Witajcie,
Chciałabym opisać Wam moją sytuację. Z moim partnerem jestem ponad 10 lat. Mieszkamy razem od 3 lat, odkąd mamy dziecko.
Gdy analizuję sytuację to w naszym związku zawsze przewodził On. Najczęściej robiliśmy to co chciał, dużo podróżowaliśmy, ale zawsze były to miejsca, które wybrał On, nawet nasi znajomi, to jego znajomi, ponieważ o moich robił mi karczemne awantury i mogłam zapomnieć o wspólnych wyjściach, o ślubie też, bo to przecież niepotrzebne itd. Gdy próbowałam się buntować, zostawiał mnie, stwierdzał, że nie pasujemy do siebie, że to nie ma sensu, a ja płakałam, przepraszałam za nie swoje przewinienia.A On pozwalał się ugłaskać. Wiem teraz, że to głupie, ale byłam w nim szaleńczo zakochana, nie wyobrażałam sobie życia bez niego. To była jego metoda na rozwiązywanie problemów. Potem urodziłam dziecko, zamieszkaliśmy razem i nastąpiło wielkie bum! Ponieważ straciłam pracę, byłam od niego uzależniona ekonomicznie, co wykorzystywał, jeżeli zachowałam się nie tak jak trzeba, groził wyrzuceniem z domu, ja bardzo się zmieniłam, więc awantury wybuchały często. Praktycznie gdy związek był nie do uratowania, postanowiliśmy jeszcze raz spróbować dla dziecka, ale to się nie udaje. Początkowo był "miodowy miesiąc", ale teraz mamy dla odmiany ciągle "ciche dni". Wymieniamy tylko komunikaty dotyczącego Małego. On zamyka się w pokoju przed komputerem. Gdy pytamy o co chodzi, co się stało odpowiada, że nic, nie rozmawiamy ze sobą, nie sypiamy (ja nie chcę), nie spędzamy wspólnie czasu, On wychodzi nie mówiąc mi dokąd, kiedy wróci i czy w ogóle, sprawia wrażenie wiecznie obrażonego. Nawet nie wiem co się stało i dlaczego. On zamienia się w gbura, a ja w zgorzkniałą babę.
Szczerze mówiąc czuję się strasznie nieszczęśliwa i samotna w tym związku. Poświęciłam tyle lat i energii na jego ratowanie. Ostatnio złapałam się na tym, że już mi na nim nie zależy. Że czara goryczy się przelała. Chciałabym pójść swoją drogą, ale nie potrafię się na to zdecydować, ze względu na dziecko. Wyrzucam sobie, że trzeba było odejść, gdy był ku temu czas i sposobność, a teraz mam pozbawiać Ojca, ponieważ nie potrafimy się porozumieć? On jest dobrym Ojcem. Z drugiej strony, jaki obraz związku Mały obserwuje? Fakt partner nie pije, nie pali, zawsze wydawało mi się, że aby związek się rozpadł musi wydarzyć się "COŚ" (ja sama pochodzę z rodziny, gdzie była przemoc, ojciec pił i bił ), czy to "COŚ" to już dwoje obcych sobie ludzi? Wiem, że przydałaby się terapia, ale On się nie zgadza, uważa, że wszystko z nim w porządku.
Pozdrawiam