netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

kolejna toksyczna miłość...

12 odpowiedzi3 703 wyświetleniazałożony przez basia301, 27.01.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » kolejna toksyczna miłość...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 ]

1

Temat: kolejna toksyczna miłość...

Witam wszystkich, jest to mój pierwszy post, chociaż czytam Was już bardzo długo. Mam pewien problem z byłym partnerem...to znaczy ja już sama nie wiem czyj to jest problem, czy mój czy jego. Otóż, rozstaliśmy się 2012, kiedy synek miał 1,5 roku. Po urodzeniu synka oddaliliśmy się od siebie, ja byłam wiecznie zmęczona, on znalazł ukojenie w alkoholu. Do tego dochodził hazard, maszyny w barach, o czym wiedziałam wcześniej, ale ślepo wierzyłam, że dziecko i ja go wyleczymy, że sam też się zmobilizuje do leczenie gdzieś na terapii/mitingach. Nic takiego się nie stało. Pił dalej, potem w nocy wychodził na dwie godziny, nie zdarzało się to zawsze po drinkach, ale na tyle często, że mogło zacząć wkurzać. Poza tym po alkoholu robił się niekiedy agresywny, wyzywał mnie, ubliżał, upokarzał... to są może drobne sytuacje, ale jednak...pamiętam pojedyncze sceny, kiedy powiedział, że 'wy...li blachę do pizzy jak jej zaraz nie umyje', potrafił przejść koło wieszaka, a jak coś spadło to już nie podniósł, bo źle powiesiłam, więc sama mogę kurtkę podnieść. Niby drobnostki, ale czułam się w niektórych momentach upokorzona. Oprócz tego często wyzywa moją matkę, mówiąc, że jest ropuchą, często takie smsy od niego dostawałam, że rodzice jej nie wychowali, ani dwóch męzów, że życzy jej szybkiego zgonu, bo to przez nią ja jestem taka zimna i nie mam serca. Nie zajmował się też synkiem...(dopiero teraz jak zaczął mówić ma z nim kontakt dobry i potrafi zorganizować mu czas zabawą). Często pił w tygodniu, na weekend, a potem rano odsypiał. W piątek drinki, rano jak synek się budził, to on zmieniał łóżko, ja szłam na spacer, wracałam usypiałam synka, on dalej spał, po czym wstawał i pytał co na obiad...wkurzało mnie to bardzo, bo też bym chciała sobie poleżeć... ale mi zawsze zależało, żeby dziecko miało spacer, a jak ładna pogoda, to żeby non stop było na powietrzu. Ogólnie uważam, że swoimi wulgaryzmami mnie ranił i krzywdził, więc powiedziałam mu, żeby się wyprowadził. Spokojnie to przyjął, wyprowadził się, przyjeżdżał do synka, czasem pozwoliłam mu zostać, zabroniłam mu pić u mnie w domu...chociaż dwa razy zdarzyło mu się popić u mnie, jak przyjechali chrzestni, a jak ja widzę, że podnosi kieliszek to robię się od razu nerwowa...zdarzało mu się, że pojechał po pijaku do swojego domu, bo go "wkurzyłam". Generalnie wiele nie trzeba, żeby się obraził. Czasem wystarczy nieodpowiednie słowo i masz dwa dni z głowy...jednak wg mnie on sobie na dużo pozwalał w stosunku do mnie i mi nie wolno się było obrazić albo ja po prostu nie umiem się nie odzywać jak się mieszka pod jednym dachem.
Do czego zmierzam...nie mieszka już dwa lata, a jak w domu swoim wypije, to zaczynają się wulgarne smsy do mnie, czasami dotyczą mnie, a czasami mojej matki. Pisze mi, że jestem wyrachowana, że wróciłam do pracy, mam mieszkanie i jestem za pewna siebie, dlatego go wywaliłam. Wcześniej jak jeszcze mieszkał, to wiele razy słyszałam, że sama to ja sobie nie poradzę. Pije, z tego co mówi to gra. Czasami przyjeżdżał jak zbity pies i opowiadał jak on to wie, że ma problem i, że sam sobie nie poradzi, że idzie się leczyć, ale to była z jego strony manipulacja. W ciągu tych dwóch lat ze dwa razy chciał wrócić, ale ja się nie zgodziłam...to wtedy mi pisze, że dobrze, że się określiłam, bo on właśnie ma randkę z seksem, więc chce wiedzieć na czym stoi, po czym nigdzie na randkę nie jedzie. Generalnie nie chce do niego wracać i nie chce, żeby on tutaj wrócił. Ledwo wytrzymuje z nim weekend. Chodzę również na terapię dla współuzależnionych partnerów hazardzistów, bo nie mogę sobie z jego manipulacjami poradzić. Obwinia mnie i moją matkę o rozpad związku, że go odrzuciłam po urodzeniu dziecka. Ja nie twierdze, że tak nie było, ale powiem szczerze, że miałam dosyć jego fochów, lenistwa, picia i obrażania się i mnie. Skupiłam się na dziecku i tyle. Ma 41 lat, ja 31, a zachowuje się czasem gorzej niż 15. Ostatnio znów mi mówił o tym, że potrzebuje mieć kogoś, żeby się leczyć, że musi to robić dla kogoś...na terapii mówią, on ma się leczyć dla siebie, a nie dla kogoś...,że to manipulacja.

