Witajcie,
widzialam dużo wątków na forum na ten temat, ale jak wiadomo każdy potrzebuje osobnej porady i nie chcę się podpinac pod czyjeś problemy.
Mianowicie zastanawiamy się z mężęm (właściwie on stoi za mną i powiedział, ze zrobi wszytsko abym była szczęśliwa), co robić. Jesteśmy rok po ślubie i mieszkamy z moimi rodzicami w piętrówce. Siostra mieszka 300 km od domu, ma własne życie i raczej nie interesuje jej powrót do domu.
Rodzice dali nam możliwosć - nic nie wymuszają, mówią że to nasza decyzja - że możemy zamieszkac na dole, zrobić dwa odrębne mieszkania. Jednakże mi cały czas chodzi po głowie własny domek. Nie czuje się źle mieszkając z rodzicami, jestśmy niezależni, robimy co chcemy, oczywiscie dokładamy się do połowy wszystkich wydatków na dom. Jednakże brakuje mi takiej wolności, że jak wychodzę to nie pytają się za każdym razem gdzie idę i kiedy wrócę (mam już 28 lat), brakuje mi luzu w intymności pomiędzy mną a mężem. Niby nic nie mówią, ale krępuję się na samą myśl że coś usłyszą. Teoretycznie nie wchodzą nam w drogę, ale czasem zastanawiam się czy to nie jest taka gra z ich strony, w sensie, że udają takich niewtrącajacych, właśnie żebyśmy z nimi zamieszkali i później dopiero pokażą oblicze (nie wiem czy tak jest, ale czasem mamie się wymykają różne rzeczy niekontrolowanie).
Zastanawiamy się czy się budować - wiadomo kredyt nas czeka. Ale na remont dołu i spłatę siostry też byśmy wydali ze 150 tysięcy złotych.
Najgorsze co mnie martwi, to to, że co będzie jak za parę lat któreś z rodziców umrze (mają po 60 lat) i np. mama zostanie sama w wielkim domu, a nawet w piecu nie umie palić. Kocham ją i nie chcę by cierpiała na starość. Nie wiem co robić. Jest to dla mnie trudna decyzja i nie wiem co robić.
Podobne tematy
budować własny dom
zwłaszcza że tyle kasy byś musiała wydać w remont i spłatę siostry
boisz się o rodziców,cóż jak każdy tyle że dlaczego tylko ty masz interesować się tytm jak sobie poradzą na starosć
a domek możesz wybudować blisko żeby zaglądać do rodziców
Zdecydowanie własny domek - sama piszesz, że już w tym momencie brakuje Ci wolności. Tej wolności będzie Ci brakowało jeszcze bardziej w momencie, kiedy pojawi się dziecko (o ile planujecie). Rodzice nie muszą się wtrącać, żeby zapewnić poczucie ograniczenia - po prostu niektórzy (np. ja) nie są w stanie poczuć się w pełni samodzielnie i swobodnie pozostając w rodzicielskim gniazdku.
Jeśli zdecydujecie się na budowę to gdzie? Jeśli w tej samej miejscowości to będziecie mogli mamie w piecu palić
A tak serio - nie wiesz jak będzie wyglądała sytuacja za x lat. Rozwiązania zawsze się znajdą. Wybieraj to, czego chcesz teraz, nie ograniczaj swoich marzeń dylematami za kilkadziesiąt lat.
Właśnie o to chodzi, że już mi pewne rzeczy przeszkadzają a co dopiero jak zamieszkamy na stałe. To znaczy obecnie dzielimy dom, mamy jedną wspólną kuchnię - ja praktycznie nie gotuję, jakoś nie chce mi się wchodzić w mamy gary; wspólną łazienkę; tak się zastanawiam, czy się zmieni/polepszy jak rozdzielimy dom na dwa mieszkania. Liczę że 150 tys, bo dla siostry 50 tys (nie więcej, bo gwarantuję opiekę), a kto wie, czy 100 tys. wystarczy na remont domu (30 lat ma). Musielibyśmy w sumie dom rozbudować, bo jest za mało o jeden pokój. Tak to jakoś wyszło, że ja się tym przejmuje, a siostra cieszy się życiem i nie przejmuje niczym. Czasem mam wrażenie ze jej też zależy zebyśmy zamieszkali z rodzicami, bo wtedy i ona ma problem z głowy.
