Pracujemy od wielu lat w tej samej firmie,znaliśmy się trochę z widzenia. Dwa miesiące temu zupełnie przypadkowo zaczęliśmy pracować razem. Ja jako jego pomocnica. W drugim tygodniu pracy, wieczorem,wstawił na swoim profilu wiersz o nieodwzajemnionym uczuciu.Koleżanki z firmy,łącznie ze mną,pospieszyłyśmy z pocieszającymi komentarzami. A następnego dnia mnie unikał. Zapytałam w końcu,czy obraził się na mnie o to,co mu wpisałam,a on,że nie ma o co. Jakoś jednak źle mi było tego dnia,a wieczorem po pracy po prostu do mnie napisał. Rozmowa była długa,fajna,dał mi do zrozumienia,że mnie lubi,że nie chce zmieniać już swojej pomocnicy itd. Napisałam mu wtedy tez,że jestem mężatką.Zablokował się na fb. Od tej pory nie napisał do mnie ani jednego słowa. Widzę,jak nie raz patrzy na mnie w pracy,rozmawiamy o wszystkim,często się uśmiecha. Bywa,że piszę do niego na fb,on zostawia sobie przeczytanie moich wiadomości na weekend. W pracy mówi bez przerwy o tym,jak się upija.Czasem do nieprzytomności. To chłopak o bardzo dobrym serduszku,uczynny,kulturalny,wrażliwy. Jest ode mnie młodszy o 11 lat,choć nie zauważam różnicy wieku między nami. Lubię,kiedy jest blisko. Parę razy próbował dotknąć mojej dłoni,czułam jego ciepło. Wciąż o nim myślę. Co o tym sądzicie?
Podobne tematy
Pracujemy od wielu lat w tej samej firmie,znaliśmy się trochę z widzenia. Dwa miesiące temu zupełnie przypadkowo zaczęliśmy pracować razem. Ja jako jego pomocnica. W drugim tygodniu pracy, wieczorem,wstawił na swoim profilu wiersz o nieodwzajemnionym uczuciu.Koleżanki z firmy,łącznie ze mną,pospieszyłyśmy z pocieszającymi komentarzami. A następnego dnia mnie unikał. Zapytałam w końcu,czy obraził się na mnie o to,co mu wpisałam,a on,że nie ma o co. Jakoś jednak źle mi było tego dnia,a wieczorem po pracy po prostu do mnie napisał. Rozmowa była długa,fajna,dał mi do zrozumienia,że mnie lubi,że nie chce zmieniać już swojej pomocnicy itd. Napisałam mu wtedy tez,że jestem mężatką.Zablokował się na fb. Od tej pory nie napisał do mnie ani jednego słowa. Widzę,jak nie raz patrzy na mnie w pracy,rozmawiamy o wszystkim,często się uśmiecha. Bywa,że piszę do niego na fb,on zostawia sobie przeczytanie moich wiadomości na weekend. W pracy mówi bez przerwy o tym,jak się upija.Czasem do nieprzytomności. To chłopak o bardzo dobrym serduszku,uczynny,kulturalny,wrażliwy. Jest ode mnie młodszy o 11 lat,choć nie zauważam różnicy wieku między nami. Lubię,kiedy jest blisko. Parę razy próbował dotknąć mojej dłoni,czułam jego ciepło. Wciąż o nim myślę. Co o tym sądzicie?
A co na to mąż?
Żyjemy od kryzysu do kryzysu,od zawsze. Nie kochałam go,jak wychodziłam za mąż. Ale myślałam,że kiedyś może pokocham. A potem,że może jakoś przeżyję życie skupiając się na czymś innym. Są dzieci,zobowiązania finansowe. Nie chciałam się zakochać w kimś innym,tylko przyzwoicie,jakoś żyć z mężem.
Lubię,kiedy jest blisko. Parę razy próbował dotknąć mojej dłoni,czułam jego ciepło. Wciąż o nim myślę. Co o tym sądzicie?
Sądzę i widzę że chcesz mieć z nim romans. On zapewne też tylko się z tym nieco kryje (być może nawet przed samym sobą).
... Nie kochałam go,jak wychodziłam za mąż. Ale myślałam,że kiedyś może pokocham. ...
Jakaś epidemia chyba...
Twój adorator to jakiś psychopata, stosujący szantaż emocjonalny. Unikać jak ognia;p
Poza tym w oczy rzuca mi się infantylne zachowanie obydwu stron. Normalni, dorośli ludzie rozmawiają ze sobą o prywatnych sprawach, a nie rozpisują na fb.
I co, oczekujesz, że ktoś teraz napisze:
Polecam romans... to rozwiązanie Twoich wszystkich problemów? ![]()
No cóż. Zadurzył się gówniarz w starej babie, która powinna już jako doświadczona mężatka mieć po kolei w głowie i trzymać gościa na dystans.
Co ja na to, na tę całą historię? Że czekasz na społeczne przyzwolenie, by zacząć romans. Ale pomyliłaś adresy.
Najpierw zakończ związek z mężem, skoro tak wam źle i takie te kryzysy straszne, a potem wikłaj się w jakieś dziwne relacje. Choć jak dla mnie romans w pracy to coś, co nie powinno się wydarzyć. Bo jak się kończy, to kobieta zyskuje łatkę puszczalskiej i w końcu musi się zwolnić.
czytalam z pól roku temu pewna ksiązke i az mnie sciska ze nie moge sobie przypomniec tytulu. W kazdym opisywała on dwie kobiety z tej samej firmy które uwikłaly sie w romans ze swoimi kolegami/szefami w pracy. Ksiązka swietnie przedstawila sytuacje ze romanse w pracy nie koncza sie dobrze. Na koncu opowiesci z tej ksiązki obie dziewczyny utracily swoje posady i musialy od nowa ukladac sobie zycie. Ty w dodatku jestes męzatką. Coś sie dzieje zlego w twoim malżenstwie ze ciagnie cie do innego męzczyzny? Zasatnow sie zanim wykonasz jakis krok. Żebyś pozniej nie zalowała.
Ups
nie doczytałam do konca, czyli masz kryzys w małzenstwie. Mimo wszystko ja uwazam ze romanse w pracy nie konczą sie dobrze. A gdy wam sie nie ulozy kto zrezygnuje z pracy? czy dacie rade pozniej razem pracowac?
11 2015-02-09 21:09:18 Ostatnio edytowany przez róża czarodziejka (2015-02-09 21:10:03)
Rozmawiamy w pracy o życiu prywatnym, tylko ja w domu,po pracy,kiedy mam ochotę porozmawiać z kimś,a jestem sama,piszę do niego. Z mężem nigdy nie rozmawiałam. Nawet jak było lepiej. On potrafi siedzieć w pokoju pół dnia i nie odezwać się ani słowem do mnie,czy dzieci. Od męża nie mam dokąd odejść-nie utrzymam się sama. Natomiast zdanie moje na temat romansu w pracy,przelotnych uniesień i seksu bez zobowiązań zna mój kolega doskonale.Jest takie samo jak Wasze. Chcę mieć spokojne życie. Ale nie mogę przestać o nim myśleć.