Wiele razy mówiłam mu, że to koniec, żeby sobie nadziei nie robił, to on się obraża, bo chce przecież dobrze, a ja wszystko niszczę. Że dostałam to czego chcę, czyli dziecko i go wywaliłam. Że jestem niedojrzała. A ja czuję, że samej mi jest lepiej... potrafię zarobić, nie muszę się martwić, czy ktoś mi zawinie pieniądze z portfela czy nie, czy jak wypije to wylezie gdzieś czy nie, czy będzie mnie obrażał czy nie itp. Chce to sprzątam, a jak nie to nie. A on niby takie pedant, ale jak mieszkaliśmy razem to rzadko sprzątał, bo albo w pracy albo dogorywał po piciu, ale do mnie miał wieczne pretensje...

Pewno dnia chciał nasypać cukier do cukierniczki z pojemnika i wysypał cukier na podłogę... to wiecie co się działo w domu..."ku..., co z debil nasypał tak dużo, ja pier...lę, wszystko się będzie kleić, ja pier...lę, kur..., pewnie jej matka tyle nasypała, co za beton", a ja w pokoju drugim płakałam z synkiem na rękach, bo emocję wzięły górę. Ja w ogóle nie mogę zrozumieć jak można się tak zachowywać z powodu takie błahej rzeczy.
Inne razu, zepsuł się samochód, byłam w trzecim miesiącu ciąży...fakt zepsuł się na środku skrzyżowania w godzinach szczytu, ale możecie sobie wyobrazić co się działo, wydzierał się na mnie, na moją matkę, znów na mnie, po czym kazał mi pchać samochód, a za chwilę się darł, że co wyprawiam, przecież jestem w ciąży...ja stałam tam jak popychadło i nie wiedziałam co robić, więc co nie krzyknął to robiłam. A robiłam tak, żeby go bardziej nie zdenerwować, więc starałam się być posłuszna.
Kiedyś nie mógł wyjechać ze śniegu... więc mówi wsiadaj, on popchnie, oczywiście, nie umiałam operować sprzgłęm czy biegiem tak jak powinnam, żeby wyprowadzić samochód ze śniegu więc też nerwy, krzyki itp. A jak tylko zeszliśmy na dół powiedziałam do niego, pożycz od sąsiada łopatę, odkop trochę, ale nie...on musiał po swojemu, co skończyło się płaczem moim i jego krzykiem...
Na swoje urodziny dostał dużo kasy na urodzenie synka, byłam w ciąży wtedy...to jak goście wyszli to on położył się spać, ale za 5 minut wstał i poleciał wszystko przegrać. Miałam mu nie dawać forsy, nawet ją schowałam, ale pomyślałam sobie, że nie będę się z gnojem szarpać.
Kolejna sytuacja - wylądowałam kiedyś u jego kuzyna na noc bo pił alkohol i łykał jakieś tabletki wtedy - jak usłyszałam w nocy, że rozmawiam z jego kuzynek to mnie "szturchął", wypieprzył kuzyna, nawyzywał mnie od ku..., szmat, a ja jeszcze próbowałam mu tłumaczyć. Wróciłam rano...jeszcze go trzymało, wypieprzył mnie znowu..., po paru dniach wybaczyłam, bo nie wiedział co robi, bo tabletki, bo coś tam...

