netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Myślę o rozstaniu, ale przecież dziecko...

12 odpowiedzi3 919 wyświetleńzałożony przez DobraDuszka, 13.03.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Myślę o rozstaniu, ale przecież dziecko...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 ]

1

Temat: Myślę o rozstaniu, ale przecież dziecko...

Witajcie,

Chciałabym opisać Wam moją sytuację. Z moim partnerem jestem ponad 10 lat. Mieszkamy razem od 3 lat, odkąd mamy dziecko.
Gdy analizuję sytuację to w naszym związku zawsze przewodził On. Najczęściej robiliśmy to co chciał, dużo podróżowaliśmy, ale zawsze były to miejsca, które wybrał On, nawet nasi znajomi, to jego znajomi, ponieważ o moich robił mi karczemne awantury i mogłam zapomnieć o wspólnych wyjściach, o ślubie też, bo to przecież niepotrzebne itd. Gdy próbowałam się buntować, zostawiał mnie, stwierdzał, że nie pasujemy do siebie, że to nie ma sensu, a ja płakałam, przepraszałam za nie swoje przewinienia.A On pozwalał się ugłaskać. Wiem teraz, że to głupie, ale byłam w nim szaleńczo zakochana, nie wyobrażałam sobie życia bez niego. To była jego metoda na rozwiązywanie problemów. Potem urodziłam dziecko, zamieszkaliśmy razem i nastąpiło wielkie bum! Ponieważ straciłam pracę, byłam od niego uzależniona ekonomicznie, co wykorzystywał, jeżeli zachowałam się nie tak jak trzeba, groził wyrzuceniem z domu, ja bardzo się zmieniłam, więc awantury wybuchały często. Praktycznie gdy związek był nie do uratowania, postanowiliśmy jeszcze raz spróbować dla dziecka, ale to się nie udaje. Początkowo był "miodowy miesiąc", ale teraz mamy dla odmiany ciągle "ciche dni". Wymieniamy tylko komunikaty dotyczącego Małego. On zamyka się w pokoju przed komputerem. Gdy pytamy o co chodzi, co się stało odpowiada, że nic, nie rozmawiamy ze sobą, nie sypiamy (ja nie chcę), nie spędzamy wspólnie czasu, On wychodzi nie mówiąc mi dokąd, kiedy wróci i czy w ogóle, sprawia wrażenie wiecznie obrażonego. Nawet nie wiem co się stało i dlaczego. On zamienia się w gbura, a ja w zgorzkniałą babę.
Szczerze mówiąc czuję się strasznie nieszczęśliwa i samotna w tym związku. Poświęciłam tyle lat i energii na jego ratowanie. Ostatnio złapałam się na tym, że już mi na nim nie zależy. Że czara goryczy się przelała. Chciałabym pójść swoją drogą, ale nie potrafię się na to zdecydować, ze względu na dziecko. Wyrzucam sobie, że trzeba było odejść, gdy był ku temu czas i sposobność, a teraz mam pozbawiać  Ojca, ponieważ nie potrafimy się porozumieć? On jest dobrym Ojcem.  Z drugiej strony, jaki obraz związku Mały obserwuje? Fakt partner nie pije, nie pali, zawsze  wydawało mi się, że aby związek się rozpadł musi wydarzyć się "COŚ" (ja sama pochodzę z rodziny, gdzie była przemoc, ojciec pił i bił ), czy to "COŚ" to już dwoje obcych sobie ludzi? Wiem, że przydałaby się terapia, ale On się nie zgadza, uważa, że wszystko z nim w porządku.

Pozdrawiam

2

Odp: Myślę o rozstaniu, ale przecież dziecko...

Szczerze mówiąc czuję się strasznie nieszczęśliwa i samotna w tym związku.

Wszystko.

Pomyśl.. skoro aż tak się z nim źle czujesz, i wiesz że nie będziesz już szczęśliwa .. to po co to ciągnąć... ?
Czasem liczymy na 'nadchodzące szczęście' a zamiast tego jest tylko gorzej..
Jest dziecko .. no cóż .. ale skoro między wami są tak oschłe relacje- to dziecko też to widzi .. może nie do końca rozumie, ale w jakiś sposób się to na nim może odbić.
Czasem lepiej odpuścić.. ale musisz być tego pewna...

