Witajcie wszyscy.
Proszę Was o pomoc, bo sama już nie wiem, jak mam pomóc bliskiej osobie. Mowa o mojej przyjaciółce - znamy się od małego smroda, wiemy o sobie praktycznie wszystko. Ostatnio S. (będę używać inicjału) zwierzyła mi się, że nie wierzy, że kiedykolwiek ktoś ją pokocha, taką, jaka jest, bo... ma brzydkie piersi.
Nieźle mnie zszokowała, bo zawsze sądziłam, że jeśli ktoś jest wulkanem energii i pewności siebie, to ona. Jak sama stwierdza, są bardzo asymetryczne i pełne rozstępów.
Wiem, że za nastolatki miała problemy z hormonami, z których do tej pory się nie wyleczyła, więc zgoda, to mogło wpłynąć na jej wygląd.
Niemniej, staram się jej przetłumaczyć, że to nieważne, że kiedyś ktoś doceni, jaka jest i żeby przestała się bać, kiedy ktoś ją podrywa. Niestety, sama nieraz byłam świadkiem sytuacji, w której podrywa ją mężczyzna, a ona chowa się w skorupę i zbywa go. Zapytałam ją, dlaczego to robi, skoro, jak sama wspominała, już męczy ją samotność (ma 23 lata i nigdy nikogo nie miała). Odpowiedziała mniej więcej tak: "Umawiając się z atrakcyjną dziewczyną, faceci czują, jakby wygrali milion dolców. A przy mnie potem okazałoby się, że wzięli tylko kredyt we frankach". Dopiero później wyznała mi swój kompleks piersi.
I tu pytanie - prośba? - do Was.
Ja nie wierzę, że związek może zakończyć się, choćby miała w staniku z jednej strony skarpetkę, a z drugiej cytrynkę, ale mnie ona nie wierzy. A może się mylę?
Powiedzcie, co sądzicie o tej sytuacji. Czy powinnam dalej próbować pomagać jej budować poczucie wartości? Dodam, że S. od niedawna chodzi nawet do psychiatry, do czego też ją pchnęłam.
A może facet rzeczywiście porzuci ją, kiedy zobaczy jej kompleks?
Jak to jest?
Podobne tematy
Nie każdy facet patrzy tylko i wyłącznie na to jak kobieta wygląda... Nikt nie jest idealny, każdy ma swoje wady .. a jeśli się kogoś kocha to jest się w stanie zaakceptować wszystko... Cycki to nie wszystko..
Wspieraj ją dalej, (psychiatra ? a nie psycholog ? ) Może lekarz trochę podbuduje jej samoocenę... A jeśli nie... To niech odkłada jakąś część pieniążków aż uzbiera na 'korektę' piersi .. niech pójdzie na konsultacje i zobaczcie co powie na to chirurg .
Szczerze mówiąc to myślę że mało który facet w ogóle zda sobie sprawę z tego, że ona ma rozstępy. Podejrzewam, że ona przesadza, jak mnóstwo kobiet. Pewnie gdyby zdjęła bluzkę, okazałoby się, że jej cycki są całkiem normalne.
Po drugie - faceta prawdopodobnie i tak będzie podniecać jej nagość, bo to nagość osoby której on pragnie, bo to naga skóra, bo to gołe cycki (obojętnie jak by wyglądały). Faceta w cyckach fascynuje to, że to element ciała, którego sam nie ma. Tylko kobiety tak krytycznie oceniają biusty, faceci nie.
Tylko kobiety tak krytycznie oceniają biusty, faceci nie.
No z tym się nie do końca zgodzę. Powiedzmy sobie szczerze: istnieją biusty obiektywnie mniej i bardziej ładne. Prawie każdy facet pragnie, by jego kobieta posiadała pełne (niekoniecznie duże) i jędrne piersi. Oczywiście żaden normalny mężczyzna nie zostawi swojej partnerki ze względu na jej biust, ale są i tacy, których nawet rozstępy mogą skutecznie odstraszyć. Tymi drugimi jednak nie ma co się interesować, bo to nie jest dobry materiał na życiowego partnera.
Czytam Wasze odpowiedzi i tak się zastanawiam: piszecie, że dla faceta, któremu naprawdę zależy na kobiecie, wygląd tej jednej części ciała nie będzie miał decydującego znaczenia. A ja znalazłam wątek, w którym dziewczyna opisuje swoje problemy z biustem i tam odpowiedzi są skrajnie różne.
Podbijam, bo chciałabym, żeby więcej osób się wypowiedziało. Może jakiś mężczyzna nawet? W końcu to o ich opinii tutaj dywagujemy.
Ja ostatnio usłyszałam ze jestem malo biuściasta.(od mojego faceta).przed porodem mialam większe a po porodzie sa malutkie,jakby nie moje-tez mam kompleks z tego powodu.. Tylko ze mi mój M powtarza ze sa ladne,akurat na jego reke i mnie kocha taka jaka jestem a cycki to nie wszystko.
