netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Jak poradzić sobie z samotnością?

16 odpowiedzi3 076 wyświetleńzałożony przez DoReMi, 18.03.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Jak poradzić sobie z samotnością?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 17 ]

1

Temat: Jak poradzić sobie z samotnością?

Witajcie,
Jestem DoReMi i jestem tu stosunkowo nowa. Chciałabym się z z Wami podzielić swoimi aktualnymi odczuciami.

Jestem DDA i Kobietą Kochającą za bardzo. Od dwóch lat na terapii która właśnie dobiega końca. Moja historia jest długa i burzliwa a podłożem różnych tragedii, które przeżywałam problemy dzieciństwa - zimny, agresywny ojciec, alkoholizm dziadka, przemoc, poniżanie, epizod z molestowaniem... Później była kontynuacja czyli bicie i poniżanie, wyśmiewanie w szkole. Wciąż byłam świadkiem przepychanek rodziców, matka zawsze oddana ojcu. Mimo, że traktował ją jak ścierę, bił i zdradzał, nigdy nawet nie myślała żeby od niego odejść a wręcz się tym szczyci, że się z nim nie rozstała. To była jej pierwsza miłość, o którą walczyła i wywalczyła koniec końców. Ojciec teraz się zmienił na lepsze, ich małżeństwo trwa.

Mam za sobą jeden długi związek, który zostawił po sobie traumę. Byłam z Nim 6 lat i zerwałam po długiej walce ze samą sobą. Już dawno go nie kochałam a byłam z przyzwyczajenia i strachu przed tym, że go zranię, że sobie nie poradzi beze mnie. W końcu gdy to zrobiłam cała rodzina odwróciła się ode mnie. Musiałam zacząć walczyć o siebie wbrew innym. To był najczarniejszy okres w moim życiu. Zanim On przestał mnie nachodzić minęło kilka miesięcy, groził, że się zabije, jego łzy sprawiały, że miałam mordercze poczucie winy, nie mogłam spać ani normalnie funkcjonować, schudłam.

To było moje osobiste dno. Odeszłam z domu, zaczęłam żyć na własny rachunek i rozpoczęłam terapię i pracę nad sobą, zaczęłam zdrowieć. W końcu zaczęłam odkrywać kim jestem, czego chcę od życia. Zawsze byłam na skinienie innych ludzi, działałam jak zaprogramowany robot - robiłam dla nich wszystko a sama nie dostawałam niczego w zamian. Nie istniało u mnie słowo "nie", zgadzałam się na wszystko byleby czuć się lubiana i potrzebna. Moim największym przekleństwem był strach przed odrzuceniem. Panicznie bałam się krytyki, brak akceptacji innych wywoływał smutek i złość. Nie potrafiłam sobie radzić z uczuciami (do tej pory czasem trudno mi nazwać uczucie, które aktualnie czuję...)


Rok temu przyszedł taki moment - poczułam, że przebaczam moim rodzicom. Moje życie naprawdę przeszło pozytywne zmiany.


Czuję się silniejsza, nie miewam depresji jak kiedyś, z każdym złym doświadczeniem potrafię się zmierzyć. Zaczęłam doceniać siebie, nawet asertywność opanowałam wink


I teraz w czym rzecz.

Czuję się dużo lepiej jednak jest jedna sfera życia, w której wogóle mi nie wychodzi - związki. Po długoletnim związku z tym moim chłopakiem wciąż zakochiwałam się w "niewłaściwych" facetach.

Było

trzech zajętych (z jednym z nich miałam romans),
dwóch niedostępnych (jeden za granicą, drugi na drugim krańcu kraju),
jeden niedojrzały, młodszy o 10 lat (lepiej nie mówić, porażka...).

Jeśli pojawia się już jakiś konkretny (daje oparcie, poczucie bezpieczeństwa, traktuje poważnie...) to nie mogę poczuć do niego absolutnie nic, po prostu nie pasuje mi fizycznie sad
Mam już 29 lat i coraz częściej czuję potrzebę stabilizacji i boję się, że zostanę starą panną tongue A nie chcę małżeństwa z rozsądku z facetem, którego nie kocham (wiem jak to boli). Marzy mi się poważny związek, ślub, dzieci, wiadomo jak u każdej kobiety. Chodzi o to, że nawet terapia nie rozwiązała tego problemu w moim życiu, akurat tego najważniejszego. A może to pech, że akurat trafiam na frajerów?? Zawsze cierpiałam na deficyt miłości teraz naprawdę mam ciśnienie, nie mówiąc już o potrzebach fizycznych.

