Czasami jestem gościem weselnym. Ta rola jest dla mnie na ogół krępująca i kłopotliwa.
Raz - mało kasy.
Dwa - facet- brak - nie umiem na siłę.
kiedyś byłam u koleżaneczki na takim niby obiedzie ślubnym/.
Było to normalne wesele tyle że na luzie i krótkie- tak do 1.00 w nocy. ona zapłaciła chyba stówkę od osoby. jedzenia było i tak beznadziejnie dużo.
Wzięła dj za 8 stówek. było pięknie, luźno i nikt się nie umęczył.
W czym to gorsze niż całonocna mordęga?