Cześć.
Od razu na wstępie poinformuję tych którzy będą chcieli mnie wyśmiać czy "hejtować" - nie nie jestem roztrzepaną, rozbitą emocjonalnie nastolatką. Wolałabym nią być, ale trochę na to za późno
Taki problem, jak nie problem w zasadzie mam.
Pewnie każda z was czytając to puknie się w głowę i pomyśli "chyba zwariowałaś dziewczynko".
Otóż zacznę od początku, od roku jestem singielką, z jednej strony jest to fajne, z innej nie. Wiadomo, jak ze wszystkim. Każdy mój dotychczasowy związek był związkiem z "miłym, dobrym chłopakiem", wiadomo, miło - ciepło - bezpiecznie w związku. Generalnie można powiedzieć, że super. Tyle, że wiem, że kolejny związek z typem "miłego chłopaka" będzie totalnym niewypałem. Ja z kolei też wyglądam na typ "totalnie niewinnie miłej dziewczyny", takie wrażenie sprawia, że przyciągam tylko miłych facetów, inni nie widzą.
Ostatnio przeszło mi przez głowę, że może się zgodzę i będę w tym miłym związku po raz kolejny, wiem, że z mojej strony nie ma jakiegoś przyciągania, ale już nie raz widziałam, jak takie "w sumie nie chcę, ale dam mu szansę" zamieniało się w coś fajnego i na lata.
Jednak potem miałam porównanie. Byłam na imprezie z tym właśnie miłym. Potem na chwilkę, po jej zakończeniu poszłam na inną. Gdzie był mój kumpel typ tego powiedzmy - niegrzecznego. I skończyło się jak się skończyło i wiem, że nawet jeżeli wejdę w związek wyżej opisany, to skończy się tak, że cała moja siła woli, która nie pozwala mi się - mimo podświadomych chęci - poddawać urokowi tych "gorszych" na trzeźwo, przy alkoholu zmieni się w zgodę, bo zwyczajnie w świecie czuję "prąd" gdy tylko podejdzie i dotknie.
Po raz kolejny pewnie wyśmiejecie mnie, bo jest babka, jest facet, nie ma problemu. Chodzi o to, że przecież tacy faceci też mają swoje kobiety i właśnie zastanawiam się, jak zmienić spojrzenie na siebie, by zwrócić uwagę takiego typu faceta na dłużej niż 5 minut. By w akcie nudy życia singla nie zgodzić się w końcu na miły związek, który mnie znudzi, a porani tego miłego człowieka, na co nie chcę i nie mogę sobie pozwolić.
NETkobiety, domyślam się, że niektóre z was będą chciały z miejsca powiedzieć " daj spokój, skoro masz miło - ciepło - bezpiecznie na wyciągniecie ręki, to korzystaj, nie wariuj dziewczyno. Bo na sukinsynach się przejedziesz."
Zapewne tak będzie. Ale wiem, ze jeśli skorzystam z miłej relacji, to skorzysta na tym tylko mój egoizm i libido. Stracę swój i jego czas na bycie w niewypale i jeszcze poranię fajnego człowieka.
Hm? Jakieś sugestie? Pewnie jakaś część Was miała to samo. Jak sobie poradziłyście z wytłamszeniem chęci poznania tego co was ekscytuje lub w zdobyciu tego?