Niestety mam ten problem, że szybko się angażuję. Jeśli kocham to na 100% nie znoszę niezdecydowania, wszystko albo nic. Mam te mechanizmy napierające, wiem o tym chociaż teraz naprawdę jest dużo lepiej niż kiedyś. Może dlatego oni ode mnie uciekają? Też często się zdarza że ci faceci chcą tylko seksu ode mnie a ja jestem z tych, które seks łączą z miłością nierozerwalnie. I nie chce już tracić czasu na coś co nie rokuje.

Zastanawiam się nad wznowieniem terapii tylko tym razem z naciskiem na uzdrowienie relacji damsko-męskich. Coraz częściej dopadają mnie ponure myśli, czuję się zwyczajnie samotna, brak mi męskiego ramienia.

Jak poradzić sobie z tymi uczuciami i co zrobić, żeby ten schemat wyeliminować z życia?

Pozdrawiam smile

2

Odp: Jak poradzić sobie z samotnością?

Co to byla za terapia, jaki byl jej cel, diagnoza i kto zdecydowal o jej zakonczeniu?

3 Ostatnio edytowany przez DoReMi (2015-03-18 15:38:42)

Odp: Jak poradzić sobie z samotnością?

Terapia dla DDA, ja zdecydowałam, ale terapeutka też uważała, że więcej mi nie pomoże.

4

Odp: Jak poradzić sobie z samotnością?

Nie istnieje cos takiego jak uzdrowienie relacji damsko-meskich. Jezeli facet jest dojrzaly, a cos tu nie gra, to tylko objaw Twoich osobistych problemów.

Bardzo dobrze ze widzisz problem, to daje Ci szanse na szczesliwe zycie. Moze wymagac jednak wiecej pracy, a Ty masz za soba po prostu dopiero pierwszy etap.

Po takim dziecinstwie terapie trwaja latami. I terapeuci tez sa tylko ludzmi, nie kazdy da sobie rade z kazdym problemem. Z tego co opisalas, sa silne przeslanki do leczenia zaburzen osobowosci i takiego terapeuty ja bym szukal.

5

Odp: Jak poradzić sobie z samotnością?

Zaburzeń osobowości? A czemu tak myślisz? Ciekawam smile

6

Odp: Jak poradzić sobie z samotnością?

Cześć DoReMi, zainteresowała mnie Twoja wypowiedź. Przybliżysz może, o co chodzi z tymi mechanizmami napierającymi? Temat mnie osobiście interesuje i angażuje, ale nie zetknęłam się z tym pojęciem. Jak to działa?

7

Odp: Jak poradzić sobie z samotnością?

A ja to tak nazywam ten mechanizm smile . Polega na tym, że jak się silnie angażuję to wywołuję presje na tej osobie (albo mi się wydaje tongue ). Chce z nią często przebywać, jestem opiekuńcza, dążę do uwicia sobie gniazdka co czasem skutkuje tym, że faceci się wycofują tongue i tyle

8

Odp: Jak poradzić sobie z samotnością?
DoReMi napisał/a:

Zaburzeń osobowości? A czemu tak myślisz?

Glównie dlatego:

DoReMi napisał/a:

Jeśli pojawia się już jakiś konkretny (daje oparcie, poczucie bezpieczeństwa, traktuje poważnie...) to nie mogę poczuć do niego absolutnie nic

Prawdopodobnie nie zaznalas w swoim zyciu prawdziwej milosci (skad ja to znam...) i mylisz z nia pewien rodzaj emocji. Dzieci, zeby w pelni dojrzec emocjonalnie, potrzebuja bezwarunkowej milosci. Potrzebuja równiez zaspokojenia swoich potrzeb emocjonalnych, bliskosci, absolutnej akceptacji. W rodzinach dysfunkcyjnych tego brak lub wystepuje znaczacy deficyt. To juz zreszta wiesz. Poniewaz potrzeby emocjonalne takiego dziecka nie sa zaspokojone, wyksztalcaja sie mechanizmy obronne, tak juz dziala nasz mózg. Czasem te mechanizmy sa tak silne, ze uniemozliwiaja nawiazanie dojrzalej, partnerskiej relacji w wieku doroslym. Bo wciaz tak naprawde szukamy tego, co nam sie nalezalo, a nie dostalismy: bezwarunkowej, w pelni akceptujacej milosci. Pokonanie mechanizmu obronnego wymaga DOSWIADCZENIA takiej milosci. Tego nie jest w stanie dac Ci normalny facet, który chce kochac dorosla kobiete. Potrzebny jest terapeuta, który doslownie pokocha Cie jak dziecko i przy nim DOSWIADCZYSZ, ze nie potrzebujesz tych mechanizmów obronnych zeby utrzymac go przy sobie i nie stracic jego akceptacji.