Niestety, ale chyba największy problem tkwi w relacji mojej i mamy. Jest nadopiekuńcza, mi to przeszkadza, czuję się jak dziecko. Pewnie relacje zależą od obu stron, więc moja wina też na pewno jest. Najczęściej spory zalatwiam kłótnią, nie potrafię jej na spokojnie wytłumaczyć pewnych rzeczy, od razu się gotuję, jakby chciała wejść z buciorami w moje życie. Denerwują mnie szczegóły - wchodzi do pokoju mojego - podlać kwiatki, postawić nowo kupione kwiatki, przynieść coś tam, zabrać szklanki do mycia. Kiedyś weszła do naszej sypialni, żeby pościelić nam łóżko i wywietrrzyć pokój - wtedy nie wytrzymałam, pwoedziałam, że ma nie wchodzić! To się obraziła, że jestem niewdzięczna, że ona chciała dobrze przecież! Ale jak nie chcę to nie będzie wchodzić, nie to nie.
Wkurzam się na siebie, bo nieraz po kłótni sama mam wyrzuty sumienia i staram się jej jakoś wynagrodzić moje złe zachowanie, w końću ją kocham i myślę, że nie jest aż taka zła. Męczę się z tym strasznie. Mieszkalam poza domem z 2-3 lata, ale wtedy wydzwaniała do mnie prawie codziennie i kiedy poweidziałam, że ma nie dzwonić tyle, ze sobie nie życzę to też było źle. A jak w końcu zadzwoniłam, to czułam w jej głosie ból że nie dzwonie codziennie. Po ślubie powróciliśmy do rodziców i chyba sama się oszukuję że będzie dobrze. jednakże oni mało zarabiają, nie mają dużo pieniędzy i na starość może ich nie stać na utrzymanie dużego domu. i tak w kółko.
Nieraz jak pomyśle o budowie domu, planuje, oglądam projekty, to czuję taką radość w sobie, taką cheć do działania, do życia. Ale po jakimść czasie przychodzi strach, że nie damy rady, że ich opuszczę, że zostaną sami na starość i przywołuję się do porządku żeby może jednak zostać, że będzie dobrze i fajnie....
Widzisz sama ze dobrze nie jest
Musisz przeciąć pępowinę
Jak pojawi sie dziecko to matka jeszcze bardziej bedzie ci sie wtracac we wszystko
Dlatego zamiast ładowac kase w ten dom to lepiej postawic swoj ciasny ale własny
7 2014-02-24 13:47:12 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2014-02-24 14:12:00)
ja mieszkam i dobrze nie jest.
wieczne gówniarstwo, nie dorosłośc. do tej pory śpiewalam to samo na osłodę nam wszystkim, pracują, wiec źle nie jest. ostatnio pokłócili się i każde oczekiwało poparcia. poparłam męża nie pytając kto ma rację. i tak jest ciągle. jak nie bedziemy trzymac jednej sztamy to sie rozwali rodzina. mama rożzalona, ojciec ucieka do piwnicy unikając awantur...
8 2014-02-24 16:21:28 Ostatnio edytowany przez rachelgreen (2014-02-24 16:26:34)
ja mieszkam i dobrze nie jest.
wieczne gówniarstwo, nie dorosłośc. do tej pory śpiewalam to samo na osłodę nam wszystkim, ...
co śpiewałaś?
mi trzeba dużymi literami ![]()
Mama mówi że jak chcemy możemy się budować, nie naciska na nic i twierdzi, że chce żebym była szczęśliwa.
Tata z kolei, smęci "a co dom będzie stał pusty??", tylko jego gadanie to łatwo przychodzi mi olewać, nie wiem czemu, nei zajmował sie nami w dzieciństwie i nie mam do niego aż takiego sentymentu jak do mamy.
