Witam. Piszę bo mam problem. Jestem z moim chłopakiem już 2,5 roku. Zazwyczaj było dobrze no czasem drobne sprzeczki. Od jakiegoś miesiąca czułam że cos jest nie tak . wczoraj wkońcu mi powiedział. Uznał że mnie kocha ale chciałby być sam. Ja też go kocham i nie chce go stracić. Przytulał mnie i mówił że naprawde mnie kocha. Powiedział że nie wie co ma zrobić bo boi się że potem będzie tego żałować. Ma też nerwice denerwuje go wszystko każda drobnostka i niewiem czy ma jakąś depresje czy co. Niewiem co robić. Ja jestem z nim szczęśliwa i widać było po nim że on też, a wczoraj kiedy się rozpłakałam on też przytulił i ocierał mi łzy mówiąc że naprawde kocha. ;( Kocham go ! Pomóżcie
Podobne tematy
2 2015-02-09 18:34:47 Ostatnio edytowany przez ksiezniczka_czardasza (2015-02-09 18:35:55)
Polecam wizytę u psychologa.
Jakbym czytał o moim rozstaniu. Gdzie Ty jesteś mną, a on moja eks. Nawet te same teksty np o zalowaniu.
Moim skromnym zdaniem facet nie ma odwagi od Ciebie odejść, bo jest mu z Tobą wygodnie albo po prostu boi się samotności. Jak się kogoś kocha i jest się z tą osobą szczęśliwym nie chce się od tej osoby odejść.
Polecam wizytę u psychologa.
Nie przepadam za takimi radami na forum, ale wydaje mi się, że w tym przypadku to najlepsze wyjście tym bardziej, że sama napisałaś:
Ma też nerwice denerwuje go wszystko każda drobnostka i niewiem czy ma jakąś depresje czy co.
On nie chce słyszeć o żadnym lekarzu, chciałam zabrać go na podstawowe badania ( ja miałam za nie zapłacić ) i nie chciał jak jest chory tez do lekarza nie chce iść ja mu antybiotyki daje.
Kiedyś też miał depreche chcialam mu zalatwic psychologa zeby sie wygadal uznalam ze tak bedzie dla niego lepiej a wrecz konieczne oczywiscie nie postawilam go przed faktem dokonanym tylko zaproponowalam ale on stwierdzil ze nic mu nie jest
On nie chce słyszeć o żadnym lekarzu, chciałam zabrać go na podstawowe badania ( ja miałam za nie zapłacić ) i nie chciał jak jest chory tez do lekarza nie chce iść ja mu antybiotyki daje.
Kiedyś też miał depreche chcialam mu zalatwic psychologa zeby sie wygadal uznalam ze tak bedzie dla niego lepiej a wrecz konieczne oczywiscie nie postawilam go przed faktem dokonanym tylko zaproponowalam ale on stwierdzil ze nic mu nie jest
Wiesz, albo wóz, albo przewóc. Jeżeli nie pójdzie/pójdziecie do psychologa, wasz związek definitywnie się zakończy. A tak, macie szanse. Tylko skoro on nie chce walczyć o wasz związek to ja nie wiem czy bycie z nim ma w ogóle jakiś sens.
Chciałam jeszcze dodać że wczoraj wieczorej po tej rozmowie wrócił do domu ja sie ogarnelam i położyłam na łóżku sam zadzwonił i sam pierwszy powiedział ze mnie kocha. a teraz siedze sobie pisze z tata na skypie a tu sms od niego ale ja nie zadzwonilam nie mowilam zeby pisal sam chcial
Może potrzebuje troche swobody? Jak uwazacie?
Najlepiej więc sama idź do psychologa, by odkryć, skąd bierze się u Ciebie silne poczucie winy, które każe Ci się poświęcać dla jakiegoś faceta.
Troche zle zrobiłam mowiac o zalozeniu rodziny ale to byly marzenia chcialam stworzyc cos pieknego cos czego ja nie mialam. nie chce jeszcze dzieci rodzic bo nawet teraz nie moge. mowil ze to tez wplynelo na decyzje ale porozmawialam z nim na ten temat i wyjasnilam mu powiedzial ze mam nie plakac ze jest ok. zapytalam czy nie lepiej bylo ze mna od razu porozmawiac czy dusic to w sobie. powiedzial ze nie chce zebym plakala a ja jestem bardzo emocjonalna i od razu placze.
Pytasz obcych ludzi o radę<
Oto moja rada: Koleś manipuluje tobą, co chwilę powtarza Ci że cię kocha. A to pisze, a to dzwoni, bo wie że ty połkniesz ten chłam. Kocham Cię, ale chcę być sam.......takie numery to nie ze mną Bruner.....
