Witam, poronilam, ponad 2 tyg temu. Meżczyzna z ktorym bylam zawsze sie mna opiekowal, ale cokolwiek sie dzialo u nas to strasznie przezywal to, okazywal to lzami, ogólnym roztrzesieniem. Wiem ze glownie rozstalismy sie z mojej winy, bo gdy sie dowiedzialam ze jestem w ciazy nie powiedzialam mu o tym, bo balam sie reakcji jego jak i naszych rodzicow, jego nie ukrywali ze mnie nie lubią. No i nie potrzebowałam wtedy żeby się rozplakal tylko kogos kto mi pomoze. Niestety byl to zwiazek na odleglosc bo po liceum poszlismy na studia do innych miast i postanowilismy sie spotykac jak najczesciej ale bez przeprowadzek. W ostatnich miesiacach nie widywalismy sie za czesto, stad tez nie dostrzegal ze "rosne". Od lekarza dowiedzialam sie ze mam krwiaka na macicy i ze musze sie oszczedzac, bralam tabletki. Powiedzialam mu w koncu ze jestem w ciąży, ale jego reakcja byla zadna, nie okazywal zadnych uczuc, pewnie dlatego ze zaskoczyłam go. Na kolejnym usg, okazało się ze plod nie rozwija się? spedzilam dzień w szpitalu, potem wypisalam się, bo nie czyje się tam dobrze, nie widziałam co teraz mam pow chłopakowi, gdy przyjechal chyba czul ze cos jest nie tak. Niecały tydzień później oprócz plamień dostałam krwotoku, pojechałam na izbe przyjęć, tam powiedziano mi zebym polozyla się i zaczekala do poniedziałku, ze nic zlego się nie dzieje, wrocilam do domu, krwawienie ustapilo, w pn pojechałam do swojego lekarza, a on niestety pow ze jest już za pozno, ze poroniłam, dostałam kroplowke i na wieczor wrocilam do domu. Mój mezczyzna zostawil mnie, mowiac ze nie podoba mu się to moje okłamywanie go i ze nie powiedziałam mu o faktycznym poronieniu i jak to się miało. Chcialabym jakos naprawić wszystko, ale co teraz mogę zrobić? Czasu niestety nie cofne. Przepraszam, ze az tak się rozpisałam ale musiałam komus powiedzieć to wszystko.
Podobne tematy
Cóz mam Ci powiedziec... po mjemu zachowałas sie niezwykle głupio ze mu nie powiedziałas... i to ze odpusciłas te szpitale tez mądre nie było- jak wiedziałas ze cos z dzieckiem nie tak trzeba było walczyc o zatrzymanie w szpitalu i opieke! ja bym nie mogła zyc ze swiadomoscia ze przez mój "dyskomfort" - bo tak napisałas ze wypisałas sie bo zle sie czujesz w szpitalu - straciłam dziecko....zreszto jak ostatnio czytam o podejsciu niektórych lekarzyto ręce opadają! Jak mogli Cie wypisac do domu w takim stanie?!
A facet? mysle ze potrzebuje czasu zeby sobie to wszystko poukładac... przemyslec... najpierw zaskoczyłas go nowiną o tym ze zostanie ojcem a tu nagle mówisz mu ze jednak nie bo dziecka juz nie ma... zapewne bardzo to przezył i potrzebuje czasu. Tobie serdecznie współczuje i życzę szybkiego dojscia do siebie...
Desire - niestety lekarze tak do tego podchodzą, bo skoro to był krwiak to nie musi leżeć w szpitalu.. tylko może leżeć w domu... pewnie autorka dostala leki na podtrzymanie i wchłanianie się krwiaka... a to czy leży w domu czy w szpitalu to bez różnicy...
ja akurat dla komfortu psychicznego jak mialam krwawienie wolalam zostać w szpitalu... a też mialam do wyboru... teraz lekarze na siłę Cię nie zatrzymają w szpitalu...tak to dziala,
droga autorko, w ktorym tygodniu poroniłaś?
zgadzam się z Desire że nie mądrze postąpiłaś nie informując o ciąży w odpowiednim momencie twojego faceta... tym bardziej że ciąża byla zagrożona. On gdy dowiedzial się o ciąży a za chwilę o poronieniu mógł odczuć iż sama chciałaś tego poronienia.