...Od męża nie mam dokąd odejść-nie utrzymam się sama
I sądzisz, że to Ciebie usprawiedliwia? Więc kiedy to się stanie? Kiedy odejdziesz? Gdy zaczniesz więcej zarabiać czy wtedy, gdy zakotwiczysz w innym bezpiecznym miejscu? Różo... Ty przynajmniej mówisz otwarcie jak jest. JA chyba oszukiwałam sama siebie nie dopuszczając do siebie takich myśli. A jednak udało się. Dziś to ja mam wyrzuty, że byłam nieuczciwa wobec byłego. Przecież mogłam odejść daaawno temu. Stchórzyłam albo byłam wyrachowaną.... Nie dokończę. Może tym właśnie zasłużyłam sobie na zdeptanie mnie z ziemią... Powinnam mieć pretensje jedynie do siebie.
A nie lepiej to przemyśleć? Małżeństwo...Odważyć się i jednak uczciwie postąpić? Za kilka lat może i on pozna kogoś a wtedy być może Ty wpadniesz w lament? Bo dawałaś z siebie wszystko! I będzie płacz...
Daj szansę mężowi i.... sobie również. Z głodu nie padniesz. Ja nie "zdechłam" wedle prognoz byłego... I wiem, że ruszyłam z miejsca. Potrafię się nawet obejrzeć za siebie.
I nie miej złudzeń, że Twój mąż nie domyśla się Twoich myśli. Milczy.... A może to jest jego krzyk, ze nie jest szczęśliwy?
Różo, a gdybyś całą swoją energię, całą sympatię, jaką darzysz tamtego spróbowała przekierować na męża? Jakie mąż ma zalety, dlaczego go pokochałaś? Czy nie ma w nim już nawet odrobinki chłopaka sprzed lat? Czy wszystko to, co kiedyś ceniłaś w nim umarło? Czy wasze małżeństwo rzeczywiście jest nie do odbudowania? Wejdziesz w romans, a wszystko wskazuje na to, że wcześniej czy później pękniesz, przestaniesz się opierać (bo masz głód tego, czego nie dostajesz od męża), a po jakimś czasie docenisz to, co straciłaś. Bo zawsze coś się traci.
A co do odejścia, kiedy nie ma dokąd. Jeśli się chce, to się to zrobi, znajdzie się lepszą pracę, lokum... Ale teraz jest ci po prostu wygodnie. Poszukaj wątku kroteczki - jet taki na forum. Przeczytaj. Warto.
14 2015-02-10 01:05:02 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-02-10 01:36:42)
Z mężem nigdy nie rozmawiałam. Nawet jak było lepiej. On potrafi siedzieć w pokoju pół dnia i nie odezwać się ani słowem do mnie,czy dzieci. Od męża nie mam dokąd odejść-nie utrzymam się sama. Natomiast zdanie moje na temat romansu w pracy,przelotnych uniesień i seksu bez zobowiązań zna mój kolega doskonale.Jest takie samo jak Wasze. Chcę mieć spokojne życie. Ale nie mogę przestać o nim myśleć.
Czytam i własnym oczom nie wierzę.
Tkwisz w tym małżeństwie niczym w worku pokutnym.
A przecież związek (małżeński) to nie worek pokutny i żeby tak było kazdy z partnerów (małżonków) powinien nie tylko domagać się szczęścia dla siebie ale również to szczęście dawać drugiemu.
On potrafi siedzieć w pokoju pół dnia i nie odezwać się ani słowem do mnie...
To, że milczy wcale nie znaczy, że nie ma nic do powiedzenia! Boże... Kim Ty jesteś kobieto?!
Żyjemy od kryzysu do kryzysu,od zawsze. Nie kochałam go,jak wychodziłam za mąż. Ale myślałam,że kiedyś może pokocham. A potem,że może jakoś przeżyję życie skupiając się na czymś innym. Są dzieci,zobowiązania finansowe. Nie chciałam się zakochać w kimś innym,tylko przyzwoicie,jakoś żyć z mężem.
"Nie lubie jezdzic na motorze ale kupiłam motor żeby nim jezdzic" - to takie porownanie. Albo nie lubie nurkować to kupuje sobie zestaw do nurkowania? Nie kocham meza to wychodzę za niego zamaz? Ludzie gdzie wy macie glowy?!!!! Mielibyscie szanse dla siebie i dla drugiego poznac może kogos odpowiedniego a sami sobie zakładacie na szyje kaganiec kłamstwa i obłudy? I zyjecie w tym przez wiele lat?
Nie potrafiłabym wyjsc za mąz bez uczucia, nawet gdyby facet byl bogaty. A pozniej co, na stare lata rozmawiac bym mogła chyba tylko ze scianami, z reszta nie potrafiłabym kochac sie bez uczucia, ty swojego meza chociaz lubisz? jak mieszkac z kims pod jednym dachem skoro sie go najparwdopodobniej nie lubi, a moze on kochal ciebie i to bardzo ale gdy zorientowal sie ze ty go uczuciem nie darzysz przestal sie odzywac? Gdyby wasze malzenstwo rozpadlo sie w trakcie jego trwania to rozumiem duzzooo, ale jak ty nigdy nic do niego nie czulas...Ale ludzie sa rozni na prawde, no to siedzisz dziewczyno w bagnie po same uszy, i to w wiekszosci na wlasne zycznie....
wiesz co ja tez jestem troche alezna od partnera, ale zaczelam odkładac kase by jak sie cos kiedys zepsuje bede mogla sie spakowac i wyprowadzic i duzo lepiej sie z tym czuje, bardzo bardzo dobrze nawet. Mam swiadomosc tego ze nie bede musiala na sile trzyamc sie kogos z kim szczesliwa moge juz nigdy nie byc gdy okaze sie ze cos sie psuje. Zrozumialam ze jest zwiazek jest ale zawsze moze sie cos wydarzyc, z czasem moze zaczac sie okazywac ze cos sie dzieje zlego, kiedys myslalam ze jak sie z kims i darzy sie go uczucie to nic nas nie zlamie teraz widze ze zycie weryfikuje nas samo i wiele sie moze zdarzyc.
