Dziś trafiłem na artykuł na dużym portalu na głównej stronie. Dość ciekawy, na pewno kontrowersyjny. Liczę na ciekawą dyskusję.
Uwodzę żonatych
? Kiedy twój mąż mówi, że jest w pracy, może właśnie przebywać ze mną. Nie wiesz, co robimy. I się nie dowiesz ? wyznaje młoda dziewczyna, która uwodzi żonatych.
Prosi, żeby w tekście podpisać ją jako Monique. Nie Monika, tylko właśnie "Monik". Brzmi jak francuskie imię, a wszystko co francuskie, kojarzy się z miłością. Ma 24 lata, skończyła pedagogikę, a dziś pracuje w biurze. Od dziewiątej do 17 jest poukładaną specjalistką od zamówień, a po godzinach zamienia się w wampa.
Kolejny do kolekcji
? To jest jak narkotyk. Najpierw jeden, potem drugi, trzeci. Wszyscy żonaci ? zaczyna opowiadać Monique. Jest ładną wysoką brunetką, świadomą swojej urody. Wie, że się podoba mężczyznom i z tego korzysta. ? Pierwszego żonatego kochanka poznałam przypadkiem. Wracałam późno do domu, zatrzymałam taksówkę. W środku siedział on ? zabójczo przystojny ? mówi dziewczyna. Od razu zauważyła jego obrączkę. Czy się tym przyjęła? Wcale. Na finiszu podróży zaprosiła mężczyznę na górę.
Następny był bankowiec, którego poznała w okienku podczas załatwiania finansowych spraw. Choć "poznała" to za dużo powiedziane. Po prostu na pożegnanie musnęła ręką jego dłoń, mrugnęła okiem i zostawiła swoją wizytówkę. Następnego dnia on zadzwonił i się spotkali. Mężczyzna był żonaty.
? Robię to z chęci dowartościowania się. Wyobraź sobie: spotykasz się z mężczyzną, który teoretycznie musi trzymać ręce przy sobie, bo jest żonaty. A ulega mi, czyli musi uważać mnie za wyjątkową, skoro pozwala sobie zapominać o zasadach. Czuję wtedy, że jestem lepsza od jego żony ? tłumaczy sobie Monique.
Mieć dystans
Takich dziewczyn jak Monique jest wiele. Zamężne kobiety ich nienawidzą i wyzywają od najgorszych, uważając za zagrożenie dla swojego małżeństwa. Mężczyźni: jedni podziwiają ich urodę, inni lękają się przebojowości, trzecich podnieca młodość. Ale dziewczyny patrzą z dystansem na opinie osób trzecich.
? Tajemnicę mojego życia prywatnego znają nieliczni. Tylko bardzo bliscy znajomi. O romansach z żonatymi nie opowiadam głośno, bo wiem co ludzie sądzą o takich jak ja. Że jestem panienką lekkich obyczajów, nierządnicą, lafiryndą. Być może, ale jestem też bardzo inteligentna. Przez głupią lafiryndę żaden nie zapomni o rodzinie ? dodaje Monique.
Scenariusz podrywu za każdym razem jest inny. Jednych mężczyzn nie trzeba długo przekonywać do spotkania, wystarczy spojrzeć głęboko w oczy i zostawić swój numer telefonu na przysłowiowej serwetce. Z innymi trzeba się zaprzyjaźnić, długo wysłuchiwać o problemach w rodzinie i pracy, a dopiero potem zaproponować "rozluźnienie atmosfery".
Powody są różne
"Zakazany owoc smakuje najlepiej" ? głosi stare powiedzenie. Jest to też jedna z najczęstszych odpowiedzi udzielanych przez dziewczyn na pytanie, dlaczego uwodzą żonatych. Inną jest, na przykład, poczucie bezpieczeństwa.
? Romans z żonatym jest niczym poduszka powietrzna w rozbitym samochodzie. Wiesz, że wyjdziesz z tej sytuacji bez szwanku, a jeszcze zyskasz ? mówi 23-letnia Agnieszka. Zawsze miała słabość do starszych mężczyzn. 10 - 13 lat różnicy to minimum, uważa. Bo ze starszym jest pewniej. Ma on doświadczenie życiowe, mądrość, erudycję. Potrafi zachować się w towarzystwie. Posiada też finanse. Może nie zawsze majątek, ale to więcej niż nic, który mają w kieszeniach rówieśnicy. ? Nie mówię, że spotykam się z żonatym tylko dla pieniędzy ? wyznaje Agnieszka, która od dwóch lat umawia się z tym samym mężczyzną. ? On nie jest moim sponsorem. Jest przyjacielem, opiekunem, doradcą i czasem kochankiem ? dodaje.