I dlatego może tak zareagował.. daj mu trochę czasu jak macie być sobie pisani to się zejdziecie:)
4 2012-12-19 17:58:15 Ostatnio edytowany przez USER (2012-12-19 22:51:07)
Moj aniolek mial prawie 14 tyg. Ogolnie przez cala ciąze czulam sie dobrze, mialam plamienia, stad tez gdy lekarz początkowo zapewnil mnie ze ciąza nie jest zagrozona i skoro lepiej czuje sie w domu(szpital kojarzy mi sie z oczekiwaniem na smierc), jest wiekszy komfort psychiczny to zeby tak zostalo. Wiem nie zachowalam sie w porządku wobec ojca dziecka, chcialabym to naprawic, bo zalezy mi na nim ale nie chce na niego naciskac, wiem ze przez cala tą sytuacje nie powinnam. Teraz z okazji swiat mamy sie spotkac, planuje mu opowiedziec wszystko z najmniejszymi szczegolami, bo chyba lepiej pozno niz wcale, dac mu zdjecia usg. Boje sie jednak ze nie wroci juz do mnie, ze bedac w domu teraz bedzie pod zbyt duzym wplywem swoich rodzicow. Nie wiem czy to spotkanie nie jest za wczesnie.
On może uważać, że dziecko nie było jego i dlatego mu nie powiedziałaś. Czytałam zwierzenia takiego chłopaka...
Dobrze ze jest juz po świętach, bo ta cala sytuacja, utrata mojego Aniolka dotkneła nie tylko mnie ale tez i cala moja rodzine. Wszyscy starali sie jakos mi pomoc, pocieszyc, ale nie wiem czy juz kiedykolwiek bedzie dobrze. Czuje sie sama z tym wszystkim. Rozmawialam ze swoim partnerem, opowiedzialam mu wszystko ze szczegolami, a po nim to chyba wszystko splynelo, zadnej reakcji. Znam go juz bardzo dlugo i wiem ze to tylko powloka, jakas maska, ale dlaczego tak sie zachowuje. Nie zapyta jak sie czuje, jak zdrowie, tylko cisza... Rozumiem ze boli go ze nie powiedzialam mu odrazu, ale balam sie ze narobie mu nadziei na dzidziusia a zaraz bede musiala ją odebrac, dlatego chcialam sie wstrzymac i pow mu gdy wszystko bedzie dobrze. Czuje sie okropie, budze sie ze lzami, bo wiem ze tak naprawdę nic juz nie mam.
Przedewszystkim nie obarczaj juz sie wina stalo sie zrobilas jak uwazalas
sprubuj jeszcze raz z nim porozmawiac ale to wszystko co mozesz zrobic
Kochalas go na tyle by probowac miec tego dzidziusia i choc stalo sie inaczej teraz to ty potrzebujesz wsparcia moze powiedz mu tym
Znowu ja. Drogie forumowiczki, z kazdym dniem mam coraz gorzej, w ciagu dnia sie jakos trzymam, ale gdy nadchodzi wieczor czyli czas gdy rozmawialam z chlopakiem co sie dzialo przez caly dzien to rozklejam sie, nie moge sie za nic wziasc. Studiuje dwa kierunki, niedlugo sesja. Zaczynam powaznie myslec nad tym zeby rzucic to wszystko, poddac sie. Moj byly chcial dowodow ze bylam w ciazy, oczywiscie przedstawilam mu je, mailem, bo tak chcial... no i nadal cisza z jego strony. Nie wiem co mam myslec, jak mam ogarnac ten caly chaos i balagan.
9 2013-01-06 23:04:41 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-01-06 23:05:01)
User, po pierwsze nic nie stało się tutaj z Twojej winy.
Po drugie, nie rzucaj studiów, to najgorsze co mogłabyś teraz zrobić.
Gdy się poddasz, zaczniesz się "cofać" w swoim życiu...
Ukończenie studiów to "krok na przód", ku lepszej przyszłości...
Twój chłopak możliwe, że przeżył szok, a teraz sam żałuje swojego zachowania i nie wie jak wybrnąć z tej sytuacji...
Nie przekreślaj swoich planów...
Czas leczy rany...tak się mówi i taka jest prawda...choć na początku trudno w to uwierzyć.
Wiem, że teraz wszystko jest dla Ciebie bez sensu, bardzo Ci współczuje, że tak się to u Ciebie potoczyło... jednak trzeba żyć dalej, bez względu na wszystko. Z czasem będzie mniej bolało, a wtedy żałowałabyś że się poddałaś...
