Zacznę od tego, że mam 19 lat, w pierwszej klasie liceum byłam najlepsza w szkole, ludzie mi zazdrościli, bo wszystko mi wychodziło, tylko ja ogarniałam fizyke itp. W połowie drugiej klasy jak zaczęto coraz więcej mówić o maturze, coś pękło, miałam ataki paniki, płakałam a lekcjach, wybiegałam ze szkoły. Dostałam indywidualne nauczanie, od tamtej pory regularnie widuje sie z psychiatra, psycholog nigdy mi nie pomogl. Przez wakacje lepiej sie czułam, bo nie było tego, co wywoływało lek-szkoły, a mimo to stale czułam napięcie, jakbym sama bała się siebie. Odstawiłam leki, oczywiscie w konsultacji z psychiatra. Rozpoczął się rok szkolny, dałam rade 2 miesiace i od nowa, leki, psychiatra, 2 miesiace siedzenia w domu i znowu indywidualne nauczanie. Od poczatku roku szkolnego byłam zapisana na kurs przygotowujacy do matury z biologii w Warszawie razem z przyjaciolka z klasy, gdy przestałam chodzić do szkoły i czekałam na nauczanie indywidualne, jeździłam na te kursy, tylko dlatego bo były opłacone, a to duze koszta. Zaczelam przyjmowac leki, miec nauczanie indywidualne, i przepisałam się na ten kurs do innej grupy- bez mojej przyjaciolki. Praktycznie zerwalam kontakty ze wszystkimi. Z wyjatkiem chlopaka, który po dzis dzien jest ze mna. Koniec koncow z pomoca lekow i mojego chlopaka udalo mi sie napisac mature bardzo dobrze-dostalam sie na medycyne, z tym ze w trakcie przygotowan do niej,mimo bycia na lekach tez duzo plakalam. Ale wiadomosc ze sie dostalam a medycyne, ze cel zostal osiagiety, duma mamy, chłopaka, wszystkich wkoło spowodowala ze poczulam sie pewniejsza siebie- odstawiłam leki. Poszlam na medycyne, plakalam caly czas, wybiegalam po lekcjach anatomii placzac, wytrzymalam do grudnia. Dosłownie wytrzymalam bo budzilam sie zlana potem, chodzilam w kolko, kolokwia jakos zdawalam z poprawkami, wiedzialam, ze musze dac rade dla mamy, dla tego, żeby byc kims, robic cos waznego, cos co zawsze chcialam, od pazdziernika zowu bralam leki. Mimo to 19 grudnia przed kolokwium semestralnym z histologii dostałam ataku paniki, wsiadlam w pierwszy pociag i opuscilam miasto studenckie, wrocilam w polowie stycznia z rezygnacja.
2 tygodnie siedzialam w pokoju, bojac sie wyjsc i sluchajac wspollokatorka jak przychodzila do niej kolezanka wyzywa mie od debilek, leki zaczely dzialac zaczelam prace na produkcji, pracowalam przez 2 tygodnie, w miedzyczasie zapisalam sie do szkoly policealnej na technik masazysta. BYŁO DOBRZE WRACAŁAM Z PRACY SIADALAM DO ANATOMII!!!
W ten piatek mialam pierwsze zajecia, spozilam sie bo zapomialam portfela, instruktor musial 3 razy do mnie powtarzac zebym zdjela bizuterie, bo ja bylam tak przerazona, ze nie rozumialam co do mnie mowi, pozniej zaczal pokazywac rozne chwyty, TYLKO JA ie potrafilam zalapac, w koncu to ja byłam masowana, polozylam sie na lozku do masazu i peklo lzy zaczely mi same plynac, ale musialam wytrzymac, musialam wiec wytarlam twarz w recznik i jakos dalam rade wytrzymac do konca.
Ale to koniec, ja juz nie mam sily, nie wiem co mam robic, nie wiem na jakie studia isc od pazdziernika, przez te 2 tygodnie jak bylo dobrze myslalam, ze wroce na medycyne, ale po tym co wydazylo sie w piatek na pewno tego nie zrobie.
A teraz merytorycznie: piszac leki mam na mysli antydepresanty(SSRI), co do objawow klinicznych, mrowienie konczyn, plecow, bole nog, mysli samobojcze sa mimo,ze biore leki
PROSZE POMOZCIE! PRZECZYTAJCIE!
Podobne tematy
Myślę, że za dużo było wchodzenia na leki i schodzenia z nich. SSri działają długofalowo. więc trzeba czekać. Po drugie, leki trzeba dobrać, nie ma uniwersalnych. Jak już wyregulujesz sprawy emocjonalne nie będziesz miała problemu ze studiami.
Ah kochana, mam ten sam problem. Z tą różnicą, że moja nerwica i depresja pojawiła się cztery lata temu, ale myślałam że jest już ze mną dobrze. Wszystko wróciło przed maturami (na chemii prawie się popłakałam, ech) a na studiach pogłębiało. Tak samo zrezygnowałam w grudniu. Bardzo chcę ale mam wrażenie, że nie nadaję się na tą chwilę żeby studiować, każda porażka boli mnie jakbym zawaliła życie. To jest błędne rozumowanie, ale nic nie potrafię z tym zrobić. Prawdopodobnie za dużo od siebie wymagałyśmy.
Ja takiej możliwości nie mam, ale myślę że Ty na ten rok powinnaś odpocząć od studiów i zająć się sobą. Dobrać leki i kontynuować leczenie. Powodzenia c:
Cieszę się, że to czytam, że jest ktoś z podobnym problemem jak ja. A mogłabyś powiedzieć co Ty teraz robisz? Zrezygnowałaś ze studiów i co robisz? Pracujesz?
Pracuję- w pewnym sensie. Wykonuję rysunki na zamówienie. Zamierzam też poprawiać biologię i chemię bo chciałam wystartować na weterynarię. Dużo się przez ten czas uczyłam ale... Nie chcę się bawić w autodiagnozę, powiem tyle, ze moje zaburzenia utrudniają mi naukę i nie poprawię matury w dostatecznym stopniu. Dzisiaj było już tak źle że właściwie przyszłam się wyrzygać na tym forum, jakoś nigdy w życiu tego nie zrobiłam. Ale chyba sobie odpuszczę. Może pójdę na jakieś w miarę dobre studia, a może będę miała trochę szczęścia i przez wakacje załapię pracę w jakimś studiu graficznym, w tedy na tym się skupię. Ale pewne jest że za rok znowu będę próbować z weterynarią, choćby skały sra...ekhm. W ostatecznym rozrachunku lepsze są dwa lata bez studiów niż potem reszta życia pracując w zawodzie, w którym się człowiek męczy.