Witajcie,
trafiła mi się skomplikowana sytuacja. Wpadłam w oko chłopakowi, którego początkowo zignorowałam. Później on zaczął podobać się mi, więc pozwalałam mu się np. odwozić do domu. Za trzecim razem, gdy mnie odwoził, uznał za oczywiste, że jestem jego dziewczyną, próbował pocałować itd., co dla mnie było, jak inny kosmos, bo dla mnie to nie były nawet randki. Dałam mu do zrozumienia, że za mało go znam. Proponował, że będzie mnie uczył jeździć samochodem (żebyśmy się lepiej poznali), ale nie dałam mu wtedy odpowiedzi, bo byłam zbyt zszokowana całym tym zajściem (zachowywał się wtedy, jak desperat szczerze mówiąc...)
Efekt był tego taki, że czułam się winna i tydzień później spotkałam się z nim, z mojej inicjatywy, żeby wyjaśnić wszystko, ale wyszło inaczej niż zaplanowałam, bo pozwoliłam się pocałować, a nawet trochę więcej (nie mogłam się oprzeć
)... Co ciekawe, gdy się całowaliśmy aż zadrżał, co odebrałam jako znak, że mu zależy, ale teraz sama nie wiem. Gdy wspomniał wtedy coś o "dziewczynie", udałam, że mi nie zależy. Prawda była taka, że byłam niezdecydowana - on zna tylko łatwe "związki", czyli 2-3 miesiące z jedną laską i do widzenia i dlatego nie mogłam podjąć wtedy decyzji.
W rezultacie milczał tydzień, a ja w tym czasie podjęłam decyzję, że chcę z nim być, dlatego napisałam do niego, że "chcę pogadać", a on stwierdził, że może pogadamy, ale dopiero po sesji (czyli za 2-3 tygodnie), na co ja się obraziłam, a wówczas on zadzwonił - zaczął przepraszać, powiedział, że "musi być między nami zgoda, bo on się za bardzo przeze mnie stresuje" ale stwierdził też, że "musi być tak, jak on chce". Myślałam, że żartuje i że się odezwie za tydzień albo cokolwiek wyjaśni, ale nie. Minął kolejny tydzień milczenia i...
To nie był koniec.
Gdy się zobaczyliśmy na uczelni spojrzałam kilka razy na niego niepewnie, bo myślałam, że mnie olał, co on wyłapał i podszedł do mnie, zaprosił mnie na spotkanie, ale "dopiero, gdy będzie miał kasę". Zapytałam go "kiedy", na co on odparł, że "nie wie, ale nie prędko". Ponownie nie potraktowałam tego poważnie i odparłam "ok", ale tak naprawdę sądziłam, że się odezwie, co się nie stało. Na uczelni nie rozmawialiśmy, tylko się ze sobą witaliśmy, dziwnie się zachowywał - w ogóle nie mówił "cześć", tylko np. machnął ręką, spuszczał wzrok i wyglądał na speszonego, nawet na zawstydzonego (czerwona twarz), a ja, jak głupia, się do niego uśmiechałam, bo naprawdę sądziłam, że on się odezwie, cokolwiek wyjaśni, a tu ... Minął tydzień i milczenie kompletne aż...
Wiedział, że będę w pubie (po tym tygodniu) - przyszedł tam, wypił piwo i poszedł. Wcześniej do mnie zagadał i widziałam, jak mi się przyglądał. Odebrałam to jako prowokację, więc nie zrobiłam nic.
Zaczęły się ferie, minęły Walentynki - zobaczyliśmy się na uczelni. Kręcił się koło mnie, ale w końcu, gdy podszedł, byłam tak zestresowana, że nawet nie potrafiłam na niego spojrzeć, co w rezultacie mogło wyglądać z mojej strony, jak ignorowanie go. Wiem, że go to wkurzyło, ale to nie było celowe z mojej strony. Po weekendzie, na moich oczach zaczął przytulać się do dziewczyny, o którą wie, że jestem zazdrosna, zachowywał się też przesadnie wylewnie wobec niej, więc podejrzewam, że to miała być "zemsta".
Mam po uszy tej chorej sytuacji i to już dawno! Niestety problem tkwi w tym, że nadal coś do niego czuję (sama nie wiem dlaczego) i nie tak łatwo jest mi go sobie wybić z głowy, gdy widzę go codziennie na uczelni. Dlatego nie mam pojęcia, jakie rozwiązanie znaleźć dla tej sytuacji.
On z jednej strony chce, żebym była zazdrosna, sam też był zazdrosny o jednego chłopaka, który się koło mnie kręci, ale nie podoba mi się to, jak mnie potraktował i z tego powodu nie mam ochoty wychodzić z inicjatywą rozmowy. Wiem, że jak tak dalej pójdzie, to zaczniemy się nienawidzić, a trochę jest mi szkoda, bo jednak ta sytuacja trwa od października i naprawdę miałam nadzieję, że cokolwiek z tego wyjdzie... że jakoś szczerze porozmawiamy chociaż...
Czy powinnam zakończyć tą sytuację, po prostu mówiąc mu, co czuję (w sensie - że potraktował mnie źle, że przez te jego milczenie było mi przykro i że coś do niego czuję?), czy po prostu dalej udawać, że nic się nie stało i czekać aż uczucie minie?