Miałam 19 lat, on starszy dokładnie o drugie tyle - kawaler. Cóż to było za uczucie, wspaniałe, gorące, życia poza nim nie widziałam. Oczywiście rodzice nie akceptowali mojego nowego związku, wciąż nieustające kłótnie, wyzwiska pod moim i jego adresem. Rozmowy z rodzicami oczywiście były, jednak nic nie dały, zdanie mieli już wyrobione. W końcu przyszedł moment, że kupiliśmy bilety do anglii - nie mieliśmy już siły walczyć z całym moim otoczeniem. Dokładnie pamiętam dzień kiedy oświadczyłam mamie, że wylatujemy, że bilety kupione, że żyć tu nie będziemy - bo nie mamy jak. Widziałam jak płacze, jak się załamuje, jak nie wie co ma zrobić, jak uchodzi z niej życie. Nie obchodziło mnie to, miałam to w nosie, chciałam być szczęśliwa - to się liczyło. I ku mojemu zdziwieniu, mama powiedziała, że ok, że ona się z tym pogodzi - żebyśmy tylko nie wylatywali. Zostaliśmy. Dziś już nie jesteśmy razem, nasz związek trwał 3 lata. Z czasem stał się bardzo zazdrosny, nie do wytrzymania, wiecie - ja, młoda, radosna, uśmiechnięta dziewczyna, szukająca przygód (nie z innymi partnerami, bo o zdradzie go, nigdy nawet nie pomyślałam). On - coraz bardziej nieufny, doszukujący się we wszystkim podtekstów, zdrady. Doszło do tego, że kilka razy nawet mnie śledził, a to tylko przykład z wielu zaborczych sytuacji - suma sumarum - zostawiłam go. Kochałam całym sercem, ale to było nie do wytrzymania, nie potrafiłam żyć w złotej klatce, nie takiego życia chciałam. Oboje bardzo to przeżyliśmy, wtedy nie rozumiał - dziś już wie, co było nie tak. Mamy kontakt do dziś - koleżeński, nie związał się już z nikim. Różne są historie ludzi w różnym wieku, także życzę powodzenia.