Ksiazka dla Ciebie: "Uratuj mnie" Rachel Reiland.

9

Odp: Jak poradzić sobie z samotnością?

O dziękuję Ci bardzo za odpowiedź. Ale jak przeczytałam o zaburzeniach osobowości to się trochę przestraszyłam, że może jestem jakimś borderline albo innym paranoikiem. tongue  Dzięki, napewno zajrzę do tej książki. Własnie znów zaczęłam szukać lektur na poszerzenie horyzontów. Czyli wychodzi, że długa droga przede mną.. I samotna nadal sad

10

Odp: Jak poradzić sobie z samotnością?

Diagnoza BPD wymaga znacznie wiecej niz rozmowa na forum. Cokolwiek to jednak jest, to ja widze w tym co opisalas wciaz obecne mechanizmy obronne z dziecinstwa, których pokonanie jest konieczne do utworzenia dojrzalego i bezpiecznego zwiazku i macierzynstwa.

11

Odp: Jak poradzić sobie z samotnością?

Hm....
Dobre z tym doswiadczeniem, i mechanizmami obronnymi i w ogóle.
I takie tam
Dzięki smile

12 Ostatnio edytowany przez KatarzynaAgata (2015-03-18 23:32:30)

Odp: Jak poradzić sobie z samotnością?
DoReMi napisał/a:

Witajcie,
Jestem DoReMi i jestem tu stosunkowo nowa. Chciałabym się z z Wami podzielić swoimi aktualnymi odczuciami.

Jestem DDA i Kobietą Kochającą za bardzo. Od dwóch lat na terapii która właśnie dobiega końca. Moja historia jest długa i burzliwa a podłożem różnych tragedii, które przeżywałam problemy dzieciństwa - zimny, agresywny ojciec, alkoholizm dziadka, przemoc, poniżanie, epizod z molestowaniem... Później była kontynuacja czyli bicie i poniżanie, wyśmiewanie w szkole. Wciąż byłam świadkiem przepychanek rodziców, matka zawsze oddana ojcu. Mimo, że traktował ją jak ścierę, bił i zdradzał, nigdy nawet nie myślała żeby od niego odejść a wręcz się tym szczyci, że się z nim nie rozstała. To była jej pierwsza miłość, o którą walczyła i wywalczyła koniec końców. Ojciec teraz się zmienił na lepsze, ich małżeństwo trwa.

Mam za sobą jeden długi związek, który zostawił po sobie traumę. Byłam z Nim 6 lat i zerwałam po długiej walce ze samą sobą. Już dawno go nie kochałam a byłam z przyzwyczajenia i strachu przed tym, że go zranię, że sobie nie poradzi beze mnie. W końcu gdy to zrobiłam cała rodzina odwróciła się ode mnie. Musiałam zacząć walczyć o siebie wbrew innym. To był najczarniejszy okres w moim życiu. Zanim On przestał mnie nachodzić minęło kilka miesięcy, groził, że się zabije, jego łzy sprawiały, że miałam mordercze poczucie winy, nie mogłam spać ani normalnie funkcjonować, schudłam.

To było moje osobiste dno. Odeszłam z domu, zaczęłam żyć na własny rachunek i rozpoczęłam terapię i pracę nad sobą, zaczęłam zdrowieć. W końcu zaczęłam odkrywać kim jestem, czego chcę od życia. Zawsze byłam na skinienie innych ludzi, działałam jak zaprogramowany robot - robiłam dla nich wszystko a sama nie dostawałam niczego w zamian. Nie istniało u mnie słowo "nie", zgadzałam się na wszystko byleby czuć się lubiana i potrzebna. Moim największym przekleństwem był strach przed odrzuceniem. Panicznie bałam się krytyki, brak akceptacji innych wywoływał smutek i złość. Nie potrafiłam sobie radzić z uczuciami (do tej pory czasem trudno mi nazwać uczucie, które aktualnie czuję...)