Jak sie dziewczyna podoba, to wygląd/rozmiar jej jej biustu nie będzie problemem. Wiem, kobietom to ciężko pojąć, bo przecież myślą, to nasz główny atut, że każdy patrzy na cycki, no ale to tak nie działa
Dla mnie osobiście to nie byłby problem
Żeby nie było, wiem, są tacy co by mogli z tego powodu skreślić, ale to mały odsetek, tak samo jak jakiś mały odsetek kobiet skreśla mężczyzn z różnych tam wizualnych powodów.
Więc głowa do góry, cyc do przodu czy jakoś tak ![]()
8 2015-03-16 17:06:25 Ostatnio edytowany przez Cleopatra (2015-03-16 17:17:24)
Mężczyźni też nie zawsze są idealni i miewają swoje kompleksy, np.mały penis albo niesymetryczne jądra, zapanięta klatka. Niech koleżanka Twoja odpowie sobie na pytanie, czy byłaby skłonna zaakceptować takiego faceta. Może to jej odrobinę pomoże?
Cycki to cycki.To zawsze byla, jest i bedzie najwazniejsza czesc ciala u kobiety (wg.facetow), to na nie w pierwszuskiej chwili laduje slynny wzrok faceta, rozprawiajacy "Ta bym przelecial, a ta nie", Sama mam maly biust i faceta ktory jakos go.pokochal.(przynajmniej tak twierdzi, bo.jest to.moj biust), no ale na sam.z siebie nie zwrocilby absolutnie pewnie uwagi.Takze...sorry...Life is brutal...Faceci kochaja kobiece piersi.Czy tylko.?? Hmmm.Nie czarujac sie ? TAK.TYLKO, bo.tylko na nie ich slynny wzrok im ucieka,.bo przeciez ktos tam kiedys tak chcial zeby oni ich nie mieli.Faceci sa tak skonstruowani.
P.S.Sama mam niestety maly biust i w niektorych momentach (zwlaszcza przed miesiaczka,gdy mam sklonnosci do depresyjnych nastrojow),.kompleks wylazi z cienia...:-/ Czasem naprawde je lubie/ moze nawet kocham ale wszystko pryska jak.banka mydlana gdy widze piekne, PELNE piersi, ktore sa marzeniem i CELEM facetow.The end
Sorry z tym celem to moze przesadzilam...Po prostu wkurza mnie to gdy widze fajna biusciasta laske z dekoltem (to mi samej wzrok ucieka), a co dopiero facetowi??? No i jak juz zobaczy ten cudny rowek to sobie wtedy moze myslec "To warto poznawac ja dalej" a jak widzi mniejsze lub male (chociaz tych faceci raczej nie dostrzegaja), to pewnie nie warto dalej sobie zawracac glowy...:-(.Sorry wiem ze nie pocieszylam.Cie autorko ani.Twojej kolezanki,no ale...Piersi sa najwazniejszym elementem (dla mnie samej a tylko one w moim ciele sa niedoskonale :-( ).A dla facetow?? Coz...Nie chce wyjsc na jakas wojujaca feministke, no.ale Panowie przyznajcie ze kryteria oceny kobiety zaczynacie od PIERSI (bo oczy sa dla Was nieistotne gdy macie te drugie " oczy"),.a pewnosci siebie czy osobowosci to my w dekolcie nie nosimy, a Wasz najwazniejszy zmysl to.WZROK.
malgorzataprusaczyk, proszę, nie dodawaj postów jeden po drugim. Jeśli chcesz coś dodać do opublikowanej już wypowiedzi, użyj opcji "Edytuj".
Małgosia, nie siej defetyzmu, cycki, owszem, fajna sprawa, gdy są ładne, jędrne ale to nie wyznacznik atrakcyjności. Robisz trochę z mężczyzn idiotów, którzy na widok cycka tracą rozum i ślina im ścieka po brodzie. To, że mężczyzni w ogóle lubią sobie popatrzeć na ładny biust to nihil novi, ale bez przesady. Ważniejszy jest całokształt, proporcjonalność figury, zgrabność. Można mieć małe piersi i przyciągać męskie spojrzenia i mieć duże i nie budzić zainteresowania. No i osobowość. Nie pomogą najcudniejsze cycki, gdy ta jest nieciekawa. Przy bliższym poznaniu, cycki schodzą na plan dalszy i kiedy nie masz nic do zaoferowania poza nimi to każdy facet ewakuuje się jak najszybciej.
Ale to wcale nieprawda, że dla mężczyzn najważniejszy w kobiecym wyglądzie jest biust... W każdym takim zestawieniu, jakie kiedykolwiek rzuciło mi sie w oczy zawsze na pierwszym miejscu była pupa. Teraz próbowałam coś na szybko znaleźć w necie, sporo tego wyskoczyło, ale również nigdzie nie wyczytałam, jakoby na pierwszym miejscu figurowały piersi. Najczęściej wymieniany był uśmiech.
