Mam problem i chciałabym wiedzieć Co zrobiły by inne kobiety w takiej sytuacji.
Może przedstawie ją w dwóch wersjach skróconej (jeśli komuś nie chce czytać się tego długiego wypracowania) i szczegółowej (jesli ktoś chce bliżej zapoznać się z sytuacją). Bardzo zależy mi na zdaniu innych.
A więc sytuacja jest taka:
1. Mam przyjaciółke z która się znam od 'X' lat, od 5 lat zakochana jest w chłopaku. Nic miedzy nimi nigdy nie było. I na 95%nigdy nie będzie. Poznałam go i chociaż nie powinno to zaiskrzyło - jak to się mówi od pierwszego wejrzenia. I to z wzajemnością. Tak naprawdę gdyby on mnie nie zaczął podrywać to jakoś bym przeżyła
No ale sytuacja jest taka a nie inna i od miesiąca spotykam sie z nim. Moja przyjaciółka od paru dni się do mnie nie odzywa chociaż wszystko z nią na ten temat obgadałam. I teoretycznie wyraziła zgodę. Gryze się w środku bo nie wiem która z nas teraz robi źle
Czy to ja bo 'zdradziłam' kogoś bliskiego czy ona bo zachowuje się jak pies ogrodnika...?? Co wy na to?
Jest to bardzo duży skrót więc zapraszam do lektury niżej....
2. Mam przyjaciółke - tak naprawdę nazywam ją swoją siostrzyczką bo znamy się juz 12 lat, jesteśmy jak papużki nierozłączki itp. Z tą przyjaźnią jest trochę gorzej bo wiem że wszystkiego o sobie nie wiemy i nie na każdy temat potrafimy porozmawiać....no ale ja nie o tym.
Chodzi o to że ona jakieś 5 lat temu poznała chłopaka. Była wtedy jeszcze młoda bo miała może 14,15 lat i 'zakochała' się w nim odkąd go tylko poznała. Truła mi równo o nim. Wzdychała. Po trzech latach już mnie to zaczęło irytować bo widywali się może 2 razy w roku i to w czasie wakacji. Nic między nimi nigdy nie było, a ona wzdychała do niego i wzdychała.... Nawet ze sobą nie pisali, nie dzwonili. Właściwie to on zupełnie nie reagował, chociaż ona próbowała. Ja ją zawsze wspierałam, pocieszalam jak miał dziewczyne. Przyszedł też czas że sama próbowałam jej znaleźć chłopaka...z marnym efektem ponieważ (niech będzie Pani X) nie bardzo przepada za ludźmi, a podrywać facetów też za bardzo nie umie...lub nie chce...no nie wiem. Nawet chciałam odstąpić jej swojego chłopaka z którym właśnie zaczęłam się spotykać a z którym możliwe żeby się dogadała bo posiadali wspólne zainteresowania no i jakoś mi tak pasowali do siebie....no ale nie chciała... W każdym razie nie uwolniłam się od westchnień do (niech będzie) Pana Y.
No i wszystko zaczęło się tego lata. Zaczęłyśmy imprezować, jeździłyśmy razem do jej domku w górach. Poznaliśmy ciekawe osoby. i fajnych chłopaków
Szczególnie spodobał nam się Pan M
Dla mnie troszke za stary Ale dla Pani X podobno idealny
i już się cieszyłam że jakaś świeżość i że ciągle ten Pan Y i Pan Y więc teraz dla odmiany będzie Pan M
Ale moje szczęście nie trwało długo.... Pan Y zerwał ze swoją dziewczyną. Pani X chciała to wykorzystać i się do niego zbliżyć. Coś tam między nimi zaiskrzyło...chociaż nie wiem czy to nie była wina alkocholu... No i przyszedł czas kiedy to ja mogłam nareszcie poznać pana Y
Ucieszyłam się ze w koncu go poznam a nie ze tylko wysluchuje na jego temat i wysluchuje...
I to był Armagedon!
