Witam,
na wstępie chciałam zaznaczyć, że nie za bardzo orientuję się jak działa forum, założyłam konto przed chwilą, dlatego dodaję nowy wątek. Moja sytuacja przedstawia się następująco: jestem w związku od 5 lat - półki co mieszkamy razem(chyba że to się zmieni bo w niedzielę spakowałam manatki i pojechałam do babci), jest to mój drugi związek z pierwszym chłopakiem byłam 2 lata - on zerwał, co bardzo mocno przeżyłam, po roku zaczęłam spotykać się z obecnym partnerem. Jestem bardzo stała w uczuciach i uważam, że związek się powinno naprawiać, a nie porzucać przy większych problemach, być może to mnie zgubiło... Ciężko napisać o tym wszystkim co mnie nurtuje tak, aby nie zniechęcić Was ilością tekstu, więc postaram się zminimalizować moją historię do najistotniejszych szczegółów. Oboje jesteśmy DDA, oboje mamy niskie poczucie własnej wartości, choć podejrzewam, że u mnie jest wiele niższe... Oboje lubimy postawić na swoim, ale niestety Nasz główny problem polega na tym, że mi zależy bardziej, ja zawsze odpuszczam. W chwili obecnej jesteśmy w tak jakby separacji, wyprowadziłam się na tydzień, bo taki czas dałam Jemu na docenienie mnie i sobie na ochłonięcie i podjęcie decyzji co dalej... Mój partner od pewnego czasu nie szanuje mnie w cale, nawet jak powiedziałam, że jadę rzucił tylko "Obyś miała na tyle honoru i faktycznie pojechała", po czym wyszedł z domu zostawiając mnie samą z walizką do dworca mam 1.5 km a do pociągu miałam ponad godzinę czasu, popłakałam sobie potem zebrałam się na dworzec i wsiadłam w pociąg z postanowieniem, że jako, iż zawsze pierwsza rękę wyciągam nie zrobię tego tym razem... Mija trzeci dzień i nic(pewnie wiele z Was stwierdzi, że nie jest wart zachodu w każdym razie tak bym komuś poradziła, ale nie jest to takie proste dla mnie). Zdaję sobie sprawę z wielu powodów dla których powinnam Go sobie odpuścić(m.in. wyzywa mnie, przeklina do mnie, lekceważy mnie, wiecznie się obraża itd.), ale rzecz w tym, że jestem tak głupia, że chciałabym to jakoś naprawić, ale nie wiem czy takie zachowanie podlega naprawie, czy to ja jestem nie ok(mam ciężki charakter i wiem o tym), czy to co napisałam o Jego zachowaniu w skrócie pokazuje, że to kawał chama, który się nie zmieni... Ciężko mi podjąć decyzję o zerwaniu ze względu na to jaki był kiedyś, nosił mnie na rękach kupował kwiaty praktycznie codziennie, troszczył się o mnie i wiedziałam, że świata poza mną nie widzi, a teraz jesteśmy w momencie w którym lepiej traktuje obcych niż mnie. Być może przyczyną tego jest fakt, że nikt nigdy od Niego nic nie wymagał, został sam sobie w wieku lat 15, ma póki co wykształcenie AŻ gimnazjalne (ja Go zapisałam do szkoły weekendowej, ja Go do niej budzę - w ogóle czuję się jakbym tylko ja chciała, aby ją skończył -.-), ma długi o co też się ciągle kłócimy, nie szanuje pieniędzy i nie myśli poważnie o życiu...
Teraz jak to tak przelałam na pismo, nie wiem czy jest sens to dalej pisać, bo jestem debilem, że Go dalej chcę...
Chciałabym wiedzieć, czy uważacie, że powinnam liczyć na Jego zmianę i na to, że się odezwie czy pogodzić się z tym, że nie jest dla mnie...
Ogólnie pomyślałam, że jak mnie nie będzie to jakoś coś Mu to da do myślenia, że się zmieni... uszanuje mnie cokolwiek... chyba za bardzo boję się być sama...
Nie krytykujcie mnie bardzo proszę... Potrzebowałam, napisać to, czego nie mogę powiedzieć bliskim...