No właśnie... Wczoraj mój chłopak (21 lat) wyszedł o 20 do kolegów, żeby pouczyć się, a właściwie pomóc im się uczyć do dzisiejszego egzaminu. Nie miałam z tym najmniejszego problemu, bo wiem, że to są chłopacy, którzy potrafią zająć się razem nauką.
Nie sądziłam tylko, że mój luby wróci o 6 rano, nie informując mnie o tym ani jednym smsem, co mnie bardzo wkurzyło. Jak możecie się domyślić, wrócił ledwo ciepły, a na egzamin miał wstać o 8...
Przed jego wyjściem z domu wywnioskowałam (z jego rozmowy z kolegą), że znowu do nich wpada w przerwie między jednym a drugim egzaminem. A ja jestem pewna, że o tym również mnie nie powiadomi...
Jestem pewna też tego, że po powrocie lubego do domu (kiedykolwiek miałoby to się zdarzyć), będę traktować go jak powietrze, bo nie mam ochoty z nim rozmawiać. Tylko teraz tak siedzę i się zastanawiam, czy to nie byłaby za mocna i dziecinna reakcja. To już duży facet i nie chcę go ograniczać i zabraniać mu spotkań z kolegami, ale czy nie przesadził nie wracając na noc do domu i w ogóle mnie o tym nie powiadamiając?
Jak wy byście zareagowały w takiej sytuacji?