Po rozstaniu - czy dobrze? Co dalej? Moja historia - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Po rozstaniu - czy dobrze? Co dalej? Moja historia

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 ]

Temat: Po rozstaniu - czy dobrze? Co dalej? Moja historia

Cześć wszystkim
Możliwe, że ktoś z was czytał mój poprzedni wątek, który został rozpoczęty jeszcze w bodaj styczniu. W każdym razie i tak postaram się przybliżyć z grubsza całą historię, a przy okazji zawrę trochę więcej emocji które wtenczas odczuwałem, lecz przede wszystkim - to, co czuję teraz i z czym się obecnie borykam + moje analizy tego wszystkiego. Chciałbym, żebyście ocenili mniej więcej to wszystko, moje działania i wnioski. I w miarę możliwości, postarali się pomóc, może poprzeć własnymi doświadczeniami, spostrzeżeniami.
Poznałem, wydawać by się mogło, świetną, idealną dziewczynę. Każdemu tak się wydaje na początku, prawda? Spotykaliśmy się, od końca kwietnia do sierpnia w zeszłym roku (później byliśmy razem). To było niesamowite, przeżywaliśmy magiczne chwile. Długie spacery po całym mieście, wielogodzinne rozmowy nad rzeką, wypady do kina, jeszcze więcej rozmów, stały kontakt w świecie wirtualnym, jeżdżenie na jednym rowerze podczas deszczu śpiewając i śmiejąc się z chowających się ludzi, rzekłoby się - niemal idealny przykład zauroczenia, które może spotkać ludzi z liceum. Bez fałszywości, czysta fascynacja i niewinność. Te same marzenia, chęć podróżowania, siedzenia w parku na trawie w słoneczny dzień, wyjechania na koncert ulubionego zespołu. Do tego chodziliśmy (i nadal chodzimy) do tej samej licealnej klasy. Wtedy to było świetne, bo stały kontakt był niczym błogosławieństwo, dar niebios. Nieustanny flirt, kuszenie siebie wzajemnie, wspólny wyjazd na festiwal, cudowne spędzenie moich urodzin, jako pierwsza złożyła mi życzenia, niesamowite, swoją drogą. Nie miałem jakiegoś super doświadczenia wtenczas, acz nie było ono zerowe - zresztą, każdy średnio inteligentny szympans by się domyślił, że coś jest na rzeczy. Jedna rzecz jednak nie dawała mi spokoju - owa dziewczyna była pół roku (może ciut więcej) po rozstaniu ze swoją chyba pierwszą miłością. Bardzo poważny związek, dwa lata, co dla młodego człowieka jest cholernie długim okresem. Kochali się, idealnie pasowali, ale co się stało? Podobnież odwróciła się od niego w krytycznym momencie, gdy facet jej bardzo potrzebował bo miał ciężki okres (dowiedziałem się tego niedawno). Czasami, podczas naszych spotkań mówiła mi, że np. się do niej odezwał, chwilę rozmawiali, było niemiło. Ale to nadal w niej siedziało. Tęskniła? Zdecydowanie. Ignorowałem to, ale frustrowało mnie to niemiłosiernie. Spotykaliśmy się dalej. Wiecie co mnie dziwiło? Jej infantylne, momentami, zachowania. Przykładów będzie kilka, oto dwa z nich. Pod koniec roku szkolnego byłem na koncercie, miałem jej następnego dnia zdać relację. Wszystko super. Następny dzień, szkoła, ale zamiast lekcji tylko jakiś wypad do parku w paręnaście osób. Ja przyszedłem mocno spóźniony, bo zwyczajnie pospałem dłużej. Na miejscu ekipa już na dobrze zorganizowana, każdy z kimś rozmawia, więc odszedłem z kumplem na ławkę jakiś kawałeczek od nich, przyszła moja koleżanka (wszyscy nas podejrzewali o to, że się sobie podobamy, co nie było prawdą - just friends) i w zasadzie tylko z nią gadałem, a i tak krótko. Po pół godzinie wszyscy zaczeli się rozchodzić, to ja postanowiłem pogadać z moją znajomą, o której właściwie jest cały ten tekst (wcześniej się przywitałem, oczywiście). Strasznie mnie ignorowała, jakby nie miała czasu/ochoty. Okeeej, trudno. Chciałem się odezwać później poprzez fb - była strasznie oschła, jakby niesamowicie zła. Nie ogarniałem totalnie. Wypytuję, co jest, co się stało. Walnęła po kilku próbach niby że jej przyjaciółka miała jakiś super problem i się martwi (1. Ten problem to był jakiś bullshit, 2. Nie mogła powiedzieć od razu?). Zupełnie tak, jakby miała focha, że nie gadałem z nią od początku. Czyżby chęć totalnej adoracji z mojej strony 24/7? Zapamiętajcie to, bo w dalszej części będę wyciągał wnioski dalej. Potem zadzwoniła, normalna rozmowa, ponad godzinę, umówiliśmy się na spotkanie na następny dzień. Był bardzo sympatycznie, gdy odprowadziłem ją na przystanek, pocałowaliśmy się po raz pierwszy - po chwili przerwała, powiedziała tylko że musi iść, wsiadła do busa, po chwili odjechał. Myślę sobie, chyba super. Wreszcie coś przeszło, kolejny poziom osiagnięty. Niekoniecznie. Po jakimś czasie, tego samego dnia, napisała do mnie dość dziwne rzeczy. Że myśli nad tym wszystkim, że jest jej dziwnie, itd. Zero konkretów, ale wynikało z tego że nie jest gotowa, boi się. Stwierdziłem, że musimy porozmawiać. Następnego dnia w ogóle nie chciała gadać, zdenerwowałem się. Nie odzywałem się, bo stwierdziłem że skoro ona i tak nie wie, czego chce, to ja jej nic nie wyperswaduję, nic na siłę. Parę dni, parę wypadów na piwo z kumplami, jakaś impreza, fajny początek wakacji. Aż nagle się odzywa (zasada 3 dni, niczym Jezus zadziałała). Wróciliśmy do normalnego kontaktu. Dość szybko zaproponowała mi wypad na jakiś event wakacyjny, było świetnie. Tak też spotykaliśmy się przez wakacje. Miłe chwile, jakieś wypady przeplatane raz po raz wspominkami o byłym (a to że sie odezwał, a to że coś tam, a to że jest super bo nie jedzie na koncert na który ona chce, ale za to jadę ja i w ogóle świetnie).