18 2015-02-10 15:08:21 Ostatnio edytowany przez róża czarodziejka (2015-02-10 15:17:28)
W młodości porzucił mnie człowiek,którego kochałam.Oświadczył mi się i nagle zniknął. Potem okazało się,że inna dziewczyna była z nim w ciązy i z nią sie ożenił. Wtedy właśnie zaczął się dla mnie ten ciąg złych zdarzeń. Miałam straszną depresję,nie miałam na kogo liczyć,jestem DDA. Pocieszenie w postaci mojego obecnego męża przyszło szybko. Krótko się znaliśmy,zaszłam z nim w ciążę. I nie wiedziałam co począć z tym wszystkim. Obie nasze rodziny dążyły do ślubu,byłam młoda,skołowana. Mąż biedny,z nieciekawą przeszłością,po poprawczaku,z patologicznej rodziny,z krótkim wyrokiem. Chciał ze mną być,nie pił,złota rączka,pracowity. Nie kochałam go,ale wyszłam za mąż,w naiwności swej wierząc,że wszystko się ułoży,pokocham go.Nigdy nie umiał ze mną rozmawiać. Lata przyniosły niewiele zmian,wszystkie obowiązki rodzinne wzięłam na siebie ja. Wszystkie decyzje spadają na mnie,na wszystko dostaję milczenie jako przyzwolenie,na wszystkie pytania odpowiedź:"Rób jak chcesz",na wszystkie proźby,abyśmy robili coś w końcu razem-cisza. Jedyne,co pozytywne w moim mężu,to jego pracowitość i zaradność. Pod względem intelektualnym też przepaść-mąż po 6 klasach szkoły podstawowej,z trzyletnim opóźnieniem,ja po maturze,administracji. Przerażające-wiem. W młodości myślałam,że takie rzeczy się nie liczą... Mąż nie pyta nigdy o dzieci,do nich też się prawie wcale nie odzywa,a tym samym one mało co do niego. Przy nim nie mówią mi też nic,problemy wychowawcze tez całkowicie na mojej głowie. Jestem wykończona
Wiem,że nic mnie nie usprawiedliwia,wszystko co mam dzieje sie z mojego wyboru. Nie chcę nikogo skrzywdzić,mąż nie zasługuje na to. Ani ten chłopak z pracy. Codziennie jednak więcej o sobie wiemy,lepiej się poznajemy. Codziennie stajemy się sobie bliżsi. Chłopak wie,że nie interesują mnie romanse w pracy i że chciałabym mieć spokojne życie. A jeśli chodzi o stanowisko pracy-mogłabym je zmienić na własne życzenie,mam taką możliwość. Jak czasem mówię mu,że dopuszczam do siebie taką możliwość ,od razu przestaje się do mnie odzywać. Zamyka się w sobie. A jak mówię mu o tym,jakie jest moje życie,on powtarza:"Ja bym na to nie pozwolił","Jak by dzieci miały takiego ojca jak ja,byłoby inaczej"...Kiedyś powiedział mi,abym odeszła,skoro nie kocham męża,a ja na to o kosztach życia z trojgiem dzieci.Zamilknął. Nie ma między nami tematów tabu,czasem tylko widzę jak on tworzy dystans. Zapytałam go kiedyś,czy z mojego powodu kiedyś się upił,a on mi na to,że nie raz,kiedyś tak bardzo,że chciał kogoś prosić o pomoc, ale nikogo z nim nie było. Czasem jak go słucham,to boję się,że zrobi coś głupiego,że nie uniesie tej sytuacji. On,albo ja.Albo my oboje. Chciałabym,aby życie było prostsze I nie chcę nikogo skrzywdzić.Pisząc tu,na tym forum,chyba jednak podświadomie liczę na to,że wybijecie mi z głowy tego chłopaka i powiecie,że bez niego moje życie będzie wspanialsze u boku męża. Całe życie marzę o tym. Ale nie potrafię być szczęśliwa od tylu lat...
I myślisz, że utrzymywanie małżeństwa w takiej formie ma sens? Jak widzisz swoje życie za kilkadziesiąt lat? W związku z facetem, z którym nie ma o czym rozmawiać? Przecież tak się żyć nie da. Dla mnie są dwa wyjścia - albo starasz się naprawić tę relację, rozmawiać, obudzić w mężu coś, co w nim zasnęło albo robisz "pa pa" i odchodzisz. Chyba, że wolisz nie robić nic, bo tak łatwiej, po prostu marnować sobie życie.
A ten typ z pracy, skoro ma skłonności do picia to nie jest wart uwagi.
I myślisz, że utrzymywanie małżeństwa w takiej formie ma sens? Jak widzisz swoje życie za kilkadziesiąt lat? W związku z facetem, z którym nie ma o czym rozmawiać? Przecież tak się żyć nie da. Dla mnie są dwa wyjścia - albo starasz się naprawić tę relację, rozmawiać, obudzić w mężu coś, co w nim zasnęło albo robisz "pa pa" i odchodzisz. Chyba, że wolisz nie robić nic, bo tak łatwiej, po prostu marnować sobie życie.
A ten typ z pracy, skoro ma skłonności do picia to nie jest wart uwagi.
"obudzić w mężu coś"
Chyba w sobie. W końcu to autorka nie kocha meza i nie może uzalezniac swojej postawy od postepowania kogos kogo w dodatku nie kocha.
Jak facet śpi przed tv i nawet ust nie otworzy, żeby słowo powiedzieć, to w mężu.
W sobie swoją drogą.
Jak facet śpi przed tv i nawet ust nie otworzy, żeby słowo powiedzieć, to w mężu.
W sobie swoją drogą.
Moim zdaniem nie ma uczuc, nie ma zaangażowania.
Powiedzcie mi proszę,w jaki sposób obudzić mam w mężu i w sobie to "coś", żeby go pokochać? Skoro przez tyle lat próbuję z nim rozmawiać,angażuję się w nasz związek,staram się,a i tak mam do niego wciąż o coś żale,wciąż coś mnie w nim irytuje,wciąż mi coś brakuje.Czy da się w ogóle kogoś pokochać,skoro to samo z siebie nie przyszło?
I myślisz, że utrzymywanie małżeństwa w takiej formie ma sens? Jak widzisz swoje życie za kilkadziesiąt lat? W związku z facetem, z którym nie ma o czym rozmawiać?
Niestety sporo par tak żyje. Moi teściowie są najlepszym przykładem.
Swoją drogą coraz bardziej załamuje mnie to co czytam na tym forum
Nie umiem cieszyć się z niczego w życiu osobistym,taki wpływ na mnie ma to,jak żyję z mężem. Jestem umęczona tym. Podejrzewam,że właśnie dlatego myślę tyle o koledze z pracy. A odnośnie jego picia-rozmawialiśmy o tym parę razy. Nie kryje ani tego ile,ani z kim,ani kiedy,ani czego wypił,ile go to kosztowało. Zapytałam dlaczego w ogóle pije? "Bo jestem sam,z nudów",nie mam co robić.". W pracy zawsze jest w dobrej formie. Nie wiem czy ma problem z piciem,jestem DDA,więc go o to zapytałam. Co dzień jednak jest wobec mnie bardziej ciepły,nie natarczywy,po prostu grzeczny. Nigdy nie zostawił mnie z jakimś problemem w pracy bez rozwiązania,nigdy nie wychodzi zanim ja wszystkiego nie skończę. A kiedy mam gorszy dzień,on też się nie uśmiecha. Wtedy po prostu jest cichutko i czeka,kiedy pierwsza powiem coś do niego. Ale zawsze jest gdzieś blisko.
