Witam. Chciałabym przedstwic moj problem. Mam 23lata chłopaka, rodzine i dorywcza prace...
Mój problem polega na tym, że jestem osoba nieśmiała, niepewną siebie, nie wiedzącą zbytnio co powiedziec. Każda rozmowa z obca osoba przyprawia mnie w zakłopotanie, serce wali mi jakby miało wyskoczyć, nawet glupia rozmowa telefoniczna tak na mnie dziala.
W mojej głowie wciaż pojawiaja sie myśli, ze jestem do niczego, nic nie potrafię, wszystkiego sie boje...
I to wszystko mnie nakreca do tego stopnia, ze wybucham silna agresja wobec bliskich ( nawet jesli tego nie chce, a pojawi sie jedno zdanie trafiajace w moj slaby punkt wybucham jak bomba) lub mam myśli samobojcze... mysle, ze i tak nikomu na mnie nie zalezy i jestem dla nich zbedna.
Oczywiscie są dni takie co wszystko jest w porzadku jestem zmotywowana, ale to raczej szybko ustepuje i znów pojawiają sie czarne wizje. Oczywiście udaje ze jest wszystko dobrze i dusze to w sobie, z dnia na dzien mnie to coraz bardziej przybija. Czuje sie jakbym "dostała na głowe"... Ostatnio moje myśli przygniataja mnie do podłogi.
Czy myślicie, ze moze być to nerwica lub depresja?