Piszę tutaj, żeby się poradzić.
Mam 28 lat i od dłuższego czasu mam problemy z cerą. Nie jest to jakiś bardzo poważny trądzik ale jednak mam dużo podskórnych krost, grudek, które czasem nie chcą wyjść same na wierzch i długo się goją.
Byłam już u 3 dermatologów. Próbowałam różnych maści ale wszyscy przepisują to samo: Skinoren, który strasznie podrażnia mi cerę i gdy próbuję go systematycznie stosować, potem moja twarz nie może przed dłuższy czas dojść do siebie a to pieczenie szczypanie i swędzenie staję się po 1-2 tygodniach niemożliwe do zniesienia. Stosowałam też Differin, brałam przez 3 miesiące Tetralysal i kilka innych maści przez te kilka lat. Zaskórniki mam nadal. Przez kilka lat stosuję Brevoxyl i on pomaga najbardziej, teraz znowu jest wycofany ale przecież nie mogę stosować go całe życie.
Mam też problemy z wrastającymi włoskami po depilacji.
Na nogach nie ma z tym problemu, bo zrezygnowałam z depilatora i golę się maszynką ale mam coraz więcej ciemnych włosków na piersiach, brzuchu, szyi i brodzie. Wyrywam je pęsetą i one potem wrastają, przez co mam rany. Jest to bardzo krępujące.
I też od jakichś dwóch lat z lewej piersi przy naciśnięciu wypływa mi jakaś zielonkawa i biała wydzielina.
Dodam, że miesiączki mam zwykle regularne.
Mówiłam o tym owłosieniu lekarce i dermatologom. Dermatolodzy polecają ciągle tylko te wspomniane maści a na wrastające włosy kosztowne zabiegi laserowe. Rozumiem, że owłosienia inaczej usunąć się nie da, choć czy laser usuwa na zawsze, czy tylko kilka lat? Nie chcę, żeby tego owłosienia było więcej, chcę to zahamować. Mam jasną cerę i jasne włosy.
Odsyłają do ginekologa. Robiłam już USG tarczycy i nie mam żadnych guzków.
Wczoraj byłam u kobiety ginekolog. Poszłam głównie ze względu na to owłosienie i wydzielinę z piersi. Przeprowadziła ze mną wywiad a ja ze stresu pomyliłam miesiące i powiedziałam, że ostatni okres miałam w na początku stycznia. Zapomniałam, że już koniec lutego. Czas tak szybko leci, że człowiek traci rachubę. Zaczęła mi przepisywać od razu leki na wywołanie okresu a ja na to, że przepraszam ale się pomyliłam i miałam okres na początku lutego i teraz mam mieć niedługo kolejny i wcześniej też mówiłam, że nie mam z tym problemów. Było widać po jej minie, że się zdenerwowała, choć nic nie powiedziała, podarła receptę. Jeszcze wcześniej przebadała mnie i zrobiła USG. Nie wspomniała nic o żadnych nieprawidłowościach.
Jednak zastanawia mnie też, czy zawsze, gdy okres się przesuwa lub go nie ma przez miesiąc, to po tak krótkim czasie już potrzebne są leki na jego wywołanie? Rozumiem, gdy okresu nie ma się np. przez 2-3 miesiące, to już jest powód do niepokoju ale 1 miesiąc? Kiedyś tak miałam, że gdy np. robiło się latem bardzo upalnie, mocno się przeziębiłam lub miałam bardzo stresującą sytuację, to właśnie wtedy okres mi się przesunął o miesiąc ale potem wszystko wracało do normy i miałam regularnie bez żadnych farmakologicznych ingerencji.
Gdy powiedziałam o tej wydzielinie z piersi i nadmiernym owłosieniu, powiedziała, że od tego jest endokrynolog i poradnia schorzeń sutka. Myślałam, że chociaż przebada mi te piersi, spojrzy na to. Cytologii nie miałam. Wizyta trwała 10 min i wzięła 120 zł. Kazała zrobić badania na testosteron, DHEAS i jeszcze jeden hormon.
Tamci wcześniejsi lekarze odsyłali mnie właśnie do ginekologa...
W internecie czytałam, że ta zielona wydzielina z piersi to może stan zapalny a biała to nadmiar prolaktyny. Myślałam, że najpierw ginekolog ustala, w jakich dniach cyklu należy robić badania na konkretny hormon, bo one się chyba zmieniają i potem kieruje do endokrynologa...
Poradźcie mi, może się mylę? Do kogo w takim razie się zgłosić, bo każdy mówi co innego?
A może moje objawy nie są poważne, choć boję się, że niedługo zarosnę jak facet i to chyba nie jest normalne, że coś mi od dłuższego czasu wycieka z piersi, nie współżyję, więc w ciąży nie jestem, leków też żadnych nie biorę...
Do kogo mam z tym pójść?