Witam!
Pewnie nie raz poruszany był ten temat na forum.. jestem ze swoim chłopakiem już 6 lat, od 5 lat wynajmujemy razem pokój dwuosobowy, na początku nie zwracałam na to uwagi (jak to zakochana kobieta) ale teraz zaczyna mnie to strasznie męczyć.. mój chłopak rozlicza mnie z każdej złotówki.. ba! nawet kupując ser potrafi sobie policzyć plasterki sera które on zjadł! zabierając mnie np na hotdoga, mówi nagle przed sklepem "To weź i zapłac sama, ja nie chce".. nie ze sie kłóciliśmy czy coś, po prostu. Mnie też nie jest łatwo, nie zarabiam dużo, ledwo mi starcza na wszystko, w tym miesiącu wypłata jest jeszcze gorsza, ale żyjemy bardziej jak współlokatorzy, chociaż mówi, że mnie kocha - rzadko, bo rzadko ale powie.. a on jako programista zarabia ok. 3-4 tys. Nie chce żeby mnie utrzymywał, ale przytłacza mnie to jego ciągłe wyliczanie pieniędzy, czasem on cos kupi nie powie, częstuje mnie a potem każe mi za to oddawać, po prostu załamują mi się ręce.. dziś wypłata tak marna, że musze pożyczyć od rodziny, a gdy przyszłam do domu czeka na mnie już wieelki stos rachunków do rozliczenia.. za co? nie wiem, żeby zaoszczędzić prawie nic nie jem.. mam swoją pustą pułkę w lodówce, a on ma aż 3 tak zapełnione, że aż serce boli, bo ja wiem że to jego i mam nie ruszać..
Ja na jego urodziny kupiłam mu zegarek za 450zł o którym mówił tyle czasu.. ja na swoje nawet zyczeń nie dostałam.. teraz były walentynki myslałam ze jak wróce do domu coś przygotuje, pójdziemy na spacer.. nie! on spędził ten dzień przed komputerem..dzień kobiet? tyle mu przypominałam zeby pamietał o tym dniu i kolejny raz sie zawiodłam.. kazał mi na siebie czekać pod centrum 35 min potem przyszedł nieogolony, bez kwiatka, życzeń.. a ja zmęczona byłam więc odechciało mi się chodzenia, więc zostawił mnie samą i później po nim wróciłam do domu.
Przez to wszystko czuje jak popadam w depresje, nie mam apetytu, nie mam chęci do zycia, gdyby nie praca to nie wiem co bym zrobiła, mam myśli s.... codziennie.. nie chce mi się wracać do domu.. myślę, żeby wyprowadzić się do pokoju jednoosobowego, lecz przyzwyczaiłam się do niego przez tyle lat.. nie wiem czy dam rade.. chciałabym Was prosić o rade.. może przesadzam? nie osądzajcie mnie źle ![]()