Spodobał mi się....ale wiedziałam że tak nie można więc starałam się to zignorować. Zresztą Pani X chciała mnie wyswatać z Panem T...Kolegą pana Y
I w ten sposób pojechaliśmy w czwórke na termy. Okazało się że Pan Y mnie podrywa... Też starałam się to ignorować chociaż nawet Pani X to zauważyła! Po termach wróciliśmy do domku. I zaczęła się impreza... Trochę wypiliśmy. Byłam 'zmęczona' więc położyłam się w pokoju na łóżku...nie wiem jak to się stało ale pan Y położył się ze mną
Pani X z trudem ale machnęła na nas ręką zostawiła nas samych. (Tak....tutaj wiem że zachowałam się jak zdzira...inawet alkochol mnie nie tłumaczy) ale zaczeliśmy się całować...przytulać no i tak takie tam...ale nic poważnego - w sensie no nie przespałam się z nim . Miałam wyrzuty sumienia i próbowałam tłumaczyć Panu Y że nie moge tak.... ale byłam zbyt pijana i tak naprawdę to miałam ochotę już tylko spać... Następnego dnia powiedziałam wszystko co się miedzy nami zdarzyło Panią X i bardzo ją przepraszałam... Nawet zaczęłyśmy się z całej tej histori śmiać
Choć zapewne ona miała do mnei troche żalu.
Wieczorem znowu spotkaliśmy sie w czwórke. Tym razem ja nie piłam bo się strułam... Za to Pani X poszła w moje ślady z dnia poprzedniego. Pan Y tak się narąbał że stwierdziłam że go zaprowadze do pokoju to sie położy na łóżku...Pani X odrazu poleciała za nim....Tym razem to ja machnęłam na nich ręką... trochę zabolało i byłam wkurzona na Pana Y że się tak nami bawi....ale z drugiej strony gdyby faktycznie coś między nimi było to bym się cieszyła. W końcu tyle lat.... Po tym upojnym weekendzie wróciliśmy do domu. Wszystko było ok. Ale Pan Y napisał do mnie na portalu nasza-klasa (masakra nie?) że był bardzo fajny weekend... tylko że troche głupio wyszło z panią X... I że wie że nic go nie usprawidliwia nawet to że był tak strasznie narąbany, ale żałuje że tak go z nią poniosło. Natomiast dzień wcześniej ze mną wspomina bardzo miło. I że ma nadzieje ze nasza znajomość się nie skonczy. Pomyslalam ze co mi tam. Gadaliśmy troche. Na kolejny weekend nie moglam jechac bo miałam szkołe, Pani X pojechala sama. Miedzy nia a nim nic nie było. Na kolejny weekend dzwonil do mnie i wypytywał czy przyjade z Panią X. Ona skolei była zazdrosna o to ze do mnie dzwoni a do niej przez 5 lat ani razu nie zadzwonil.... Tak naprawdę od tego się już zaczeło pokazywanie zazdrości. No nic. Pojechalismy. Spotkaliśmy się. Starałam sie ignorowac pana Y. Naprawde sie starałam. Tak wogole to nie wspomniałam o tym ze pan T (ten przyjaciel pana Y) zadłużył się w Pani X!!! Dużo ze sobą rozmawiali, dogadywali się, na temat fotografii, gór... Ale Pani X nadal wolała Pana Y
W efekcie zaczęła już robić takie cyrki ze masakra. Tego dnia gdy zostałam sam na sam z Panem Y pogadaliśmy na poważnie, i tym razem byliśmy trzezwi
Więc wątpliwości czy ja mu się napewno podobam czy działa on pod wpływem chwili....jakoś mineły. To był cudowny wieczór. Wkurzyłam sie na Panią X i jej troche dziecinne zachowanie więc już nie myślałam o niej. Zresztą stwierdziłam ze bede sie kierowac słowami 'Lepiej żałować za grzechy niż za stracone okazje'. Pani X tego wieczoru się troche schlała...w dodatku sama, a potem bolały ją nerki, martwiłam się o nią i reszte wieczoru się nią opiekowałam. Nadal wszystko miedzy nami było ok. Nastepnego dnia było gorzej bo znowu zaczela sie zachowywac dziwnie, czyli wołała mnie do kuchni tylko po to zebym nie była z Panem Y w jednym pokoju sam na sam. Po czym jak przychodziła mówiła 'juz nic'... i to sie zdarzylo kilka razy. Tu już zaczelo sie piepszyc ;/ Wrocilysmy do domu i nadal wszystko bylo ok. Stwierdzilam ze msuze z nią pogadac i wszystko wyjasnic bo chce sprobowac z Panem Y a nie chce juz kryc sie po katach zeby sie do niego np. przytulic.... Wiec zapytałam czy moge... jesli sie nie zgodzi no to moze jakos przezyje ale nieukrywam ze fajnie by bylo jak by dala mi sprobowac. Powiedziala 'Rob co chcesz' kazała mi tylko sie z tym nie odnosic, nie mowic jej o nas itp. Dla mnie ok....