Rok temu przyszedł taki moment - poczułam, że przebaczam moim rodzicom. Moje życie naprawdę przeszło pozytywne zmiany.


Czuję się silniejsza, nie miewam depresji jak kiedyś, z każdym złym doświadczeniem potrafię się zmierzyć. Zaczęłam doceniać siebie, nawet asertywność opanowałam wink


I teraz w czym rzecz.

Czuję się dużo lepiej jednak jest jedna sfera życia, w której wogóle mi nie wychodzi - związki. Po długoletnim związku z tym moim chłopakiem wciąż zakochiwałam się w "niewłaściwych" facetach.

Było

trzech zajętych (z jednym z nich miałam romans),
dwóch niedostępnych (jeden za granicą, drugi na drugim krańcu kraju),
jeden niedojrzały, młodszy o 10 lat (lepiej nie mówić, porażka...).

Jeśli pojawia się już jakiś konkretny (daje oparcie, poczucie bezpieczeństwa, traktuje poważnie...) to nie mogę poczuć do niego absolutnie nic, po prostu nie pasuje mi fizycznie sad
Mam już 29 lat i coraz częściej czuję potrzebę stabilizacji i boję się, że zostanę starą panną tongue A nie chcę małżeństwa z rozsądku z facetem, którego nie kocham (wiem jak to boli). Marzy mi się poważny związek, ślub, dzieci, wiadomo jak u każdej kobiety. Chodzi o to, że nawet terapia nie rozwiązała tego problemu w moim życiu, akurat tego najważniejszego. A może to pech, że akurat trafiam na frajerów?? Zawsze cierpiałam na deficyt miłości teraz naprawdę mam ciśnienie, nie mówiąc już o potrzebach fizycznych.

Niestety mam ten problem, że szybko się angażuję. Jeśli kocham to na 100% nie znoszę niezdecydowania, wszystko albo nic. Mam te mechanizmy napierające, wiem o tym chociaż teraz naprawdę jest dużo lepiej niż kiedyś. Może dlatego oni ode mnie uciekają? Też często się zdarza że ci faceci chcą tylko seksu ode mnie a ja jestem z tych, które seks łączą z miłością nierozerwalnie. I nie chce już tracić czasu na coś co nie rokuje.

Zastanawiam się nad wznowieniem terapii tylko tym razem z naciskiem na uzdrowienie relacji damsko-męskich. Coraz częściej dopadają mnie ponure myśli, czuję się zwyczajnie samotna, brak mi męskiego ramienia.

Jak poradzić sobie z tymi uczuciami i co zrobić, żeby ten schemat wyeliminować z życia?

Pozdrawiam smile

Witaj DoReMi,

Moje doświadczenie zawodowe niejednokrotnie było związane z podobnymi Tobie "przypadkami" (przepraszam za to określenie).
Związki między ludźmi mogą być bardzo silne i trudno z nich się wyrwać. Jednakże warto podejmować ten wysiłek. Tak to już jest,
że tylko my sami mamy władzę w swoim życiu i od nas zależy jak przeżyjemy kolejne dni, miesiące czy lata. I nikt z boku nie jest
w stanie nam pomóc, jeśli sami nie będziemy chcieli sobie pomóc. Wiem też, że zamknięcie jednych drzwi powoduje otwarcie wielu
innych. A niektórzy mężczyźni są mistrzami w powodowaniu poczucia winy u swoich partnerek.
I najważniejsza rzecz: najpierw należy wybaczyć sobie. smile
Osobiście uważam też, że samotność w procesie zmian jest najlepszą rzeczą jaka się przydarza. Jest to czas tylko dla Ciebie!
Delektuj się nią przy okazji tych pozytywnych zmian jak najlepszym trunkiem na świecie!
pozdrawiam i życzę sukcesów

13

Odp: Jak poradzić sobie z samotnością?
KatarzynaAgata napisał/a:
DoReMi napisał/a:

Witajcie,
Jestem DoReMi i jestem tu stosunkowo nowa. Chciałabym się z z Wami podzielić swoimi aktualnymi odczuciami.