Daj czas chłopakowi, może gdy emocje opadną...otrząśnie się i zobaczy że popełnił wielki błąd zostawiając Cie z tym wszystkim.
Trzymaj się i nie poddawaj...
Dziekuje Margolinka, za mile slowa, ktore jak slysze tutaj to odrazu mi lzej, wiem tez ze w takiej sytuacji jak moja nie tylko ja jestem. Moi rodzice unikaja tematu ciazy, albo szybko go koncza, bo chca zebym jak najszybciej sie otrzasnela, powrocila do codziennosci, ale ja nie potrafie. Chcialabym zeby ktos mi powiedzial jak mam zyc sama. Jest zle nie tylko dlatego ze tesknie za dzieckiem ale tez dlatego ze moj byly wgl nie pyta jak sie czuje. Nie wiem czy bylam przez te 3 lata taka slepa i on mnie nie kochal nigdy, no bo przeciez gdyby kochal to chociaz raz przez ten miesiac by sie odezwal i zapytal o cokolwiek. Z jego strony cisza, nie wiem co mam myslec.
11 2013-01-11 22:04:42 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-01-11 22:06:56)
User, każda z opcji może być prawdziwa...mówi się jednak, że nic nie dzieje się bez przyczyny...
Kochana, nie myśl teraz o tym...postaraj się pomyśleć o sobie... teraz Ty jesteś najważniejsza...
Szkoła...praca... musisz wziąć sie w garść i zawalczyć o siebie...
Musisz być silna i stawić temu wszystkiemu czoło...
Gdy będziesz na siłach..spytasz prosto w oczy swojego byłego, jak mógł się tak zachować...
Wtedy jednak będziesz już na tyle silna, że dasz sobie rade bez niego...
Dasz radę...
nie daje juz rady sama... dzisiaj odebralam wyniki z cytologii i mam IIIgrupe, sama nazwa w wyniku, "zmiany nowotworowe" przeraza mnie.
USER, nie załamuj się kochana..."sama nazwa" przeraża, ale pamiętaj o tym że w dzisiejszym postępie medycyny, to nic ostatecznego. Idź do lekarza i zrób szybko wszystkie potrzebne badania, a wszystko będzie dobrze. Dasz radę! Trzymam kciuki!
dzieki, duzo naczytalam sie o nowotworach i u mnie w rodzinie to dosc czeste, dlatego nie wiem co mam myslec i okropnie sie boje
To zrozumiałe, że się boisz. Jednak nie poddawaj się lękom. Staraj się trzeźwo myśleć i pamiętaj że szybka diagnoza to podstawa w leczeniu. Dlatego idź jak najszybciej do lekarza.
dzieki, ze czytasz to co pisze, odpisujesz... pomagasz mi tym bardzo..
Kolejna nieprzespana noc i przepłakany poranek... Nie wiem co mam z soba zrobic, ta pustka w srodku boli, bardzo. Tesknie za moją małą osóbka w brzuchu, a to wszystko potęguje nieodzywanie sie mojego bylego partnera. Zadreczam sie tym wszystkim, bo wiem ze podjelam duzo zlych decyzji, nie wiem co moge zrobic zeby poprawic cala sytuacje. Czy powinnam sie odezwac do niego czy nie... wiem ze popelnilismy blad, ale nie chce tych 3 lat przekreslac ciazą i innymi zdarzeniami. Miesiac temu powiedzial mi ze stracil do mnie zaufanie, ale ja do niego tez, bo tak na prawde nie wiem czy jakbysmy wrocili do siebie to nie zostawilby mnie gdyby pojawily sie problemy, ale chce zaryzykowac. Chce dac szanse nam, ale obawiam sie ze on nie chce. Z kazdym dniem czuje sie coraz slabsza. Gdy jestem wsrod ludzi to udaje ze wszystko jest dobrze ale tak nie jest. Nie chce tak zyc, sama.
User, powiem Ci jedno. Najpierw zajmij się swoim zdrowiem. Zdrowie jest zawsze najważniejsze...bo bez niego nie można w 100% cieszyć się nawet najszczęśliwszym życiem. Pamiętaj o tym... i nie zwlekaj z niczym...
Co do byłego partnera, musicie umówić się na poważna rozmowę "o Was"... musicie sobie wyjaśnić wszystko...