Tydzien po Pan Y z Panem T przyjechali do mnie. Po drodze zgarnęli Panią X bo akurat wracała do domu. Stwierdziłam ze to nawet dobrze bo nie bede musiała knuc jakis podstepow zeby ją wyciagnac z nami na impreze. Oni zrobili to za mnie
Poszlismy w czworke do klubu. My juz tak bardzo sie nie krylismy...szczegolnie jak potem troche wypilismy. Wieczor minał naprawde ok. Pani X do mnie nic nie miała. Była troche zła na chłopaków... Ale nadal gadałyśmy i naprawde juz myslalam ze wszystko sie układa. Az do tego weekendu kiedy to Pan Y zadzwonil do mnie i powiedzial ze moze przyjeda razem z Panem T. Ja oczywiscie powiedzialam to Pani X z nadzieja ze z nami pojdzie ale ona stwierdzila ze nie chce i nie chce wiec stwierdzilam ok, nie bede sie prosic. W efekcie faceci jednak nie przyjechali - to jest kawałek no i nie wyrobili sie z czasem troszke. Nastepnego dnia bylo wszystkich swietych. Od rana latałam po cmentarzach a Pani X zawracała mi głowe smsami... Jaks sie zapytała czy oni do mnie przyjechali to napisałam specjalnie z taką ironią 'taaaa.....przyjechali' (myslałam ze wyłapie ironie bo oni sa raczej mało słowni
i zawsze sie spozniaja ) no i pwoiedzialam ze nie mam teraz czasu gadac i napisze wieczorem. Wieczoremzadzwonilam do niej czy idziemy na cmentarz, i na który, a one ze na wszystkie 3, a ja ze jestem przeziebiona i ze nie mam ochoty jezdzic po wszystkich cmentarzach i ze jak chce isc to tylko na jeden, ona na to ze idzie na wszystkie i ze jak chce to moge nie isc, no to powiedzialam ze nie ide, na koncu byłop 'pa'- 'pa' i na tym sie skonczylo. Od tego czasu sie nie odzywa ;/ Nie sadze by sie nie odzywala o ten cmentarz raczej o to ze wtedy nie zadzwonilam po nią. Ale chciałm jej dać nauczke bo myslała ze bede ją błagac na kolanach zeby z nami szła tak jakby zawsze musialo sie krecic wszystko wokol niej ;/
Ona jest zazdrosna, o to ze piszemy, o to ze dzwoni, o to ze nawet sobie kupił starter w tej samej sieci co ja mam. O to ze chce przyjezdzac do mnie. O to ze zaprosił mnie na weekend do Szczawnicy. I ja jej sie NIE dziwie! Tylko ze sama sie na to zgodziła
A teraz jest juz za pozno bo ja naprawde zaczelam cos do niego czuc
To jest cała historia i wszystkie istotne szczegoły. Jeszcze co moge powiedziec. To to ze Pani X jest dosyc specyficzna osobą, nikt jej nie rozumie, wszyscy sie dziwia czemu sie z nia przyjaznie, ale ona jest moja siostra, zawsze moze na mnie liczyc, ona tez mnie nie raz wsparła....nie chce zeby to sie skonczylo przez jakiegos faceta. Dlatego mam dylemat ktora źle robi?
Czy to ja jestem ta egoistką? Nie mam prawa do niego chociaz wiąże z nim duże nadzieje jak z zadnym innym facetem? Czy nie powinnam poswiecac troche marnej przyajzni dla jakiegos faceta z ktorym nie wiadomo zy cos tak naprawde wyjdzie ? ![]()
Czy może to ona jest większa egoistką ode mnie? Zachowuje sie jak pies ogrodnika, chociaz sama nie ma u niego szans nie pozwoli komuś innemu spróbować...
Wiem ze najprosciej gdybysmy obie o nim zapomniały...tylko w tym wypadku to ja mam chyba wiecej do stracenia.....:(