Pracujemy od wielu lat w tej samej firmie,znaliśmy się trochę z widzenia. Dwa miesiące temu zupełnie przypadkowo zaczęliśmy pracować razem. Ja jako jego pomocnica. W drugim tygodniu pracy, wieczorem,wstawił na swoim profilu wiersz o nieodwzajemnionym uczuciu.Koleżanki z firmy,łącznie ze mną,pospieszyłyśmy z pocieszającymi komentarzami. A następnego dnia mnie unikał. Zapytałam w końcu,czy obraził się na mnie o to,co mu wpisałam,a on,że nie ma o co. Jakoś jednak źle mi było tego dnia,a wieczorem po pracy po prostu do mnie napisał. Rozmowa była długa,fajna,dał mi do zrozumienia,że mnie lubi,że nie chce zmieniać już swojej pomocnicy itd. Napisałam mu wtedy tez,że jestem mężatką.Zablokował się na fb. Od tej pory nie napisał do mnie ani jednego słowa. Widzę,jak nie raz patrzy na mnie w pracy,rozmawiamy o wszystkim,często się uśmiecha. Bywa,że piszę do niego na fb,on zostawia sobie przeczytanie moich wiadomości na weekend. W pracy mówi bez przerwy o tym,jak się upija.Czasem do nieprzytomności. To chłopak o bardzo dobrym serduszku,uczynny,kulturalny,wrażliwy. Jest ode mnie młodszy o 11 lat,choć nie zauważam różnicy wieku między nami. Lubię,kiedy jest blisko. Parę razy próbował dotknąć mojej dłoni,czułam jego ciepło. Wciąż o nim myślę. Co o tym sądzicie?
sadzimy ,że starej babie zaswędziała doopa i szuka słów usprawiedliwienia,żeby chrupnac młode mięso,zaraz będzie ze w małżeństwie kryzys,maz nie rozumie,a właściwie malzenstwo to fikcja,standard
No to różo co w takim razie chcesz/masz zamiar zrobić, poza pisaniem na forum? Jakie działania chcesz podjąć, żeby zmienić swoje beznadziejnie nudne życie u boku milczka po 6 klasach podstawówki? Wchodzisz w romans z alkololo ze wszystkimi jego konsekwencjami? Żeby jak się wyda zarzucić mężowi, że to w sumie jego wina była? Odchodzisz od męża i zaczynasz życie na własny rachunek bez obciążeń w postaci nieodpowiedniego faceta? Jestem pewna, że wybierzesz najłatwiejsze wyjście zamieniając siekierkę na kijek. A za kilka miesięcy, może dłużej będzie następny wątek pt. płacz i zgrzytanie zębów i co ja głupia narobiłam. Bo teraz to tylko szukasz wymówek i usprawiedliwień.
28 2015-02-11 16:21:40 Ostatnio edytowany przez róża czarodziejka (2015-02-11 16:23:40)
To nie jest wina mojego męża,że go nie kocham. I jestem pewna,że w obawie przed takimi właśnie opiniami ludzi o mnie,jak napisała LUSILJU, zacisnę kolejny raz zęby,tak jak zawsze, i zostanę z mężem. I nic się nie zmieni. Bo nie poda mi nikt pomocnej ręki,w żaden sposób, a ja sama nie mam siły już nawet na zmiany... Wiem,co to jest piekło alkoholizmu. Powiedziałam mojemu koledze z pracy,że boję się piekła przemocy i alkoholizmu. I że jeśli jest alkoholikiem i dosięgnie dna,mnie przy tym nie będzie. Bo nigdy nie będę z alkoholikiem.
29 2015-02-11 16:47:15 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-02-11 16:49:06)
To nie jest wina mojego męża,że go nie kocham. I jestem pewna,że w obawie przed takimi właśnie opiniami ludzi o mnie,jak napisała LUSILJU, zacisnę kolejny raz zęby,tak jak zawsze, i zostanę z mężem. I nic się nie zmieni. Bo nie poda mi nikt pomocnej ręki,w żaden sposób, a ja sama nie mam siły już nawet na zmiany... Wiem,co to jest piekło alkoholizmu. Powiedziałam mojemu koledze z pracy,że boję się piekła przemocy i alkoholizmu. I że jeśli jest alkoholikiem i dosięgnie dna,mnie przy tym nie będzie. Bo nigdy nie będę z alkoholikiem.
no ale czego oczekujesz,z boku tak to właśnie dokladnie wygląda,piszesz ze ty i twój mąż to dwa bieguny,on z sześcioma klasami ,ale zaradny życiowo czlowiek.....a ty wzdychasz do gowniarza alkoholika,co ty o nim wiesz,jak masz takie zdanie o mężu to odejdź od niego i pozwol mu znalesc kogoś kto go doceni,a siedzisz z nim z wygodnictwa i utyskujesz,moim zdaniem problem leży gdzie indziej,masz spokojne ,bezpieczne,monotonne pozbawione uniesień życie,bezpieczenstwo finansowe i zaradnego męża,to ze on milczy nie znaczy ze nie ma nic do powiedzenia.......moze uważa ze z tobą sie nie da rozmawiac ,moze czuje się przy tobie nikim,zapewniam cię ze nie dzieli was aż,taka przepadc skoro swoja edukacje zakończyłas aż na liceum,bez przesady ...
Nic nie jest tak,jak napisałaś. Jedziesz po mnie,nie znając mnie wcale,ani sytuacji,zamykam się w sobie.
wiesz chyba sama musisz zdecydowac co zrobisz, albo odejdz od meza prozmawiaj z nim o swoich odczuciach ze go nie kochasz bo nie wiem co bardziej boli odejsc od kogos bo sie go nie kocha czy zyc z nim i udawac w jakis sposob ze sie go kocha i rzucic sie w ramoina innego z czego pamietaj sama za wszystko bedziesz ponosic konsekwencje jezeli ten "nowy zwiazek" sie nie uda, lub... porozmawiac szczerze z mezem o wszystkim, doslownie o wszystkim, zapytac czemu milczy, chociaz mi sie wydaje ze maz wie ze nie dazysz go uczuciem czuje sie gorszy i niedoceniany bo te 6 klas...
troche mi zal twojego meza, mam wrazenie moze bledne ze on od zawsze cie kochal a ty..nawet nie probowalas sie z nim porozumiec, to ze ktos konczy 6 klas a mimo to jest zaradny jest godne podziwu w tych czasach moim zdaniem chociaz,
a i pamietaj tego czlowieka z pracy znasz narazie na tyle na ile on cie sie prezentuje a na poczatku zawsze kazdy stara prezentowac sie bez wad, pozniej maska opada i wychodzi prawda o czlowieku,
i pamietaj ze jak jestes dda to za przeproszeniem polecisz na kazdego kto da ci troche uwagi a faceci potrafia wyczuc osoby naiwne jakims kurde swoim 6 zmyslem i potrafia to wykorzystac, ale zanim bedziesz chciala wdac sie w ten "romans" zalatw sprawe z mezem
To nie jest wina mojego męża,że go nie kocham. I jestem pewna,że w obawie przed takimi właśnie opiniami ludzi o mnie,jak napisała LUSILJU, zacisnę kolejny raz zęby,tak jak zawsze, i zostanę z mężem. I nic się nie zmieni. Bo nie poda mi nikt pomocnej ręki,w żaden sposób, a ja sama nie mam siły już nawet na zmiany... Wiem,co to jest piekło alkoholizmu. Powiedziałam mojemu koledze z pracy,że boję się piekła przemocy i alkoholizmu. I że jeśli jest alkoholikiem i dosięgnie dna,mnie przy tym nie będzie. Bo nigdy nie będę z alkoholikiem.