Jestem DDA i Kobietą Kochającą za bardzo. Od dwóch lat na terapii która właśnie dobiega końca. Moja historia jest długa i burzliwa a podłożem różnych tragedii, które przeżywałam problemy dzieciństwa - zimny, agresywny ojciec, alkoholizm dziadka, przemoc, poniżanie, epizod z molestowaniem... Później była kontynuacja czyli bicie i poniżanie, wyśmiewanie w szkole. Wciąż byłam świadkiem przepychanek rodziców, matka zawsze oddana ojcu. Mimo, że traktował ją jak ścierę, bił i zdradzał, nigdy nawet nie myślała żeby od niego odejść a wręcz się tym szczyci, że się z nim nie rozstała. To była jej pierwsza miłość, o którą walczyła i wywalczyła koniec końców. Ojciec teraz się zmienił na lepsze, ich małżeństwo trwa.

Mam za sobą jeden długi związek, który zostawił po sobie traumę. Byłam z Nim 6 lat i zerwałam po długiej walce ze samą sobą. Już dawno go nie kochałam a byłam z przyzwyczajenia i strachu przed tym, że go zranię, że sobie nie poradzi beze mnie. W końcu gdy to zrobiłam cała rodzina odwróciła się ode mnie. Musiałam zacząć walczyć o siebie wbrew innym. To był najczarniejszy okres w moim życiu. Zanim On przestał mnie nachodzić minęło kilka miesięcy, groził, że się zabije, jego łzy sprawiały, że miałam mordercze poczucie winy, nie mogłam spać ani normalnie funkcjonować, schudłam.

To było moje osobiste dno. Odeszłam z domu, zaczęłam żyć na własny rachunek i rozpoczęłam terapię i pracę nad sobą, zaczęłam zdrowieć. W końcu zaczęłam odkrywać kim jestem, czego chcę od życia. Zawsze byłam na skinienie innych ludzi, działałam jak zaprogramowany robot - robiłam dla nich wszystko a sama nie dostawałam niczego w zamian. Nie istniało u mnie słowo "nie", zgadzałam się na wszystko byleby czuć się lubiana i potrzebna. Moim największym przekleństwem był strach przed odrzuceniem. Panicznie bałam się krytyki, brak akceptacji innych wywoływał smutek i złość. Nie potrafiłam sobie radzić z uczuciami (do tej pory czasem trudno mi nazwać uczucie, które aktualnie czuję...)


Rok temu przyszedł taki moment - poczułam, że przebaczam moim rodzicom. Moje życie naprawdę przeszło pozytywne zmiany.


Czuję się silniejsza, nie miewam depresji jak kiedyś, z każdym złym doświadczeniem potrafię się zmierzyć. Zaczęłam doceniać siebie, nawet asertywność opanowałam wink


I teraz w czym rzecz.

Czuję się dużo lepiej jednak jest jedna sfera życia, w której wogóle mi nie wychodzi - związki. Po długoletnim związku z tym moim chłopakiem wciąż zakochiwałam się w "niewłaściwych" facetach.

Było

trzech zajętych (z jednym z nich miałam romans),
dwóch niedostępnych (jeden za granicą, drugi na drugim krańcu kraju),
jeden niedojrzały, młodszy o 10 lat (lepiej nie mówić, porażka...).

Jeśli pojawia się już jakiś konkretny (daje oparcie, poczucie bezpieczeństwa, traktuje poważnie...) to nie mogę poczuć do niego absolutnie nic, po prostu nie pasuje mi fizycznie sad
Mam już 29 lat i coraz częściej czuję potrzebę stabilizacji i boję się, że zostanę starą panną tongue A nie chcę małżeństwa z rozsądku z facetem, którego nie kocham (wiem jak to boli). Marzy mi się poważny związek, ślub, dzieci, wiadomo jak u każdej kobiety. Chodzi o to, że nawet terapia nie rozwiązała tego problemu w moim życiu, akurat tego najważniejszego. A może to pech, że akurat trafiam na frajerów?? Zawsze cierpiałam na deficyt miłości teraz naprawdę mam ciśnienie, nie mówiąc już o potrzebach fizycznych.