Teraz może takich rzeczy aż nie robi, bo nie ma okazji. Ja mieszkam u siebie, on u siebie, ale dalej mnie męczy smsami i wkurzaniem sie. Ostatnio przyjechał i mówię mu, żeby poszedł na spacer z mały, a on oczywiście litania..., że wszystkich z tymi spacerami pokur...iło, że dziecko chore, a ja na spacer, że go na pewno przeziębiał tymi spacerami itp. A dziecko lekki kaszel i katar i chodzi do przedszkola, to choćby nie chciał to choruje co jakiś czas...

Ogólnie zawsze jak mu coś nie przypasuje, to wykład, że słowa nie można wtrącić i do tego nie słucha... jest nieprzyjemny, ciągle żartuje z mojej mamy, brata lub ich wyzywa, w zależności czy chce mnie obrazić czy pożartować sobie ze mnie i sam się pośmiać.

Przepraszam,że tak długo,ale musiałam się gdzieś wygadać, bo wydaje mi się,że ciągle mną manipuluje (tak mówią na terapii dla hazardzistów), ja nie potrafię zapomnieć tego co robił, a on wywołuje we mnie poczucie winy, że on taki był zawsze, że wiedziałam ze jest hazardzistą, że pije bo go odrzuciłam, że gdybym go nie denerwowała to by na mnie się nie darł, że go sprowokowałam...

Jedynie mam wyrzuty sumienia w stosunku do dziecka, że tęskni za ojcem, i to moja jedyna wina...nie chce się dać zaszczuć...

2

Odp: kolejna toksyczna miłość...

Strasznie sie tego czytalo...Zastanawia mnie na ile masz swiadomosc,ze zyjesz z psychopata-potworem?Czy na terapiach,na ktore chodzisz dowiedzialas sie jk wyglada zwiazek ze sprawca przemocy?pzdr.

3

Odp: kolejna toksyczna miłość...

Autorko, zauważ ze slowo toksyczna zawiera sens, którym jest trucizna. Wiecej na temat nie ma sensu pisać. Reszta jest po prostu poszukiwaniem odtrutki, jeśli oczywiście nie godzisz się na bycie dalej zatruwana.

4

Odp: kolejna toksyczna miłość...

Mimo, że nie mieszka już 2 lata ze mną, to ciągle te jego teksty wpływają na mnie depresyjnie, te smsy,  słowa...potrafi być miły i tak mi nagadać, że czuję się mega winna rozpadu związku, że podjęłam zła decyzję o wyprowadzce jego, wyrzuty sumienia są olbrzymie, szczególnie kiedy podkreśla przywiązanie synka do niego. Te ciągłe powtarzanie tego, że robię wszystko tak jak mamusia chce, że żyję z mamusią, a nie z nim, i że zawsze tak było...że nigdy się nie czuł częścią rodziny i nigdy tak naprawdę nie pomogłam mu wyjść z nałogu hazardowego. Jak namawiałam na terapię to źle, jak znalazłam mitingi to też źle, bo nawet tam podobno pojechał, ale jakoś nie znalazł. Czasami potrafi napisać sms'a czy to już naprawdę koniec bo on się właśnie umawia na randkę, jakby chciał mnie zaszantażować, że jak nie wrócę to on sobie kogoś znajdzie... tego było tyle, że ja nie jestem w stanie opisać wszystkiego... czy wszyscy faceci czepiają się matek? zwróciła mu kiedyś uwagę na coś i teraz tylko 'stara ropucha...itp'. Czasami przeprasza, a potem smsy i od nowa wyzwiska... a potem tłumaczenie, że przecież wypił i przeprasza...