Uzależniasz decydowanie o swoim życiu od pomocy innych? Ale my twojego życia za ciebie nie przeżyjemy. Musisz uwierzyć, że sama sobie jesteś w stanie pomóc. Bo ta naprawdę to co napisałaś oznacza spychanie odpowiedzialności za swoje życie na szeroko pojęty ogół. Zapytałam, co zamierzasz robić. Poza użalaniem się i spychologią nie napisałaś nic, co wniosłoby do tej sytuacji coś nowego.
Nie musisz zaciskać zębów, tylko wziąć życie w swoje ręce. Ta sytuacja na pewno jest po coś. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Tęsknisz za prawdziwym uczuciem, którego nie masz w domu. Dlatego zapytałam, czy możliwe jest zbudowanie więzi z mężem. Skoro nie i skoro w małżeństwie jest ci źle, to zmień coś. Nie koniecznie odchodząc do innego. Samej tez można być szczęśliwą, spełnioną.
Nic nie jest tak,jak napisałaś. Jedziesz po mnie,nie znając mnie wcale,ani sytuacji,zamykam się w sobie.
Wiemy o tobie tyle, ile nam tu napisałaś. Sytuację też dość jasno określiłaś. Więc o co chodzi? Ktoś pisze coś, co ci się nie podoba, bo brzmi zbyt prawdziwie, bo dotyka sedna, więc się obrażasz i uciekasz.
Nie kochane,nie obrażam się.Wszystkiego przecież nie jestem w stanie opisać w kilku postach. I przykro mi się zrobiło,że ludzie potrafią tak człowieka nie rozumieć,skreślić,wiedząc o nim tak mało. Nikt nie zapytał o więcej szczegółów pożycia z mężem...A o tym koledze z pracy wciąż mówią mi inni ludzie,którzy znają go długo,także prywatnie. Zawsze są to pozytywne słowa. Natomiast on szanuje mnie,na nic nie naciska. Kiedyś rzuciła go kobieta dla innego,on to zna. Rozmawialiśmy o tym,że to czas pokazuje prawdę o drugim człowieku i że trzeba długo i dobrze się poznawać.
Ale czy te szczegóły by coś nowego wniosły? Skoro i tak wam się nie układa i najlepszym rozwiązaniem byłoby odejście...
Poza tym - to forum jest specyficzne, bardzo bardzo kobiece. Takich problemów, dywagacji, jak twoje było tu już setki jak nie więcej. Nasze wypowiedzi to po prostu wynik doświadczenia nabytego tutaj.
A dlaczego w ogóle bierzesz pod uwagę tamtego chłopaka? Gdzie tu rozsądek? Po co ty z nim w ogóle prowadzisz bliższe rozmowy? To naprawdę z zewnątrz wygląda tak, jakbyś chciała być z mężem z wygody, a emocje i nie tylko zaspokajać z młodym facetem na boku.
Nie kochane,nie obrażam się.Wszystkiego przecież nie jestem w stanie opisać w kilku postach. I przykro mi się zrobiło,że ludzie potrafią tak człowieka nie rozumieć,skreślić,wiedząc o nim tak mało. Nikt nie zapytał o więcej szczegółów pożycia z mężem...A o tym koledze z pracy wciąż mówią mi inni ludzie,którzy znają go długo,także prywatnie. Zawsze są to pozytywne słowa. Natomiast on szanuje mnie,na nic nie naciska. Kiedyś rzuciła go kobieta dla innego,on to zna. Rozmawialiśmy o tym,że to czas pokazuje prawdę o drugim człowieku i że trzeba długo i dobrze się poznawać.
tylko mi sie znowu nie ,,nafochaj,,...ja mysle ze ty koniecznie chcesz sie wladowac z deszczu pod rynne, to ze ludzie ci mowia ze ten,,nowy,, jest super to nic nie znaczy,fakty sa takie ze on NADUZYWA ALKOHOLU , to jest istotne,najbardziej....
maz to twoj problem numer jeden a nie tamten ,musisz poukladac swoje zycie ,potem myslec o INNYM,A NIE ODWROTNIE....
masz troje dzieci,pomysl o nich,chyba jednak z tym twoim mezem cos was laczylo skoro zdecydowałas sie na nie,przemysl swoje malzenstwo,ja mysle ze zaangazowalas sie uczuciowo w to NOWE stad twoje dylematy
no oki nie kochasz meza,nie szanujesz go nawet,juz wczesniej ci napisalam dlaczego z nim jestes,moze warto byloby sie z mezem ,,zaprzyjaznic,, zamiast szukac kogos kto tylko bardziej skomplikuje ci zycie,bo sorry ale ewntualny zwiazek z tym twoim kolesiem z pracy dobrze nie rokuje
36 2015-02-14 11:48:36 Ostatnio edytowany przez róża czarodziejka (2015-02-14 12:02:47)
LUSILJU, przez około 3/4 roku w moim małżeństwie trwa kryzys,przez te wszystkie lata i dylematy nie są nowe. Patrzę na inne małżeństwa,porównuję je do swojego i wciąż widzę,że inne pary nie żyją tak,jak my. Wszystkie dzieci są nieplanowane,zgodziłam się na seks tylko przy pierwszym,każde następne zbliżenie było wymuszone przez męża. W końcu godziłam się na seks tylko po to,żeby mąż był spokojny. Bo kiedy się nie zgadzałam,wpadał w furię,potrafił uderzyć dzieci,boję się go. W końcu odbywałam stosunki seksualne tylko po to,aby był spokój w domu. I był,nic więcej razem nie robimy,ale spokój jest. I wiem doskonale,że jedyne czego chce ode mnie mój mąż,to jest seks.