? Starzy kawalerowie odpadają od razu. Oni albo wciąż mieszkają z mamusią, albo są bardziej dziecinni od nastolatków. Są jeszcze rozwodnicy. Ale żonaci mają nad nimi zasadniczą przewagę: nigdy nikomu nie opowiedzą o romansie ? odpowiada Agnieszka.
Problemy z żonatymi
Dziewczyna wie, o czym mówi. Jeszcze mieszkając w rodzinnym małym miasteczku poznała rozwodnika. Ten był tak zafascynowany znajomością z młodziutką maturzystką, że w krótkim czasie o tej znajomości wiedziała połowa mieszkańców. Agnieszka czym prędzej musiała się wyprowadzić do dużego miasta na studia.
Dziewczyny przyznają, że największym problemem w relacjach z żonatym mężczyzną jest jego ślubna. Zwłaszcza ta, która nie chce biernie czekać aż mąż się opamięta, a sama robi wszystko, by wrócił na łono rodziny. ? Żona mojego byłego zlustrowała jego telefon, znalazła nasze wiadomości i zaczęła mnie nękać. Mówiła, że dzwoni z urzędu skarbowego w sprawie jakichś nieprawidłowości. Zapraszała do urzędu. Kiedy przybiegałam tam zdenerwowana, dowiadywałam się, że wszystko jest w porządku ? opowiada Monique. ? Wariatka umieściła też mój numer w internecie, podpisując jako "tania prostytutka". Telefon się urywał! ? dodaje dziewczyna.
Agnieszka również ma w zanadrzu historie z żonami swoich kochanków. ? Jedna wynajęła detektywa i dowiedziała się, gdzie mieszkam. Przyjechała i naopowiadała różnych rzeczy sąsiadom. Każdy potem na mnie palcem pokazywał. Tak mi dopiekli, że musiałam się wyprowadzić ? opowiada dziewczyna. ? Moja przyjaciółka żartowała: ciesz się, że ciebie w domu nie było, kiedy ona przychodziła, bo pewnie rzuciłaby się z pięściami! ? dodaje.
Rzucił żonę i dzieci
Czasem kłopot potrafią sprawić sami mężczyźni ? kiedy przekraczają granicę nakreśloną przez młodą kochankę. ? Pewnego dnia przyszedł do mnie i powiedział: koniec, zostawiłem rodzinę. Od dzisiaj będę tylko twój. Powiedziałam: Mój? Nie prosiłam o stały związek. Podniecała mnie tylko obrączka na twoim palcu ? opowiada swoją historię Marta. Dwudziestosześciolatka również woli doświadczonych żonatych mężczyzn.
? Romans z żonatym jest jak hazard. Sport. Za każdym razem się zastanawiasz: ulegnie czy nie. Im bardziej się tobie opiera, tym lepsza jest zabawa ? mówi. Te spotkania zawsze traktowała przelotnie ? dziś jeden, jutro drugi. Ona ma z tego frajdę: niech adorują, niech uciekają przed samotnością w małżeństwach, bo tak argumentowała skok w bok większość jej żonatych partnerów. ? To jest układ, w którym żadna ze stron nie ma zobowiązań. Liczy się tylko dobra zabawa. Każdy z moich partnerów to rozumiał. Oprócz jednego ? wyznaje Marta.
On przyjechał w delegację do jej miasta, można powiedzieć, że poznali się w pracy. Spotkali się raz, drugi, potem mężczyzna wpadał do Marty za każdym razem, gdy przyjeżdżał do jej miasta. ? Niczego mu nie obiecywałam, miałam w tym czasie wielu innych ? tłumaczy się dziewczyna. Gdy zawitał w jej progach po raz ostatni, oświadczył, że rozstał się z żoną. Naiwnie myślał, że Marta powita go z otwartymi ramionami. Ona jednak wystawiła go za drzwi i umówiła się na spotkanie z innym. Też żonatym.