Mam duży metlik w głowie, zwłaszcza że w pracy u mnie coraz gorzej i nowe problemy.
sluchaj rachelgreen może i kłocimy sie z męzem, ale jest osoba decyzyjną w kwestii wychowywania mojego dziecka, a nie jakaś babcia, samo wtrącanie sie w wychowanie odbieram jako ingerencję zbędną. gadalam że mają pracę i wracają o 20 do domu, wiec nie ma tragedii. niestety gdy idzie wekend to zaczynają się klótnie. doszło do tego, że mąż daje drapaka w sobote i neidziele do swoich rodziców, bo nie może zniesc moich.
rachel skoro siostra jest taka beztroska i daleka, to czemu masz ją spłacać???
z jakiej paki, skoro zabrała manele i wyjechała?
przecież to ty zostałaś z rodzicami i ich starością...
No bo jesteśmy dwie i dwie nam się należy dom, tak sądzi mama i uważa że jak my weźmiemy dom, to jej też się coś należy. Poza tym jest coś takiego jak zachowek. i z drugiej strony nie chcę rodzinnych afer, wolę spłacić i mieć z głowy. przynajmniej tak do tej pory myślałam. Kto wie czy się skońćzyłoby na 50 tysiącach, bo szwagier strasznie jest zachłanny i mimo iż zarabiają łącznie z 15 tysięcy to wiecznie nie mają pieniędzy.
pamietaj zebys byla taka zachlanna robiac jej sprawe w sądzie o alimenty na mamę/tatę za 20lat. gdy opiekunka zaśpiewa 2000, a was nei będzie stac.
wiesz ze ona tez ma obowiazek?
tak, wiem że też ma i mam nadzieję ze pomoże w razie czego, aż taka wredna nie jest.
A u Ciebie nokiaaa cały czas jest źle, czy są dobre chwile?
Czy jest w ogóle ktoś kto mieszka z rodzicami i jest dobrze?
Bo zastanawiam się, czy jak by było po podziale domu na dwa mieszkania? Może taka sytuacja sprawi, że nie będzie źle? Nie będziemy wpadać na siebie?
Mimo wszytsko to moi rodzice, bo z teściami bym nigdy w życiu nie zamieszkała, a zwłaszcza teściową manipulantką. Jedyne co jeszcze się obawiam, jak pobudujemy dom, to że teściowa będzie chciała się do nas sprowadzić na pokój (jak teścia zabraknie), wiem że może być to takich próśb zdolna. A do moich rodziców na pewno nie wprowadzi się bo będzie miała mimo wszytsko jakieś ograniczenia.
Napisze w twoim watku zeby tamtego nie zasmiecac
Tak wiec odnosnie opieki nad rodzicami
Mysle ze czy ty z nimi bedziesz mieszkac czy tez nie to i tak bedziesz czula sie odpowiedzialna za nich i sie nimi bedziesz opiekowala
Wiesz jesli chodzi o opieke tescie/rodzice tu dla mnie jest zasadnicza roznica
Tesciami nie mam obowiazku sie opiekowac,rodzicem tak
I tu chyba sumienie by mi nie pozwolilo zostawic mojego tate samemu sobie
Wracajac do mieszkania razem
Jesli masz mieszkac z rodzicami musisz z nimi porozmawiac szczerze i jakies wnioski obiw strony musza wyciagnac
Mama twoja mimo ze wlasna to tez nie moze cie pouczac na kazdym kroku,i mieszac sie w twoje,wasze zycie
No i z pewnoscia nieuniknione jest zrobienie 2 mieszkan aby zyc w miare po swojemu
Ja mieszkalam z moim tata i siostra przez 4 lata od kiedy wlasna rodzine zalozylam,uwierz ale nie bylo zadnych problemow,nikt sie nikomu nie mieszal
Ale moze tez dlatego ze moj tato to najspokojniejszy czlowiek jakiego znam i naprawde trzeba sie natrudzic aby go wkurzyc ![]()
AUTORKO TEKSTU - sami podejmiecie decyzję w kwestii budować czy nie własny dom. Moim zdaniem młodzi powinni mieszkać absolutnie sami, nigdy w takiej sytuacji jak wy. Najlepsza mama zawsze będzie się wtrącać, bądź dorzuci swoje 3 grosze i już źle. Mama bo chciała pomóc, czy podlać kwiatki itd. Ponadto pamiętaj twój mąż zawsze będzie nie u siebie. On będzie pracował, remontował dom twoich rodziców, ulepszał, a potem ten podniesiony standard będzie na pół z twoją siostrą. Dziś się mówi tak, a jutro wychodzi inaczej. Ja na waszym miejscu mieszkałabym u rodziców ile by się dało ( zrobiłabym tylko swój azyl,do którego nikt oprócz męża nie ma wejścia ) a w tym czasie budowałabym swój dom. Dom rodziców, a cóż to za zmartwienie? Można wynająć, a gdy im się zejdzie z tego świata sprzedać i podzielić na pół z siostrą, lub spłacić siostrę ( kwestia dogadania ). Życie pisze różne scenariusze, tak jak może odwalić młodemu, tak też może odwalić staremu i tak na stare lata ktoś zostanie sam, bo drugiego zawołają do nieba. Jeśli pozostanie dziadziuś to znajdzie młodą laskę, albo ona jego ,która piz.....czką przykryje rozum, a gdy babunia to może poszukać sobie kochasia w wieku syna i mu matkować - jest przecież nadopiekuńcza, a kochaś bez wyrzutów chętnie skorzysta z prezentów babuni. Otóż wolność tomku w swoim domku! To tylko życie, a moja hipoteza.