5

Odp: kolejna toksyczna miłość...

I tak bedzie w kolko.Z tego jest tylko jedno wyjscie-odejsc od niego.Nie wczuwaj sie w jego manipulacje.Bedzie probowal wszystkiego-nawet szantazuje cie zdrada.pzdr.

6

Odp: kolejna toksyczna miłość...

Mój oprawca znowu zaszalał...tym razem zrobił awanturę o to, że moja mama pojedzie z z naszym synkiem na wakacje...że może sobie zabrać co najwyżej swoje śmierdzące gacie, a on się nie zgadza na jej wyjazd z wnukiem na tydzień nad może...wczoraj seria smsów,że pójdzie do mojej mamy do pracy i zrobi rozróbę, żeby wszyscy dowiedzieli się jaka jest naprawdę, potem że pójdzie do mojej pracy i porozmawia z szefową, że już wstępnie rozmawiał, że chętnie ona z nim też porozmawia...to oczywiście blef, ale oblałam się zimnym potem momentalnie, jak takie rzeczy czytam...dodam jeszcze, że jego mama wie o wszystko, więc też mi się dostało, że jej mówię, co robi, jak się zachowuje. Pisał, że robię mu koło pióra, że się wybielam, że utrudniam mu kontakt z dzieckiem, a przypominam, że mimo rozstania, przyjeżdżał na weekendy, nawet zostawał na noc i czasami w tygodniu też jak nie pracowałam popołudniu. W tym tygodniu dużo siedziała moja mama, więc nie przyjeżdżał, bo nie chce jej widzieć, mimo że nikt mu nie zabrania przyjeżdżać...i od tego się zaczęło. No i że mam go informować co u synka smsami w tygodniu. Czasami pisałam, czasami nie...w ogóle zastanawiam sie czy ja mam obowiązek cokolwiek mu pisać, czy to moja dobra wola? Wczoraj podejrzewam,że pił i pewnie jeszcze poleciał grać. Jest hazardzistą. Dziś już napisał bardziej normalnego sms, pewnie przegrał forsę i dotarło do niego co pisał do mnie uje, ale nie odpisuję. Nie dam się wciągnąć w te gierku, że on to źle robi i musi poszukać sobie terapii, kolejna manipulacja z jego strony...nie odpisuje nic.
Wczoraj jeszcze przez telefon mówił, że jeden weekend ja, drugi on, ja mówię ok, a dziś już piszę, że nie będzie go zabierał, że mogę sobie organizować urodziny, czy co tam chce...pewnie nie ma forsy...a wczoraj są chciał mu organizować...

7

Odp: kolejna toksyczna miłość...

Wiesz zauważyłam, że przy tego typu ludziach (szczególnie gdy objawiają typ choleryka) trzeba trzymać się przy Swoim i nie pokazywać słabości (ustępować, pierwszym się odzywać, umożliwiać zmianę po 15 razy jakieś zasady/ustalenia itp.). Musi widzieć i czuć, że On nie jest jedynym co wyznacza granice. Jak chciał organizować urodziny to powinnaś "truć Mu dupę" o to, aby wiedział, że jak coś obiecuje/podejmuje się tego to nie może od tak Sobie zmienić zdania, bo Mu NAGLE NIE PASUJE. Zobaczysz, że w przyszłości zacznie częściej robić tego typu rzeczy.
Olej Jego groźby (chociaż będzie to trudne), a jak za często będzie robił awantury to załóż niebieską kartę - może to schłodzi Jego głowę.

8

Odp: kolejna toksyczna miłość...