Jeśli facet kocha, to chce być z kobietą, którą kocha. Nie przeraża go ani wizja małżeństwa, ani wizja dziecka ani rodziny. Bo kocha.
Gościu Cię nie kocha, a w dodatku bawi się Tobą, bo wie jak bardzo ty pragniesz jego czułych słów.
Najlepsze co mogłabyś w tym momencie zrobić to ZERWAĆ Z NIM KONTAKT. Ale ty tego nie zrobisz. Bo Cię uzależnił, od siebie, swoich czułych słów. On Cię nie kocha, bawi się Tobą. I będzie to robił, tak długo, aż sobie kogoś znajdzie. To nie jest miłość, a na pewno nie prawdziwa miłość.
prawdziwa miłość prawie nie istnieje większość to tylko przywiązanie do danej osoby.
Witam
U mnie jest bardzo podobna sytuacja. Jestem ze swoim mężczyzną 2,5 lat. Nie mieszkamy razem każdy z nas mieszka ze swoimi rodzicami. Mój partner ma 33 i jestem jego pierwszą dziewczyną. Jakiś czas temu zaproponowałam mu wspólne mieszkanie bo oboje pracujemy, jesteśmy dorośli, ja mam 27 lat i niestety nie spotkałam sie z entuzjazmem u niego z związku z tym tematem. Niby mówi o naszej wspólnej przyszłości o oświadczynach , małżeństwie i dziecku.
Ale o wyprowadzce do wynajętego mieszkania lub wybudowaniu przez nas domu nie bardzo che rozmowę podejmować..( Domu budować nie chce bo za duży wysiłek i dużo kasy i związku z tym wyrzeczeń to kosztuje. A mieszkanie wynająć no.... też kosztuje bo czynsz, rachunki itp i czyż nie lepiej pojechać 2 razy w roku na jakąś ekstra wycieczkę i ogólnie z doczesnych przyjemności korzystać?
Własnych decyzji zauważyłam że podejmować nie potrafi.. Jego matka w wielu kwestiach się wypowiada. Nie mam pojęcia czego się boi dlaczego ze mną zamieszkać nie chce, niby kocha , ale jak z nim odbyłam wiele rozmów to wreszcie wydusił z siebie że problem tkwi w pieniądzach, zapytał mnie czy mam już coś na koncie odłożone itp. tak jak by sie bał żeby przypadkiem on więcej nie musiał za wynajem czy rachunek zapłacić.
Wyskoczyłam z tym mieszkaniem bo denerwował mnie fakt tego spotykania sie na chwile i wracania po nocach do domu. Nawet argumenty nie przekonały go od razu że jak mielibyśmy wspólne mieszkanie to mielibyśmy swój intymny świat i nikt by nam nie przeszkadzał w pewnych sprawach i co ranek budzili byśmy sie u swojego boku itp. wkurzam sie kiedy za każdym razem kiedy dłużej sie nie widzimy to zasypuje mnie smsami że jak on to sie stęsknił za mną, i jak długo sie nie widzieliśmy i jak mnie mu bardzo brakowało itp.
Bo ja mu tłumaczyłam że było by inaczej gdybyśmy ze sobą zamieszkali- problemu by nie było i czasami jak go "okrzyczę w smsie" żeby do mnie takich rzeczy nie pisał to smutne minki wysyła i pokazuje jak bardzo jest nieszczęśliwy że nie odwzajemniam jego entuzjastycznych smsów. (tak jak by w jakimś swoim świecie żył )
Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć niby mu zależy a jednak tak jak by nie do końca. Wiele z nim rozmów odbywałam ale wszytko jak grochem o ściane. Dla mnie to jest dziwne bo każdy normalny facet ucieszył by sie z propozycji zamieszkania razem zwłaszcza że oboje pracujemy. obawiam sie że woli wygodne życie albo coś przede mną ukrywa od razu też powiem że przez to że są takie problemy nie prowadzimy bujnego życia intymnego bo sie poprostu nie da ;/
sama nie wiem co mam już o tym mysleć czy warto w taki związek dalej sie angażować ? ;/
13 2015-02-12 17:18:51 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-02-12 17:22:48)
sama nie wiem co mam już o tym mysleć czy warto w taki związek dalej sie angażować ? ;/
Jeśli tak wygląda wg Ciebie związek.. ![]()
Bo ja mu tłumaczyłam że było by inaczej gdybyśmy ze sobą zamieszkali- problemu by nie było i czasami jak go "okrzyczę w smsie" żeby do mnie takich rzeczy nie pisał to smutne minki wysyła i pokazuje jak bardzo jest nieszczęśliwy że nie odwzajemniam jego entuzjastycznych smsów. (tak jak by w jakimś swoim świecie żył )
Hehehe. Ty też, przykro mi to mówić, ale żyjesz w swoim świecie, skoro nie widzisz, że gość jest "zaangażowany" tyle o ile byleś go nie pożegnała ostatecznie, bo narazie lepszej partii nie dorwał, a jak dowie - zdziwisz się jak nie trzeba mu będzie tłumaczyć ani zalet wspólnego mieszkania, ani bezsensu tych manipulacyjnych smsów, które rzekomo mają jego zaangażowanie poświadczać i robią Ci wodę z mózgu. Pobudka, jesteś dobra na teraz, a nie na poważny związek wg niego.
