Witajcie,
Jestem DoReMi i jestem tu stosunkowo nowa. Chciałabym się z z Wami podzielić swoimi aktualnymi odczuciami.
Jestem DDA i Kobietą Kochającą za bardzo. Od dwóch lat na terapii która właśnie dobiega końca. Moja historia jest długa i burzliwa a podłożem różnych tragedii, które przeżywałam problemy dzieciństwa - zimny, agresywny ojciec, alkoholizm dziadka, przemoc, poniżanie, epizod z molestowaniem... Później była kontynuacja czyli bicie i poniżanie, wyśmiewanie w szkole. Wciąż byłam świadkiem przepychanek rodziców, matka zawsze oddana ojcu. Mimo, że traktował ją jak ścierę, bił i zdradzał, nigdy nawet nie myślała żeby od niego odejść a wręcz się tym szczyci, że się z nim nie rozstała. To była jej pierwsza miłość, o którą walczyła i wywalczyła koniec końców. Ojciec teraz się zmienił na lepsze, ich małżeństwo trwa.
Mam za sobą jeden długi związek, który zostawił po sobie traumę. Byłam z Nim 6 lat i zerwałam po długiej walce ze samą sobą. Już dawno go nie kochałam a byłam z przyzwyczajenia i strachu przed tym, że go zranię, że sobie nie poradzi beze mnie. W końcu gdy to zrobiłam cała rodzina odwróciła się ode mnie. Musiałam zacząć walczyć o siebie wbrew innym. To był najczarniejszy okres w moim życiu. Zanim On przestał mnie nachodzić minęło kilka miesięcy, groził, że się zabije, jego łzy sprawiały, że miałam mordercze poczucie winy, nie mogłam spać ani normalnie funkcjonować, schudłam.
To było moje osobiste dno. Odeszłam z domu, zaczęłam żyć na własny rachunek i rozpoczęłam terapię i pracę nad sobą, zaczęłam zdrowieć. W końcu zaczęłam odkrywać kim jestem, czego chcę od życia. Zawsze byłam na skinienie innych ludzi, działałam jak zaprogramowany robot - robiłam dla nich wszystko a sama nie dostawałam niczego w zamian. Nie istniało u mnie słowo "nie", zgadzałam się na wszystko byleby czuć się lubiana i potrzebna. Moim największym przekleństwem był strach przed odrzuceniem. Panicznie bałam się krytyki, brak akceptacji innych wywoływał smutek i złość. Nie potrafiłam sobie radzić z uczuciami (do tej pory czasem trudno mi nazwać uczucie, które aktualnie czuję...)
Rok temu przyszedł taki moment - poczułam, że przebaczam moim rodzicom. Moje życie naprawdę przeszło pozytywne zmiany.
Czuję się silniejsza, nie miewam depresji jak kiedyś, z każdym złym doświadczeniem potrafię się zmierzyć. Zaczęłam doceniać siebie, nawet asertywność opanowałam ![]()
I teraz w czym rzecz.
Czuję się dużo lepiej jednak jest jedna sfera życia, w której wogóle mi nie wychodzi - związki. Po długoletnim związku z tym moim chłopakiem wciąż zakochiwałam się w "niewłaściwych" facetach.
Było
trzech zajętych (z jednym z nich miałam romans),
dwóch niedostępnych (jeden za granicą, drugi na drugim krańcu kraju),
jeden niedojrzały, młodszy o 10 lat (lepiej nie mówić, porażka...).
Jeśli pojawia się już jakiś konkretny (daje oparcie, poczucie bezpieczeństwa, traktuje poważnie...) to nie mogę poczuć do niego absolutnie nic, po prostu nie pasuje mi fizycznie ![]()
Mam już 29 lat i coraz częściej czuję potrzebę stabilizacji i boję się, że zostanę starą panną
A nie chcę małżeństwa z rozsądku z facetem, którego nie kocham (wiem jak to boli). Marzy mi się poważny związek, ślub, dzieci, wiadomo jak u każdej kobiety. Chodzi o to, że nawet terapia nie rozwiązała tego problemu w moim życiu, akurat tego najważniejszego. A może to pech, że akurat trafiam na frajerów?? Zawsze cierpiałam na deficyt miłości teraz naprawdę mam ciśnienie, nie mówiąc już o potrzebach fizycznych.
Niestety mam ten problem, że szybko się angażuję. Jeśli kocham to na 100% nie znoszę niezdecydowania, wszystko albo nic. Mam te mechanizmy napierające, wiem o tym chociaż teraz naprawdę jest dużo lepiej niż kiedyś. Może dlatego oni ode mnie uciekają? Też często się zdarza że ci faceci chcą tylko seksu ode mnie a ja jestem z tych, które seks łączą z miłością nierozerwalnie. I nie chce już tracić czasu na coś co nie rokuje.
Zastanawiam się nad wznowieniem terapii tylko tym razem z naciskiem na uzdrowienie relacji damsko-męskich. Coraz częściej dopadają mnie ponure myśli, czuję się zwyczajnie samotna, brak mi męskiego ramienia.
Jak poradzić sobie z tymi uczuciami i co zrobić, żeby ten schemat wyeliminować z życia?
Pozdrawiam ![]()