Osobiście znam wiecej fetyszystów stóp niż fascynatów biustu. Właściwie mam tylko jednego kolegę, który gapi się na każde cycki jakie pojawiają się w okolicy. No właśnie - na każde... Sama tę część ciała mam całkiem niezłą, a mój mężczyzna poświęca jej tyle zainteresowania co np. moim łokciom. Gdybym postanowiła przez resztę życia nie zdejmować stanika to raczej by tego nie zauważył.
Sam biust nie może być przyczyną niepowodzeń damsko-męskich. Oczywiście zawsze można trafić na przypadek, dla którego różnica milimetra w rozmiarze brodawek jest dyskwalifikująca, ale naprawdę większość mężczyzn dobiera partnerki na podstawie innych kryteriów niż biust. Natomiast kompleks na tle włąsnych piersi może faktycznie utrudnić kobiecie znalezienie partnera. Niewiele osób chce się wdawać w bliższą relację z osobą, która ma na swój temat zdanie, że "nikt jej nie zechce". No bo skoro "nikt" to dlaczego dany mężczyzna miałby chcieć zbierać to, czego nikt inny nie chce? I to się wyczuwa poświadomie. Tak mocno, że nawet mężczyźni to potrafią ![]()
Małgosia, nie siej defetyzmu, cycki, owszem, fajna sprawa, gdy są ładne, jędrne ale to nie wyznacznik atrakcyjności. Robisz trochę z mężczyzn idiotów, którzy na widok cycka tracą rozum i ślina im ścieka po brodzie. To, że mężczyzni w ogóle lubią sobie popatrzeć na ładny biust to nihil novi, ale bez przesady. Ważniejszy jest całokształt, proporcjonalność figury, zgrabność. Można mieć małe piersi i przyciągać męskie spojrzenia i mieć duże i nie budzić zainteresowania. No i osobowość. Nie pomogą najcudniejsze cycki, gdy ta jest nieciekawa. Przy
bliższym poznaniu, cycki schodzą na plan dalszy i kiedy nie masz nic do zaoferowania poza nimi to każdy facet ewakuuje się jak najszybciej.
Przepraszam Adiaphorko :-/ po prostu mam kryzys...Mezczyzni nie sa idiotami, ale po prostu oddzielaja seks od milosci i stad te rozbieznosci w ich kryteriach..Na partnerki zazwyczaj wybieraja sobie te "przecietne" i gdy te sa sexbombami w lozku z pewnoscia siebie to.albo nie maja ochoty po pracy bo."sa zmeczeni", albo nie maja orgazmu :-( No oczywiscie dlatego ze juz zdobycz maja, zdobyli itd.Ale jak popatrzec na inny dekolt na ulicy czy gdzies to wtedy najchetniej by pouprawiali seks (bo nie ma zobowiazan wobec tej kobiety, bo to INNE cycki,.inne cialo itp.)Tego.po prostu w nich nie zrozumiem...
16 2016-03-24 11:26:23 Ostatnio edytowany przez ruda102 (2016-03-24 11:38:11)
Małgosiu, powiem brutalnie, bo ci chyba potrzeba solidnego kopniaka.
Ty masz OBSESJĘ na punkcie cycek. Dużo WIĘKSZĄ niż jakikolwiek znany mi facet. To, co piszesz o tym, jak niby faceci postrzegają kobiece piersi, jaką wagę do nich przywiązują, co się dla nich liczy - to są bzdury, którymi karmisz swoją paranoję. Nie spotkałam ani jednego faceta, który miałby takie podejście do biustu i w ogóle do sfery seksualnej, jak ty to opisujesz. Przecież według ciebie mężczyźni to jakieś opętane cyckami i seksem demony, dla których ZAWSZE ALE TO ZAWSZE trawa u sąsiada zieleńsza (a piersi innych kobiet niż ich własna lepsze i bardziej interesujące). Owszem, ty ich za to nie potępiasz, taka jesteś wyrozumiała dla ich natury - ale to, co piszesz, to są po prostu farmazony. Owszem, jest TROCHĘ takich facetów - nie warto sobie nimi dupy zawracać. Ale twoim zdaniem oni WSZYSCY są tacy - a to już głupie i krzywdzące. Dla nich, bo nie zasłużyli i dla ciebie, bo takie podejście tylko powiększa twój kompleks.
Twoim problemem nie jest rozmiar biustu a rozmiar obsesji na tym punkcie.
To, co piszesz o wybieraniu sobie partnerek przez facetów, to też gigantyczne uproszczenie. Znam facetów, którzy lubią seksowne kociaki - czasem w parze z tym idzie temperament obojga; czasem facet chce dziewczyny seksownej na pokaz, ale wcale na dzikie łóżkowe wygibasy nie ma z nią ochoty; czasem ona, choć wygląda na boginię seksu, aktywnym libido nie grzeszy. Znam też facetów, którzy na taką seksualność "in your face" w ogóle nie zwracają uwagi, podobają im się zwykłe, normalne kobiety, a w łóżku aż iskry lecą. I takich, co kobiece libido traktują jako zagrożenie, a w najlepszym wypadku coś bardzo podejrzanego. No, różni są po prostu.