Nie wiem dokąd zaprowadzi mnie znajomość z kolegą z pracy. Poznając go nie wiedziałam ile on ma lat i że jest taki młody. Wygląda poważnie jak na swój wiek i tak też się zachowuje. Nieraz trudno mi uwierzyć,że między nami jest taka różnica wieku. Jego obecność wzbudza we mnie radość i spokój,czego nie odczuwałam nigdy przy mężu. Nie chcę mieć romansu z nim i wiem doskonale,że on nie posunie się dalej, dopóki nie zdecyduję się na odejście od męża. Lubię z nim rozmawiać,sprawia mi to przyjemność,jemu też. Oboje potrafimy poprawić sobie humor wzajemnie. Problem jest zapewne we mnie. A nie w nim. To ja nie potrafię określić się czego właściwie chcę. On chce mieć rodzinę,żonę,dzieci.
Różo, a z mężem chcesz być? Zapewne nie i to jest pierwsza rzecz, jaką wiesz o sobie. Ja też wiem, jak to jest zmuszać się do seksu, bo przez prawie dwa lata tak robiłam. I znam stopień odrazy do samej siebie, do własnej obłudy, kiedy udawałam, że mam ochotę w momencie kiedy miałam mdłości, bo eks mąż wydawał mi się po prostu obleśny. A zgadzałam się ze strachu przed awanturą, agresją i bólem. Tak się nie da żyć na dłuższą metę. Eks chciał ode mnie wszystkiego, żebym wyrzekła się siebie, moich przyjaciół, rodziców, żebym byłą jego zabaweczką, kukiełką, pacynką na sznureczkach, za które on ciągnął. W mojej sytuacji rozstanie było jedyną opcją i z tego co piszesz w twojej jest tak samo. Wcześniej pisałam o ratowaniu, ale teraz po twoim ostatnim poście widzę ucieczkę od tego typa jako jedyne wyjście.
Jak już będziesz sama, to na spokojnie przemyślisz, czego i kogo chcesz od życia. Bo na razie twoja psychika działa jak w sytuacji zagrożenia, nie potrafisz jasno i spokojnie myśleć.
38 2015-03-09 10:12:51 Ostatnio edytowany przez róża czarodziejka (2015-03-09 10:22:02)
Witajcie. Dałam sobie trochę czasu. Odsunęłam się pewnego dnia od mojego kolegi z pracy. Tak,jak bym go nie widziała i nie znała. Nie radził sobie z tym,zagadywał,chodził koło mnie,patrzył,rozmyślał. A kiedy po kilku dniach zaczęłam z nim normalną rozmowę, nie był w stanie skupić się na pracy-tak,jak gdyby nie mógł odejść na krok. Zdecydował się pójść do kolejnej szkoły w weekendy-na prawdę mnie tym zadziwił.
A w domu wciąż to samo. Zastanawiam się,czy mąż chce w ogóle jeszcze ze mną być. Nie robi nic w kierunku,żeby zawalczyć o nasze małżeństwo.Jeśli ja nie wykazuję inicjatywy,on nadal nie robi nic. Owszem,pracuje,zarabia. Ale na tym kończy się jego wkład w życie rodzinne. Dzieci chodzą na paluszkach,kiedy jest w domu. Nie chcą przy nim nic mówić. Bywa,że nie raz on coś palnie i wtedy jeszcze bardziej zamykają się w sobie. Np. do najstarszej córki,która ma kompleksy na punkcie wyglądu(teraz już fajnie schudła,ma super figurkę,chłopcy się za nią oglądają,nabrała pewności siebie),przy obiedzie,podczas wizyty jej koleżanki,nagle odezwał się :"jedz pyry,a nie kotlety,bo będziesz gruba". Koleżanka bez słowa,córka przestała jeść,a ja mówię w końcu do męża,że ziemniaki są tuczące jak już i że dzieci muszą jeść wszystkiego po trochu. Dziewczyny się roześmiały,on nic. Wiecie,tak to jest,kiedy nie wie się nic o własnych dzieciach,bo on zwyczajnie ich wcale nie zna. Bo nie interesuje go nic,co ich dotyczy. Mam wrażenie,że interesuje go tylko tylko moja d...,tak to odbieram. Zarabia,wiec mu się należy. A jako,że długo już nie dostał,atmosfera w domu się zagęszcza. Boję się go. Boję się z nim być. I nie wiem jak odejść. Dokąd?Za co? Co z hipoteką? A co z dziećmi? Czasem nie chce mi się żyć ![]()
Wiem,powiecie pewnie,że skoro go pouczam,albo strofuję,to nie powinnam dziwić się,że nie chce ze mną rozmawiać. Nie,nie jest tak. Kiedy nie zgadzam się z jego teoriami,mówię jakie jest moje zdanie. A poza tym czekam na jego decyzje,komentarze,cokolwiek. Wiele razy chwaliłam go podczas rozmów z ludźmi,podziwiałam go. Kiedy miał rację. A kiedy gada głupoty,a coraz częściej tak bywa(czasem wydaje mi się,że cofa się w rozwoju),mówię jakie jest moje zdanie.Łagodnie,ale stanowczo. I jest jeszcze coś. Nie wiem,czy to normalne.Czasem coś mu powiem,a za dzień,dwa on informuje mnie,że ktoś mu powiedział właśnie to,co usłyszał wcześniej ode mnie. Ale on nie pamięta,że to właśnie ja mu to mówiłam. Jak to możliwe? O pracy i związanych z nią sprawach nie zapomina nigdy.
Witam ponownie. Dziś odbyłam długą rozmowę z mężem. Nie rozmawiamy od 4 miesięcy,nigdzie razem nie chodzimy,jak dwa cienie.To była straszna rozmowa. Wszystko powiedziałam,łącznie z tym,że nic już do niego nie czuję i nie chcę z nim żyć.Płakałam,czuję się wyprana z wszystkiego.Jego jest mi tylko żal,widzę że się załamał,bo liczył,że będziemy dalej szczęśliwie żyć.Ale nic nie robił w tym kierunku. Czuję się strasznie,jestem z tym sama.
Kolega z pracy jest dla mnie jak balsam na całe zło. Poprosiłam go,żeby odsunął się ode mnie na czas załatwiania spraw z mężem,ale on się nie odsunął. Widzę,że też cierpi. Nie posunął się jednak nigdy nawet o jeden krok za daleko wobec mnie. W pracy nawet nie raz nie muszę nic mówić,a on jest i wie czego potrzebuję. Kiedy piszę mu na fb o wszystkim,czyta i nic nie odpisuje,ale w pracy,kiedy nikt nie słyszy,coraz swobodniej o tym rozmawiamy. Wczoraj w nocy napisałam mu o awanturze z mężem-kazał mi się wynosić z domu,chciał zabrać auto,odciąć internet. Dodałam,że chcę go chronić przed tym wszystkim i że nie wiem jak to przetrzymam,po czym życzyłam mu żeby też się trzymał. A on nagle odpisał-że na pewno przetrzymam,że dam sobie radę,że wszystko będzie dobrze i zapytał dlaczego chcę go przed tym chronić. Odpisałam,że przecież nic między nami nie zaszło,więc nie chcę,żeby mój mąż zrobił mu krzywdę,bo nie zasłużył.I żeby nie musiał bać się mojego agresywnego męża. I że dlatego chcę,żebyśmy się nie kontaktowali. I że mój mąż nie pozwoli,bym kochała innego. Nigdy. On się nagle wyłączył.Jesteśmy na długim urlopie,w pracy nie spotykamy.