Pozdrawiam

3

Odp: Myślę o rozstaniu, ale przecież dziecko...
DobraDuszka napisał/a:

Witajcie,

Chciałabym opisać Wam moją sytuację. Z moim partnerem jestem ponad 10 lat. Mieszkamy razem od 3 lat, odkąd mamy dziecko.
Gdy analizuję sytuację to w naszym związku zawsze przewodził On. Najczęściej robiliśmy to co chciał, dużo podróżowaliśmy, ale zawsze były to miejsca, które wybrał On, nawet nasi znajomi, to jego znajomi, ponieważ o moich robił mi karczemne awantury i mogłam zapomnieć o wspólnych wyjściach, o ślubie też, bo to przecież niepotrzebne itd. Gdy próbowałam się buntować, zostawiał mnie, stwierdzał, że nie pasujemy do siebie, że to nie ma sensu, a ja płakałam, przepraszałam za nie swoje przewinienia.A On pozwalał się ugłaskać. Wiem teraz, że to głupie, ale byłam w nim szaleńczo zakochana, nie wyobrażałam sobie życia bez niego. To była jego metoda na rozwiązywanie problemów. Potem urodziłam dziecko, zamieszkaliśmy razem i nastąpiło wielkie bum! Ponieważ straciłam pracę, byłam od niego uzależniona ekonomicznie, co wykorzystywał, jeżeli zachowałam się nie tak jak trzeba, groził wyrzuceniem z domu, ja bardzo się zmieniłam, więc awantury wybuchały często. Praktycznie gdy związek był nie do uratowania, postanowiliśmy jeszcze raz spróbować dla dziecka, ale to się nie udaje. Początkowo był "miodowy miesiąc", ale teraz mamy dla odmiany ciągle "ciche dni". Wymieniamy tylko komunikaty dotyczącego Małego. On zamyka się w pokoju przed komputerem. Gdy pytamy o co chodzi, co się stało odpowiada, że nic, nie rozmawiamy ze sobą, nie sypiamy (ja nie chcę), nie spędzamy wspólnie czasu, On wychodzi nie mówiąc mi dokąd, kiedy wróci i czy w ogóle, sprawia wrażenie wiecznie obrażonego. Nawet nie wiem co się stało i dlaczego. On zamienia się w gbura, a ja w zgorzkniałą babę.
Szczerze mówiąc czuję się strasznie nieszczęśliwa i samotna w tym związku. Poświęciłam tyle lat i energii na jego ratowanie. Ostatnio złapałam się na tym, że już mi na nim nie zależy. Że czara goryczy się przelała. Chciałabym pójść swoją drogą, ale nie potrafię się na to zdecydować, ze względu na dziecko. Wyrzucam sobie, że trzeba było odejść, gdy był ku temu czas i sposobność, a teraz mam pozbawiać  Ojca, ponieważ nie potrafimy się porozumieć? On jest dobrym Ojcem.  Z drugiej strony, jaki obraz związku Mały obserwuje? Fakt partner nie pije, nie pali, zawsze  wydawało mi się, że aby związek się rozpadł musi wydarzyć się "COŚ" (ja sama pochodzę z rodziny, gdzie była przemoc, ojciec pił i bił ), czy to "COŚ" to już dwoje obcych sobie ludzi? Wiem, że przydałaby się terapia, ale On się nie zgadza, uważa, że wszystko z nim w porządku.

Pozdrawiam

Jak dla mnie oboje sie wypaliliscie.Czas pomyslec o sobie i o swoim szczesciu bo jemu jest dobrze tak jak jest.Skoro na terapie nie chce sie zgodzic to znaczy ze dalej nie liczy sie z twoim zdaniem i napewno tego nie zmieni.Piszesz ze nie czujesz sie szczesliwa czyli sama sobie dalas odpowiedz.

4

Odp: Myślę o rozstaniu, ale przecież dziecko...
DobraDuszka napisał/a:

(...)zawsze  wydawało mi się, że aby związek się rozpadł musi wydarzyć się "COŚ" (ja sama pochodzę z rodziny, gdzie była przemoc, ojciec pił i bił ), czy to "COŚ" to już dwoje obcych sobie ludzi?

W Twoim związku jest przemoc. Psychiczna.

Twierdzisz, że jesteś w związku dla dobra dziecka. Na czym to jego dobro polega?
Na tym, że zamiast wychowywać się w atmosferze miłości, życzliwości, wsparcia, patrzy jak dwoje najbliższych mu ludzi nie szanuje się? Na tym, że uczy się na waszym przykładzie relacji panujących między kobietą i mężczyzną, że przeniesie ją do swoich relacji? Prędzej czy później usłyszy od Ciebie to właśnie zdanie: "Byłam z Twym ojcem nieszczęśliwa, postanowiłam zostać tylko dla Ciebie." Nie uważasz, że to zbyt wielki ciężar dla dziecka niezależnie od tego, w jakim wieku usłyszy te słowa? Myślisz, że będzie Ci wdzięczne za to poświęcenie? Na pewno?

Jeśli zdecydujesz się zostać z mężem, zrób to dla siebie. Jeśli zdecydujesz się odejść, zrób to dla siebie. Nie zasłaniaj się dzieckiem. To Ty jesteś dorosła.

