Witajcie
Jeśli jest podobny temat na forum to przepraszam, że go nie zauważyłam.
Oto moja historia...
Przez ponad 8 lat brałam tabletki antykoncepcyjne ze względu na pojawiające się torbiele na jajnikach. Rok przed tym jak przepisał mi je lekarz miałam operację usunięcia torbiela podczas której musieli mi także wyciąć jedne przydatki. W zeszłym roku podjęliśmy z partnerem decyzję o odstawieniu tabletek i rozpoczęciu starań o dziecko. Udało się w 3 cyklu. Pierwszy test - widoczna chyba oczami wyobraźni kreska, 3 dni później kolejny test i bardziej widoczna kreska. Pojechałam na betę - wynik 25. Trzy dni później zaczęło się plamienie. Pojechaliśmy do szpitala, gdzie znów zrobiono mi betę w odstępie 48h. Niestety spadała. Lekarz stwierdził, że zarodek się nie rozwija i podał mi cytotec (to był 6 tydzień). Następnego dnia stwierdził, że nie ma konieczności wykonania zabiegu i odesłał mnie do domu. Dał nam zielone światełko od samego początku. Jeden miesiąc nic, drugi nic, trzeci nic... Ja wiem, że to jeszcze wcześnie i nie ma się czym martwić. Problem polega na tym, że ja za każdym razem gdy widzę, że dostałam okres załamuję się psychicznie. Płaczę co chwilę, nawet zmieniając podpaskę w toalecie. Tak bardzo chciałabym być mamą. Boję się, że z jednym jajnikiem będzie mi jeszcze trudniej zajść w ciąże. Nie chcę aby seks stał się tylko środkiem do osiągnięcia celu, ale w sytuacji kiedy np wiem, że mam okres płodny a nie możemy się kochać to też się załamuję. Chore, wiem...
Czy któraś z Was miała podobne załamanie?