Powiedzcie mi proszę, czy ktoś z Was spotkał się z sytuacją, kiedy zaproszonych gości jest powiedzmy 110, ale najprawdopodobniej ostatecznie będzie ich na weselu max. 80 (czyli ogólnie o jakąś 1/4 mniej przyjdzie niż jest zaproszone). Jak do tego podchodzą właściciele/managerowie sal weselnych? Ja - póki co - spotkałam się z tym, że nawet przy wstępnej rezerwacji muszę określić liczbę gości dosyć dokładnie i mogę ją miesiąc przed weselem zmniejszyć o max. 10%, co oznaczałoby płacenie za gości, którzy nie przyszli, a my mamy mały i dość napięty budżet... Póki co sprawdziliśmy z narzeczonym 5 sal, wszędzie ta sama sytuacja... Lepiej w takim wypadku założyć, że przyjdą wszyscy zaproszeni goście, czy podejść realnie i założyć mniejszą liczbę przybyłych?
Podobne tematy
Na dziwne sale trafiasz.
Ja mam na liście 120 osób. Właśćiciel sali stwierdził, że możemy spodziewać się, że przyjdzie z tego jakieś 80% w porywach do 90% zaproszonych i nie ma problemu. Na razie mam umowę rezerwacyjną a miesiąc przed samym ślubem podpisuję kolejną umowę już z określoną dokłanie liczbą gości. Wystarczy zaproszonych poprosić o potwierdzenie przybycia. Właściciel sali twierdził też, że jeszcze z tych co potwierdzą odpadnie jeszcze 3-5 osób w wyniku jakiś tam sytuacji losowych.
A nie prościej zgłosić mniejszą ilość gości? Jeśli zgłosisz (oczywiście nie w ostatniej chwili), że Ci ilość gości wzrosłą - nie sądzę, żeby ktokolwiek robił problemy, że więcej zarobi...
Niestety większość sal w których ja szukałam również podchodziło do tematu "od talerzyka" i koniec kropka. Dlatego zrezygnowaliśmy z tego rozwiązania gdyż w moim przypadku większość rodziny musi przejechać pół Polski na nasze wesele i boję się, że ta liczba którą założyliśmy może się zmniejszyć nawet o 40. Dlatego wyszliśmy z założenia, że naprawdę trzeba myśleć przyszłościowo i wesele weselem ale po co płacić spore kwoty bo to w granicach 180-220 od osoby i nabijać kieszenie właścicielom sali, którzy i tak mają dobrą przebitke na tych cenach. Zrobiliśmy rezerwację sali - bez cateringu. Zapłacimy kucharzom i obsłudze a wszystkie produkty na przygotowanie naprawdę wystawnego wesela kupimy sami. W ten sposób lekko licząc zaoszczędzimy jakieś 15 tys. a nie musimy się martwić o ilość osób, bo i tak jedzenia zrobi się troszkę więcej. Druga sprawa która mnie zraziła w kilku salach. Proponowane menu:/ np.tylko 5 zakąsek zimnych. Uważam iż to trochę śmieszne, to co na tych stołach będzie stało w formie zakąski? Jakaś wędlinka, ze dwie sałatki, jajca i coś tam. Poza tym sale doliczają dodatkowe koszty około 15 zł od osoby za tzw. wiejski stół.
Jeżeli jednak wolicie mieć ten problem z głowy, moja koleżanka znalazła na to sposób takowy:
Zapraszają wszystkich z listy co najmniej 3-4 miesiące wcześniej i piszą że proszą o potwierdzenie przybycia na np. miesiąc wcześniej. Jeżeli ktoś wypada z naszej listy to jest przygotowana druga lista "rezerwowa" i w miejsce tych gości którzy wypadli zaprasza się np. więcej znajomych. A miesiąc przed na zaproszenie wystarczy. Oczywiście znajomi myślą lub jakaś dalsza rodzina iż pierwotnie byli brani pod uwagę na listę gości. Nie wiedza że są za kogoś:) W ten sposób kumpeli nie zjawiły się na weselu tylko 2 osoby.
Po prostu mów o rozbieżności bo możesz mieć duży problem.
Poczują się naciągnięci.
Rekord jaki znam - ze 150 przyszło 80. Naprawdę tak było.
To u nas w rodzinie i takich najbliższych znajomych gdzie byłam na weselu, to zdarzało się że ktoś nie dojechał, ale to były sporadyczne przypadki.
U mnie powodem tej rozbieżności jest to, że mój ojciec ma 3 braci, z których 2 przebywa za granicą i raczej się nie pojawią, ale zaprosić ich trzeba, razem z ich dziećmi i rodzinami, plus kuzyn z rodziną, który raczej się nie pojawi (bo nie byłam na weselu jego córki w tym roku), ale moja mama jest gotowa śmiertelnie się obrazić na mnie, jeśli ich nie zaproszę... Póki co, jestem zdania, że chyba po prostu rodzinę i większość znajomych zaproszę z większym wyprzedzeniem, a w zanadrzu będę mieć "listę rezerwową". Lepszego rozwiązania na razie nie widzę.