tydzień temu, w wyniku kłótni, nie pozwolilam zabrać mężowi dziecko na spacer wieczorem. Zaczął mnie wyzywać, kopać i szarpać, więc ja tym bardziej nie chciałam mu dać dziecka (potem już typowo szłam w zaparte - wrzeszczał dziecko płakało, wyzywał, więc tym bardziej nie dałam mu wyrwać dziecka, mam wrażenie, że żadna matka nie oddała by takiemu partnerowi (w takim stanie) dziecka?). Pierwszy raz posunął się dalej niż wyzywanie i obrażanie, bo jak się kłócimy to bardzo żywiołowo, agresywnie, głównie to on wyzywa, trzaska drzwiami, płacze. Ja jakoś się uodporniłam, po prostu się nie odzywam albo mu przytakuje, bo wiem, że dyskusja nie ma sensu - on jest mistrzem w odwracaniu kota ogonem, i ja po prostu nie mam siły się kłócić więc mało się odzywam, bo wiem, że i tak nie przegadam - wg niego po prostu nie mam argumentów. I to go chyba jeszcze bardziej nakręca, tak jak ostatnio, tydzień temu.
Z perspektywy czasu mogłam mu dać to dziecko, bo nic by mu nie zrobił, no ale stało się, nie dałam...
Generalnie poszło o głupotę, a przerodziło się w największy kryzys do tej pory. I się zastanawiam, skoro z tak błahego powodu tak zareagował (nie dałam mu jej na spacer, moje argumenty: bo już była, bo jest późno, nie było też za ciepło tego dnia), to co będzie potem, jak spotkamy się z poważniejszym problemem? uderzy mnie?
z tej kłótni wypomina mi, że kazałam mu wypie*dalać - jedyne ostrzejsze słowo jakie wypowiedziałam, po tym jak mnie skopał po nogach (specjalnie kopałem po nogach i lekko, żeby cię nie bolało - jak mu powiedziałam, że jest niezrównoważony i że mnie bije) i wyzywał od najgorszych - wtedy nie wytrzymałam. Zwykle nie wyzywam takimi słowami, powiem mu, że jest niepoważny, głupi itp., ale nie wyzywam tak okropnie jak on mnie.
jak się przełamać i zacząć rozmowę? nie chce go zostawiac, nie jest złym człowiekiem, dziecko musi mieć ojca, a w tym jest dobry. Ale jak pomyślę o tym, co od niego usłyszałam i jak mnie szarpał to zbiera mi się na wymioty. Od tygodnia komunikujemy się tylko lakonicznie, albo o dziecku, zabroniłam mu siebie dotykać. Czuje się bezradnie, bo nie mam kompletnie pojęcia jak się zabrać do tego, jak wybaczyć, zapomnieć o tym?
dodam, że każda kłótnia to oskarżanie bo Ty, bo to przez Ciebie nie spędzamy wieczórów, przez Ciebie nie uprawiamy seksu, ja przecież chciałem - a nie daj boże jak jest czymś zdenerwowany, np tydzień temu - telefon mu się zepsuł - to jest tak rozdrażniony, odpowiada byle co, jest niemily i właśnie tak oskarża. Ja też nie jestem święta, często mam humory, siedzę sama z dzieckiem calymi dniami, no po prostu czasami mam te gorsze dni, czepiam się jak sprzątam cały dzień a on to w mgnieniu oka zniszczy.
Na codzień jest wesoły, bardzo dużo pracuje, swietnie zajmuje się dzieckiem, mamy nowy dom, z zewnątrz wyglądamy na super szczęśliwych.