17 2016-03-24 11:41:27 Ostatnio edytowany przez malgorzataprusaczyk (2016-03-24 11:42:46)
Małgosiu, powiem brutalnie, bo ci chyba potrzeba solidnego kopniaka.
Ty masz OBSESJĘ na punkcie cycek. Dużo WIĘKSZĄ niż jakikolwiek znany mi facet. To, co piszesz o tym, jak niby faceci postrzegają kobiece piersi, jaką wagę do nich przywiązują, co się dla nich liczy - to są bzdury, którymi karmisz swoją paranoję. Nie spotkałam ani jednego faceta, który miałby takie podejście do biustu i w ogóle do sfery seksualnej, jak ty to opisujesz. Przecież według ciebie mężczyźni to jakieś opętane cyckami i seksem demony, dla których ZAWSZE ALE TO ZAWSZE trawa u sąsiada zieleńsza (a piersi innych kobiet niż ich własna lepsze i bardziej interesujące). Owszem, ty ich za to nie potępiasz, taka jesteś wyrozumiała dla ich natury - ale to, co piszesz, to są po prostu farmazony. Owszem, jest TROCHĘ takich facetów - nie warto sobie nimi dupy zawracać. Ale twoim zdaniem oni WSZYSCY są tacy - a to już głupie i krzywdzące. Dla nich, bo nie zasłużyli i dla ciebie, bo takie podejście tylko powiększa twój kompleks.
Twoim problemem nie jest rozmiar biustu a rozmiar obsesji na tym punkcie.
Przepraszam :-( Przez ostatnie 3 dni dopadl mnie kryzys...Teraz juz mi troche lepiej, aczkolwiek nadal pamietam jakies (niewiele tego bylo) drobne "dwuznacznosci" w wypowiedziach mojego faceta (nie tylko na temat moich piersi ale i w ogole na temat seksu - moze z nim to dzis wyjasnie)), oraz jego jednego kumpla (wypowiedz gdzies z wrzesnia, i gdzies tam ja po prostu zapamietalam)...Taki niby "zart" o kobietach z malym biustem....i to troche siedzialo mi w glowie...:-/ i gdy mam PMS to po prostu takie wypowiedzi do mnie wracaja...Dzis, tzn. TERAZ jest mi juz troche lepiej, dzis rano z 20 razy ogladalam sie w lustrze i uwazam ze moje piersi sa naprawde fajne , no i mam super brzuch, pupe i nogi...Dzis zrobilam sobie dzien bez push - upa , i nawet w takim mi sie podobaja...Moze faktycznie przesadzam czasem, no ale strasznie chyba znosze ten caly PMS :-( (to chyba temat na oddzielny watek do forum)...Dzis czuje sie naprawde fajnie ze soba i duzo mi lepiej na serduchu (mjoze przez to ze w koncu w wolnym dniu mam Slonce, a nie tylko deszcz i zimno) :-)
ruda102 napisał/a:Małgosiu, powiem brutalnie, bo ci chyba potrzeba solidnego kopniaka.
Ty masz OBSESJĘ na punkcie cycek. Dużo WIĘKSZĄ niż jakikolwiek znany mi facet. To, co piszesz o tym, jak niby faceci postrzegają kobiece piersi, jaką wagę do nich przywiązują, co się dla nich liczy - to są bzdury, którymi karmisz swoją paranoję. Nie spotkałam ani jednego faceta, który miałby takie podejście do biustu i w ogóle do sfery seksualnej, jak ty to opisujesz. Przecież według ciebie mężczyźni to jakieś opętane cyckami i seksem demony, dla których ZAWSZE ALE TO ZAWSZE trawa u sąsiada zieleńsza (a piersi innych kobiet niż ich własna lepsze i bardziej interesujące). Owszem, ty ich za to nie potępiasz, taka jesteś wyrozumiała dla ich natury - ale to, co piszesz, to są po prostu farmazony. Owszem, jest TROCHĘ takich facetów - nie warto sobie nimi dupy zawracać. Ale twoim zdaniem oni WSZYSCY są tacy - a to już głupie i krzywdzące. Dla nich, bo nie zasłużyli i dla ciebie, bo takie podejście tylko powiększa twój kompleks.
Twoim problemem nie jest rozmiar biustu a rozmiar obsesji na tym punkcie.
Przepraszam :-( Przez ostatnie 3 dni dopadl mnie kryzys...Teraz juz mi troche lepiej, aczkolwiek nadal pamietam jakies (niewiele tego bylo) drobne "dwuznacznosci" w wypowiedziach mojego faceta (nie tylko na temat moich piersi ale i w ogole na temat seksu - moze z nim to dzis wyjasnie), oraz jego jednego kumpla (wypowiedz gdzies z wrzesnia, i gdzies tam ja po prostu zapamietalam)...Taki niby "zart" o kobietach z malym biustem....i to troche siedzialo mi w glowie...:-/ i gdy mam PMS to po prostu takie wypowiedzi do mnie wracaja...Dzis, tzn. TERAZ jest mi juz troche lepiej, dzis rano z 20 razy ogladalam sie w lustrze i uwazam ze moje piersi sa naprawde fajne , no i mam super brzuch, pupe i nogi...Dzis zrobilam sobie dzien bez push - upa , i nawet w takim mi sie podobaja...Moze faktycznie przesadzam czasem, no ale strasznie chyba znosze ten caly PMS :-( (to chyba temat na oddzielny watek do forum)...Dzis czuje sie naprawde fajnie ze soba i duzo mi lepiej na serduchu (moze przez to ze w koncu w wolnym dniu mam Slonce, a nie tylko deszcz i zimno) :-)
Nie masz za co mnie przepraszać, twoja postawa mnie w żaden sposób nie krzywdzi.