No własnie ja chciałam to zmienić i podciągnąć nasze relacje do bardziej na poziomie w sumie nie dawno studia skończyłam ze znalezieniem pracy też był przez jakiś czas problem u mnie ale w końcu się udało. I dlatego mu mieszkanie wspólne zaproponowałam i zdziwił mnie ze tak jak by nie chciał że niby z rodzicami mu lepiej ? i co z tego ze 2 razy w miesiącu do niego spać przyjade bo na wiecej głupio żeby jego rodzice wontów nie mieli ;/ chiałam go przekonać nawet ostatnio znowu z nim rozmawiałam to jak na ostrzu noża postawiłam sprawe mowiac mu ze skoro jemu nie zależy to mnie już też nie bedzie .. i patrząc mu to w oczy powiedziałam bo to nie jest tak ze mu tylko smsy piszemy .
co dziennie lub co drugi dzień sie widujemy a smsy to swoją drogą w ciągu dnia piszemy lub dzwonimy . Niby poprzewracał wszystkie moje zdania że to nie tak powiedziałam bo ja na już chiałam a on chce na spokojnie co jest nie prawdą bo pamiętam że od razu mu powiedziałam że powoli zacząć sie za tym wszystkim rozglądać. Wiadmo spotykamy sie jeździmy na różne rozywki i w sumie on za nie płaci. ale zdziwiło mnie jego podejście bo wyszło na to że wszytko w zyciu on na pół che ze mną dzielić ;/ tak sie chyba kochający facet nie powinien zachować ;/
Dzieli wszystko "na pół", bo nie patrzy na Ciebie w kategoriach życiowej partnerki to po cholerę ma inwestować ?
Pomyśl. To jest naturalny odruch by nie wydawać kasy na coś/na kogoś, co jest chwilowe z założenia lub na jakiś czas.
Łudzisz się, że on coś tam źle zrozumiał lub się wystraszył.
Przestań się łudzić.
chyba już mam wszytko jasne dziękuje bo jesteś obcą osobą dla mnie a powiedziałaś to samo co inni mi też starali sie wytłumaczyć. Jest wiele jeszcze innych spraw w tym naszym dziwnym "związku" które nie zbyt dobrze nam idą po mimo moich wszelkich starań . I starałam sie mu wyjaśnić że jak razem zamieszkamy to większość problemów zniknie. Ale widocznie sie myliłam... choć jak na niego patrze to trudno mi przypuścić że może byc aż takim kombinatorem. Raczej wyglada na biednego skrzywdzonego chłoptasia któremu jest przykro że nie potrafie go zrozumieć i że tyle od niego wymagam.
Raczej wyglada na biednego skrzywdzonego chłoptasia któremu jest przykro że nie potrafie go zrozumieć i że tyle od niego wymagam.
O to mu właśnie chodzi.
Jest wiele jeszcze innych spraw w tym naszym dziwnym "związku" które nie zbyt dobrze nam idą po mimo moich wszelkich starań . I starałam sie mu wyjaśnić że jak razem zamieszkamy to większość problemów zniknie.
Sęk w tym, że on nie chce żeby te problemy zniknęły ![]()
Zrozum, że wasze problemy, które on swoją postawą generuje, są rodzajem 'bufora' , który uniemożliwia nadanie konkretnych ram waszej relacji i dzięki temu on nie czuje się zobowiązany do niczego, bo tez nie chce być .
Jeśli komuś zależy na poważnym związku SAM dąży do wyjaśnienia jakichkolwiek nieporozumień w zarodku, a już na pewno nie dopuszcza do sytuacji by druga strona miała ciągła niepewność co do jego podejścia do związku, czy swojego statusu jako partnerki.
Na przyszłość nauczysz się rozróżniać tego rodzaju asekuracyjne zachowania ze strony kolesi, dla których jesteś "przejściówką" od mężczyzn, którzy naprawdę się angażują. Zaufaj mi, że przy odrobinie dystansu i wprawy to się da dość łatwo odróżniać.