Niestety mam ten problem, że szybko się angażuję. Jeśli kocham to na 100% nie znoszę niezdecydowania, wszystko albo nic. Mam te mechanizmy napierające, wiem o tym chociaż teraz naprawdę jest dużo lepiej niż kiedyś. Może dlatego oni ode mnie uciekają? Też często się zdarza że ci faceci chcą tylko seksu ode mnie a ja jestem z tych, które seks łączą z miłością nierozerwalnie. I nie chce już tracić czasu na coś co nie rokuje.

Zastanawiam się nad wznowieniem terapii tylko tym razem z naciskiem na uzdrowienie relacji damsko-męskich. Coraz częściej dopadają mnie ponure myśli, czuję się zwyczajnie samotna, brak mi męskiego ramienia.

Jak poradzić sobie z tymi uczuciami i co zrobić, żeby ten schemat wyeliminować z życia?

Pozdrawiam smile

Witaj DoReMi,

Moje doświadczenie zawodowe niejednokrotnie było związane z podobnymi Tobie "przypadkami" (przepraszam za to określenie).
Związki między ludźmi mogą być bardzo silne i trudno z nich się wyrwać. Jednakże warto podejmować ten wysiłek. Tak to już jest,
że tylko my sami mamy władzę w swoim życiu i od nas zależy jak przeżyjemy kolejne dni, miesiące czy lata. I nikt z boku nie jest
w stanie nam pomóc, jeśli sami nie będziemy chcieli sobie pomóc. Wiem też, że zamknięcie jednych drzwi powoduje otwarcie wielu
innych. A niektórzy mężczyźni są mistrzami w powodowaniu poczucia winy u swoich partnerek.
I najważniejsza rzecz: najpierw należy wybaczyć sobie. smile
Osobiście uważam też, że samotność w procesie zmian jest najlepszą rzeczą jaka się przydarza. Jest to czas tylko dla Ciebie!
Delektuj się nią przy okazji tych pozytywnych zmian jak najlepszym trunkiem na świecie!
pozdrawiam i życzę sukcesów

Dzięki za odpowiedź. Dziś mam lekkie załamanie. Znów poczułam się "chora" jak kiedyś. I nawet chciałam popłakać i jakoś nie mogę. Nie wiem co robić dalej... pozdrawiam wszystkich

14

Odp: Jak poradzić sobie z samotnością?

Twoje złe samopoczucie może być związane z końcem terapii. poczucie samotności również.
Umiesz zatroszczyć się o siebie, poszukałabym dalszej terapii, zapytaj swojego obecnego terapeutę, może coś Ci podpowie.

15

Odp: Jak poradzić sobie z samotnością?
DoReMi napisał/a:
KatarzynaAgata napisał/a:
DoReMi napisał/a:

Witajcie,
Jestem DoReMi i jestem tu stosunkowo nowa. Chciałabym się z z Wami podzielić swoimi aktualnymi odczuciami.

Jestem DDA i Kobietą Kochającą za bardzo. Od dwóch lat na terapii która właśnie dobiega końca. Moja historia jest długa i burzliwa a podłożem różnych tragedii, które przeżywałam problemy dzieciństwa - zimny, agresywny ojciec, alkoholizm dziadka, przemoc, poniżanie, epizod z molestowaniem... Później była kontynuacja czyli bicie i poniżanie, wyśmiewanie w szkole. Wciąż byłam świadkiem przepychanek rodziców, matka zawsze oddana ojcu. Mimo, że traktował ją jak ścierę, bił i zdradzał, nigdy nawet nie myślała żeby od niego odejść a wręcz się tym szczyci, że się z nim nie rozstała. To była jej pierwsza miłość, o którą walczyła i wywalczyła koniec końców. Ojciec teraz się zmienił na lepsze, ich małżeństwo trwa.

Mam za sobą jeden długi związek, który zostawił po sobie traumę. Byłam z Nim 6 lat i zerwałam po długiej walce ze samą sobą. Już dawno go nie kochałam a byłam z przyzwyczajenia i strachu przed tym, że go zranię, że sobie nie poradzi beze mnie. W końcu gdy to zrobiłam cała rodzina odwróciła się ode mnie. Musiałam zacząć walczyć o siebie wbrew innym. To był najczarniejszy okres w moim życiu. Zanim On przestał mnie nachodzić minęło kilka miesięcy, groził, że się zabije, jego łzy sprawiały, że miałam mordercze poczucie winy, nie mogłam spać ani normalnie funkcjonować, schudłam.