5

Odp: Myślę o rozstaniu, ale przecież dziecko...

Bardzo dziękuję Wam za wsparcie i mądre słowa.

6

Odp: Myślę o rozstaniu, ale przecież dziecko...

Wspolczuje Ci .Ale warto jest odejsc i dac sobie szanse na lepsze zycie , moze pod wzgledem materialnym byc gorzej ale spokoju nie da sie okreslic zadna cena.Ja jestem sama z dzieckiem poniewaz gdy zaszlam w ciaze nagle okazalo sie ze calkiem nie po drodze bylo mi i mojemu wtedy partnerowi.Kopnelam go w dupe ! Wyrzucilam z domu i kazalam nie przylazic bo zle na mnie jego widok wplywa.Sama przeszlam ciaze, kazde badanie, usg i porod przeszlam sama.Chodzilam do szkoly rodzenia i cieszylam sie ze bede mama i daje rade.Po porodzie od razu podalam bylego o alimenty.Syn ma 15 miesiecy , i radzimy sobie .Jaki przyklad dajesz dziecku ,ktore wynirsie z domu widok nieszczesliwej matki ,matki ktora w nosie miala swoje szczescie .Na pewno przelozy sie to na jego/jej dorosle zycie .Sama bylam dzieckiem ktore widzialo tylko lzy matki i grymas bolu ...nigdy nie dalam rady stworzyc szczesliwego zwiazku , nie mialam dobrego wzoru ...

7

Odp: Myślę o rozstaniu, ale przecież dziecko...

A moim zdaniem zanim odejdziesz, pomyśl o terapii DDA. Przyda Ci się, wzmocni Cię, zrozumiesz wtedy swoje postępowanie.

8

Odp: Myślę o rozstaniu, ale przecież dziecko...

Większość forumowiczów będzie Ci radzić odejście ale........ no właśnie,  czy próbowałaś wszystkich sposobów aby naprawić ten niezdrowy związek ? Czy rozmawiałaś z partnerem o relacjach między wami, o twych pretensjach do niego? Czy wyczerpałaś wszystkie dostępne Ci środki ?
Rozstanie się to według mnie ostateczność !

Pozdrawiam i życzę roztropności w zaistniałej sytuacji - rumpel

9

Odp: Myślę o rozstaniu, ale przecież dziecko...

Ja odeszłam, dla dziecka...

10

Odp: Myślę o rozstaniu, ale przecież dziecko...

3-letnie dziecko dużo lżej znosi rozstanie rodziców niż dziecko np. 6-letnie....

11

Odp: Myślę o rozstaniu, ale przecież dziecko...

To najlepsza porada- porozmawiaj, spróbuj naprawić. Niestety,muszę powiedziec ze znam taki typ faceta, który po prostu nie słucha,nie chce słuchać i cokolwiek sie mówi, jakkolwiek sie probuje- nic nie dochodzi. To ten typ, co wie swoje i nic nie dopuści do swojej głowy. Jakie było moje rozwiazanie? Hm. Wybralam siebie. Bo walczenie o cos, co dawno umarło nie ma sensu.

12

Odp: Myślę o rozstaniu, ale przecież dziecko...
panibaronowa napisał/a:

A moim zdaniem zanim odejdziesz, pomyśl o terapii DDA. Przyda Ci się, wzmocni Cię, zrozumiesz wtedy swoje postępowanie.

Wiem, że masz rację. Myślę o tym od jakiegoś czasu.

13

Odp: Myślę o rozstaniu, ale przecież dziecko...
rumpel napisał/a:

Większość forumowiczów będzie Ci radzić odejście ale........ no właśnie,  czy próbowałaś wszystkich sposobów aby naprawić ten niezdrowy związek ? Czy rozmawiałaś z partnerem o relacjach między wami, o twych pretensjach do niego? Czy wyczerpałaś wszystkie dostępne Ci środki ?
Rozstanie się to według mnie ostateczność !

Pozdrawiam i życzę roztropności w zaistniałej sytuacji - rumpel

Oczywiście, że próbowałam, ale mam wrażenie jakbym uderzała głową w ścianę. Rozmawialiśmy, tylko nic z tego nie wynika. Co z tego, że powiem, gdy on najczęściej milczy, albo jest zajęty, zmęczony lub wychodzi z pokoju. Próbowałam nim wstrząsnąć, ale po awanturze jeszcze bardziej zamyka się w sobie, a ja wychodzę na histeryczkę tongue I mam wrażenie, że zamieniam się w kogoś w kogo nigdy nie chciałam.

Posty [ 13 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Myślę o rozstaniu, ale przecież dziecko...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026