I jak się uwolnić od takiego oprawcy, kiedy w grę wchodzi wspólne dziecko? Oczywiście znów awantura, a zaczęło się niewinnie, od zwykłej rozmowy na temat mojej pracy. Powiedziałam mu w luźnej rozmowie, że jak zmienię pracę to pewnie kupię samochód i zacznę w końcu jeździć, bo nie wyobrażam sobie dojeżdżania do pracy i przedszkola autobusem. No to zrobił awanturę, że "zabrania mi jeździć samochodem, bo nie umiem", ja mu na to, że nie może mi zabronić jeździć z dzieckiem, że jest tak samo moje jak i jego. No to zaczęło się, że jak mu się coś stanie to mnie dosłownie "zaciuka", że jestem beton, bo wiem, że mi nie idzie jeżdżenie, a pcham się do samochodu, że pewnie mamusia mi coś nagadała, że jesteśmy betony wszyscy itp. Aha no i, że jeszcze mam pretensje...to ja się pytam, jakie ja mam pretensje...oczywiście powtórzyłam to chyba z 5 razy, ale on był w takiej furii, że nie był w stanie tego usłyszeć, a co dopiero odpowiedzieć. Kiedy mu powiedziałam, że przecież wiadomo, że najpierw pojeżdżę sama, poćwiczę, to oczywiście powiedział, że powinnam od tego zacząć, a nie go w.......ć. Pewnie powiecie, że w ogólne nie powinnam się mu tłumaczyć, ale już tak mam, że pewnie rzeczy chce racjonalnie wytłumaczyć i dostaję potem po głowie...
Zaczął też mówić o powrocie..., że niszczę rodzinę, że myślę o własnej d...e, że powinnam pomyśleć o dziecku, czym wzbudza we mnie ogromne wyrzuty sumienia, że to może naprawdę moja wina, że tylko wyolbrzymiam te jego akcje, które potrafi mi zrobić. Czasem naprawdę myślę sobie, że to moja wina, że ta moja bierność spowodowała, że on się tak zachowuje....ale kiedy myślę trzeźwo to widzę, że takie "akcje" zdarzały się już wcześniej.
Co sądzicie o tym? Wracamy kiedyś z zakupów, niedziele lub sobota, jesteśmy razem, wszystko ok...dzwoni moja mama, że u brata nie ma prądu, coś się popsuło, coś tam w gniazdku się dzieje itp. M. z zawodu elektryk, niby dobry, więc mówię, że będziemy przejeżdżać, to wpadniemy, M. zobaczy co się dzieje. Kiedy kończę rozmawiać mówię: "Wpadniemy do brata bo coś mu się dzieje w kontaktach..." No i się zaczęło, że go wykorzystuję, że jak to dorosły chłopak nie umie tego robić, to ja mu na to, że nie umie, ojciec nie zdążył go nauczyć, to on mi na to, żę jemu też nikt nic nie pokazywał, że sam doszedł do wszystkiego, że chciał, był ambitny, a my to taka rodzinka, że tylko wszystko zlecamy wszystkim, żeby za nas robili, dlaczego mojej mamy mąż tego nie zrobi...nie pomogły tłumaczenia, że jedziemy po drodze, że to dla niego pestka, żeby zrobić, że to coś poważniejszego w tych kontaktach. Czy to naprawdę takie nienormalne, że powiedziałam, że wpadniemy? On mnie też wielokrotnie prosił i prosi nawet teraz, żebym mi coś z niemieckiego pisała, tłumaczyła, robiła szkolenia po niemiecku za niego i ja oczywiście nie mogę odmówić i nie mogłam bo obraza majestatu...i on jak się uprze, że trzeba coś zrobić, typu jakiś e-learning to jest tak namolny, tak kręci, żeby najlepiej zrobić już i teraz. Zeby miał z głowy.
W ogóle jak go ktoś o coś prosi to jest maskara ze zrobieniem. Własna matka nie prosi go o pomalownie czegoś w domu, bo woli wynająć fachowców, bo sama mówi, że nie chce, żeby jej ktoś "fukał" i robił łaskę. Oczywiście jak z nim rozmawia to on mówi, że dużo pracy, ona, że to rozumie, więc wszystko grzecznie, ale opowiadała mi o tym jego malowaniu kiedyś.
Czytałam ostatnio artykuł o agresji słowniej i tam wiele sytuacji jest opisanych, które ja mogę odnieść do swojej sytuacji, ale zaraz zaczynam się zastanawiać, czy ja nie przesadzam...?

