ech...
Tak, a ja myślę, że jak się uczysz to należą CI się alimenty. To po pierwsze, po drugie miałem tu na myśli zajęciem się swoimi sprawami a on, niech sobie sam gacie pierze.
Raczej matka tkwi z nim ze wzgędu że jest żoną, a nie ze względu pieniędzy. Boi się sama zostać, choć i tak sama jest w tym związku.
Ty znowu nie masz oparacia w nim jako ojca. Nie rozumiem takich ludzi za bardzo, sam mam syna 19 lat choć jestem po rozwodzie nigdy go nie zawiodłem jeżeli potrzebował rozmowy czy czegoś innego.
Dzisiaj znowu jest zamknięty w pokoju, raz tylko wyszedł żeby odwieźć siostrę na dworzec. Kompletnie nie wiemy o co mu chodzi.
Przez całe święta się nie odezwał, siostra przyjeżdża raz na 2 miesiące i tak się zachowuje..
A jak zachowuje się w pracy, jakie ma relacje z kolegami? z rodziną dalszą, z sąsiadami, znajomymi?
Może on popadł w depresję, może jakaś choroba psychiczna się pojawiła?
A jak zachowuje się w pracy, jakie ma relacje z kolegami? z rodziną dalszą, z sąsiadami, znajomymi?
Może on popadł w depresję, może jakaś choroba psychiczna się pojawiła?
Z sąsiadami, kolegami z pracy ma normalne stosunki, żadnych wrogow, często miał nawet o wiele więcej tematów do rozmów niz z nami - mną, mama.. jeszcze 3 dni temu było w miarę 'normalnie' odzywal się do mamy, wychodził na zewnątrz. Dziś chyba wziął sobie wolne od pracy i siedzi zamknięty w pokoju, wolalismy go na obiad, weszliśmy do środka, ale on się nie odezwał. I tak od wczoraj, jakby się obraził.
A jakby tak wprost go zapytać o co mu chodzi, o co ma pretensje? spokojnie porozmawiać , bez krzyku bez awantury...
Prawdopodobnie Twój tato też miał trudne dzieciństwo. Czy wiesz coś o tym? Jakie miał relacje z rodzicami, z rodzeństwem, czy w jego domu był problem z alkoholem? Dlatego dziś nie potrafi okazywać uczuć, rozmawiać z najbliższymi. Być może ci świadkowie jehowy jakoś sprytnie go podeszli, przygarnęli, wśród nich czuje się zaakceptowany. Na niego masz niewielki wpływ, ale zatroszcz się o siebie. Piszesz, że nikomu się nie zwierzasz, a chyba dobrze by było. Porozmawiaj o tym choćby z siostrą, pewnie jest Ci bliska, do tego z jednej strony zna sytuację, a z drugiej patrzy na to z dystansu. Czy masz dobre stosunki z rówieśnikami, czy raczej jesteś odludkiem? Może masz koleżankę, której możesz się wyżalić? Tak żeby tak nie dusić tego w sobie.
Prawdopodobnie Twój tato też miał trudne dzieciństwo. Czy wiesz coś o tym? Jakie miał relacje z rodzicami, z rodzeństwem, czy w jego domu był problem z alkoholem? Dlatego dziś nie potrafi okazywać uczuć, rozmawiać z najbliższymi. Być może ci świadkowie jehowy jakoś sprytnie go podeszli, przygarnęli, wśród nich czuje się zaakceptowany. Na niego masz niewielki wpływ, ale zatroszcz się o siebie. Piszesz, że nikomu się nie zwierzasz, a chyba dobrze by było. Porozmawiaj o tym choćby z siostrą, pewnie jest Ci bliska, do tego z jednej strony zna sytuację, a z drugiej patrzy na to z dystansu. Czy masz dobre stosunki z rówieśnikami, czy raczej jesteś odludkiem? Może masz koleżankę, której możesz się wyżalić? Tak żeby tak nie dusić tego w sobie.
Matka mojego taty była dobrą, troskliwą kobietą, ale nigdy nie składała nikomu życzeń, nie było w jego domu czegoś takiego jak urodziny, imieniny. Ale chodzi na imieniny do sąsiada czy swojej siostry.
Dla mojej siostry był bardziej 'emocjonalny' i troskliwy. Mnie z moją siostrą dzieli dość duża różnica wieku. Gdy byłam małym bąblem to wyjechała na studia i potem raz na 2 miesiące przyjeżdżała do domu. Nie mam z nią tak dobrego kontaktu. Nie mam też osoby, której mogłabym się zwierzyć i która w pełni zrozumiałaby mnie, często to ja jestem osobą, której powierzane są wszelkie tajemnice. Często myślę, że nie mam po co się komu zwierzać, skoro inni mają własne problemy.
Zapytałam ojca czy jest chory, czy coś mu się stało.. On odpowiedział tak jakbym była jego wrogiem, że ma gorączkę. Próbowałam jakoś nawiązać temat, coś podpytac ale nic się nie odezwał, odwrócił się i zajął się czymś. Poczułam się jakby mi ktoś nóż wbił w brzuch..
To przykre, że tak Cię potraktował. Jak widać, dziś olewa nawet Twoją siostrę. A czy próbowałaś się komuś zwierzać? Skoro inni zwierzają się Tobie, Ty też możesz, po prostu spróbuj. Twoje problemy też są ważne! Pewnie takich sytuacji jak dziś masz wiele na codzień, dobrze by było móc z kimś rozmawiać, zamiast dusić to w sobie.
To przykre, że tak Cię potraktował. Jak widać, dziś olewa nawet Twoją siostrę. A czy próbowałaś się komuś zwierzać? Skoro inni zwierzają się Tobie, Ty też możesz, po prostu spróbuj. Twoje problemy też są ważne! Pewnie takich sytuacji jak dziś masz wiele na codzień, dobrze by było móc z kimś rozmawiać, zamiast dusić to w sobie.
Kiedyś próbowałam powiedzieć o tym pewnej koleżance, ale w trakcie tej rozmowy coś nam przerwało i potem już nie wracałam nigdy do tego tematu.
Początkowo byłyśmy sobie bardzo bliskie, jej jedynej się zwierzałam. Poczułam, że w końcu znalazłam swoją bratnia duszę. Byłyśmy bardzo podobne, podobnie myslałyśmy i miałyśmy takie same zainteresowania.. Lecz teraz coś pękło.. nie umiemy rozmawiać tak jak dawniej, coś się zmieniło.. Ona zaczęła spotykać się z innymi, chodzić z nimi na imprezy, więc teraz z innymi ma więcej tematów do rozmów niż ze mną. Ta sytuacja też mnie trochę przygnębia.
Nie zwierzam się nikomu, bo też nigdy tego nie robiłam i w sumie przyzwyczaiłam się do tego. Ta koleżanka była mi jedyna trochę bliższa, ale no.. wyszło jak wyszło.
Jednak sama na początku napisałaś "muszę się wygadać bądź wyżalić", więc dobrze wiesz, że tego potrzebujesz. Koleżanka znalazła sobie nowe towarzystwo, Ty też możesz. Może wśród tych osób które Ci się zwierzają, obdarzają zaufaniem, jest ktoś komu Ty możesz zaufać i kto Cię zrozumie.