Myślę, że wiele osób w swoim życiu miało krótszy lub dłuższy epizod związany z wynajmowaniem mieszkania. Wiadomo, że nie zawsze obie strony zachowują się idealnie zgodnie z literą prawa. Pół biedy, jeśli to jest "dogadane" i wszystkim zainteresowanym odpowiada, gorzej - jeśli ktoś w trakcie umowy próbuje zmienić warunki.
Ze względu na to, że przez 3 lata wynajmowałam mieszkania od osób, którym absolutnie nie mogłabym nic zarzucić, a w tym roku trafiłam pod skrzydła ee... co najmniej dziwnego indywiduum, zaczęłam się tym trochę interesować. Tak na wszelki wypadek, gdyby cierpliwość mi się skończyła, a piekielności właścicielki przeważyły nad niską ceną.
Chciałabym porozmawiać o tym, jak - na podstawie Waszych doświadczeń - właściciele i lokatorzy respektują obowiązujące prawo dotyczące wynajmu. A może coś byście w nim zmienili, bo jest niewystarczające lub pozwala na zbyt wielkie nadużycia? Czy mieliście do czynienia z najmem okazjonalnym?
Przy okazji chętnie poznam historie, w których zachowanie jednej lub drugiej strony doprowadziło do tego, że czegoś nie dało się rozwiązać zwykłą rozmową, a odbiło się np. od porad prawnych, sprawy w sądzie czy czegokolwiek takiego. Byliście kiedyś zmuszeni rozwiązać umowę? Z jakiego powodu? I z drugiej strony - ile "wyskoków" czy nadużyć byliście w stanie znieść dla świętego spokoju?