Koniec wakacji, wspólny wypad do innego miasta, podróż wymyślona wcześniej, ale mimo to spontaniczna. Cudo. Wszystko zmierzało w jednym kierunku, cały dzień zwieńczony pocałunkiem, tym razem również i ona była tego pewna. Spotkanie po paru dniach, decyzja, że sprawa jest jasna, tak też zostaliśmy parą. I teraz wybuchną wam mózgi - trwało to tydzień. Tak, w międzyczasie jak się widzieliśmy (szkoła) byłem jej totalnie obojętny, gdy w końcu spytałem się o co chodzi, okazało się że ona chyba nie jest gotowa. W takim razie, koniec. Już nawet nie chciało mi się z nią gadać, wracać do stopy przyjacielskiej. Do tej pory władowałem dużo emocji w to wszystko, a nie miałem zamiaru łudzić się jakąś niewidzialną nagrodą. I jeszcze lepiej - przez cały czas po tym, próbowała zdobywać moją uwagę, zaczepiać, itd. Widać było, że się interesuje. Wróciliśmy do siebie. Ja wiem, że to brzmi jak gimbaza, ale tak wyszło. Mam wrażenie, że moje podejście było ciut bardziej dojrzałe. Jak wyglądał nasz związek? Słabo. Bardzo słabo. Bez przerwy miałem wrażenie, jakby nie interesowała się mną tak, jak to było wcześniej. Bardzo nikłe zaangażowanie z jej strony, dziwne zachowania. W towarzystwie, szkole, sama nie potrafiła nawet przyjść się przywitać, zagadać. A kiedy ja to robiłem, rzadko kiedy było widać, jakby faktycznie też tego chciała. Było trochę momentów kryzysowych, za każdym razem ustawiałem spotkanie i mówiłem jej, że widze taki i taki problem, to i to mi się nie podoba. Chciałem, żeby też mówiła mi co w moim zachowaniu jest nie tak. Cały czas miałem wrażenie, jakby tęskniła za byłym - słusznie. Pomijając fakt, że raz po raz rozmawiali, nawet przez niego płakała, na sylwestrze odwaliła konkretny numer. Popłakała się przy mnie, że on już nigdy do niej nie zadzwoni, że tak dobrze się rozumieli itp. A ja trwałem przy niej. Tak bardzo mi zależało. Byłem idiotą. Potem mi tłumaczyła, że to było złe i w ogóle. Że przeprasza.
Jakis czas później byliśmy na kolacji z okazji jej urodzin, dużo rozmawialiśmy o nas. Mówiła mi, że brakuje jej w naszej relacji takiej ciągłej bliskości, rozmów sam na sam nawet w szkole, trzymania się razem. Chwila chwila... czy ja cały czas tego nie próbowałem, podczas gdy ona wolała swoich innyc znajomych? O CO CHODZI. Powiedziałem tez co mi się nie podoba, potem foch. Przez tydzień nawet się ze mną nie witała w szkole, nie rozmawialiśmy. Nie wytrzymałem. Spotkaliśmy się, wytłumaczyłem co i jak, dlaczego, to koniec. Płacz, prośba żebym ją pocałował po raz ostatni - mówię ''A za kogo ty mnie masz?'' Odszedłem. Dzień później smsy, że to trudniejsze niż myślała, że jej trudno. Nie odpisywałem. Dostałem zaproszenie na jej imprezę z okazji urodzin - nie poszedłem. Wiem, że jak rozmawiała z ludźmi to mówiła że jej przykro że nie chcę przyjść, że nie rozmawiamy. Moja przyjaciółka z nią gadała, przekazała moje stanowisko, mianowicie ja wszystko wytłumaczyłem co jak i dlaczego, ale jestem otwarty na rozmowy, jeżeli chce to niech się odezwie i raz jeszcze porozmawiamy o tym wszystkim. Jej odpowiedź? Jeżeli będę chciał, to sam się odezwę. Cóż. Zero kontaktu. W międzyczasie poznałem świetną dziewczynę, spotykaliśmy się trochę, ale nie potrafiłem być z nią razem - nie, kiedy w głowie miałem cały czas poprzednią relację. Wiem, że moja była strasznie jej nie cierpiała, była mocno zazdrosna (nie znały się, jedynie z widzenia). Z tego co dowiedziałem się niedawno wynikało, że często się o mnie wypytywała moich znajomych, co u mnie i tak dalej. Ale kontaktu brak. Gdy raz jedyny zaproponowałem spotkanie, cieszyła się ale musiała odmówić bo była tego dnia zajęta. I w zasadzie tyle. Potem się okazało, że jest razem z moim kumplem z klasy, taki zonk. Było mocne spięcie, powiedziała że nie ma ochoty już ze mną rozmawiać i tyle, skoro sam to zakończyłem. Jakie wyciągnąłem wnioski? Sami oceńcie, czy słusznie.
Byłem plastrem po byłym. Nie potrafiła poczuć do mnie nic więcej, a jedynie koiłem ból po nim, z różną skutecznością. A może byłem kimś więcej, ale nie zawsze dawałem wciągnąć się w jej gierki? Mimo wszystko, często pokazywałem charakter i nie dawałem sobą pomiatać. Wydaje mi się, że ten ich związek teraz jest tylko po to, żeby mi dopiec. Poziom był dla niej easy, koleś się nią też jarał i miała go na kiwnięcie palcem. A totalnie do siebie nie pasują, możecie mi wierzyć. Nie jest to tylko moje zdanie, to widać i każdy to zauważył. O ile ja i ona dość się rózniliśmy, to z tym facetem to jest zupełnie, i wątpię żeby te przeciwności się uzupełniły. Potencjalnych facetów mogła mieć wielu innych, ale tylko ten konkretny mógł wywołać we mnie jakieś emocje, związkiem z kimkolwiek innym bym się nie przejmował. Do tego dochodzi fakt, że mimo iż nie byliśmy razem i nie gadaliśmy, to wypytywała o mnie, była bardzo zazdrosna, interesowała się. Gdyby do głowy przyszło mi coś jeszcze to się podzielę. A teraz mam problem, bo chciałbym raz na zawsze z tego wybrnąć, a nie potrafię. Często myśli wracają, wspomnienia, robi się przykro i źle. Mimo, że wiem jak byłem traktowany to nadal to wywołuje we mnie emocje. Nawet zajęcia takie jak sport itp. nie są w stanie mi do końca pomóc ale cały czas próbuję. Minęły w sumie dwa miesiące od rozstania. Ja wiem, że jest wiele osób które miały sto razy większe problemy, ale każdy jest inny i dla każdego coś może być różnie bolesne, więc prosze, uszanujcie fakt, że dla mnie to duże przeżycie.
Żałuję tych wszystkich emocji i nerwów. Szkoda też tego wszystkiego, bo byłem w stanie dla niej oddać wszystko, znieść wiele przeciwności, kochałem ją. Ale nie mogłem dalej w tym trwać w takiej postaci.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-04-02 15:57:09)

