Witajcie! Jestem tutaj juz kilka ładnych lat, jednak więcej czytam niż piszę. Dziś przyszła kolej na mnie, bo sama nie wiem co o tym sądzić. Może najpierw kilka słów o mnie. Mam 36 lat i wiele chyba nieudanych zwiazków za sobą, skoro ciągle jestem sama. Dzieci brak. Zegar biologiczny tyka, ale bez desperacji, jeżeli spotkam kogos i razem będziemy chcieli miec dziecko, to zaczniemy o tym myśleć, ale nie wykluczam fajnego związku z fajnym facetem bez dzieci.
Wiec do rzeczy.
Chodzę od dobrych kilkunastu lat z duuuużymi przerwami do Pana Lekarza (nie ginekologa!) prywatnie.
Pan Lekarz jest starszy ode mnie jakies 20 lat, choć nie wyglada na tyle ile ma. Z urody całkiem przecietny, normalny, zero uśmiechu, ale tez bez jakiejś groźnej miny, taki neutralny. W kontaktach z pacjentami....dramat! Mruk totalny, nie odzywa się, nie tłumaczy, odpowiada zdawkowo na zadawane pytanie, jednym słowem, tylko absolutne minimum.
I w stosunku do mnie też taki był. Dopiero 6 czy 7 lat temu coś się zmienilo. Zaczęlismy rozmawiac, usmiechać sie do siebie, patrzeć w oczy, bardzo mi się to podobało. Ale tylko tyle. Nawet zaczełam pytac znajomych, którzy też znają go od wielu lat czy z wiekiem coś mu się zmienilo, albo czy po tylu latach oswoil się z niektorymi pacjentami i zaczął rozmawiac, jednak wszyscy jak jeden mąż potwierdzają że dalej jest masakrycznie niekontaktowy. Dobry lekarz, ale poprostu mruk.
Zeby naświetlić trochę sytuacje, przedostatni raz bylam u Pana Lekarza jakieś 5 lat temu. Pousmiechaliśmy sie do siebie, pomrugaliśmy oczkami i poszłam. Jak sie domyślam on miał w tym czasie multum pacjentów, dzien w dzien przez 5 lat. Poszlam do niego niedawno po tak długim czasie, a on mnie poznał i kontynuowal rozmowe tak jakby te 5 lat nie minęlo. Doskonale wiedzial kim jestem, co robie. Dziwnie się poczułam, a jednoczesnie bylo mi bardzo milo, znowu uśmieszki, patrzenie w oczy itd. Ja nie jestem jakas wyjątkowa, zeby mnie az tak pamietac, zwyczajna, ani brzydka, ani piękna. Może tylko teraz trochę pewniejsza siebie, niz jak bylam mlodsza. Ale muszę przyznać, że jak on zaczyna ze mną rozmawiac tak poprostu, nie o medycznych sprawach, tylko o zyciu, pandemii czy innych pierdołach to czuje tak atrakyjna jak chyba nigdy się nie czulam, chociaż on sam wizualnie mi się tak średnio podoba.
Teraz trochę o Panu Lekarzu.
Ma żonę od wielu lat, a przynajmniej z tego co wiem, jeszcze jakieś 2 lata temu byli razem. Czy dalej są? Nie wiem i nie mam jak się tego dowiedziec. Lata leca, dzieci już dorosłe, moglo coś się zmienic...
Moglibyście napisać jak to wygląda z Waszej perspektywy. Czy coś sobie uroilam, czy rzeczywiście ma do mnie jakiś sentyment.
Musi to być zaskakujące też dla pielęgniarek, które jak widzą, że zaczynamy sobie po wizycie rozmawiać, to z przerażeniem uciekają z gabinetu, jakby nie wolno im bylo zostać przy rozmowie z pacjentem.