To było moje osobiste dno. Odeszłam z domu, zaczęłam żyć na własny rachunek i rozpoczęłam terapię i pracę nad sobą, zaczęłam zdrowieć. W końcu zaczęłam odkrywać kim jestem, czego chcę od życia. Zawsze byłam na skinienie innych ludzi, działałam jak zaprogramowany robot - robiłam dla nich wszystko a sama nie dostawałam niczego w zamian. Nie istniało u mnie słowo "nie", zgadzałam się na wszystko byleby czuć się lubiana i potrzebna. Moim największym przekleństwem był strach przed odrzuceniem. Panicznie bałam się krytyki, brak akceptacji innych wywoływał smutek i złość. Nie potrafiłam sobie radzić z uczuciami (do tej pory czasem trudno mi nazwać uczucie, które aktualnie czuję...)


Rok temu przyszedł taki moment - poczułam, że przebaczam moim rodzicom. Moje życie naprawdę przeszło pozytywne zmiany.


Czuję się silniejsza, nie miewam depresji jak kiedyś, z każdym złym doświadczeniem potrafię się zmierzyć. Zaczęłam doceniać siebie, nawet asertywność opanowałam wink


I teraz w czym rzecz.

Czuję się dużo lepiej jednak jest jedna sfera życia, w której wogóle mi nie wychodzi - związki. Po długoletnim związku z tym moim chłopakiem wciąż zakochiwałam się w "niewłaściwych" facetach.

Było

trzech zajętych (z jednym z nich miałam romans),
dwóch niedostępnych (jeden za granicą, drugi na drugim krańcu kraju),
jeden niedojrzały, młodszy o 10 lat (lepiej nie mówić, porażka...).

Jeśli pojawia się już jakiś konkretny (daje oparcie, poczucie bezpieczeństwa, traktuje poważnie...) to nie mogę poczuć do niego absolutnie nic, po prostu nie pasuje mi fizycznie sad
Mam już 29 lat i coraz częściej czuję potrzebę stabilizacji i boję się, że zostanę starą panną tongue A nie chcę małżeństwa z rozsądku z facetem, którego nie kocham (wiem jak to boli). Marzy mi się poważny związek, ślub, dzieci, wiadomo jak u każdej kobiety. Chodzi o to, że nawet terapia nie rozwiązała tego problemu w moim życiu, akurat tego najważniejszego. A może to pech, że akurat trafiam na frajerów?? Zawsze cierpiałam na deficyt miłości teraz naprawdę mam ciśnienie, nie mówiąc już o potrzebach fizycznych.

Niestety mam ten problem, że szybko się angażuję. Jeśli kocham to na 100% nie znoszę niezdecydowania, wszystko albo nic. Mam te mechanizmy napierające, wiem o tym chociaż teraz naprawdę jest dużo lepiej niż kiedyś. Może dlatego oni ode mnie uciekają? Też często się zdarza że ci faceci chcą tylko seksu ode mnie a ja jestem z tych, które seks łączą z miłością nierozerwalnie. I nie chce już tracić czasu na coś co nie rokuje.

Zastanawiam się nad wznowieniem terapii tylko tym razem z naciskiem na uzdrowienie relacji damsko-męskich. Coraz częściej dopadają mnie ponure myśli, czuję się zwyczajnie samotna, brak mi męskiego ramienia.

Jak poradzić sobie z tymi uczuciami i co zrobić, żeby ten schemat wyeliminować z życia?

Pozdrawiam smile

Witaj DoReMi,

Moje doświadczenie zawodowe niejednokrotnie było związane z podobnymi Tobie "przypadkami" (przepraszam za to określenie).
Związki między ludźmi mogą być bardzo silne i trudno z nich się wyrwać. Jednakże warto podejmować ten wysiłek. Tak to już jest,
że tylko my sami mamy władzę w swoim życiu i od nas zależy jak przeżyjemy kolejne dni, miesiące czy lata. I nikt z boku nie jest
w stanie nam pomóc, jeśli sami nie będziemy chcieli sobie pomóc. Wiem też, że zamknięcie jednych drzwi powoduje otwarcie wielu
innych. A niektórzy mężczyźni są mistrzami w powodowaniu poczucia winy u swoich partnerek.
I najważniejsza rzecz: najpierw należy wybaczyć sobie. smile
Osobiście uważam też, że samotność w procesie zmian jest najlepszą rzeczą jaka się przydarza. Jest to czas tylko dla Ciebie!
Delektuj się nią przy okazji tych pozytywnych zmian jak najlepszym trunkiem na świecie!
pozdrawiam i życzę sukcesów