Po prostu uważam, że masz zupełnie wypaczone postrzeganie tej konkretnej kwestii. PMS PMSem - niektórym z nas faktycznie wtedy lekko odbija
Wypowiedziami kumpla przejmować się nie ma co, bo nie kumplowi masz się podobać. A doszukiwanie się drobnych dwuznaczności w wypowiedziach faceta to prosta droga do gigantycznej awantury pt. "bo ciebie to nigdy niczym nie zadowolisz i masz jakieś z dupy wzięte pretensje".
Cieszę się, że dziś masz się lepiej. Następnym razem, jak cię dopadną czarne myśli, to nie daj im się wciągnąć w ten wir. Staraj się powiedzieć sobie stop, przypomnij sobie, jak na tę samą sprawę patrzysz, gdy nie wpływa na ciebie PMS czy zły nastrój.
20 2016-03-24 12:11:58 Ostatnio edytowany przez malgorzataprusaczyk (2016-03-24 12:21:20)
Nie masz za co mnie przepraszać, twoja postawa mnie w żaden sposób nie krzywdzi.
Po prostu uważam, że masz zupełnie wypaczone postrzeganie tej konkretnej kwestii. PMS PMSem - niektórym z nas faktycznie wtedy lekko odbija
Wypowiedziami kumpla przejmować się nie ma co, bo nie kumplowi masz się podobać. A doszukiwanie się drobnych dwuznaczności w wypowiedziach faceta to prosta droga do gigantycznej awantury pt. "bo ciebie to nigdy niczym nie zadowolisz i masz jakieś z dupy wzięte pretensje".
Cieszę się, że dziś masz się lepiej. Następnym razem, jak cię dopadną czarne myśli, to nie daj im się wciągnąć w ten wir. Staraj się powiedzieć sobie stop, przypomnij sobie, jak na tę samą sprawę patrzysz, gdy nie wpływa na ciebie PMS czy zły nastrój.
Fajnie.Tez sie ciesze :-)...Widzisz, ja nie chce byc jakas tam skarzypyta czy kims w tym rodzaju, ale.....hmmm...powiedziec "Kocham Twoje piersi, sa piekne, i je AKCEPTUJE,ale nie mialbym tez nic przeciwko gdyby byly wieksze" to tak jakbym powiedziala do niego "Kocham Twoje super krecone wlosy, ale nie byloby zle jakby byly proste"...Wydaje mi sie, ze pojecie akceptacji wiaze sie z absolutnym odrzuceniem kazdej alternatywy dla istniejacego faktu ...? Chociaz moze sie myle...Druga sprawa, po kilku randkach z rzedu "Wow, cycki Ci urosly", a ja na to, ze tego jakos nie widze, lub odpowiadam "Naprawde??" ...Mozna to roznie interpretowac, bo skoro ja nie widze tego niby wzrostu, tzn. ze on widzi, TO CO CHCIALBY WIDZIEC ...? Nie wiem co mam myslec., bo raz stawia je na piedestale, pisze mi w smsie, ze nie moze sie doczekac jak zobaczy moje (cytuje) "dziela sztuki", "jedrne cycuszki", a sa okresy takie, ze gdy jak mu ich wrecz nachalnie nie pokaze (i co ma z nimi zrobic), to nawet by ich nie popiescil.....Tak wiem co powiesz, ze to zakrawa na postawe baby hetery z walkiem ;-) :-P no ale wydaje mi sie, ze facet i do tego troche mlodszy, to do seksu czy nawet chocby i pieszczot potrzebuje TYLKO miejsca ;-) Ech...tak sie wywnetrzylam, ale nie chcialam nikogo zanudzac czy tym bardziej marudzic :-)
No i Ruda sobie poszla...;-)
22 2016-03-24 12:45:16 Ostatnio edytowany przez ruda102 (2016-03-24 12:45:56)
Ruda wróciła. Tak szybko się mnie nie pozbędziesz ![]()
Nie baby hetery - tylko kobiety, która przez kompleks na punkcie piersi każdą uwagę w tym temacie mieli i analizuje aż znajdzie coś negatywnego. Do każdej wypowiedzi można się przyczepić, jak się ją wystarczająco długo obraca w myślach.