Nawet jeśli nie będziecie już razem, to niedopowiedzeń nie można zostawiać między sobą...
Z upływem czasu każdy ból słabnie... nie zawsze znika całkiem...ale traci na sile...
Zajmij się teraz sobą, a zobaczysz że wszystko się poukłada, zaznasz jeszcze szczęścia i miłości... zobaczysz...
Cześć User. Nie czytałam całego postu tylko twoją pierwszą wypowiedź i do niej się odniosę. Mam 34 lata, mam 6 letnią córkę i jestem w 6 miesącu ciąży z drugim dzieckiem. Poroniłam 3 razy. Nie znam powodów, lekarze też nie. Nie badałam się na wszystkie strony bo udała się trzecia i piąta ciąża, więc może troche wyluzuj. Nigdy niczego nie ukrywałam przed moim mężem i też wszystko przeżywał. Jeśli nie potrafi być z tobą po jednym takim zdażeniu to jak to prognozuje na przyszłość? A są w życiu takie zwroty akcji, których nie przewidzimy (choroby, wypadki itp.) i nie musisz przeżywać tego sama. Oczywiście mój związek nie jest idealny, bo żaden nie jest. Myślę, że jak jest za słodko to można zwymiotować ;P Też nie przepadamy za swoimi rodzicami ale to nie z nimi się związaliśmy. Nie mam zamiaru udzielać tzw. dobrych rad. Po prostu wyluzuj bo życie pisze swoje scenariusze. Za to powiem ci coś o sobie. Mąż, dziecko, ciąża to już wiesz ale nie mam przyjaciółki od serca, wspierającej mamy ani siostry. Zakładkę "ciąża" kliknęłam przypadkiem nie po to żeby się tu wymądrzać. Szukałam raczej kogoś do pogadania. Pozdrawiam. Trzymaj się!
Witam jestem tu nowa, straciłam mojego Groszka w 11 tyg serduszko przestało mu bić i się stało mój partner na obecną chwilę nie mógł być ze mną po tym wszystkim zachował się jak dupek zostawił mnie i pobiegł do byłej mam dość nie radzę sobie. Nie wiem co mam myśleć co mam robić. Groszek często mi się śni wiem, że nie byłam gotowa na to dziecko, ale mimo wszystko i tak nie wiem jak mam sobie z tym radzić
. Jest mi tak kurwesko źle Czasami mam wrażenie że wariuję. Nie wiem z kim mam o tym rozmawiać nie wiem co myśleć. Pomocy!!!
przykro mi , że straciłaś swojego małego "Groszka"
niestety takie jest już życie ;/ śmiech , cierpienie, smutek , łzy. A co do Twojego chłopaka to widocznie nie dojrzał do powagi sytuacji tak bynajmniej mi się wydaje . Ból i żal po stracie naszych dzieciaczków już na zawsze pozostanie co prawda staje się on z czasem bardziej do zaakceptowania ale niestety wymaga to czasu ... u mnie mija 18 miesiecy jak stracilam swoja coreczke i wierz mi bol nadal jest i napewno juz on pozostanie tylko powoli to akceptuje ze tak sie stalo i musze z tym juz zyc ...
niestety czasu nie da sie cofnac ![]()
Sytuacja autorki tematu jest inna od pozostałych pań. Ja też bym ją rzuciła gdybym była jej chłopakiem.
Gdybym ja zataiła ciąże przed moim mężem zapewne dostałabym pozew o rozwód.
23 2013-04-22 21:41:54 Ostatnio edytowany przez USER (2013-04-22 21:45:11)
Bardzo Ci współczuje ze stracilas malenstwo, wiem doskonale jak sie czujesz... nagle odczuwa sie pustke. Jak bys potrzebowala popisac, to wyslij maila, pogadamy.
Droga "NinaLafairy" , nie chce sie usprawiedliwiac i nie bede, wiem ze zrobilam zle, staralam sie to wszystko naprawic ale czasu juz nie cofne. A Twoje slowa bardzo zabolaly mimo uplywu czasu. W drodze wyjasnien, nie zatailam przed chlopakiem ze jestem w ciazy, nie bylam pewna jak zareaguje na to wszystko wiec chcialam mu powiedziec jak bedzie mial mniej na glowie, tak tez zrobilam. Chcialam w jakis spsob zaoszczedzic mu cierpienia ale nie bylo to madre ze powiedzialam mu tak pozno.