Rachelgreen, chcesz mieć własny domek. To jest twoje marzenie. Chcesz poświęcić swoje marzenia w imię niejasnej wizji, że za kilkadziesiąt lat dom będzie stał pusty? Przez te kilkadziesiąt (czy choćby kilkanaście) lat będziesz ubolewać, ze nie masz swojego domu? To nikomu na dobre nie wyjdzie. Posłuchaj tym razem mamy - rób tak, żebyś byłą szczęśliwa ![]()
nie doszukuj się winy Twojej siostry, że wyjechała i ma "wszystko gdzieś". To jej wybór. Ty przecież też masz wybór. Po prostu idź do przodu. Rozwiązania problemu poszukasz kiedy problem się pojawi - po co zaprzątać sobie głowę wiele lat wcześniej co się stanie kiedy rodzice będą starzy? Może Twoja siostra postanowi wrócić? Może będziecie w stanie pomagać rodzicom, bo będziecie mieszkać niedaleko? Może narobicie im wnucząt i dorastające wnuczęta z radością zamieszkają w domu dziadków? Może wynajęcie opiekunki nie będzie żadnym problemem? A może zabierzecie rodziców do siebie? A może Twoja siostra zabierze? No nie masz pojęcia co będzie, więc nie układaj swoich planów pod scenariusze, które mogą się nigdy nie sprawdzić!
Kurczę tak, fajnie, tak mądrze piszecie - tego mi było trzeba
faktycznie mam skłonność do pisania scenariuszy jak piszesz Vinnga. Nie winię siostry - chyba jej nawet trochę zazdroszczę. Własnie czego się obawiam, to to, że będę żyła tym marzeniem latami, a nigdy nie odważę się go urzeczywistnić.
starsza60 fajnie poznać Twoje zdanie, powiem szczerze - myślałam, że masz inne poglądy, może Twój temat o synu jest bardziej emocjonalny ![]()
Też patrzę na to ze strony męża - bo ok jesteśmy młodym małżeństwiem i nam się układa, ale co jak się popsuje? Jak wtedy podzielić dom, który należy do rodziców, a w który zainwestował swoje/nasze pieniądze? Nie daj Boże, ale też chcę żeby się czuł u siebie i chce być wobec niego fair.
Wiesz, myślę, że znacznie mniejszym problemem będzie zapewnienie rodzicom opieki na starość (kiedyś...) niż wspólne życie z nimi pod jednym dachem przez wiele lat. Wtedy to dopiero może się narobić problemów, których nawet Twoja wyobraźnia nie potrafi teraz wymyślić ![]()
ja was przebiję.
