Hey,
postanowiłam się z wami podzielić swoją historią. Miałam super faceta z pozoru, przynosił kwiaty, był szarmancki, zabierał mnie na kolacje, ale był mamisynkiem. Oświadczył mi się bardzo szybko, ponieważ niecałe pół roku po tym jak zaczelismy sie spotykac. Któregoś pieknego dnia na imprezie mi poległ. tzn, że od picia alkoholu zasnął i nie można było go obudzić. Zawiozłam go taxówką do domu i jego mamusia, nawsadzała mi, że mam jej synka z głowy, że mogę jechać się dalej bawić oraz że pewnie dałam mu narkotyki. i tak nasze relacje zaczely sie psuc az sie rozstalismy. tzn on zostawił mnie przez sms. mamusia w nagrode kupiła mu nowy samochodzik. wiem, że historia banalna, i nie ma czego załowac, byl miloscia mojego zycia, myslalam ze wybierze mnie a nie mame, ale rozumiem ze mial lepsze korzysci finansowe od niej niz ze mne, bo przeciez milosc to za malo. bardzo przezylam to rozstanie, szpital, schudlam raptownie, i teraz do tego dostalam wypowiedzenie w pracy. przyjaciele okazali sie klamliwi, jeden mi nawsadzal po rozstaniu i mi wypomnial ze mialam go w dupie, a kolezanki maja parcie na znalezienie faceta co za tym idzie ciagle mnie doluja. inna kolezanka okazala sie blachara, poniewaz wpierw miala wielke ale do tego ze sie spotykam z moim facetem a potem sama zaczela do niego wypisywac. dostalam mnostwo ostrzezen od naszych wspolnych znajomych. natomiast nie potrafie sie ogarnac. co robilyscie jak wszystko sie walilo a wam juz brakowalo nadziei?
pozdrawiam,