9

Odp: kolejna toksyczna miłość...

Basiu- " ...masz wyrzuty co do dziecka.." a to ci dobre. Wyrzuty będziesz mogła mieć za kilka lat. Byłam w baaaarrrdzo podobnej sytuacji kilka lat temu i co.? Gdy nie dawałam już rady i powiedziałam córce, że chcę się rozwieść z jej  tatą, wiec o co mnie zapytała?? " czy to ostanie się szybko ..?" - bez komentarza

10

Odp: kolejna toksyczna miłość...

Powiem Ci, że synek czasami pyta mnie czy tata mi dokucza, tłumaczę mu, że nie możemy się dogadać, ale tata będzie do niego przyjeżdżał, bo go kocha. I nie twierdzę, że nie, bo kocha go bardzo. Synek też go uwielbia, wręcz jest za nim jak jesteśmy w trójkę, ale to dlatego, że on mu obiecuje, że mu wszystko kupi, daje mu bajki do oglądania na telefonie, wygłupia się z nim i wymyśla czasami durne teksty, które mój synek powtarza...tzw. "żarciki"... mi się nie zawsze to podoba... no i takie to porąbane życie...wiem, że to rozstanie niekoniecznie musi wpłynąć negatywnie na dziecko, jak wielu psychologów twierdzi...

11

Odp: kolejna toksyczna miłość...

a widzisz.. on już pyta. Dobrze, że kazałaś się tatuśkowi wyprowadzić i proszę nie zmieniaj tego. Trzymam kciuki, bo wiem, że nie jest łatwo, oj nie. Ja drania miałam na co dzień - zanim zdecydowałam się odejść/ rozwieść skończyłam na terapii - depresja, a córka w psychologa dziecięcego

12

Odp: kolejna toksyczna miłość...

Witam ponownie, nie uwolniłam się od swojego oprawcy, bo mimo że nie mieszka ze mną to uczestniczy w życiu dziecka, a przy okazji moim też. Mam tego dosyć, bo tak ostatnio pomyślałam sobie, że nigdy nie ułożę sobie życia, bo smsy które dostsję od niego mnie dołują. On ciągle przeżywa huśtawkę nastrojów, prosi mnie lub żąda, żebym wróciła tak wszystko prezentując, że powinnam się zgodzić. Bo on taki dobry, a moja matka i ja to złe, ale jakbyśmy byli razem to by było dobrze. Minęło już 3,5 roku, a ja jak głęboko sobie o tym pomyślę to wolę żyć z mamusią toksyczną - tak on ją nazywa - niż z toksycznym partnerem. Tak się też zastanawiam, czy coś złego jest w tym, że czasem konsultuje sie  z matka, przeciez z koleżankami też czasem to robię...? Tak jak już pisałam, najbardziej dziecka szkoda, bo jest związany z ojcem, ale wie, że ojciec nie mieszka z nami, jest do tego przyzwyczajony.

13 Ostatnio edytowany przez Lillka-15 (2016-07-15 12:55:29)

Odp: kolejna toksyczna miłość...
basia301 napisał/a:

bo mimo że nie mieszka ze mną to uczestniczy w życiu dziecka

Normalna sprawa. Konsekwencje posiadania dziecka z nim.

basia301 napisał/a:

a przy okazji moim też.

Skoro na to pozwalasz (bo nie jest inaczej).
Może zapytaj dziewczyn, które są ogarnięte, a mają podobną sytuację jak ty, jak udało im się dopuścić ojca do dziecka, jego wychowania, życia, a już do swojego nie. Po prostu nie chcesz się z nim emocjonalnie rozstać.

Posty [ 13 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » kolejna toksyczna miłość...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026