3 w nocy ktoś szura w mojej kuchni, wstaję i idę, złodziej?
nie, moja mamusia wynosi nam śmieci z argumentem: smierdzą jej.
a to kibel wybijał.
mamy oddzielne kuchnie na każdym piętrze każdy ma swoją:)
tak są dobre momenty, jak oni są w pracy.
wiesz faktycznie lepiej budować swój dom,bo tak czy siak koszty poniesiesz,bo dom rodziców też musisz wyremontować i spłacić siostrę
a wiesz przy samym remoncie było by gadane,a dlaczego tak,a nie tak,a po co to i tamto
Nigdy w życiu dobrowolnie nie zgodziłabym się na mieszkanie z teściami/ rodzicami. W poprzednim związku miałam okazję przez coś takiego przechodzić. Mój eks wybudował dom na jendym podwórku gdzie stał dom jego rodziców. Mimo, że byli to dobrzy ludzie do nieporozumien dochodzilo czesto. Dołozysz trochę do tych 150 tysi, kupicie dzialke i powoli sie pobudujecie. Chociaż spokój ducha, który będziesz miała jest bezcenny:)
22 2014-02-25 09:59:42 Ostatnio edytowany przez starsza60 (2014-02-25 10:34:57)
Rachelgeen jeśli pozwolisz opowiem ci bajkę z życia wziętą:
Otóż są rodzice, którzy mają starszą córkę i młodszego syna. Wybudowali dom prawie w centrum dużego miasta. Córka po ślubie narazie zamieszkała wraz z rodzicami ( zięć od początku nie był po ich myśli ). To narazie trwa do dzisiaj, bo po co budować przez młodych dom, jeśli pusty stoi rodziców. Matka obiecywała złote góry, ale życie pisze własne scenariusze. Aby córka z rodziną pozostała w tym domu pół domu przepisali aktem notarialnym na obydwoje młodych ( ten stan wymusiła córka ), która z tej swojej połowy musiała spłacić brata. Na pewno by obiecane, że połowa domu w której mieszkają rodzice po ich śmierci będzie córki. Czyli w dalekiej przyszłości cały dom miałby być własnością córki i jej rodziny. Po kilku latach wspólnego egzystowania - niby oddzielnie, ale razem. Matka wchodziła do ich mieszkania pod ich nieobecność i przeglądała ich kąty, a oni się wkurzali, tak jak i u ciebie. W końcu dobudowali sobie jeszcze górę i oddzielne wejście. Te kilka lat wspólnego mieszkania spowodowało tylko - że między nimi jest tylko agresja i nienawiść, nic nie dało to oddzielne wejście. Nie wiem, czy teraz mówią sobie nawet dzień dobry. Rodzice przez cały czas dotują brata, który mieszka gdzieś dalej. pomogali wybudować mu duży samodzielny dom, oddają co lepsze rzeczy i kosztowności z domu, a ona jako córka się wkurza, że skoro synowa lepsza od córki to niech im pomaga itd. Ten stan doprowadził do takiej sytuacji, że nie rozmawia od lat z rodzicami i z bratem ( wpływ na pewno ma zazdrość w ciągłym dotowaniu " biednego brata ". Brat który przyjedzie czasami jest najlepszy, a córka jest wyrodna córką. Zobacz Rachelgreen jak wygląda życie w jednym domu z rodzicami. Ja jeszcze nie widziałam córki, która tak by nienawidziła swojej matki. To nie jest bajka to jest fakt z życia wzięty. Ten stan trwa już długo, bo jak sprzedać współwłasność ( tyle kasy zostało tam zainwestowane ) i jak mieszkać? A co zrobią rodzice z drugą połową domu? są już przed 80 tką. . Mogą przepisać bratu, wnukom ze strony brata i nadal współwłasność ze wspólnymi mediami? Teraz żałuje, że zgodzili się na taki układ, dawno bowiem mieli by swój własny dom, a może i układy z rodzicami byłyby inne? Co kiedykolwiek powiedziała matka, to córka waliła jej z agresją ( córka po prawie ). Nie rozumiem, ale to jest fakt, dlatego zastanów się nad budową swojego domu. To wszystko będzie z pozytkiem dla was wszystkich zapewniam. Jak zaczniecie budowę jestem pewna, że i rodzice pomogą w różnej formie. . Nie doprowadź do takiej sytuacji jw. W swoim domu możesz chodzić sobie w majtkach i nawe bez nich i już, a wspólny dom to zawsze wspólny i ich. Dochowanie rodziców? Masz jeszcze czs by o tym myśleć - twoi rodzice sa w moim wieku i uwierz mi, nie mam jeszcze zamiaru wybierać się do NIEBA, a o swojej starości myślę już teraz - na pewno nie zechcę obciążać sobą żadnego z synów. Doskonale wiem ile kosztuje wysiłku opieka nad starym, chorym człowiekiem, jaki to jest ciężar do udzwignięcia. Jesteśmy w XXI wieku i mam nadzieję, że powoli zaczną powstawać liczne, fajne Domy Seniora, który będzie można już wcześniej samemu wybrać i opłacać nie oglądać się za opieką syna czy synowej ( ale to temat na inny post ). Jeśli córki nienawidzą swojej matki ( jak opisałam wyżej ) to cóż można oczekiwać od syna czy synowej? Bądźmy realistami i nie wymagajmy zbyt wiele. To co daliśmy swoim dzieciom oni to oddadzą nie nam, ale swoim dzieciom - tak toczy się życie.