Odp: Po rozstaniu - czy dobrze? Co dalej? Moja historia

Szkoda mi tej dziewczyny, z którą "próbowałeś" coś stworzyć, mając w głowie kogoś innego - potraktowałeś ją tak samo jak ta Twoja Królewna Ciebie - to się nazywa krąg samsary, poczytaj o tym jeśli chcesz.

Pamiętaj, że raniąc innych w ten sam sposób, tworzysz sobie karmę - zamiast ją oczyścić i otworzyć się tym samym na coś dobrego, na Miłość.
Wykorzystując inne kobiety (=brak empatii) żeby sobie ulżyć, tworzysz karmę i będziesz powtarzał lekcję ze swoja "ukochaną eksią", z inna kobietą, w której się bez wzajemności zakochasz.

Ty musisz zakończyć tą sytuację, bo to TY miałeś się z tej relacji czegoś nauczyć, twoja była uczy się tego samego, ale z relacji ze swoim eksem, z powodu którego byłeś dla niej plasterkiem, substytutem..

3

Odp: Po rozstaniu - czy dobrze? Co dalej? Moja historia

Wiem że z tamtą postąpiłem źle, ale wszystko sobie wyjaśniliśmy i mamy bardzo zdrowe stosunki. Czuję się wobec niej bardzo winny, dlatego staram się jak mogę, aby w jakiś sposób jej to wynagrodzić. Jest bardzo dojrzałą osobą, dlatego też jesteśmy w stanie być dobrymi przyjaciółmi. Ale mimo wszystko, znam swój błąd

Posty [ 3 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Po rozstaniu - czy dobrze? Co dalej? Moja historia

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018