Czuję się jak rzecz.Nie wyobrażam sobie co dalej.Mogę się wyprowadzić,ale jak zapłacę pół raty za dom i na dzieci,to nic mi nie zostanie. A jeśli zostanę w domu,a mąż się wyprowadzi,nie utrzymam dzieci i domu.Mieszkając razem,ale obok siebie,tak jak teraz,nic nie zmienię i nie osiągnę spokoju. Nawet nie mam osobnego pokoju,ani łóżka.Co dalej? Czy ktoś porozmawia ze mną?
Napiszę jutro po południu.
Ale głównym rozwiązaniem jest rozwód i to natychmiast.
41 2015-06-09 20:25:25 Ostatnio edytowany przez róża czarodziejka (2015-06-09 20:36:14)
Zaglądam tu często,ale nikt mi nie odpisuje. Bardzo na to liczyłam...
Potrzebuję komuś opowiedzieć o tym, co aktualnie dzieje się u mnie. Mąż ma wybuchy złości na przemian z okresami ciszy i wtedy zwraca uwagę na dzieci-próbuje z nimi zagadywać,ale one nie za bardzo chcą. Podczas ataków złości wyzywa mnie od najgorszych i wyrzuca z domu,nie mogę spokojnie spać,przyjmuję leki uspokajające. Jak robot wykonuję codzienne domowe czynności,ledwo żywa.
Chodzę do pracy. Z kolegą widuję się codziennie.W pracy rozmawiamy normalnie.Niedawno byliśmy cały tydzień tylko we dwoje,on chwilami zapominał się w tym co mówił,zdradził się słowami parę razy że myśli o mnie.Pięknie było nam razem-spokojnie,wesoło. Na koniec tego tygodnia przydarzyło nam się małe nieszczęście w pracy,przez jego nieuwagę mogłam mieć brzydki wypadek,a on mógł stracić pracę. Na szczęście nic złego mi się nie stało,ale on wpadł dosłownie w szał.Wszyscy nasi współpracownicy to widzieli.W szoku nakrzyczał na mnie,że będzie wszystko robił sam,za mnie,a ja mam tylko stać i patrzeć.I że tak odtąd będziemy pracować. W nerwach robił głupie rzeczy,z dala ode mnie,a ja się popłakałam.Widział to,w pewnej chwili zauważyłam,że stał oparty plecami o ścianę,patrzył w dal...Sam...Po pracy codziennie do niego pisałam o wszystkim co myślę i czuję.On odczytywał.Tamtego dnia zalogował się od razu po pracy,ale nie napisałam nic.Chciałam zebrać myśli. Zrobiłam to dopiero pod wieczór,prosząc go o spotkanie. Odebrał tą wiadomość dopiero po godz.22. Kiedy napisałam następną,że nic mi nie jest i że wszystko będzie dobrze. Następnego dnia był jak cień,nawet na mnie nie patrzył.A wieczorem zmienił swój status na fb na taki,że trzeba zapomnieć pewne sprawy i cały tydzień,trzeba się odchamić i że idzie na imprezę.
Po kilku dniach w pracy zdawało się być między nami znów dobrze.Napisałam mu,że jestem w nim zakochana i że w myślach poukładałam sobie z nim życie na nowo.Że dla niego mogłabym zacząć wszystko od nowa i że jestem nieszczęśliwa patrząc na niego całymi dniami w pracy,przebywając z nim i marząc o nim dniami i nocami.I że ja widzę w nim,że jest zakochany,ludzie to widzą.Zresztą to prawda,bo nasi współpracownicy coraz częściej sugerują,że chyba coś nas łączy i że jesteśmy parą. I żeby dokonał jakiegoś wyboru,podjął jakąkolwiek decyzję,bo ta miłość mnie zabije albo zniszczy.I jeśli nie kocha mnie i jeśli wie,że nigdy nie będziemy razem,niech nie patrzy nawet na mnie i niech zachowuje się tak,żeby stał mi się obojętny,żebym już nie cierpiała. Odczytał. W poniedziałek rano wszedł do pracy z daleka patrząc mi prosto w oczy,zachowywał się jak zawsze jak najlepszy facet na świecie.Przestałam logować się na fb całkowicie,chwilowo pracuję na innym dziale z innymi ludźmi. Ale dziś rano nagle podszedł do mojej koleżanki,z którą teraz pracuję,żeby porozmawiać o czymś tam związanym z jego szkołą.Spojrzał na mnie długo i wymownie,smutnym wzrokiem.Ugięły mi się kolana,odeszłam. Potem jednak poszłam do niego na chwilę.Rozmawialiśmy o naszej pracy.Na koniec zapytałam jak mu jest beze mnie.Nie wiedział co odpowiedzieć,coś tylko mruczał i rozglądał się wokoło,bo kręcił się nasz kolega. Po godzinie przyszedł do mnie w sumie nie wiem po co i poszedł.Potem ja znów do niego,też nie wiem po co.
Jesteśmy dorosłymi ludźmi.Widzę,że oboje przeżywamy skrajne emocje.Nigdy jednak nie zrobił mi najmniejszej krzywdy,traktuje mnie jak księżniczkę w pracy,wszyscy to widzą.Nigdy nic ode mnie nie chciał...Zakochałam się i nie umiem dalej żyć...A on zawsze jest dla mnie jak najlepszy mężczyzna na świecie-zawsze czuły,wrażliwy,delikatny,zawsze na czas i zawsze robi to,czego potrzebuję.I nic ode mnie nie chce,choć ja dałabym mu całą siebie...
Różo, wybacz, że mój komentarz będzie taki racjonalny i przyziemny. Źle Ci w małżeństwie więc emocjonalny deficyt usiłujesz nadrobić romansem w pracy.
Naprawdę wierzysz, że będziecie kiedyś razem, szczęśliwi? Ty, on i Twoje dzieci, że ten młody facecik będzie Cię wspierał, pomagał w wychowaniu dzieci, wspomagał finansowo?
Przecież ten chłopak jest od Ciebie 11 lat! młodszy. Wiem, że zaraz znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że w miłości wiek nie ma znaczenia.
Tylko na co liczysz? Żyjesz dniem dzisiejszym, niczego nie próbujesz w swoim życiu zmienić, od męża nie odchodzisz, romansujesz za jego plecami wiedząc, że jak się wyda (a nastąpi to prędzej, czy później) to kiepsko może się to skończyć dla obiektu Twoich westchnień.
Przecież ten chłopak w końcu spotka odpowiednią dziewczynę, zakocha się, a ty będziesz tylko wspomnieniem, oby nie żenującym.