Dzięki za odpowiedź. Dziś mam lekkie załamanie. Znów poczułam się "chora" jak kiedyś. I nawet chciałam popłakać i jakoś nie mogę. Nie wiem co robić dalej... pozdrawiam wszystkich

Zgodze się jak wyżej, do tego odczuwanie samotności ..jest jakąś częścią nas. Chyba każdy od czasu do czasu tak ma. Jakieś 'samo' miejsce w nas zakłada chociażby możliwość podejmowania samodzielnych decyzji.. A po drugie, mnie się wydaje,ze mógł cie ogarnąć paniczny lek przed samotnością jaki był kiedyś, bo kiedyś poczucie samotności stanowiło dla ciebie traumę. Dzisiaj nie jesteś juz samotna ale to poczucie może od czasu do czasu wracać i może to kolejny etap, uswiadomienia sobie, gdy będziesz je odczuwać, przyjrzenia się temu z bliska.. By opanować te panikę.. Bylas kiedyś samotna, juz nie jesteś a to odczucie to fakt tego, ze właśnie, mogę samodzielnie podejmować D cyzje, mogę samodzielnie patrzeć na świat, ze przychodzą kolejne zmiany,... Bo człowiek jest do tego predystynowany. Ale przede wszystkim nie panikuj, usiadz spokojnie, przyjrzyj się...bo to może jakieś szczątki tego co było, a juz nie jest, uczucia trudno ułożyć na swoje miejsce. Po prostu, jeśli to poczucie się zkawi- gwarantuje ze jeszcze tysiące razy- usiad przy nim spokojnie, przypatrz się i zapytaj samej siebie,czy jest się tak naprawdę czego bać? Co to daje itd...
Buziaki lodkie ;*

16

Odp: Jak poradzić sobie z samotnością?

Rozmyślałam o tych moich problemach w związkach i doszłam do wniosku, że jest tak jak napisał czlowiek_znikad - potrzebuję wszystkoakceptującej miłości, której nie dostałam od rodziców i to mnie wpędziło w ten nastrój, świadomość, że nigdy nie będzie mi dane jej zaznać bo zdrowy człowiek nie kocha w ten sposób. Moje wielkie, dziecinne oczekiwania zawsze będą odstraszać. Ale może to dobrze, że uwolniłam te emocje teraz będzie mi łatwiej. Popłakałam sobie trochę w pociągu nawet. Wiem, że czasem otwierają się nam oczy na jakieś sprawy, których wcześniej nie dostrzegaliśmy. I potem jest juz łatwiej. :* Dziękuję Wam za wsparcie.

17

Odp: Jak poradzić sobie z samotnością?
DoReMi napisał/a:

Rozmyślałam o tych moich problemach w związkach i doszłam do wniosku, że jest tak jak napisał czlowiek_znikad - potrzebuję wszystkoakceptującej miłości, której nie dostałam od rodziców i to mnie wpędziło w ten nastrój, świadomość, że nigdy nie będzie mi dane jej zaznać bo zdrowy człowiek nie kocha w ten sposób. Moje wielkie, dziecinne oczekiwania zawsze będą odstraszać. Ale może to dobrze, że uwolniłam te emocje teraz będzie mi łatwiej. Popłakałam sobie trochę w pociągu nawet. Wiem, że czasem otwierają się nam oczy na jakieś sprawy, których wcześniej nie dostrzegaliśmy. I potem jest juz łatwiej. :* Dziękuję Wam za wsparcie.

Ja juz o tym nie myślę,...
Raczej udało się .. Powolutku wrócić do szydelkowania koronek, czyli wraca waga z wakacji ... big_smile
I znalazłam na nią przepis ... Juuuuupi... smile
Jeśli udali mi się Tobie pomoc, chociaż troszkę, cieszę się, ale faktycznie, chodzi głównie o DOSWIADCZENIE... Warto o nie zadbać... Poważnie, wiem cos o tym ... smile
Pozdrowka smile. :*

Posty [ 17 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Jak poradzić sobie z samotnością?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026