Witajcie kochani,
trudno mi jest dziś jak cholera. Siedzę u rodziców, mój facet kazał mi się wyprowadzić, przede mną wizja zmiany mieszkania i zaczęcia wszystkiego od nowa. Nie rozumiem dlaczgo tak się stało, wciąż zastanawiam się dlaczego tak często się kłóciliśmy i dlaczego tak często ta druga osoba, pomimo tego, że wiesz i czujesz, że Cię kocha, zawsze chciała to kończyć...
A jaka jest moja historia. Trudno mi jest to opisać w jednym zdaniu. Poznaliśmy się 2 lata temu w pracy. Mieliśmy romans, on rozwódł się z żoną, zamieszkaliśmy razem. Wcześniej w wynajmowanych mieszkaniach, potem w jego domu (po rozwodzie został przy mnim). W międzyczasie zaczełam pracować w jego nowej firmie (stanowisko kierownicze), napisaliśmy razem książkę, która niedługo się ukaże, stworzyliśmy moją, nową wymarzoną firmę (moja pasja od lat), w której on został inwestorem. Dużo jakoś tego, dużo nas łaczyło.
To co się działo mogłabym streścić tak: kiedy zaczynaliśmy się kłocić, zawsze z jego strony w powietrzu wisiała wizja zakończenia związku. Kiedy mieszkaliśmy w wynajmowanym mieszkaniu, 4 razy po kłotni mnie porzucił, zabrał wszystkie swoje rzeczy, wyczyścił wszystko do cna (mam na myśli rzeczy, nie było tego dużo). Potem wracaliśmy do siebie, za pierwszym razem po moich błaganiach, po kolejnych wyprowadzkach, to on szukał kontaktu i wracał.
Potem były jedne świeta spędzane razem, kolejne. W miedzyczasie kłótnie. Nie rozumiem ich do dziś, taki stały schemat, on nie może znieść moich zarzutów, ja płaczę, mówię do niego, przychodzę, on mnie odpycha, każe mi wyjść, ja nie chcę, chcę się pogodzić, chcę żeby mnie przytulił, on mówi, że jestem wariatką, wszystko się nasial, on nie wytrzymuje i mówi, że to nie ma sensu i, odkąd mieszkaliśmy u niego w domu, mówi, że mam się wyprowadzić.
Wiecie...to boli. Bo nasz związek wyglądał jak związek dwóch dorosłych ludzi, małżeństw. Każdy z nas pracował, ja najczęściej byłam w domu więc starałam się gotować, sprzątałam cały dom, robiłam pranie, zakupy. Zakupy duże robiliśmy wspólnie raz na tydzień. On zawsze miał ciepły obiad kiedy wracał z wyjazdu służbowego, czystą pościel i ręczniki (w zasadzie co tydzień wyjeżdał zawodowo na 2-3 dni) - wiem, brzmię teraz śmiesznie z tą wyliczanką, ale uważam, że pod tym względem byłam dobra dla niego. Wspólnie organizowaliśmy sobie wyjazdy, urlop. Mieliśmy wspólne poglądy polityczne, pracujemy w tej samej branży, kochaliśmy podobne kino, muzykę, mielismy podobną estetykę, w podobny sposób lubiliśmy spędzać wolny czas. Ja polubiłam większość jego pasji, zainteresowań. Wspierałam go zawsze w pracy, doradzałam jak ma się ubrać (bardzo to lubił).
Ostatnio byliśmy na weselu u mojej rodziny. Cudownie się z nim bawiłam, rodzina była zachwycona.
I dlaczgo, powiedzcie mi, kiedy wydarzała się ta kłótnia (on nie mógł znieść, że ja mogę mieć jakieś pretensje, że nie daję mu spokoju, taki był wtedy dla mnie surowy, tak długo się gniewał, nie wybaczał) wszystko od tak może legnąć w gruzach. Ktoś Cię zostawia albo wyrzuca.
Nie umiem się z tym pogodzić..