Jeżeli jesteś przekonana, że nie utrzymasz się sama z dziećmi, nie decydujesz się na rozwód, to lepiej dogadaj się z mężem, a nie goń za jakimś nieosiągalnym celem.
Dziękuję Ci za racjonalny komentarz.Potrzebuję tego. Moje córki są już prawie dorosłe.syn 15 lat. Chciałabym,aby zostały w domu,w swoim środowisku. Byłabym w stanie zostawić wszystko co mam,wszystkie rzeczy materialne,dom,mieć tylko nieograniczone prawo kontaktu z dziećmi gdyby mnie potrzebowały.
Dziękuję Ci za racjonalny komentarz.Potrzebuję tego. Moje córki są już prawie dorosłe.syn 15 lat. Chciałabym,aby zostały w domu,w swoim środowisku. Byłabym w stanie zostawić wszystko co mam,wszystkie rzeczy materialne,dom,mieć tylko nieograniczone prawo kontaktu z dziećmi gdyby mnie potrzebowały.
Skoro masz taki pomysł, to spróbuj wprowadzić go w życie. Zastanawia mnie tylko, czy chęć ucieczki i pozostawienia dzieci na pastwę tatusia, spowodowana jest niechęcią do męża, czy raczej nadzieją na wspólne życie z ukochanym.
Musiałabyś jeszcze mieć gdzie mieszkać i płacić alimenty.
Nie obawiasz się tylko, że mąż, złość z powodu Twojego odejścia skupi na Waszych dzieciach, że będą bezbronne wobec jego chamstwa i agresji.
To Ty wybrałaś im takiego ojca, a teraz chcesz uciekać jak szczur z tonącego okrętu, w trosce o samą siebie?
róża czarodziejka napisał/a:Dziękuję Ci za racjonalny komentarz.Potrzebuję tego. Moje córki są już prawie dorosłe.syn 15 lat. Chciałabym,aby zostały w domu,w swoim środowisku. Byłabym w stanie zostawić wszystko co mam,wszystkie rzeczy materialne,dom,mieć tylko nieograniczone prawo kontaktu z dziećmi gdyby mnie potrzebowały.
Skoro masz taki pomysł, to spróbuj wprowadzić go w życie. Zastanawia mnie tylko, czy chęć ucieczki i pozostawienia dzieci na pastwę tatusia, spowodowana jest niechęcią do męża, czy raczej nadzieją na wspólne życie z ukochanym.
Musiałabyś jeszcze mieć gdzie mieszkać i płacić alimenty.
Nie obawiasz się tylko, że mąż, złość z powodu Twojego odejścia skupi na Waszych dzieciach, że będą bezbronne wobec jego chamstwa i agresji.
To Ty wybrałaś im takiego ojca, a teraz chcesz uciekać jak szczur z tonącego okrętu, w trosce o samą siebie?
Przepraszam, rozumiem, że jesteś nieszczęśliwa, ale pomysł z pozostawieniem dzieci z ojcem chyba jest dość ryzykowny.
Czy naprawdę nie możesz się rozwieść. Jeśli córki są prawie dorosłe, to być może wkrótce się usamodzielnią, mąż przecież będzie musiał póki co, płacić alimenty.
Czy nie lepiej zacząć dokonywać zdecydowanych zmian, a nie czmychać, pozostawiając dzieci?
46 2015-06-22 08:28:29 Ostatnio edytowany przez róża czarodziejka (2015-06-22 09:01:08)
Rozważam wszystkie za i przeciw. Mąż odrzuca jedną z córek-tą,którą najtrudniej wychowywać. Wszystkie dzieci są w takim wieku,że mogą same wypowiedzieć się gdzie chcą być,a tu mają cały swój świat. Na siłę wyrywać je ze swojego środowiska? Mąż nigdy nie interesował się ich sprawami za bardzo,wszystko na mojej głowie. Zawsze tak jest-prałam,gotowałam,sprzątałam,lekarz,okulista,dentysta,szkoła,ubieranie,rozmowy,problemy,kasa... Aż stały się bardzo samodzielne.Teraz głównie kontroluję ich wyjścia i powroty,uczą się dobrze,jestem w kontakcie telefonicznym cały czas.Pracuję na trzy zmiany,mąż też. Więc muszą być samodzielne. Chciałabym,żeby moje dzieci miały spokojną i szczęśliwą matkę.
Kolega z pracy nie zmienił się wobec mnie w pracy. A nawet jest bardziej otwarty, ale smutny. Powiedział mi,że nigdzie nie będzie odchodził.Zapytał mnie,czy w jego życiu kiedyś wreszcie będzie dobrze.Patrzył mi prosto w oczy...
Mąż nocami biega po domu,trzaska drzwiami i czym popadnie. Wyłączył dekoder-nie mamy więc telewizji. Wycofał ubezpieczenie auta,które jest na niego zarejestrowane(a pieniądze na nie dostałam od moich rodziców) i kazał mi je od siebie kupić i zarejestrować na siebie,więc nie wiem jak za kilka dni dojadę do pracy. Każe mi okazywać każdy paragon ze sklepu. Nigdy wcześniej nie chciał zajmować się naszymi wydatkami,ani planowaniem. Kredyt mam płacić z nim pół na pół,rachunki pół na pół. Na życie nie da mi nic prócz połowy tego co na paragonach.Zarabiamy tyle samo. Może to i dobry układ, nie wiem tylko jak ja mam decydować z tymi zakupami,skoro nie wiem na co on się zgodzi,a na co nie. Bo nie chce słyszeć o tym,żeby on robił zakupy np.przez tydzień i ja przez tydzień.
Wyzywa mnie,awanturuje się przy dzieciach,wygania mnie z domu,chamsko i wulgarnie się odzywa,a jak przyjechał do mnie kurier,a ja spałam po nocce,wszedł do sypialni i skopał łóżko butami roboczymi,żebym wstała. Jak zdarzyło mi się wyjść samej na wieczór na festyn u nas w mieście,to takie wyzwiska potem szłyszałam,że nie do opisania. Bo nigdy nie wolno mi było gdzieś wyjść samej,albo z kimś innym,tylko wolno mi wyjść tam ,gdzie zarabia się pieniądze,czyli do pracy, jak mówi mój mąż.
Na pytanie,czy bardziej chcę żyć bez męża,czy bardziej z kolegą z pracy,odpowiadam tak:chcę żyć spokojnie bez męża,chcę aby moje dzieci miały spokój i szczęśliwą mamę i chcę,aby kolega pozostał w moim życiu,choć on się nie narzuca.
Po rozmowie moim ulubionym Wielokropkiem w wątku o kobietach kochających za bardzo uświadomiłam sobie,że przecież przerzucam odpowiedzialność za swoje sprawy,problemy na kolegę z pracy i jeszcze oczekuję od niego Bóg wie czego,a on przecież nic nie winny i co niby ma zrobić,jak ja sama nie umiem uporać się ze swoimi sprawami. Ja go krzywdzę...