Ja akceptację widzę zupełnie inaczej niż ty. Dla mnie zdanie "masz X, ale jakbyś miała Y to też bym cię kochał" to właśnie jest akceptacja. Podam ci taki przykład: mam rude włosy (a to niespodzianka
) - farbowane. Mój facet bardzo lubi rude włosy, ale jak go zapytałam (w żartach, bo kwestia jest naprawdę niepoważna) czy jako brunetka też bym mu się podobała, to właśnie tak odpowiedział, że "świetnie wyglądam w rudych i mu się podobam, ale kochałby mnie i ciemnowłosą". Dla mnie ta odpowiedź znaczy tyle, że ostatecznie kolor moich włosów nie ma znaczenia, bo nie za kolor włosów mnie kocha, tylko za całokształt. I to jest akceptacja. Nie wyobrażam sobie przeciwnego podejścia, tzn. - tylko rude włosy, proste włosy, ten konkretny rozmiar biustu mi odpowiada. A co jak będę się chciała przefarbować na blond - miałby mnie rzucać, worek na głowę zakładać czy może do fryzjera nie puścić? Albo jak w ciąży mi biust urośnie? A potem nie wróci już do tego idealnego stanu obecnego? To dopiero jest brak akceptacji dla czegokolwiek poza własnym wyobrażeniem.
Z tym komentarzem "wow! cycki ci urosły" to po prostu nie trafił. Myślę, że wiedział, że się tą kwestią przejmujesz, więc chciał ci humor poprawić. A że ty jesteś wrażliwa na tym punkcie, to zamiast się uśmiechnąć, zaczęłaś analizować i oczywiście coś znalazłaś. Znów mi się to kojarzy z moją sytuacją. Po chorobie, którą niedawno przeszłam, wciąż mam lekką niedowagę, widać mi trochę żeber, mam sterczące kości biodrowe - na szczęście płaskie bezdupie mnie nie dopadło
. Ale chciałabym wrócić do poprzedniej, zdrowej wagi - kwestia 2-3 kg, ale przy moim wzroście to robi różnicę. Mój facet to wie i ostatnio uraczył mnie takim komentarzem: "miało być 2-3kg, a na moje oko to już ci z 5 przybyło" choć oboje doskonale wiemy, że nie przybyło nawet 10g. I co, miałam się załamać, bo mój facet uważa mnie za grubą krowę? Kiedy nie stroni od komplementów, podkreślania, że jestem piękna i mu się podobam. No bez przesady. Trzeba mieć na uwadze całokształt i nietrafiony komplement puścić czasem mimo uszu.
A co do seksu i pieszczot - to, że facet raz skupia się na jednym, a raz na czymś innym, to w miarę normalne. Mój też czasami poświęca mnóstwo uwagi moim piersiom, a innym razem nie może się od pupy odkleić. I co? Czy wtedy mój biust jest jakiś gorszy? Jeśli są pieszczoty, które sprawiają mi szczególną przyjemność albo po prostu mam na nie ochotę, to proszę. Mój facet powoli uczy się, co jest obowiązkowym punktem programu. Polecam tę metodę, bo skuteczność przetestowałam osobiście ![]()
Ruda wróciła. Tak szybko się mnie nie pozbędziesz
Nie baby hetery - tylko kobiety, która przez kompleks na punkcie piersi każdą uwagę w tym temacie mieli i analizuje aż znajdzie coś negatywnego. Do każdej wypowiedzi można się przyczepić, jak się ją wystarczająco długo obraca w myślach.
Ja akceptację widzę zupełnie inaczej niż ty. Dla mnie zdanie "masz X, ale jakbyś miała Y to też bym cię kochał" to właśnie jest akceptacja. Podam ci taki przykład: mam rude włosy (a to niespodzianka
) - farbowane. Mój facet bardzo lubi rude włosy, ale jak go zapytałam (w żartach, bo kwestia jest naprawdę niepoważna) czy jako brunetka też bym mu się podobała, to właśnie tak odpowiedział, że "świetnie wyglądam w rudych i mu się podobam, ale kochałby mnie i ciemnowłosą". Dla mnie ta odpowiedź znaczy tyle, że ostatecznie kolor moich włosów nie ma znaczenia, bo nie za kolor włosów mnie kocha, tylko za całokształt. I to jest akceptacja. Nie wyobrażam sobie przeciwnego podejścia, tzn. - tylko rude włosy, proste włosy, ten konkretny rozmiar biustu mi odpowiada. A co jak będę się chciała przefarbować na blond - miałby mnie rzucać, worek na głowę zakładać czy może do fryzjera nie puścić? Albo jak w ciąży mi biust urośnie? A potem nie wróci już do tego idealnego stanu obecnego? To dopiero jest brak akceptacji dla czegokolwiek poza własnym wyobrażeniem.
