Jeszcze do InzP:
Ludzie potrafią mieć bardzo różną genetykę. Jest Rosjanka, która ma 206 cm, a do tego jest ładna i zgrabna:
nieregulaminowy link
Polecam nagranie pokazujące, jak idzie przez tłum: kolejny nieregulaminowy link
Ona w tym tłumie wygląda jak przedstawicielka innego gatunku człowieka.
Pokazana wcześniej Islandka waży około kilogram więcej ode mnie, a podniosła 157.5 kg. To co, mi nie wolno było podnieść tamtego 120 kg bez skrajnego wysiłku? A jeżeli hipotetycznie podniosłabym na skrajnym wysiłku więcej, 130 czy 140, to co w takim przypadku, jej wolno 157.5 kg, a mi nie wolno 130-140?
Klio napisał/a:Trudno Aniu coś napisać sensownego, bo za mało jest danych. Dostrzegasz w sobie jakieś cechy, które odbiegają od stereotypowego pojęcia tego co kobiece i z jednej strony jest to dla Ciebie powodem do dumy, a z drugiej postrzegasz to jako coś negatywnego. Widać też, że masz w sobie mocno rozwiniętego ducha rywalizacji i stąd trudno Ci wejść w harmonijną relację, w której nie udowadniasz komuś/sobie czegoś.
Tak, ja lubię rywalizować i udowadniać, ale to też nie jest takie jednoznaczne. Bo z jednej strony chcę rywalizować i udowadniać, a z drugiej chcę harmonijnej relacji. Z jednej strony lubię zwyciężać i dominować, a nawet upokarzać, ale z drugiej lubię być też ciepła i słodka, a nawet uległa.
Jeśli chcesz to sprawdź u siebie poziom hormonów, ale piszę to tylko dlatego, że postrzegasz swoją siłę jako problem i coś nienaturalnego. Sprawdź czy wszystko gra, a jeśli gra, tzn. że doszukujesz się problemu i źródła swoich innych problemów nie tam gdzie trzeba.
Sprawdziłam hormony i są ok. Przyczyny faktycznie mogą leżeć gdzie indziej, bo w tle jest niezdrowa emocjonalnie rodzina. Moi rodzice oboje są DDA, a ojciec, który jest złośliwy i megalomański, moim zdaniem posiada zaburzenie narcystyczne. Mama była dla mnie bezpośrednio ok, ale tolerowała chore zachowania ojca względem nas obu. Taki "enabling parent".
Jest też jednak coś takiego, że ja cały czas czuję w sobie siłę. Nie mam tu na myśli jedynie "intelektualnej" świadomości tego, że jestem silna. Mam na myśli fizyczne poczucie siły, za którym idzie emocjonalne poczucie siły. Pisząc te słowa, czuję siłę w swoich barkach, ramionach, łokciach, przedramionach, nadgarstkach....aż po drobne stawy i koniuszki palców. To jest takie uczucie, jakby moje ciało pod skórą składało się z napiętych, ciepłych, stalowych lin. Gdy się na tym skupię, to czuję się tak, jakbym mogła połamać cały świat na kawałki. Czuję ogromną siłę i budzi to we mnie pewnego rodzaju podziw, ekscytację.
Chyba prawie każda kobieta, w tym także ja, lubi gdy mężczyzna jest wysoki, dobrze zbudowany, silny. To jest fajne, to budzi pewien pozytywny respekt, to jest pociągające. Dla mnie też, tylko problem w tym, że ja chyba czuję to równolegle do siebie samej. W przypadku mężczyzny mogę widzieć jego siłę, patrząc na jego mocną klatkę piersiową czy ramiona. Mogę też czuć jego siłę dotykając go, ale to jest dotykanie z zewnątrz, podczas gdy moją własną siłę czuję od środka. To trochę tak, jakby porównać pogładzenie dłonią powierzchni ciepłej wody w wannie, z byciem zanurzoną w tej wodzie i czuciem, jak obmywa ona całe ciało. Gdy się na tym skupię, to moja własna siła budzi u mnie odczucie głębokiego podziwu, respektu, wywołuje przyjemne mrowienie, dreszcz na karku, lekkie motylki w brzuchu. W trakcie pisania tego złapałam się na tym, że oblizuję i przygryzam wargi. Po chwili to się trochę uspokaja, ale jestem teraz rozluźniona i uśmiechnięta tak, jakbym napiła się trochę alkoholu.
W tym miejscu można zadać pół żartem, pół serio pytanie typu: "Upojenie się sama sobą - cenna umiejętność, czy poważny problem psychiczny?". 
Ja zaczynam teraz myśleć, że wcale nie jestem mało kobieca. Ja chyba jestem w pełni kobieca, tylko jednocześnie czuję do siebie samej to, co kobiety zwykle czują do mężczyzn. Może to jest tak, że emocjonalna rola mężczyzny w moim życiu jest już zajęta przez mnie samą. Brzmi to dziwnie, ale taka byłaby konkluzja powyższej obserwacji. Myślę też, że ja chyba w głębi serca pragnę dwóch różnych rzeczy. Z jednej strony chcę, aby mężczyzna był dla mnie silnym mężczyzną, względem którego ja byłabym miękka, uległa i kobieca. Z drugiej strony chcę, aby był względem mnie uległy i podporządkowany, pokonany i upokorzony przez tę część mnie, którą się sama ekscytuję powyżej. To jest zawiłe, ale ja chyba chcę, aby "silna część mnie" wygrała rywalizację z mężczyzną i pozbawiła go męskości, godności, prawa do decydowania o sobie.