starsza60 byla tu niedawna taka kryst54, przypominasz mi ją, ona tez tak mądrze pisała, szkoda że zniknęła.
masz rację
Zdecydowanie własny dom! Generalny remont starego domu a budowa nowego to ten sam koszt. Nie wyobrażam sobie mieszkać z rodzicami chociaż ich bardzo kocham i szanuje. Mieszkając razem nigdy nie będzie zgody, tylko pretensje, kłótnie.
Zdecydowanie CIASNY ALE WŁASNY!!!
Stanowczo własny dom. Pomijając fakt, że człowiek nie rodzi się dla innych tylko dla siebie, zadam jedno pytanie. Skoro Ty w domu swoich rodziców czujesz się nieswojo, gdy mama wchodzi do Waszej sypialni, jak myślisz jak może czuć się Twój mąż?
Twoi rodzice sami zdecydowali się na to, że chcą mieć dom. Nikt nie ma prawa od Ciebie oczekiwać, że zostaniesz z nimi, bo ich nie będzie stać samych na duży dom. To była ich decyzja, nie Twoja. Zawsze mogą sprzedać dom i kupić mieszkanie a resztę podzielić sprawiedliwie między córki.
Swoją drogą każda z Was podjęła swoje decyzje. Przypuszczam, że nikt nie przystawiał Ci pistoletu do głowy, żebyś wróciła z mężem do rodziców. Miałaś wybór tak jak i Twoja siostra. Tak jak i chcesz podjąć nową decyzję teraz. Weź odpowiedzialność za swoje decyzje i sama się o nie obwiniaj, bo za 10 lat możesz potrzebować siostry i wtedy ani mąż, ani koleżanka ani nikt inny Cię nie zrozumie tak jak ona.
Wkurza Cię mieszkanie z rodzicami? Sama sobie odpowiedziałaś na pytanie tego tematu. Nie musisz się budować tak daleko jak Twoja siostra...ale też nikt nie powinien Ci tego zabraniać.
I najważniejsze. Założyłaś swoją rodzinę, więc kieruj się tym co będzie najlepsze dla nich, dla Ciebie.
Może i jestem trochę stronnicza, bo właśnie się zbieram po tym, jak przez dobroć i naiwność postawiłam czyjeś życie ponad własnym...i nie usłyszałam nawet dziękuję. Rodzinie się pomaga, ale po tym jak zrobisz sobie samej obiad ![]()
Zdecydowanie własny dom.
Mój mąż ma dom przepisany przez swoich rodziców, rodzeństwo zostało pominięte ponieważ były kłótnie teściowej z zięciem i synową. W tym domu mieszkałam z mężem z dzieckiem i teściami. Teściowa zawsze powtarzała że nie chce wtrącać się w nasze życie ale to nie była prawda. Przez wspólne mieszkanie mało brakowało abyśmy z mężem rozwiedli się. Wyprowadziłam się z dzieckiem do moich rodziców. Mąż nie mógł bez nas żyć i zaproponował żebyśmy wynajeli mieszkanie. Jak zaczęliśmy mieszkać sami dalej jestem z mężem teraz planujemy kupić mieszkanie i spodziewamy się drugiego dziecka. Nadal jesteśmy razem a mało brakowało abyśby się rozwiedli.