Z tym komentarzem "wow! cycki ci urosły" to po prostu nie trafił. Myślę, że wiedział, że się tą kwestią przejmujesz, więc chciał ci humor poprawić. A że ty jesteś wrażliwa na tym punkcie, to zamiast się uśmiechnąć, zaczęłaś analizować i oczywiście coś znalazłaś. Znów mi się to kojarzy z moją sytuacją. Po chorobie, którą niedawno przeszłam, wciąż mam lekką niedowagę, widać mi trochę żeber, mam sterczące kości biodrowe - na szczęście płaskie bezdupie mnie nie dopadło
. Ale chciałabym wrócić do poprzedniej, zdrowej wagi - kwestia 2-3 kg, ale przy moim wzroście to robi różnicę. Mój facet to wie i ostatnio uraczył mnie takim komentarzem: "miało być 2-3kg, a na moje oko to już ci z 5 przybyło" choć oboje doskonale wiemy, że nie przybyło nawet 10g. I co, miałam się załamać, bo mój facet uważa mnie za grubą krowę? Kiedy nie stroni od komplementów, podkreślania, że jestem piękna i mu się podobam. No bez przesady. Trzeba mieć na uwadze całokształt i nietrafiony komplement puścić czasem mimo uszu.
A co do seksu i pieszczot - to, że facet raz skupia się na jednym, a raz na czymś innym, to w miarę normalne. Mój też czasami poświęca mnóstwo uwagi moim piersiom, a innym razem nie może się od pupy odkleić. I co? Czy wtedy mój biust jest jakiś gorszy? Jeśli są pieszczoty, które sprawiają mi szczególną przyjemność albo po prostu mam na nie ochotę, to proszę. Mój facet powoli uczy się, co jest obowiązkowym punktem programu. Polecam tę metodę, bo skuteczność przetestowałam osobiście
Widzisz...Super to, co napisalas..Tez mi dalo to troche do myslenia :-) Pewnie, ze go kocham i widze jak sie dla mnie i dla nas stara i jak kocha mnie i kazda czesc mojego ciala..Ja wbrew temu co moze myslisz (po tych moich troche pesymistycznych postach), to tez lubie a raczej staram sie kochac moje piersi (bo z reszta ciala nie mam jako takich, a w zasadzie zadnych problemow)...Tylko pod tym wzgledem jestem chyba jednak typowa kobieta (lubie czytac miedzy wierszami, bo faceci mimo ze prosci, to wcale nie tacy oczywisci sa ;-) Zawsze staralam sie byc kobieta z (moze nie jakas mega), ale dosc silna pewnoscia siebie, znajaca swoje atutuy, a majaca dystans do mankamentow...Np.mam krzywe zeby, ale w ogole mi to nie przeszkadza (moze czasem przy calowaniu :-P ale tlumacze sobie to tak, ze NIKT takich "ciekawych"zebow jak ja nie ma :-P Tylko do tematu piersi troszke ciezej podejsc kobiecie, bo to jeden z jej glownych atrybutow... :-)...Zawsze ludzie mieli mnie i maja nadal za osobe pogodna i zyczliwie nastawiona do swiata, a gdy odezwa sie te "demony", to troche mi odbija :-/ Zaczynam swiat postrzegac przedmiotowo i stereotypowo gdzie na codzien paradoksalnie od takich ocen staram sie byc jak najdalej!)...Bardzo ladnie piszesz o Twojej interpretacji akceptacji.Mysle ze akurat np.. odnosnie wlosow to sprawa nie jest taka "zawila" i dyskusyjna jak w przypadku piersi, bo tutaj bede sie jednak upierac, ze dla mezczyzn taka "akceptacja" bardziej dla nich bylaby wygodna ;-) z tym zostawieniem furtki : "...ale jakby byly wieksze?? Nie mialbym nic przeciwko, przeciez mozna sobie pomarzyc :-) " Ja oczywiscie tez rozmawiam z moim facetem na temat seksu i co lubie czego potrzebuje, czasem on jest az wrecz "przytloczony" moim libido :-P Moze podswiadomie uderzam w jego meskie ego ? ;-) Bardzo fajnie piszesz o swoim podejsciu np. do wagi ciala.Masz fajny dystans do tego, co powiedzial Ci Twoj mezczyzna, chociaz ja nie wiem, czy mnie by bylo zawsze na taki stac ;-) Fajnie tak popisac na forum.
Nie urodziłam się z takim dystansem. Przeciwnie, całkiem niedawno wiele komentarzy dotyczących wyglądu brałam bardzo do siebie. Ale jak któryś raz z rzędu usłyszałam od koleżanki - weź się ogarnij, problem jest nie w sytuacji a w tym jak na nią patrzysz, to postanowiłam spróbować. I zadziałało, choć oczywiście nie od razu i nie magicznie. Do tego się dochodzi małymi kroczkami. Ja akurat zawsze bardziej ceniłam sobie wiedzę niż wygląd - dlatego bardziej brałam (i biorę) do siebie uwagi typu "nie wiesz o czym mówisz" niż "po co ci stanik - na pryszcze?".
Nie urodziłam się z takim dystansem. Przeciwnie, całkiem niedawno wiele komentarzy dotyczących wyglądu brałam bardzo do siebie. Ale jak któryś raz z rzędu usłyszałam od koleżanki - weź się ogarnij, problem jest nie w sytuacji a w tym jak na nią patrzysz, to postanowiłam spróbować. I zadziałało, choć oczywiście nie od razu i nie magicznie. Do tego się dochodzi małymi kroczkami. Ja akurat zawsze bardziej ceniłam sobie wiedzę niż wygląd - dlatego bardziej brałam (i biorę) do siebie uwagi typu "nie wiesz o czym mówisz" niż "po co ci stanik - na pryszcze?".
