Dzień dobry,
muszę się komuś wygadać. Pisząc ten post czuję, że jestem złą córką, ale anonimowo mogę coś powiedzieć.
Chodiz mi o moich rodziców. Są osobami o wolnych zawodach. Przez całe życie towarzyszyła im sztuka. Mama jakby rządzi w związki, jest facetem. Tata jest wrażliwszy, kiedy coś się dzieje unika odpowiedzi, wycofuje się, wychodzi. Mama natomiast krzyczy, chce wyjaśnień od razu. Przez to jest wiele awantur w domu. Od zawsze wiedziałam, że moja rodzina jest inna. Rodzice malowali obrazy, robili projekty graficzne, mieli własne firmy. Ubierali się na luzie, byli 'normalni, młodzi duchem'. Ja tego nie mogłam zrozumieć w przedszkolu, podstawówce, gimnazjum kiedy to na zebrania przychodzili rodzice urzędnicy w uniformach.
Jesteśmy też biedniejsi od innych, przez te wolne zawody i przez dażenie do 'ciągłego zarabiania na zleceniach', od zawsze w domu był pewien stres związany z pieniędzmi. Chociaż wiem, że rodzice odejmowali sobie od ust aby dać mnie i mojej siostrze. Obecnie mama i tata pracują ( są ok 60 rż) na emeryturę, bo wcześniej nawet nie mogli owej mieć. Tylko, że mama ma dwie prace, pracuje ciężko- też jest plastykiem w tej firmie, ale chodzi jakby na dwie zmiany prawie codziennie, a tata jest nauczycielem- chodzi uczyć max 3 razyw tyg.
Kiedy nie chodzi siedzi przed komputerem i nic nie robi. Cały weekend może przesiedzieć. WIem, że już nie jest młody ( chociaż ja zawsze rodziców będę postrzegała jako młodych), ale czuję i czułam zawsze taki marazm płynący od niego. Mama jest osobą żywiołową, ima się wielu zadań, jest wszędzie jej pełno, jest osobą charakterną. Tata jest spokojny, chowa uraz ale nigdy od niego nie wyszła żadna inicjatywa. Jak mama zakładała swoją firmę musiała sama wszystko sobie załatwić, bo tata nie pomógł, jak jest coś do zrobienia w domu tata zawsze zabiera się jak pies do jeża.
Ogólnie mi to nigdy jakoś MEGA nie przeszkadzało, bo tata chodził do swojej pracowni i tam spędzał całe dnie w samotności jak nie pracował. Jednak obecnie od pół roku większość czasu spędzam w domu ponieważ na uczelnię chodzę tylko na korekty, miałam zdalną pracę i piszę pracę dyplomową i już wiem o co mamie przez te lata chodziło. Jak jest coś do zrobienia tata po prostu albo czeka na coś albo ucieka. I tu np chodzi o wszystko, czy o posprzątanie czy o wiele innych spraw. Przez to też wylęgają się kłotnie w domu. Mamy małe mieszkanie, wszystko słychać, jestem w to automatycznie włączana chociaż nie chcę. Przez takie rzeczy np nie chce mi się z nikim gadać, mam znajomych, ale nie mam chłopaka, bo boję się, że znajdę niedorajdę życiową. Tylko sooby charakterne mnie interesują. Sama mam nadzieję, że dużo robię, siedzę po nocach i ogarniam warsztaty, zajęcia dodatkowe, czasem ludzie mi mówią, że naprawdę dużo robię- a ja chciałabym i więcej i więcej abytylko nie zasiąść przed kompem w maraźmie. Kiedy takie chwile nachodzą po prostu popadam w depresję.
Nie mam chłopaka. Uważam, że po prostu albo jestem zbyt wymagająca i chciałabym kogoś z kosmosu, który by się nie lenił jak mój ojciec i który by robił i zgłaszał się tyle co ja, albo po prostu chłopaki się mnie boją/ lub nie jestem aż tak atrakcyjna.
Kończąc moje narzekanie, podpowiedzcie mi, anonimowi przyjaciele- co ja mam zrobić? Mam zwracać uwagę na rodziców, to co się między nimi dzieje? Nie mówicie tylko abym załączyła klapki na oczy, nie da się. Rodzice interesują się moim życiem i mojego rodzeństwa- chodzi tu o naukę, zawsze dadzą jakąś radę czy coś ,jednak nie czuję się bezpośrednia. Mam 24 lata i od 3 lat nie byłam w prawdziwym związku. Nie wiem co ze mną nie tak. Czasem po prostu wycofuję się też z jakiejś relacji, nie mogę się zaangażować bo mam podświadomie jakies obiekcje w stosunku do siebie, moich rodziców, mojego domu rodzinnego.
Wiem, że to wsyzstko zalezy tylko i wyłącznie od mojego psychicznego nastawienia. Od zawsze przekładałam dobro rodziny nad dobro znajomych przyjaciół, czasem jest tak, że podświadomie muszę poczekać aż tata ( do tej pory) nie wymyśli wakacji, aby poukładać swoje plany wakacyjne ze znajomymi. Wychodząc z domu nadal rodzice patrzą jak się ubieram, mówią, że jest zimno czy za ciepło, czasem jak przychodzę do domu po imprezie 'mama ' się budzi i się pyta jak było, mówi, że jestem np pod wpływem- mimo, że np za 2h wstaje do pracy. A później narzeka że późno przychodzę i że chodze pod wpływem...Wiecie o co mi chodzi. Czasem o takie bardzo drobne komentarze.
Przez to czuję sie jakby wewnętrznie spięta. Nie zapraszam znajomych do mieszkania, tylko badzo bardzo dobrych przyjaciół. Rodzice ni ewiedzą czemu nie zapraszam znajomych. A ja po prostu nie chcę aby rodzice włączali mi się w towarzystwo- bo zawsze było i jest, a może kanapeczkę, oo ja Cię z nam z jej opowieści, blabla. Niby ok, ale wiecie o co chodzi.
Nie wiem co mam robić.
Obecnie kończę 1 stopień studiów i chciałabym iść do pracy. Od września będę ( mam nadzieję) rekrutować się na 2 stopień studiów. Chciałabym też mieć więcej własnych oszczędności. Z mojej zdalnej pracy i z poprzednich stypendiów z uczelni już nic prawie nie zostało. Teraz połowę dają mi rodzice, więc automatycznie jestem też na ich utrzymaniu. Tego się czasem nawet przed sobą wstydzę. Na ten semestr nie dostałam stypendium naukowego. Zabrakło mi dosłownie kilku %. I od razu się dziwnie czuję. Wiem,że będę musiała zakasać rękawy, postarać się o pracę i np więcej wziąć od rodziców. ALe to jest dla mnie niekomfortowe.
Czy ogólnie ja dobrze myślę, czy np w waszych oczach jestem jakąś niedorajdą życiową obgadującą moich rodziców? Bo ja już sama nie umiem tego powiedzieć.
Pozdrawiam,
Werka