No coz...Ja mam tak samo :-) Rowniez bardziej cenie sobie inteligencje i wiedze, niz powierzchownosc ;-) ale jako kobieta po prostu chce byc atrakcyjna, a atrakcyjnosc to tak jak mowisz przede wszystkim sposob patrzenia na swoje cialo, a nie ono samo w sobie (chociaz oczywiscie, ze cialo rowniez) :-) ale najlepiej jakby szlo to w parze...ja na punkcie wygladu wrecz bylam troche abnegatka (nie obchodzil mnie on zanadto), ale im kobieta dojrzalsza tym bardziej chce o siebie dbac za wczasu (przed ewentualna, potencjalna ciaza itp.) :-) Jedyne na punkcie czego mialam bzika, to wlasnie biust.mam tez. np. dosyc masywne uda w stosunku do zgrabnych łydek , ale zauwazam to tylko raz na jakis czas, a poza tym mi to w ogole nie przeszkadza...Sprobuje robic tak tez z piersiami (wlasciwie to to umiem :-) ale tak to juz ze mna jest ze od jakiegos 23 dnia cyklu - do miesiaczki (a czasem i w jej trakcie, choc nie zawsze) moja samoocena ulega pogorszeniu ...taka chyba juz uroda moja i moich hormonow, ktore widocznie szaleja, tak jak ja tutaj, o nic... :-P
Znałam dziewczynę, która w liceum miała biust (dosłownie) do pępka i chłopaka znalazła.
Jeżeli ktoś ją pokocha, piersi nie bedą aż tak ważne
Witam wszystkich. Przeczytalem temat i wypowiem sie jako facet, ale tylko w swoim imieniu. Moim zdaniem wyglad piersi nie bedzie mial znaczenia dla chlopaka ktory sie Nia zainteresuje i z ktorym stworzy wiez. Kocha sie za caloksztalt a nie tylko.za piersi. Dla mnie osobiscie najwazniejszy jest charakter i to jakim jest sie czlowiekiem a dopiero potem wyglad bo nie ma co ukrywac, wyglad tez ma duze znaczenie. Powiem na swoim przykladzie ze moja partnerka tez ma male piersi, ale dla mnie liczy sie to, ze sa one tylko moje
i kocham obojetnie jakie by nie byly, niewazne czy rozmiar A czy C, D wazne ze moje i dla mnie. Niejeden facet chcialby miec 190wzrostu, klate jak u pirata, a malego do kolan
ale tak nie jest i jakos zyja w szczesliwych zwiazkach. Przekonaj kolezanke aby sprobowala choc troche otworzyc sie przed facetami a sama zobaczy ze maly biust nie stawia jej na straconej pozycji i w koncu trafi na kogos kto sie Nia zainteresuje a wtedy rozmiar biustu nie bedzie mial znaczenia.
kompleksy to zmora wielu wartościowych ludzi, ktorzy unieszczęsliwiają się na własne życzenie. Czasem bez psychologa ani rusz.
Oczywiście, że są cycki ładne jak i nieładne, jak wszystko na tym świecie. Też bym chciała mieć wszystko cudne i w ogóle być cudna jak wiosenny poranek. Ale mam, co mam, jestem, jaka jestem i już. Cieszę się, ze nie mam gorzej. Ludzie nigdy nie doceniają tego, co mają. Zawsze porownują się do lepszych, zdolniejszych, ładniejszych, mądrzejszych... W ten sposób zawsze będą wypadać gorzej.
Można być szczęśliwym i w szczęśliwym związku w ogole nie mając cycków albo mając cycki do kolan. Kwestia podejścia, nic więcej.
Niektorzy zbyt wielką wagę przywiązują do fizyczności. Niektorzy dobierają się głownie na takiej zasadzie, ich sprawa. Ale zdecydowana większosć jest normalna i nie przywiązue az takiej uwagi do szczegołów.
Kiedyś, gdy rodziłam pierwsze dziecko i leżałam na patologii ciązy, leżała ze mną dziewczyna. Naprawdę, rzadko można spotkać tak nieurodziwych i niezgrabnych ludzi. A męża miała jak z żurnala. Dawid Beckham to wymoczek przy nim. Aż mi szczęka opadła z wrażenia. A wpatrzony w nią jak w obrazek, czuły, troskliwy, glaskał ją po brzuszku, każdy gest i spojrzenie to wyrażało. Jakieś baby plotkowaly - co on w niej widzi itd. Widocznie widział coś, czego inni nie widzieli. A ona okazała się przesympatyczną i przemiłą osobą. Jej mąż zresztą też. 2 tygodnie leżałyśmy
Przychodził z dzieckiem, bo już jedno mieli i wyglądali razem cudownie, jak przeszczęśliwa, kochajaca się rodzina.